Któż z męskiej części polskiej populacji nie oglądał kiedyś, choćby mimo woli, „Stawki większej niż życie” z niezapomnianym Stanisławem Mikulskim (1929-2014) w roli polskiego komunistycznego superszpiega Hansa Klossa? Popularność tego serialu, wciąż na okrągło przypominanego na różnych kanałach TV, utrzymująca się mimo działań płatnych prześmiewców PRL, jest wraz z reakcjami na podobne seriale (choćby „Czterej pancerni i pies”), przyczynkiem do poważniejszej analizy socjologiczno historycznej. Ponieważ serial był hitem, nie tylko w Polsce i w Układzie Warszawskim, na jego podstawie powstał komiks, który również okazał się sukcesem wydawniczym. Logicznym pójściem za ciosem była i książka (pióra Andrzeja Zbycha*), forma pośrednia między powieścią, a zbiorem opowiadań.
Choć Kloss był jedną z postaci, które na pewno wywarło wpływ na moje dzieciństwo, nie pałałem do serialu aż taką miłością, by przeznaczyć czas na czytanie książki. Kiedy jednak wydano również audiobook z głosem Stanisława Mikulskiego, z chęcią po niego sięgnąłem.
Wrażenia z odsłuchu? No cóż – Andrzej Zbych* nie okazał się piórem najwyższego lotu. Proza dość poprawna stylistycznie, ale absolutnie nic więcej. Średnie rzemiosło. A treść? Powiedziałbym, że Kloss jaki jest, każdy wie, ale nie do końca. Ja często, gdy nie ma niczego interesującego w TV, pozwalam lecieć podobnym serialom, które nie mają niczego wspólnego z historią i realnym światem, gdyż ich infantylnie optymistyczne oraz czarno-białe widzenia dobra i zła mnie relaksuje. Inna sprawa, że dla młodzieży chyba takie wzorce są lepsze niż pokazywanie jej przewrotności, podstępności, powszechności i banalności zła… Wracając do tematu, komiks jako dziecku bardzo mi się podobał, serial do dziś mnie relaksuje, ale audiobook (książka na pewno ma tak samo) miejscami mnie wnerwiał, a tych wnerwień było pod koniec jakby coraz więcej. Co mnie wkurzało?
Jeśli ktoś się bierze za pisane o wojnie, to by wypadało, żeby odróżnił pistolet od rewolweru! Jest między nimi mniej więcej taka różnica, jak między widelcem i łyżką. Nie to samo, prawda? A jednak autorzy* traktują oba rodzaje broni jak jeden, a nawet potrafią tę samą sztukę w jednym zdaniu nazwać rewolwerem, a w następnym pistoletem. Takie zlewanie tematu i odbiorców, delikatnie mówiąc, chluby im nie przynosi. Mogę zrozumieć fałszowanie historii, zero-jedynkowy dobór postaci, czarno-białą moralność – no cóż, taka konwencja. Skrajna niekompetencja, to całkiem co innego. W serialu filmowym tego nie widać, bo broń po prostu jest ukazania, a nie nazywana, ale w książce aż boli. Na pewno nie sięgnę już po wersję drukiem, i nie powrócę do audiobooka, mimo iż interpretacja Mikulskiego była w porządku. Serial zaś na pewno jeszcze kiedyś włączę w trakcie śniadania, tłuczenia orzechów, czy po prostu, gdy znów nie będzie niczego lepszego. I niech to Wam wystarczy za mój komentarz omawianej tej produkcji.
* Andrzej Zbych – pseudonim literacki spółki autorskiej scenarzystów telewizyjnych oraz teatralnych Andrzeja Szypulskiego i Zbigniewa Safjana.
P. S. Ukraina wciąż walczy nie tylko o swoją wolność, a my, choćby w pewnym stopniu, możemy pomóc jej obrońcom i obrończyniom, w tym także naszym chłopakom na wojnie. Każde wsparcie i każda wpłata się liczy! Można wspierać na różne sposoby, ale trzeba coś robić. Tutaj zrzutka na naszych medyków pola walki działających na froncie pomagam.pl/b4t636

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)