Takehiko Fukunaga
Flowers of Grass
Krocząc życiową ścieżką natykamy się na wielu różnorakich ludzi. Pośród nich znajdują się osobnicy uparcie przeświadczeni, że najlepszą formą ziemskiej podróży jest podróż w pojedynkę. Towarzystwo innych ludzi zdaje się być dla nich męczące, opresyjne, nużące czy irytujące. Samotność jest świadomym wyborem, uparcie ponawianym, poprzez odrzucanie wszelkich propozycji wspólnej wędrówki. Cóż kieruje takimi jednostkami? Czy chęć trwania w odosobnieniu to bardziej wyraz miłości własnej lub pragnienie skoncentrowania się na własnej osobie, czy może pokłosie traum, bolesne wspomnienie odrzucenia, co nie pozwala, by raz jeszcze otworzyć się przed bliźnim i mu zaufać? Ciekawy portret człowieka skazującego się na izolację serwuje Takehiko Fukunaga (1918–1979), japoński poeta, powieściopisarz i tłumacz, autor powieści Flowers of Grass.
Akcja utworu osadzona jest w sanatorium dla gruźlików w Kiyose, na przedmieściach Tokio. Bezimienny narrator, student języków obcych, aspirujący poeta, a zarazem pacjent przybytku, dzieli swoją sześcioosobową salę m. in. z Shiomim Shigeshim, studentem lingwistyki i niedoszłym pisarzem. Między mężczyznami szybko zawiązuje się nić sympatii i porozumienia, choć Shiomi pozostaje skryty, bardzo niechętnie dzieląc się szczegółami na temat swojego życia sprzed pobytu w lecznicy. Kiedy Shiomi umiera na skutek komplikacji po ryzykownym zabiegu pneumonektomii (usunięciu całego płuca), na przeprowadzenie którego sam bardzo mocno naciska, zgodnie z ostatnią wolą Shiomiego w ręce narratora trafiają dwa zeszyty z jego notatkami. Za ich sprawą mężczyzna odtwarza meandry egzystencji swojego przyjaciela, naznaczonej odrzuceniem i rozczarowaniem.
Kwiaty trawy to złożony, zniuansowany, a przy tym niepozbawiony niejednoznaczności psychologiczny portret młodego człowieka, którego serce targane jest potężnymi namiętnościami. W momencie, kiedy narrator poznaje Shiomiego Shigeshiego, ten jest już 30-letnim osobnikiem mocno doświadczonym przez los, nad którym unosi się aura melancholii, beznadziei, smutku, ale i zaciętości, determinacji. To człowiek o potężnej sile ducha, w przeciwieństwie do większości pacjentów, nie poddający się chorobie, nie uskarżający się na swój stan zdrowia, nie przywiązujący zbytniej wagi do swojej mocno nadwyrężonej przez gruźlicę cielesnej skorupy (Ciało się rozkłada, wiem o tym. I właśnie dlatego wolę dbać o ducha [1]). W przypływie szczerości Shiomi wyznaje, że jego obecny byt sprowadza się dla niego do bacznego przyglądania się otaczającej go rzeczywistości (Ja po prostu żyję obserwując [2]). W wolnych chwilach Shiomi skrobie w swoich notatnikach zapiski, które określa czymś na wzór powieści – to właśnie te teksty dziedziczy narrator po jego śmierci, teksty okazujące się być ucieczką przed nieprzyjazną teraźniejszością i zanurzeniem się w najpiękniejszych wspomnieniach z przeszłości. Shiomi przywołuje w nich ważkie wydarzenia, które miały miejsce w jego 18-tej oraz 24-tej wiośnie jego życia.
Wspomniane dwa rozdziały z żywota Shiomiego – przybliżane z niemałą dozą subtelności oraz niedopowiedzenia – składają się na historię człowieka poszukującego własnej tożsamości, na której cieniem kładzie się seksualność. Wydaje się, że Shiomi Shiheshi to homoseksualista, który uczucie do Fujikiego, młodszego kolegi z obozu łucznictwa usiłuje maskować miłością platoniczną, przekonując otoczenie oraz samego zainteresowanego, że ich relacja może być porozumieniem dusz, emocją wzniosłą, bezinteresowną, przyjacielską, gdzie miast zmysłowości królują wierność i lojalność. Splot niefortunnych wydarzeń (choć można odnieść wrażenie, że nawet gdyby one nie nastąpiły, to kontynuowanie bliskiej znajomości i tak byłoby niemożliwe z racji obawy przed konsekwencjami kontestowania panujących obyczajów, niedopuszczających otwartych homoseksualnych związków) doprowadza do tego, że Shiomi przenosi swoje zainteresowanie na Chieko, młodszą siostrę niedoszłego partnera, z którą zadzierzganie więzi również nie przebiega zbyt sprawnie. Znowu nie zostaje to opisane wprost, ale zdaje się, że problem ma przede wszystkim Shiomi, działający wbrew własnej naturze i odczuwający z tego powodu stale dręczące go wyrzuty sumienia, które tym razem ukryte zostają pod płaszczykiem przeświadczenia, że jedyną pisaną mu przyszłością jest samotność, co wyklucza możność obdarzenia szczęściem drugiej osoby, choćby się ją bardzo mocno kochało. To skazywanie się na izolację można traktować jako formę pokuty, którą wymierza sobie Shiomi za własną odmienność.
Jeszcze bardziej dotkliwą karą mogłoby być samobójstwo, którego jednak Shiomi nie popełnia, choć powodów ku temu mu nie brakuje. Jak dowiaduje się narrator, potencjalną przyczyną trwania w marazmie i oczekiwaniu na gruźliczą śmierć, może być fakt, że wedle zasłyszanych plotek Shiomi został ochrzczony, a w religii chrześcijańskiej odebranie sobie życia to jeden z najcięższych grzechów, wykluczający zbawienie. Tym samym Takehiko Fukunaga wprowadza na karty swojej powieści wątek religijny (należy odnotować, że autor urodził się w rodzinie chrześcijańskiej), który jak choćby w przypadku pisarstwa Shūsaku Endō pozwala spojrzeć na chrześcijaństwo z zupełnie odmiennej – dla czytelnika i czytelniczki z Europy – perspektywy. Frapująca jest choćby konwersacja Shiomiego z Chieko (członkinią ruchu Mukyōkai, czyli Chrześcijaństwo bez Kościoła, odrzucającego instytucję Kościoła Katolickiego i stawiającego na bezpośredni kontakt z Bogiem poprzez Biblię) poświęcona przypowieści o talentach – Shiomi sygnalizuje niekonsekwencję Boga, który wedle słów Ewangelii Św. Mateusza daje sługom na przechowanie talenty, każdemu według jego zdolności. Trzeci sługa, który otrzymuje najmniej, jako jedyny nie pomnaża powierzonego mu majątku, za co zostaje srodze skarcony – Pan zna jego ograniczenia, a mimo tego nie umie zdobyć się choćby na pochwałę, że udało mu się niczego nie stracić. Idąc dalej, Shiomi interpretuje przypowieść jako zachętę do tego, by ludzie wierzący w Jezusa pozyskiwali nowych wiernych, głosząc jego słowo – w tym kontekście Shiomi narzeka, że ewangelizacja przypomina biznes, w którym liczą się statystyki, słupki, liczby, wydajność, końcowe efekty, co mocno kłóci się z duchowością. W tej samej rozmowie poruszona zostaje też natura wiary – czy jest to coś bardzo osobistego, intymnego, prywatnego, co winniśmy pozostawić dla samych siebie czy może radość tak wielka, że nikt, kto ma w sobie choć odrobinę miłości wobec bliźniego, nie może oprzeć się pokusie, by nie podzielić się z innymi tą wspaniałą nowiną.
Z uwagi na tło historyczne, na jakim rozpostarto wydarzenia – lata 30-te XX wieku i postępująca militaryzacja Japonii oraz lata 40-te XX wieku, gdy wojna trwa w najlepsze (najgorsze), i już nawet nie w pełni zdrowi mężczyźni mogą w każdej chwili spodziewać się wezwania do armii – wątek religijny odgrywa jeszcze jedną ważką rolę. Shiomi krytykuje wyznawców Chrystusa zauważając, że z racji przeszłości (zwalczanie chrześcijaństwa przez Rzymian w jego początkowej fazie, równie trudne doświadczenia w okresie prób chrystianizacji Japonii w XVI wieku, o czym opowiada choćby wspomniany Shūsaku Endō w powieściach Milczenie czy Samuraj) mają oni niemal naturalne predyspozycje, by stać się zaczątkiem oporu i aktywnie przeciwstawiać się militarnemu szaleństwu – tyle, że nic takiego nie następuje, co dobitnie podkreśla daremność i próżność pojedynczych starań na rzecz pokoju: Nawet ci, którzy wierzą w Boga (…), nawet ci, którzy czują się zobowiązani do miłowania bliźniego, nie robią nic, by przeciwstawiać się wojnie, więc jak ktokolwiek inny miałby to robić? Gdyby chrześcijanie otwarcie się jej sprzeciwili, mogłoby to zapoczątkować ruch opozycyjny. Prześladowania pierwszych chrześcijan przez Rzymian, historia chrześcijaństwa w Japonii – powiedziałbym, że chrześcijanom udało się stawić taki opór, ponieważ byli zorganizowani. To część ich historii. Ale teraz, wobec bezwarunkowej akceptacji wojny i powszechnych modlitwach za Wielkie Cesarstwo Japońskie, sprzeciw odizolowanych jednostek nie ma żadnego znaczenia [3]. Shiomiemu udaje się przetrwać wojenną pożogę, ale wielu jego kolegów nie ma podobnego szczęścia – ich perypetie (pobieżnie przytoczone) to bolesne uświadomienie ceny, jaką musi zapłacić Japonia za swoje szaleńcze dążenie do zbrojnej konfrontacji z państwami Zachodu.
Ostatnim, lecz nie mniej ważkim wątkiem, jaki poruszony zostaje w Kwiatach trawy jest choroba. Takehiko Fukunaga przypomina, jak bardzo uprzedmiotawiająca ona bywa, jak często pacjent zredukowany zostaje do swojego schorzenia, kosztem własnych przeżyć, doświadczeń, przeszłości, osobowości. W szpitalu czy sanatorium, poprzedni byt przestaje mieć większe znaczenie, bowiem wszyscy stają się pacjentami, jednostkami starającymi się wyrwać ze szponów śmierci, tocząc walkę ze swoim słabnącym ciałem. W wielu przypadkach jest to walka trudna, wręcz jałowa, co rodzi frustrację i zgorzknienie: Jaki jest cel życia i bycia tak nieszczęśliwym? Wolę umrzeć, choćby teraz. Zresztą nasz stan to właściwie śmierć, tyle że fałszywa [4] (gwoli ścisłości dodam, że ten fragment jest dla mnie trudny do przetłumaczenia na polski, dlatego podaję przekład angielski: What's the point of being alive and miserable like this? I will take being dead any time. This thing is faking death already). Fukunaga podkreśla również, że terminalna choroba dla wielu jest niemal jednoznaczna z odcięciem nie tylko od jakichkolwiek perspektyw (planowanie czegokolwiek jedynie potęguje wrażenie ulotności człowieczego żywota, które zgasnąć może przy byle podmuchu kapryśnego losu), ale i od chwili bieżącej, na którą ogromnym cieniem kładzie się własne niedomaganie: Nie mogę zmienić przeszłości ani spoglądać w przyszłość. Nie mam teraźniejszości ani przyszłości, mam tylko przeszłość. Jak więc mogę naprawdę żyć? Jak mogę świadomie chwytać się życia, które po prostu mi umyka? [5]. W rezultacie na atrakcyjności zyskuje czas miniony i pogrążanie się we wspomnieniach, co zresztą staje się udziałem Shiomiego Shiheshiego.
Ozdobą dla tych wszystkich przemyśleń i refleksji, jakie snują przed nami bohaterowie Flowers of Grass jest styl, w jakim utrzymana jest powieść. Zimowa aura w otwierających fragmentach potęguje poczucie martwoty, beznadziei, melancholii. Z kolei reminiscencje snute przez Shiomiego mają w sobie coś fatalistycznego, choć nie brak w nich okruchów radości, pasji, szczęścia. Fukunaga bardzo zgrabnie operuje też językiem, racząc nas ciekawymi porównaniami (Nieszczęście, które dotknęło pacjentów sanatorium, zazwyczaj było dla nich kompletnym szokiem, który odmieniał bieg ich życia. Właśnie wtedy, gdy jak im się wydawało mogli poszczycić się dobrym zdrowiem, choroba spadła na nich niczym podmuch wiatru zrywający z głowy kapelusze [6]) czy symboliką (piękne są otwierające sceny z pojedynczą lagerstremią znajdującą się za audytorium, która reprezentuje zarówno zmienność, dwoistość – na wiosnę czy w okresie letnim krzew obsypany jest kolorowym kwieciem, podczas gdy w zimie panuje na nim zimna martwota – jak i – w kontraście do pobliskiego rzędu śliw – niezależność, samotność, izolację).
Wypadkową jest intrygująca, wieloaspektowa lektura, w której przeplatają się ze sobą rozważania poświęcone chorobie, sensowi ludzkiej egzystencji czy międzyludzkim więzom. Takehiko Fukunaga niespiesznie kreśli przed nami portret człowieka, który przed ostatecznym pogrążeniem się w cierpieniu wyrusza w podróż po miłych dla serca falach przeszłości, odtwarzając jej najpiękniejsze rozdziały. W tle raczeni jesteśmy panoramą japońskich realiów tuż przed wybuchem II wojny światowej, w trakcie jej trwania oraz niedługo po jej zakończeniu. Wszystko to składa się na jeszcze jedną opowieść o ludzkiej jednostce, która – zgodnie z tytułem nawiązującym do treści Listu Świętego Piotra – jest wyłącznie efemerycznym pyłkiem: Wszelkie bowiem ciało jest jak trawa, a cała jego chwała jak kwiat trawy: trawa uschła, a kwiat jej opadł, słowo zaś Pana trwa na wieki [7].
P. S. Ukraina wciąż walczy nie tylko o swoją wolność, a my, choćby w pewnym stopniu, możemy pomóc jej obrońcom i obrończyniom, w tym także naszym chłopakom na wojnie. Każde wsparcie i każda wpłata się liczy! Można wspierać na różne sposoby, ale trzeba coś robić. Tutaj zrzutki na naszych medyków pola walki działających na froncie: https://pomagam.pl/b4t636 albo https://pomagam.pl/medycy_ukrainie
------------------------------------

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)