Rikihei Inoguchi, Tadashi Nakajima, Roger Pineau
Boski Wiatr. Japońskie Formacje Kamikaze w II Wojnie Światowej
W XIII wieku, u szczytu swojej potęgi, Imperium Mongołów, którego władcą był podówczas Kubilaj-chan, dwukrotnie (w 1274 roku oraz w 1281 roku) próbowało podbić Japonię. W obu przypadkach, po wstępnych sukcesach sprowadzających się do zdobycia pomniejszych wysp (Cuszimy oraz Iki) i próbach desantu na Kiusiu, ogromna flota mongolska zaznała niszczycielskiej siły przyrody – zarówno podczas pierwszej, jak i drugiej wyprawy, tajfun o niespotykanej wcześniej mocy zmiótł mongolskie okręty, z których wiele poszło na dno wraz z załogami, co ocaliło Japonię przed mongolską hordą. Dwukrotna koincydencja była na tyle fortunna, a przy tym niezwykła, że owo zrządzenie losu uznano za interwencję bóstw opiekujących się Japonią, zaś tajfun, który pochłonął flotę inwazyjną został nazwany Boskim Wiatrem (jap. 神風, Kamikaze). Kilkaset lat później, w roku 1944, niedługo po klęsce poniesionej w bitwie na Morzu Filipińskim (19 – 20 czerwca) – pośród amerykańskich lotników i marynarzy określanej wymownym mianem The Great Marianas Turkey Shooting (pol. wielkie polowanie na indyki nad Marianami) – która ostatecznie łamie potencjał japońskich sił powietrznych (w przeciągu 2 dni Japończycy tracą 315 samolotów oraz 3 lotniskowce), Kraj Kwitnącej Wiśni znajduje się w podobnie beznadziejnej sytuacji. I tym razem potęga wroga zdaje się być zbyt wielka, by można się jej przeciwstawić, a szanse na odwrócenie losów japońsko-amerykańskiego konfliktu należy rozpatrywać w kategoriach cudu.



























