Nguyễn Phan Quế Mai
Góry śpiewają
Niemal każda wojna – jeśli uwzględnić ogrom destrukcji, chaosu i przelewu krwi, jaki za sobą niesie – jest wydarzeniem dramatycznym i niepotrzebnym, lecz szczególnie bolesne i traumatyczne są bratobójcze walki, kiedy to po dwóch stronach barykady stają przedstawiciele tego samego narodu. Tragizm tego typu konfliktów zasadza się również w fakcie, że w przypadku krain, którym kapryśna fortuna wyznacza na mapie położenie geograficzne w bezpośrednim sąsiedztwie ważkich węzłów geopolitycznej sieci, wszelkie wewnętrzne animozje i niesnaski są podsycane przez zewnętrzne siły, które tym sposobem walczą ze sobą na neutralnej szachownicy wojen zastępczych (ang. proxy wars). Tego typu starciem jest trwająca w latach 1955 – 1975 wojna wietnamska (zwana też drugą wojną indochińską, wojną amerykańsko-wietnamską lub amerykańską interwencją w Wietnamie), w którą zaangażowane są z jednej strony Wietnam Północny, wspierany m.in. przez ZSRR oraz ChRL, z drugiej zaś Wietnam Południowy wraz z międzynarodową koalicją obejmującą Stany Zjednoczone i ich sojuszników – Koreę Południową, Tajlandię, Australię, Nową Zelandię i Filipiny. O toksycznym wpływie wojny wietnamskiej na samych Wietnamczyków przypomina Phan Quế Mai Nguyễn (ur. 1973), wietnamska pisarka i poetka, autorka powieści Góry śpiewają.
Fabuła dzieła koncentruje się wokół członków rodziny Trần, właścicieli ziemskich ze środkowego Wietnamu, których perypetie przybliżone zostają na dwóch osiach czasowych. Wydarzenia z połowy lat 50-tych XX wieku obejmują zapis tułaczki Diệu Lan, która na skutek wprowadzenia opresyjnej reformy rolnej (1954 – 1956) – sprowadzającej się do brutalnego traktowana posiadaczy gruntów, których obwinia się o pasożytowanie na bezrolnych chłopach, za co spotyka ich konfiskata majątku, zaś pokazowe procesy nierzadko kończą się linczem – zmuszona jest opuścić rodzinne gospodarstwo i razem z szóstką dzieci uciekać do oddalonego o kilkaset kilometrów Hanoi. Z kolei akcja osadzona pod koniec lat 70-tych, gdy w Wietnamie wreszcie nastaje pokój, skupia się na postaci nastoletniej Hương, wnuczki Diệu Lan, która jest samotnie wychowywana przez babcię i z wytęsknieniem, nadzieją, ale i pełna obaw, oczekuje powrotu z frontu swoich rodziców oraz wujków. Losy wnuczki oraz babci, dwóch kobiet z odmiennych pokoleń, które jednak zaznają podobnych dramatów, zgrabnie się ze sobą splatają, w efekcie czego nakreślony zostaje złożony obraz współczesnego Wietnamu z lokalnej perspektywy.
Książka Phan Quế Mai Nguyễn to ciekawy portret mieszkańców Północnego Wietnamu, którzy mimo iż starają się trzymać z daleka od polityki, to i tak zostają wciągnięci w bezlitosne tryby wielkiej Historii, tryby gęsto smarowane krwią (Zastanawiałam się, dlaczego nasz kraj nieustannie najeżdżają obce armie. Najpierw Chińczycy, potem Mongołowie, Francuzi, Japończycy, a teraz amerykańscy imperialiści [1]). Autorka uzmysławia, że od końca XIX wieku (w 1883 roku Francja narzuca Wietnamowi swój protektorat, zaś po kilku latach kraj wchodzi w skład Indochin Francuskich) śmierć czyha na Wietnamczyków niemal na każdym kroku – wystarcza cień oskarżenia o współpracę czy sprzyjanie ruchom narodowowyzwoleńczym, by zostać dotkliwie ukaranym przez francuską administrację. Nie lepiej jest w czasie okupacji japońskiej (1940 – 1945) – mimo iż Japończycy określają się mianem wyzwolicieli ludów azjatyckich spod europejskiego kolonializmu, to jednak ich władza jest sprawowana nie mniej krwawo i brutalnie. Wreszcie rządy komunistów, na północy trwające od 1945 roku, to okres nie mniejszych prześladowań, dotykających wszystkich, którzy uznani zostają za faktycznych, jak i potencjalnych wrogów nowego porządku. Konflikt pomiędzy Północą a Południem jest przerażającym dopełnieniem tych wcześniejszych, tragicznych epizodów – Wietnamczycy nie mierzą się już tylko z najeźdźcami z zewnątrz, ale z własnymi rodakami, których obce armie wykorzystują w swoich rozgrywkach.
Góry śpiewają to również gorzkie ukazanie realiów panujących w Wietnamie Północnym rządzonym przez komunistów. Phan Quế Mai Nguyễn wskazuje na niechlubne epizody działalności Việt Minh (Ligii Na Rzecz Niepodległości Wietnamu) organizacji założonej w 1941 roku przez wietnamskie stronnictwa niepodległościowe związane z Komunistyczną Partią Indochin, dążącej do uniezależnienia Wietnamu (wchodzącego wówczas w skład Indochin Francuskich) od Francji Vichy, która po uznaniu Demokratycznej Republiki Wietnamu (1954) coraz mocniej osuwa się w autorytarne odmęty, przeprowadzając czystki we własnych szeregach i eliminując wszelką wewnętrzną opozycję: Wkrótce zaczęło do nas docierać mnóstwo plotek, że Việt Minh pozbywa się ze swoich szeregów antykomunistów, intelektualistów i ludzi zamożnych. Partia musiała należeć do chłopów i robotników, a nie takich „burżujów” jak Hùng [2]. Wraz z wybuchem wojny z Wietnamem Południowym i USA, nasila się terror stosowany przez partię, żądającą całkowitego podporządkowania się ludzkich jednostek, które muszą zjednoczyć się w obliczu walki na śmierć i życie o przyszły kształt wietnamskiego państwa – ludzie stają się trybikami wojennej machiny, stąd wymagana jest surowca dyscyplina, tropieni i przykładnie karani są wrogowie systemu, ludność karmiona jest propagandowymi hasłami i sloganami, zaś wszelkie niedociągnięcia czy pomyłki są skrzętnie ukrywane bądź zostają przemilczane: W szkolnych podręcznikach nie znajdziecie żadnych wzmianek o reformie rolnej czy wewnętrznych starciach w łonie Việt Minhu. Część historii naszego kraju została wymazana razem z życiem niezliczonych ludzkich istnień. Nie wolno nam mówić o błędach przeszłości ani o przestępstwach ludzi, którzy sprawują władzę, ponieważ dają sobie prawo do pisania historii na nowo [3].
Oprócz tych panoramicznych ujęć, pozwalających zapoznać się z tragicznymi dziejami Wietnamu, Phan Quế Mai Nguyễn raczy nas perspektywą jednostek, na których swoje niezatarte piętno odciska piekło wojny. Śledząc zmagania Hương oraz Diệu Lan w ogarniętym bombardowaniami Hanoi, przekonujemy się, jak wygląda brutalna codzienność mieszkańców państwa, którego opór amerykańska armia stara się złamać za wszelką cenę (wg szacunków CIA, na skutek samej tylko operacji Rolling Thunder, trwającej od 2 marca 1965 do 1 listopada 1968 roku kampanii powietrznej nad Wietnamem Północnym, mającej na celu zniszczenie infrastruktury, zaplecza przemysłowego oraz obrony przeciwlotniczej, ginie około 90 tys. Wietnamczyków, w tym 74 tys. cywilów). Za sprawą pozostałych członków rodziny, powracających (lub nie) do domu już po ustaniu walk, podkreślony zostaje ogrom zniszczeń, jakie wywołuje wojna w psychice tych, którym udaje się przetrwać. Zespół stresu pourazowego dotyka wielu weteranów, którzy jednak nie mogą liczyć na profesjonalne wsparcie psychologiczne – nie wszyscy potrafią poradzić sobie z nabytymi traumami, co utrudnia funkcjonowanie w społeczeństwie i przysparza nowych dramatów. Phan Quế Mai Nguyễn pisze też o fatalnych następstwach stosowania przez armię amerykańską silnie toksycznych herbicydów (np. Czynnika Pomarańczowego), wykorzystywanych do opryskiwania dżungli oraz pól uprawnych, tak by żołnierze armii Wietnamu Północnego nie mieli się gdzie ukrywać oraz by pozbawić ich żywności – owe trucizny są groźne także dla ludzi, u których pojawiają się choroby nowotworowe, bezpłodność, ale i poważnie uszkodzone geny.
O tych intrygujących, ale i przejmujących epizodach z historii Wietnamu czytałoby się bardzo dobrze, gdyby nie fakt, że kreowane przez Phan Quế Mai Nguyễn postacie nie są przekonujące – u bohaterów Wietnamki brakuje głębi i wielowymiarowości. Poszczególne sylwetki przyjmują skrajne postawy – wzniosłość i patetyzm lub bezgraniczna miłość przeplatają się z osuwaniem się na dno beznadziei i apatii, bądź serwilistyczną niegodziwością, bez odcieni szarości. W dodatku o poszczególnych emocjach niby autorka pisze całkiem sporo, ale nie do końca widać te uczucia w działaniach protagonistów – Phan Quế Mai Nguyễn stawia na opisy stanów emocjonalnych, zamiast pozwolić przemówić akcjom, działaniom, decyzjom czy wątpliwościom, które definiują każdego człowieka. Stąd trudno oprzeć się wrażeniu, że wykreowani bohaterowie to jedynie aktorzy, a nie ludzie z krwi i kości.
W rezultacie Góry śpiewają to tylko (lub aż) solidna literatura, czerpiąca z elementów sagi rodzinnej, jak i powieści o dojrzewaniu (Bildungsroman), w której zaprezentowana zostaje perspektywa północnowietnamska z okresu II wojny indochińskiej. Powieść utrzymana jest w lirycznym tonie, z licznymi odwołaniami to tradycyjnych porzekadeł i przysłów wietnamskich, z mocnym zaakcentowaniem siły miłości oraz rodzinnych więzów. Zarazem książka ukazuje destrukcyjną moc zbrojnego konfliktu, który na ogół nie rozwiązuje zbyt wielu problemów, za to stwarza całą masę kolejnych, z następstwami których zmagają się kolejne pokolenia. Całość składa się na utwór o mocno pacyfistycznym wydźwięku z nieco naiwnym przesłaniem, że nienawiść ma główne źródło w niewiedzy i w zamknięciu się na drugiego człowieka – patrząc na innych jedynie jako obcych, zawsze będziemy dostrzegać w nich zagrożenie, z którym należy walczyć.
P. S. Ukraina wciąż walczy nie tylko o swoją wolność, a my, choćby w pewnym stopniu, możemy pomóc jej obrońcom i obrończyniom, w tym także naszym chłopakom na wojnie. Każde wsparcie i każda wpłata się liczy! Można wspierać na różne sposoby, ale trzeba coś robić. Tutaj zrzutki na naszych medyków pola walki działających na froncie: https://pomagam.pl/b4t636 albo https://pomagam.pl/medycy_ukrainie
------------------------------------

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)