Po audiobook „Czworo i Bies” według Krzysztofa Piskorskiego i z głosem Marcina Bosaka sięgałem z mieszanymi uczuciami. Skojarzenia z powieścią Przymanowskiego z jednej strony, fakt, że nie wydano wersji drukiem (ani tradycyjnym, ani elektronicznym) z drugiej. No, ale zacząłem słuchać i zaraz Wam opowiem, co z tego wynikło. A wynikło…
Wbrew przewidywaniom, czy raczej podejrzeniom, skojarzenia z „Czterema pancernymi” ograniczają się do tego, że i u Piskorskiego jest czołg oraz czworo załogantów. Na tym na szczęście podobieństwa się kończą, poczynając od tego, że nie wszyscy załoganci są płci męskiej, a kończąc na tym, że nie ma psa, nie ma II wojny. Jest za to III wojna światowa, w dodatku jądrowa i globalna. Jak to wyszło?
Temat ambitny, gdyż zagrożenie wojną atomową jakoś zanikło i w literaturze, i w filmie, a przede wszystkim w świadomości społecznej Zachodu. To zastanawiające oraz budzące obawy co do rzetelności hierarchii zagrożeń i obrazu świata przedstawianego w mediach oraz odbitego w umysłach, gdyż od czasu zimnej wojny, kiedy to histeria atomowa osiągnęła maksimum, choć głowic było stosunkowo niewiele, ilość głowic i państw atomowych nieustannie rośnie, podobnie jak prawdopodobieństwo, że w razie wojny większość z nich zostanie użyta. Nie wspomnę o modzie na upychanie wszędzie sztucznej „inteligencji”, w związku z czym można śmiało założyć, że i w systemach broni jądrowej… W świetle tej dziwnej tendencji, że im zagrożenie większe, tym mniej się o nim mówi i myśli, podjęcie tego tematu, to literackie pójście pod prąd, na które zdecydował się Krzysztof Piskorski, warte jest docenienia.
Trochę błędów stylistycznych się zdarzyło, podobnie jak literówki w tekście (albo u lektora), które czasami nawet zmieniają znaczenie słów, co powoduje niepotrzebne zgrzyty. Na przykład „pancerz przedniej wieży” to… takie litościwe niedomówienie. Mimo tego lektor daje radę, rzecz wciąga od samego początku, a fabuła jest oryginalna i zaskakuje nieprzewidzianymi zmianami kierunku. „Czworo i Bies” jest kolejnym, ale wartym uwagi wkładem do rozważań na temat tego, co by było gdyby… Trochę socjologii, trochę innych przypraw, i mamy całkiem niezłe dzieło w konwencji, która jednak narzuca określone rozwiązania. Szkoda, że „Czworo…” nie doczekało się lepszej redakcji, no, ale cóż. I szkoda, że pewnie nie doczekamy się wersji do samodzielnego czytania. Napisałem pewnie, gdyż to tylko moje przypuszczenia, wsparte jednak wypowiedzią autora na jego stronie na fejsie, gdzie stwierdza, iż ma dość „specyfiki” polskiego rynku wydawniczego i woli zająć się grami. Szkoda, a mnie pozostaje jedynie polecić „Czworo i Biesa” wszystkim miłośnikom tematów katastroficznych i postapo.
P. S. Ukraina wciąż walczy nie tylko o swoją wolność, a my, choćby w pewnym stopniu, możemy pomóc jej obrońcom i obrończyniom, w tym także naszym chłopakom na wojnie. Każde wsparcie i każda wpłata się liczy! Można wspierać na różne sposoby, ale trzeba coś robić. Tutaj zrzutka na naszych medyków pola walki działających na froncie pomagam.pl/b4t636

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)