Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

poniedziałek, 2 lutego 2026

"Moje dni w antykwariacie Morisaki" Satoshi Yagisawa - Kojący banał o sile przyjaźni i miłości

Satoshi Yagisawa

Moje dni w antykwariacie Morisaki

Tytuł oryginału: Morisaki Shoten no Hibi (森崎書店の日々)
Tłumaczenie: Dariusz Latoś
Wydawnictwo: Kwiaty Orientu
Cykl: Moje dni w antykwariacie Morisaki (tom 1)
Liczba stron: 176
Format: papier
  


Odwlekanie konfrontacji z rzeczami trudnymi, które zdają się nas przerastać, które nas przerażają, które rodzą poczucie dyskomfortu jest podejściem sprawdzającym się jedynie na krótką metę, bowiem: (…) nie da się niczego rozwiązać, bez końca nosząc w sercu żal [1]. Z tym, co sprawia nam ból czy rodzi frustrację warto się zmierzyć, bowiem to najlepsza droga do znalezienia ukojenia. Szczególnie, że z problemami z reguły nie zostajemy pozostawieni sami – kluczem okazuje się odwaga, by przyjąć wsparcie ze strony innych (tych najbliższych, ale i nieco mniej znanych ludzi). Przypomina nam o tym Satoshi Yagisawa (ur. 1977), japoński pisarz, autor powieści Moje dni w antykwariacie Morisaki.

Główną bohaterką utworu, a zarazem pierwszoosobową narratorką jest Takako, pochodząca z Kiusiu i mieszkająca w Tokio 25-letnia kobieta, która kreśli przed nami rozległe wspomnienie kilku bardzo trudnych miesięcy w swoim życiu, jakie następują po zakończeniu uczuciowego związku z mężczyzną z tej samej firmy. Odczuwane upokorzenie i rozpacz są na tyle silne, że Takao rezygnuje z pracy i zaszywa się w wynajmowanym mieszkaniu, spędzając większość czasu na przesypianiu z wolna upływających godzin. Tę smutną rutynę postępującego zanurzania się w bagnie depresji przerywa niespodziewana wiadomość od dawno niewidzianego wujka Satoru, właściciela antykwariatu Morisaki w tokijskiej dzielnicy Jinbōchō. Młodszy brat mamy kontaktuje się z siostrzenicą składając jej zaskakującą ofertę – w zamian za pomoc w prowadzeniu księgarni, Takako mogłaby mieszkać w skromnym mieszkaniu znajdującym się nad antykwariatem. Dziewczyna pragnie odciąć się od zewnętrznego świata i samotnie przeżywać swój ból, ale brutalna rzeczywistość w postaci piętrzących się rachunków nie daje o sobie zapomnieć – Takako, opornie i niechętnie, przystaje na propozycję wujka, która okazuje się przełomem w jej egzystencji: Mimo wszystko do dzisiaj nie wyrzuciłam z pamięci chwil, które tam spędziłam. Dlaczego? Bo właśnie temu miejscu zawdzięczam impuls do rozpoczęcia prawdziwego życia [2].

Moje dni w antykwariacie Morisaki to typowa proza spod znaku modnej ostatnio „comfort book” („książka kołderka”), której celem jest ukojenie czytelniczych zmysłów, wprowadzenie w dobry nastrój, poprawa humoru. Pozycje tego typu emanują ciepłem, choć nie brak w nich niemałych pokładów naiwności i odrealnienia – nawet najpoważniejsze problemy da się stosunkowo szybko i prosto rozwiązać, dzięki wsparciu i życzliwości innych ludzi, na których zaskakująco łatwo się natknąć w miejscu o urokliwym klimacie, przyciągającym takie właśnie dobre dusze (tutaj, zgodnie z tytułem, tę rolę niemal magicznej przestrzeni spełnia antykwariat Morisaki, choć równie kojącą atmosferą odznacza się pobliska kawiarnia). W oczy kłują też mądrości, których w swoich książkach nie powstydziłby się Paolo Coelho czy spece od wszelakiej maści poradników na temat potęgi pozytywnego myślenia – w utworze Yagisawy autorem większości maksym i złotych myśli jest wujek Satoru, z którymi chętnie dzieli się z Takako: Możliwe, że wcale nie da się od razu zrozumieć, czego człowiek tak naprawdę szuka. Możliwe, że trzeba poświęcić całe życie i odkrywać to odrobina po odrobinie [3]; Wiele czasu mi zajęło, żeby tu wrócić, i wtedy wreszcie zrozumiałem. To nie kwestia miejsca, tylko nas samych. Nieważne, gdzie nas akurat życie poniosło ani z kim je dzielimy, jeśli tylko pozostajemy szczerzy wobec samych siebie, nasze miejsce na ziemi jest właśnie tam [4].

Czy w takich razie Moje dni w antykwariacie Morisaki to powieść, na którą szkoda tracić czasu, i którą bez żalu można porzucić już po kilku pierwszych stronach? Mimo tych zastrzeżeń, o których czuję się w obowiązku napomknąć już na początku, dzieło Satoshiego Yagisawy nie jest zupełnie bezwartościowe. Książka może nieco karykaturalnie, ale jednak podkreśla, jak ważcy w procesie dochodzenia do siebie po traumie są bliscy nam ludzie, gotowi nas wspomóc – w dużej mierze to od nas zależy, czy wyzbędziemy się wstydu, dumy czy nieśmiałości i zaakceptujemy oferowane wsparcie.

Jeszcze większą zaletą utworu jest literacki nastrój, jaki udało się wykreować Satoshiemu Yagisawie. Jako, że wujek Satoru jest miłośnikiem prozy japońskiej z początku XX wieku, zaś jedną z podsuwanych Takako form terapii jest lektura, czytelnik i czytelniczka raczeni są całą rzeszą interesujących tytułów oraz nazwisk – pojawiają się zarówno znani i tłumaczeni nad Wisłą artyści jak Kafū Nagai, Jun’ichirō Tanizaki, Osamu Dazai, Haruo Satō, Kōji Uno, Ryūnosuke Akutagawa, Ōgai Mori, Sakunosuke Oda, jak i tacy, którzy jeszcze nie doczekali się polskich przekładów (Kazuo Ozaki, Saneatsu Mushanokōji czy Takehiko Fukunaga – po tego ostatniego zdecydowałem się zresztą sięgnąć, czego pokłosiem będzie tekst poświęcony powieści Flowers of Grass). Z tego względu, dla miłośników prozy japońskiej (niekoniecznie typu „comfort book”), książka Moje dni w antykwariacie Morisaki może okazać się kopalnią inspiracji. Nie mniej atrakcyjnie opisano dzielnicę Kanda-Jinbōchō (znaną powszechnie jako Jinbōchō), słynącą z licznych antykwariatów i księgarni, których imponująca liczba ponad 170 skupiona jest na stosunkowo niewielkim obszarze. Wcześniej nie zetknąłem się z żadnymi informacjami na jej temat, a wydaje się, że to obowiązkowy punkt programu zwiedzenia Tokio dla każdego książkowego mola.

Reasumując, Moje dni w antykwariacie Morisaki to utwór powstały na rosnącej fali popularności książek określanych mianem „comfort book”, podbijających ostatnio listy najlepiej sprzedającej się literatury. Satoshi Yagisawa stawia na szablonowe i schematyczne rozwiązania, które pozwalają wykreować przytulną i pełną optymizmu atmosferę – jeśli przymknąć oko na niezbyt realistyczną fabułę, to można uznać Moje dni w antykwariacie Morisaki za prozę, która przypomina o sile przyjaźni i miłości. Dla mnie zaś to skarbnica mniej znanych nad Wisłą nazwisk japońskich literatów z początku XX wieku – pierwszy, wyjęty ze szkatułki skarb (wspomniana powieść Flowers of Grass) okazał się nadzwyczaj ciekawy, liczę więc, że z pozostałymi będzie podobnie.


 

P. S. Ukraina wciąż walczy nie tylko o swoją wolność, a my, choćby w pewnym stopniu, możemy pomóc jej obrońcom i obrończyniom, w tym także naszym chłopakom na wojnie. Każde wsparcie i każda wpłata się liczy! Można wspierać na różne sposoby, ale trzeba coś robić. Tutaj zrzutki na naszych medyków pola walki działających na froncie: https://pomagam.pl/b4t636 albo https://pomagam.pl/medycy_ukrainie

 
 
Ambrose

 ------------------------------------

[1] Satoshi Yagisawa, Moje dni w antykwariacie Morisaki, przeł. Dariusz Latoś, Wydawnictwo Kwiaty Orientu, Skarżysko-Kamienna 2022, s. 70
[2] Tamże, s. 5
[3] Tamże, s. 41
[4] Tamże, s. 65

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)