Minae Mizumura
Prawdziwa powieść
Utwór to konstrukt niesłychanie złożony, a przy tym obszerny (polskie wydanie liczy sobie niemal 750 stron). Skromna Przedmowa oraz zdecydowanie bardziej rozbudowana, prawie stu stronicowa Bardzo długa opowieść poprzedzająca prawdziwą powieść snute przez Minae, pierwszoosobową narratorkę, literacką alter ego autorki, informują nas, że dzieło ma na celu przybliżenie historii Tarō Azumy, którego bohaterka poznaje w USA. Tarō, sierota z Japonii, jako młody chłopak trafia do Nowego Jorku, gdzie otrzymuje pracę szofera u Amerykanina, który współpracuje z ojcem Minae w japońskiej firmie produkującej m.in. endoskopy. Młody człowiek przypada do gustu tacie Minae, który usilnie stara się przekonać centralę, by zatrudnić Tarō. Gdy młodzieniec otrzymuje szansę, dzięki żelaznej sile woli, samodyscyplinie oraz ogromnej pracowitości w pełni ją wykorzystuje – w przeciągu kilku lat robi zawrotną karierę, choć kaliber jego możliwości jest na tyle duży, że nie mieści się on w strukturach przedsiębiorstwa. Tarō rezygnuje z pracy na etacie i zaczyna zakładać własne spółki przynoszące ogromne zyski, które w niedługim czasie czynią go milionerem i jednym z najbardziej wpływowych Japończyków w USA. W chwili, kiedy Tarō Azuma jest już postacią powszechnie znaną i szanowaną (ale wciąż bardzo tajemniczą), Minae, podówczas ponad 50-letnia pisarka, ciesząca się niemałą renomą, przebywa w Kalifornii, prowadząc gościnne wykłady na Uniwersytecie Stanforda. To właśnie na amerykańskiej ziemi, z którą Minae ma trudne i złożone relacje (kobieta przyszła na świat w Kraju Kwitnącej Wiśni, ale w wieku 12 lat razem z rodzicami zamieszkała w Nowym Jorku – w nowym środowisku nie potrafi i nie chce się odnaleźć, cały czas ogromnie tęskni za ojczyzną i utrzymuje z nią kontakt poprzez zanurzanie się w japońskim świecie literatury, a kiedy usamodzielnia się na tyle, że sytuacja finansowa pozwala na swobodne dokonywanie wyborów, po latach spędzonych na obczyźnie powraca do Japonii) dochodzi do niezwykłego spotkania. Minae odwiedza Yūsuke Katō, młody redaktor czasopisma literackiego (fizyk z wykształcenia), który przed kilku laty przypadkiem spotyka Tarō Azumę w Japonii. W trakcie pobytu u kolegi w Karuizawie, popularnym kurorcie, w czasie święta zmarłych O-bon, Yūsuke błąka się po okolicy. Problemy z wyczuciem czasu i przestrzeni oraz drobny wypadek rowerowy skutkują niezapowiedzianą wizytą w jednej z chylącej się ku upadkowi letniskowej willi w nieodległej miejscowości Oiwake. To właśnie tu wytchnienia szuka Tarō Azuma, choć sam mężczyzna nie jest zbyt skory do jakichkolwiek rozmów z obcymi – inaczej jednak sprawy mają się z Fumiko Tsuchiyą, która razem z Tarō przebywa w Oiwake. Kobieta otwiera się przed Yūsuke Katō i opowiada o burzliwych i tragicznych, młodzieńczych latach Tarō Azumy. Zasłyszana historia kiełkuje w umyśle Yūsuke Katō, który postanawia opuścić Japonię i wyruszyć do USA, by raz jeszcze zobaczyć Tarō Azumę – kiedy poszukiwania mężczyzny nie przynoszą rezultatu, w akcie desperacji Yūsuke decyduje się na kontakt z Minae, która, jak udaje mu się ustalić, przed laty znała się z Tarō Azumą. Yūsuke przekazuje Minae wszystko, czego dowiedział się o Tarō Azumie, co dla pisarki borykającej się z twórczą niemocą, staje się rodzajem objawienia: Nerwy miałam napięte z powodu trwającej całą noc ulewy. Czułam też wzburzenie wywołane opowieścią tego mało mi znanego człowieka. Jednocześnie wzbierały we mnie fale podniecenia, które powodowało, że miałam ochotę wybiec i pędzić w nieskończoność w noc, oraz niedającej się wyrazić słowami radości, bo wydawało mi się, że w moje życie wkroczyła opatrzność. W wyniku licznych zbiegów okoliczności pewien młody człowiek przybył z daleka, by podarować mi „historię jak z powieści” i podarował ją właśnie mnie, tylko mnie. Przybycie Yūsuke było łaską Niebios, którą mi zesłano. Wydawało mi się, że słyszę z góry głos mówiący: „Narodziłaś się, żeby być pisarką”. Zdarzył się cud, myślałam [1]. Sprezentowana opowieść, której wątkiem przewodnim jest miłość, przywodzi Minae na myśl Wichrowe wzgórza, co rodzi pomysł, by słowa Yūsuke przelać na papier w formie inspirowanej utworem Emily Brontë: Widziałam w tej opowieści szczególne podobieństwo do pewnej angielskiej powieści, która przy każdym czytaniu robiła na mnie silne wrażenie. Napisana ponad sto pięćdziesiąt lat temu przez pisarkę o inicjałach E.B. rozgrywała się na wrzosowiskach Yorkshire i weszła do kanonu literatury światowej. To pewnie dlatego, że czytałam tę książkę na okrągło, usłyszawszy historię Tarō Azumy, pomyślałam, że jest „jak z powieści” [2]. Zamiar przekuty zostaje w czyn, tyle, że z racji odmiennych realiów, czasów, postaci czy języka, płodzone dzieło coraz mocniej oddala się od swego pierwowzoru, zaczynając żyć własnym życiem.
Osią fabularną Prawdziwej powieści jest życiorys Tarō Azumy oraz perypetie powiązanych z nim trzech, wpływowych japońskich rodzin, które pozwalają autorce nakreślić bogaty pejzaż powojennej Japonii, począwszy od naznaczonych cieniem wojny wczesnych lat 50-tych, poprzez złoty okres „japońskiego cudu gospodarczego” od lat 50-tych do 70-tych, a skończywszy na czasach bańki spekulacyjnej (1986 – 1991) i następstw związanych z jej pęknięciem w latach 90-tych. Na naszych oczach Kraj Kwitnącej Wiśni ulega mniej lub bardziej gwałtownym i głębokim przeobrażeniom. Widoczne są one w sferze ekonomicznej, kiedy to Japonia otrząsa się z zaznanej klęski i przy niemałym wsparciu USA, stopniowo odbudowuje swoją gospodarkę, która z biegiem czasu staje się jednym z najpotężniejszych, światowych rynków. Nieco mniej dynamiczne zmiany zachodzą w kwestiach kulturowych i społecznych, które objawiają się w nieśmiałych próbach negacji patriarchalnych wzorców, jak i w stopniowym zacieraniu się różnic i zanikaniu barier klasowych. Te ostatnie pełnią o tyle ważką rolę w utworze, że ukazany zostaje ich niezwykle toksyczny wpływ na myślenie, postrzeganie rzeczywistości oraz podejście do międzyludzkich relacji – na przykładzie Tarō Azumy doskonale widać, jak jałowe, bezsensowne, zaślepiające i krzywdzące są uprzedzenia żywione względem ludzi, którzy rodzą się i wychowują w dołach społecznej hierarchii. Pochodzenie tego typu ludzi staje się dla nich znamieniem, piętnem, przekleństwem, od którego nie sposób się uwolnić, nawet jeśli udaje się wyrwać z kręgu biedy i przemocy – konsumowanie owoców osiągniętego sukcesu traktowane jest jako przejaw parweniuszostwa, zaś najmniejsze potknięcie staje się oznaką niechybnych, patologicznych skłonności.
Prawdziwa powieść to również przypomnienie faktu, że miłość nie jest uczuciem dotyczącym wyłącznie dwójki, bezpośrednio pozostających w uczuciowym związku osób. Niebagatelny wpływ na związek posiada także otoczenie, bowiem żadna para nie jest w stanie w pełni odciąć się od stale docierających bodźców zewnętrznych, które odznaczają się bardzo zróżnicowanym charakterem. Oprócz sygnałów pozytywnych, wzmacniających i cementujących więź, na ogół nie brak też impulsów o zdecydowanie bardziej pejoratywnym charakterze – uprzedzenia, stereotypy, ale i zawiść, zazdrość, złośliwość czy głupota ze strony innych (także najbliższych) mogą wytworzyć warunki na tyle opresyjne i nieprzyjazne, że nawet pozornie najtrwalsza emocja wystawiona zostaje na bardzo poważną próbę. Ich przezwyciężenie wymaga wytrwałości, zaufania i wzajemnej wiary w partnera – w przypadku ludzi o mniejszej odporności psychicznej i większej podatności na zdanie innych, te wszystkie przeciwności mogą skutecznie zniechęcić do angażowania się w tak wymagającą relację.
Nie mniej ważkie jest podkreślenie życzeniowego charakteru przeświadczenia, że każdy jest kowalem własnego losu. Na przykładzie Tarō Azumy – człowieka, który pokonuje szereg przeszkód i ma w zasięgu rzeczy nieosiągalne dla wielu innych, a mimo to, nie jest w stanie uzyskać tego, na czym najbardziej mu zależy – przekonujemy się, że istota ludzka ma skończony i ograniczony wpływ na własny byt, że nie można wszystkiego w pełni kontrolować, że bywają sytuacje, w których najistotniejsze dla nas wybory są podejmowane niejako poza nami, bowiem jak długo jesteśmy ludźmi, tak długo pozostajemy pod władzą przypadku: Stało się dla mnie jasne, że choć przychodzimy na świat z określonym charakterem, zdolnościami, mamy tylko jedno życie, o którym decyduje coś od nas potężniejszego, coś, czego własnymi siłami nie możemy przezwyciężyć [3].
Wyróżnikiem Prawdziwej powieści decydującym także o atrakcyjności książki jest styl, jakim operuje Minae Mizumura, ze szczególnym naciskiem na Bardzo długą opowieść poprzedzającą prawdziwą powieść. Ów wstęp utrzymany jest w duchu japońskiej powieści o sobie (jap. 私小説 shishōsetsu), gatunku znamiennego dla literatury Kraju Kwitnącej Wiśni, cechującego się tym, że dzieło zawiera szereg autobiograficznych nawiązań czy aluzji – w przypadku Prawdziwej powieści narratorka początkowych fragmentów, która pieczołowicie odmalowuje przed nami swoje młodzieńcze lata, ma bardzo zbliżony życiorys do Minae Mizumury (bohaterka ma zresztą to samo imię, co autorka). Z tego też względu niezwykle frapująco wypadają jej uwagi poświęcone literaturze, zawodowi pisarki czy dygresjom poświęconym warsztatowi (nie sposób rozstrzygnąć, na ile to, co jest napisane, to owoc przemyśleń Minae-protagonistki, na ile zaś Minae-autorki). Już otwierający Przedmowę fragment skłania do ciekawych rozważań, kim właściwie jest pisarz czy pisarka i co, bądź kto o tym decyduje: Pisarz „z zawodu” oznacza zupełnie co innego niż pisarz „z powołania”. W codziennym życiu musimy wpisywać swoje dane do wielu dokumentów. (…) Prócz imienia i nazwiska, daty urodzenia oraz adresu musimy też zwykle wpisać coś w rubryce „zawód”. Zawsze się waham przy jej wypełnianiu. Może nie ma potrzeby w tego typu formularzach pisać „powieściopisarka”, ale na widok tej rubryki za każdy razem uświadamiam sobie na nowo, że napisałam dotąd zaledwie dwie powieści i że tantiemy nie wystarczają mi na utrzymanie. Bazgrzę więc swoimi koślawymi literami „wolny zawód”, zastanawiając się, czy kiedyś nadejdzie dzień, gdy będę mogła oficjalnie nazwać się „pisarką”, i jak wielką poczuję satysfakcję, mogąc się utrzymać jedynie z pisania powieści [4]. Autorka (narratorka) przypomina również, że literatura, czy też bardziej ogólnie sztuka, to zbiór, w skład którego wchodzą elementy wzajemnie na siebie oddziałujące – artyści nie działają w próżni, osadzając swoje dzieła w konkretnej rzeczywistości oraz czerpiąc z kulturowego dorobku swoich poprzedników, poprzedniczek czy kolegów, koleżanek po fachu, w rezultacie czego: Sztuka ma to do siebie, że przeobrażenia dają jej nowe życie [5]. Uwzględniając całą książkę (a nie tylko Przedmowę), Prawdziwa powieść to także bardzo zgrabna kompozycja, która mieni się różnorakimi stylami – Minae Mizumura buduje rozciągniętą na lata historie z wieloma wątkami oraz postaciami, nie ograniczając się do jednej konwencji. W dziele nie brak cech powieści romantycznej, detektywistycznej, akademickiej, psychologicznej, wreszcie, wspomnianej już, autoanalitycznej. Udany jest również koncept ze szkatułkową formą i wprowadzeniem kilku osób snujących nić opowieści – ten pomysł uwypukla subiektywizm w odbieraniu bodźców płynących z otoczenia, a co za tym idzie, tego, jak odtwarzamy przeszłe wydarzenia, które stały się naszym udziałem. Fakty tylko pozornie są obiektywne i bezstronne, bowiem ich rejestrację prowadzi ludzka istota, która selektywnie wybiera i zapamiętuje spływające w zbyt dużej obfitości informacje – jedynie część zostanie zapisana w naszej pamięci, reszta się rozmyje, zatrze, czy zostanie wyparta.
Wypadkową tych mocno zróżnicowanych składowych, z których Minae Mizumura wznosi budowlę swojego dzieła jest bardzo wciągająca literacka przygoda. Prawdziwa powieść może odrobinę zmęczyć ogromem treści i wielością pobocznych fabuł, choć akurat mnie fraza Japonki bardzo przypadła do gustu. Mizumura odmalowuje nieustannie zmieniające się japońskie realia, przybliża też wyzwania i szanse stojące przed migrantami, szukającymi swego szczęścia na obczyźnie, wreszcie kreśli przed nami złożony (momentami wręcz dziwaczny, perwersyjny) portret miłosny, akcentujący, jak nieodgadniona potrafi być ludzka istota oraz ogrom tragedii, związany ze zbyt dużą wagą przywiązywaną do konwenansów, stereotypów, myślowych schematów.
P. S. Ukraina wciąż walczy nie tylko o swoją wolność, a my, choćby w pewnym stopniu, możemy pomóc jej obrońcom i obrończyniom, w tym także naszym chłopakom na wojnie. Każde wsparcie i każda wpłata się liczy! Można wspierać na różne sposoby, ale trzeba coś robić. Tutaj zrzutki na naszych medyków pola walki działających na froncie: https://pomagam.pl/b4t636 albo https://pomagam.pl/medycy_ukrainie
------------------------------------

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)