Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

piątek, 9 stycznia 2026

"Rytm Harlemu" Colson Whitehead - Harlemowskie noce i dnie

Colson Whitehead

Rytm Harlemu

Tytuł oryginału: Harlem Shuffle
Tłumaczenie: Rafał Lisowski
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: Ray Carney 
Liczba stron335
Format.epub 
 


W cukierni biały gliniarz spędził więcej czasu niż w poprzednich miejscach. Carney pamiętał, jak Pepper zabrał go na polowanie na Miami Joego. Przypomniał sobie te wszystkie przykrywki i kryjówki, które bandzior odkrył przed nim podczas poszukiwań zdrajcy. Wtedy przed Carneyem nagle objawiły się miejsca, których nigdy wcześniej nie widział, niczym jaskinie odsłonięte podczas odpływu, prowadzące ku mrocznym celom. Były tam od zawsze, zapewniały ukryte trasy do podziemnego świata. Tym razem runda z Munsonem zaprowadziła Carneya do miejsc, które widywał codziennie, mijał od dziecka, i odsłoniła je przed nim jako przykrywki. Ich drzwi były wejściami do innych miast… nie, różnymi wejściami do jednego rozległego tajemnego miasta. Zawsze będącego blisko, przylegającego do wszystkiego, co znajome, leżącego tuż pod powierzchnią. Jeśli wiedziało się, gdzie spojrzeć [1]. Cóż skrywają w sobie te mroczne zakamarki, na co dzień pozostające niewidoczne dla mniej wprawnego oka? Kim są ludzie, którzy je zamieszkują? W jakim rytmie toczy się tamtejszy byt? I wreszcie, czy możliwe jest egzystowanie w obu rzeczywistościach, płynne przeskakiwanie z jednej do drugiej? Ciekawych refleksji w tej materii dostarcza Colson Whitehead (ur. 1969), amerykański pisarz, laureat wielu nagród (na jego koncie znajdują się Pulitzer, National Book Award i Nagroda im. Arthura C. Clarke’a), autor powieści Rytm Harlemu.

Głównym bohaterem utworu osadzonego w Nowym Jorku z lat 60-tych XX wieku jest Ray Carney. Ów mężczyzna ze Sto Dwudziestej Piątej Ulicy w Harlemie to właściciel niewielkiego sklepu meblowego, który znany jest z fachowego i uczciwego podejścia do swoich klientów. Przyzwoite ceny, elastyczne raty kredytowe czy rzetelne doradztwo stanowią motor funkcjonowania skromnego przedsiębiorstwa. Portret przykładnego obywatela uzupełnia całkiem udane życie rodzinne – kochająca żona, urocza córka, kolejny potomek w drodze. Drobną skazą są kontakty z teściami, dla których zięć od początku jest niezrozumiałym wyborem jedynaczki – w ich ocenie człowiek, który jest synem drobnego przestępcy i do wszystkiego musi dochodzić samodzielnie, nie może zapewnić godziwego bytu. Skromne warunki mieszkaniowe w pewnym sensie potwierdzają ich obawy, choć ich stosunek do Raya byłby jeszcze bardziej wrogi, gdyby mieli pełną wiedzę na temat prowadzonych przez niego interesów. Ponieważ salon meblowy nie generuje na tyle wysokich dochodów, by prowadzić żywot wolny od trosk o środki na zapłatę podatków, rachunków i łapówek (tzw. opłat za ochronę, uiszczanych zarówno lokalnym gangsterom jak i nowojorskiej policji), Ray Carney ma dodatkowe źródło finansowania w postaci paserstwa. Z prowadzenia podwójnego życia Raya Carneya doskonale zdaje sobie sprawę jego kuzyn Freddie, w młodości najbliższa mu osoba, z którą dzieli wiele bardzo zróżnicowanych wspomnień. Jako chłopcy, Ray i Freddie przeżyli razem sporo przygód, głównie z racji tendencji Freddiego do wplątywania się w przeróżne kłopoty. Z biegiem czasu drogi obu mężczyzn nieco się oddalają – Ray stara się być odpowiedzialnym mężem i ojcem, Freddie zaś pozostaje lekkoduchem w swoim postępowaniu kierującym się impulsami i nie zastanawiającym się zbytnio nad konsekwencjami swoich akcji. Jedno pozostaje niezmienne – Ray nadal, na wszelkie możliwe sposoby, usiłuje pomóc Freddiemu, gdy tak wpakuje się w kolejne tarapaty. To właśnie perypetie Raya, wynikające z niefrasobliwości Freddiego stanowią oś, wokół której obracają się kolejne rozdziały dzieła.

W warstwie najbardziej powierzchownej, Rytm Harlemu to książka ukazująca zmagania Raya Carneya, by wbrew przeciwnościom kapryśnej fortuny oraz złośliwości innych ludzi, utrzymać się na finansowej powierzchni. Colson Whitehead uzmysławia jak wielki wpływ na naszą dorosłość, mają nasze dzieciństwo, środowisko, realia, w jakich się wychowaliśmy. Rodzina, w której brakuje miłości i wyrozumiałości, gdzie powszechna jest przemoc czy szorstkość, znacznie utrudnia życiowy start, wymagając od nas ogromnych pokładów uporu, samokontroli i wytrwałości. Jednocześnie Whitehead zaznacza, że nawet takie niesprzyjające okoliczności niczego nie przekreślają, że przy odpowiedniej dozie szczęścia i ciężkiej pracy, możemy osiągnąć zamierzone cele. Przy okazji Whitehead pokazuje, że dorosłość objawia się właśnie w umiejętności i odwadze brania odpowiedzialności za swoje czyny, w liczeniu się z faktem, że podejmowane decyzje przynoszą określone rezultaty.

Z racji faktu, ze niemal cała fabuła toczy się w tytułowym Harlemie, nowojorskiej dzielnicy zajmującej większość północnej części okręgu Manhattan, której populacja składa się głównie z Afroamerykanów, Rytm Harlemu to w szerszym ujęciu opowieść o życiowych realiach w Ameryce z punktu widzenia czarnoskórej mniejszości. Colson Whitehead sygnalizuje, że mimo iż niewolnictwo oraz roboty przymusowe w całym kraju zniesiono 18 grudnia 1865 roku, to po blisko 100 latach, nawet na bardziej liberalnej Północy, bycie członkiem kolorowej mniejszości  wciąż jest równoznaczne z byciem obywatelem drugiej kategorii, któremu można niemal bezkarnie ubliżać; którego prawa można lekceważyć czy ignorować (Niewielu białych zwracało się do Carneya per pan. Przynajmniej w downtown. Kiedy po raz pierwszy przyjechał w interesach do Radio Row, biali sprzedawcy udawali, że go nie widzą, a potem obsługiwali hobbistów, którzy przyszli za nim. W kolejnych warsztatach odchrząkiwał, robił różne gest, a i tak pozostawał czarnym duchem (…) [2]); którego można bezceremonialnie oszukiwać (Przy drzwiach do łazienki stały, jeden na drugim, cztery telewizory Silvertone: obudowa z jasnego drewna, odbiór wszystkich kanałów. Produkował je Sears, a klienci Carneya uwielbiali Searsa od dziecka, kiedy to ich rodzice zamawiali produkty z katalogów wysyłkowych, bo biali ludzie w swoich miastach na Południu nie chcieli im nic sprzedawać albo podbijali ceny [3]); któremu oferuje się drogie i zaniedbane lokale (Naprawdę wychował się w czynszówce na Bronxie, gdzie każdej nocy walczył ze szczurami (…) [4]); który musi starannie i rozważnie planować podróż po własnej ojczyźnie, by nie zostać zlinczowanym (Od dwóch miesięcy pracowała w biurze podróży Black Star. Podobała mu się powaga, z jaką mówiła o tym zajęciu, o znaczeniu swojej misji. Black Star Travel organizowało wyjazdy turystyczne i biznesowe dla czarnych podróżnych, rezerwowało im hotele należące do czarnych lub objęte desegregacją, w Stanach i za granicą, zwłaszcza na Karaibach, na Kubie i w Portoryko. Firma zapewniała różne możliwości rozrywek, udzielała wskazówek na temat banków, krawców i przyjaznych restauracji, rozdawało ulotki informujące, które teatry w Nowym Orleanie albo innym mieście mają miejsca dla kolorowych, a które nawet nie wpuszczą ich za próg. Ameryka była duża i naznaczona plamami nietolerancji rasowej i przemocy. Odwiedzacie krewnych w Georgii? Oto bezpieczne trasy pozwalające ominąć miejscowości, w których nie wolno przebywać po zmierzchu, terytoria białasów, skąd możecie nie wyjść żywi, miasta i hrabstwa, których musicie unikać, jeśli wam życie miłe [5]).

Rytm Harlemu to także, zgodnie z tytułem, bardzo ciekawy i złożony portret owej dzielnicy. Autor bardzo umiejętnie oddaje jej koloryt, klimat przesiąknięty mieszaniną pasji, marzeń, oczekiwań (Załóż interes i dobrze się sprzedaj, a wyrwiesz się z bagna czynszówek [6]), jak i beznadziei, marazmu (Nie znał Convent Avenue nocą, dlatego szedł Amsterdam Avenue, mijając na przemian odcinki życia i spustoszenia – mężczyźni na składanych aluminiowych krzesłach pili piwo, stukotało domino, a potem były całe kwartały pustki i hałaśliwe noce kluby obok kamienic czynszowych spalonych dla odszkodowania (…) [7]), gdzie: (…) życie jest tanie, a kiedy sprawy robią się kosztowne, staje się jeszcze tańsze [8]. Ów brak perspektyw (czy też bardzo ograniczone horyzontu rozwoju) w połączeniu z chowem klatkowym i przyzwoleniem na przemoc skutkują tym, że Harlem bywa beczką prochu – nadużycia pozostających bezkarnymi policjantów wobec przedstawicieli czarnoskórej mniejszości okazują się punktami zapalnymi, wywołującymi zamieszki, w trakcie których nagromadzone miesiącami (latami) gniew i poczucie niesprawiedliwości zostają skanalizowane w starciach z policją, burdami oraz niszczeniem i grabieniem publicznej przestrzeni, jak i prywatnych sklepów.

O losach Raya Carneya czyta się o tyle ciekawie, że Rytm Harlemu zdaje się być wzorowany na powieści łotrzykowskiej, gatunku, który narodził się w Hiszpanii w XVI wieku. Raya Carneya można śmiało uznać za harlemskiego pícaro (z hiszp. łotr, szelma), bowiem jest to człek wywodzący się ze społecznych nizin, nie tylko przedsiębiorczy, ale i przebiegły, próbujący przetrwać, mimo trudnych warunków, posuwając się do nie zawsze legalnych działań. Trzecioosobowa narracja z mową pozornie zależną, dzięki której poznajemy monologi wewnętrzne bohatera, zapewniają intymność, bezpośredniość (ale i subiektywność), co nadaje prozie autobiograficznego sznytu. Ważką rolę odgrywa również realizm w opisie ówczesnego społeczeństwa z bardzo silnymi akcentami satyrycznymi – Ray Carney dostrzega i punktuje liczne wady, słabostki, wypatrzenia, fałsz czy obłudę nie tylko białej amerykańskiej zbiorowości, ale i czarnoskórego harlemskiego środowiska, zgrabnie operując ironią oraz czarnym humorem (zasygnalizowane zostają choćby klasizm czarnoskórej elity: Banda nadętych mumii – oto co o nich myślał. Nawet gdyby miał jaśniejszą karnację, kolejną przeszkodą byłaby historia rodziny. Oraz jego zawód. Skromny sklep nie wystarczył; żeby dołączyć do tego bractwa, musiałby posiadać cały dom handlowy, zostać czarnym Blumsteinem [9]; czy tarcia pomiędzy Afroamerykanami z Północy i Południa: Zauważył, że te czarnuchy z Północy traktują przybyszów z Południa z protekcjonalnością, od której krew się w nim gotowała [10]). Dodając lekkie pióro Whiteheada (Juneteenth to rocznica dnia, w którym niewolnicy w Teksasie dowiedzieli się o zniesieniu niewolnictwa, dziewiętnastego czerwca – wyjaśnił Rusty. – Moi kuzyni urządzali jubel z tej okazji. Odkrycie, że jest się wolnym, sześć miesięcy po fakcie nie wydawało się powodem do świętowania. Raczej uczyło, że warto czytać poranne gazety [11]), wartką fabułę oraz dynamikę opisywanych wydarzeń, okazuje się, że o przytaczanych kolejno epizodach czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem.

Ostatnim akcentem godnym uwagi są liczne ciekawostki, jakie porozsiewane są na kartach utworu. Bardzo interesująca jest historia Central Parku związana z wywłaszczeniem mieszkających tam obywateli (A potem ktoś wpadł na pomysł utworzenia wielkiego parku pośrodku Manhattanu, oazy w nowo powstałej, tętniącej życiem metropolii. Proponowano różne lokalizacje, odrzucano je, rozważano na nowo, aż w końcu biali przywódcy zdecydowali się na dużą prostokątną połać w samym sercu wyspy. Mieszkali tam już ludzie, ale to nic. Kolorowi obywatele Seneki byli właścicielami nieruchomości, uczestniczyli w wyborach, mieli głos. Niewystarczający. Miasto Nowy Jork zajęło grunty, zrównało wioskę z ziemią i to był koniec. Jej mieszkańcy rozpierzchli się do różnych dzielnic, różnych miast, gdzie zaczęli od nowa, a Nowy Jork dostał Central Park [12]). Nie mniej intrygujące są rozważania poświęcone dorveille, czyli zwyczajowi przerywanego snu, polegającemu na tym, że ludzie spali w dwóch fazach nocnych z przerwą między nimi, poświęconą na różnego rodzaju aktywności (Dziś już o tym zapomnieliśmy, ale do czasu wynalezienia żarówki powszechny był podział snu na dwie części. Pierwsza rozpoczynała się tuż po zmierzchu, gdy zakończono całą dzienną pracę. Skoro brakowało światła, po co siedzieć po ciemku? Potem budziliśmy się na kilka godzin koło północy, a wreszcie następowała druga faza snu, trwająca aż do rana. Taki był naturalny rytm organizmu, dopóki Thomas Edison nie umożliwił nam układania własnego porządku dnia [13]. W pewnym sensie dorveille, czy raczej dorwej, wg nomenklatury Raya, to sprawa pozostająca kluczowa dla Rytmu Harlemu, którego fabuła oparta jest na koncepcie dualizmu, dwoistości, na idei awersu i rewersu, rzeczy pozornie przeciwstawnych, ale pozostających w ścisłych związku, co od zawsze znamionuje człowieczą cywilizację: (…) dorwej był rajem lewusów, czasem, kiedy uczciwy świat szedł spać, a ten szemrany brał się do roboty. Areną kradzieży i napadów, włamań i porwań, momentem, kiedy oszust doskonali przynętę, a malwersant fałszuje rachunki. Sprawy między nocą a dniem, odpoczynkiem a służbą, hultajstwem a zacnością. Kto bierze łom do ręki, ten wie, że całe gówno dzieje się właśnie pomiędzy [14]. 

Reasumując, Rytm Harlemu, okazał się bardzo udanym, pierwszym kontaktem z prozą Colsona Whiteheada (jest to dla mnie o tyle absurdalne, że pisarza poznałem ponad 10 lat temu w trakcie interesującego spotkania, towarzyszącego Festiwalowi Conrada i od tego czasu obiecałem sobie sięgnąć po coś z jego dorobku). Autor wykorzystuje osobę Raya Carneya, by zgłębić szereg interesujących go zagadnień, orbitujących wobec takich tematów jak kwestie rasowe czy klasowe, wpływ środowiska na kształtowanie się osobowości człowieka – przy okazji raczeni jesteśmy złożonym i zniuansowanym obrazem nowojorskiego Harlemu, który mieni się zarówno kolorowymi, jak i bardzo mrocznymi oraz szarymi barwami. Całość składa się na książką ukazującą, że bywają czasy i okoliczności, w których niełatwo jest być przyzwoitym.

P. S. Tak, jak wspomniałem Rytm Harlemu to moja pierwsza styczność z dorobkiem Colsona Whiteheada, ale autor gościł już na naszym blogu za sprawą Andrew, który intrygująco i entuzjastycznie pisał o jego Miedziakach.

 

P. S. 2 Ukraina wciąż walczy nie tylko o swoją wolność, a my, choćby w pewnym stopniu, możemy pomóc jej obrońcom i obrończyniom, w tym także naszym chłopakom na wojnie. Każde wsparcie i każda wpłata się liczy! Można wspierać na różne sposoby, ale trzeba coś robić. Tutaj zrzutki na naszych medyków pola walki działających na froncie: https://pomagam.pl/b4t636 albo https://pomagam.pl/medycy_ukrainie

 
 
Ambrose

 ------------------------------------

[1] Colson Whitehead, Rytm Harlemu, przeł. Rafał Lisowski, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2022, s. 269
[2] Tamże, s. 15
[3] Tamże, s. 19
[4] Tamże, s. 64 – 65
[5] Tamże, s. 83
[6] Tamże, s. 16
[7] Tamże, s. 180
[8] Tamże, s. 260
[9] Tamże, s. 80
[10] Tamże, s. 54
[11] Tamże, s. 47 – 48
[12] Tamże, s. 81
[13] Tamże, s. 150
[14] Tamże, s. 151
[15] Tamże, s. 121    

1 komentarz:

  1. "...bywają czasy i okoliczności, w których niełatwo jest być przyzwoitym." - no, od siebie dodam, że chyba zawsze trudno być przyzwoitym. W trudnych czasach wiadomo dlaczego, ale w łatwych... chyba równie trudno, gdyż pokusy są mniej oczywiste, podobnie jak czynione z ich powodu nieprzyzwoitości. Może w łatwych czasach łatwiej być nie do końca nieprzyzwoitym, łatwiej bagatelizować nieprzyzwoitości, ale być przyzwoitym tak naprawdę jest chyba niemal równie trudno w trudnych, co w łatwych czasach.

    OdpowiedzUsuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)