Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura radziecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura radziecka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 lutego 2022

„Sołdat” Nikolaj N. Nikulin - o tym, czym jest wojna



Nikolaj N. Nikulin

Sołdat

tytuł oryg. Воспоминания о войне

tłumaczenie: Agnieszka Knyt
audiobook
czyta: Robert Jarociński
czas trwania 8h 32’
wydawnictwo: Parlando 2020
ISBN: 9788395100512


Wydawałoby się, iż w kraju i w narodzie, który tak ucierpiał w wyniku spisku III Rzeszy i ZSRR, który tak się obnosi z pamięcią o tych cierpieniach, powinno być szczególnie promowane wszystko, co obnaża mechanizmy prowadzące do tego, że Rosja była i jest taka, jaka jest, co odkrywa zbrodnie i co pozwala nie zapomnieć o zagrożeniu wciąż wiszącym nad wschodem Europy. Nie zawsze się tak jednak dzieje i dlatego postanowiłem sięgnąć po Sołdata Nikolaja Nikulina, by przekonać się, czy jest o tej książce cicho, gdyż jest słaba, czy też jest ona podobnie jak The Soviet Story (2008) kolejnym paradoksem polegającym na tym, iż choć powinna być promowana ze wszystkich sił, sprawia wrażenie na siłę zapomnianej, co nieodparcie nasuwa myśli o teoriach spiskowych na temat infiltracji Polski przez służby wielkiego sąsiada. Wybrałem wersję audio przygotowaną we współpracy z Ośrodkiem KARTA...


piątek, 20 listopada 2015

Victor Serge "Sprawa Tułajewa" - Krwawa łaźnia rewolucji

Sprawa Tułajewa

Victor Serge

Tytuł oryginału: L'Affaire Toulaev
Tłumaczenie: Krzysztof Teodorowicz
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: Nowy Kanon
Liczba stron: 416
 
 
 
Nowy kanon to współczesna seria wydawnicza firmowana przez cenioną przeze mnie oficynę W.A.B. Na łamach serii ukazują się dzieła pisarzy znanych i uznanych na całym świecie, którzy jednak w naszym kraju doczekali się jedynie kilku wydanych dzieł, bądź z którymi polski czytelnik w ogóle nie miał do czynienia w ojczystym języku. Utworu niepublikowane, mniej popularne dzieła, pozycje od dawna nie wznawiane – oto czym kierują się redaktorzy kolekcji, powstającej przy współpracy z redakcją The New York Review of Books, która prowadzi analogiczną serię (na jej łamach ukazało się ponad 200 tytułów). Dzięki Nowemu Kanonowi miałem sposobność poznać twórczość Eileen Chang, powieści psychologiczne Georges’a Simenona oraz pisarstwo Stefana Zweiga, Leonardo Sciasci i Stefana Themersona. Następną lekturą, po którą sięgnąłem pragnąc przekonać się, jakie książki w mniemaniu redaktorów W.A.B. tworzą współczesny kanon literacki, była Sprawa Tułajewa, autorstwa Victora Serge’a.

poniedziałek, 17 listopada 2014

O stalkerze filozofie




Arkadij i Borys Strugaccy



Аркадий Натанович i Борис Натанович Стругацкие



Piknik na skraju drogi


tytuł oryginału: Пикни́к на обо́чине

tłumaczenie: Irena Lewandowska

wydawnictwo: Iskry 1974

Nagranie Studia Książki Mówionej Polskiego Związku Niewidomych w Warszawie

czyta: Piotr Gasparski


Znaną i uznaną powieść radzieckiego duetu pisarskiego Arkadija i Borysa Strugackich Piknik na skraju drogi czytałem dawno, dawno temu, chyba jeszcze będąc uczniem szkoły podstawowej. Szczerze mówiąc, nic już dziś z tej lektury nie pamiętałem, poza ogólnym wrażeniem, że była to proza najwyższych lotów. Zamierzałem do niej wrócić, by zobaczyć jak ją odbiorę dzisiaj. Ciągle jednak jakoś schodziło... Inne lektury, inne zajęcia... Jakiś czas temu Ambrose opublikował swoją recenzję, więc znów był pretekst, by ponowne spotkanie z Piknikiem odkładać... Cały czas jednak miałem świadomość, iż ponownie muszę poń sięgnąć, gdyż Piknik na skraju drogi to powieść kultowa, klasy Diuny czy innych ponadczasowych dzieł literatury science fiction. O sile jej wpływu na kulturę masową najlepiej świadczy fakt, iż wciąż inspiruje twórców nie tylko literatury, ale również filmu, grafiki i gier komputerowych. Ba – Piknik oddziałuje nawet na rozwój języka – od czasu pierwszego wydania słowo „stalker” uzyskało obok dawnego znaczenia (prześladowca) nowe, równie rozpoznawalne, jako określenie specyficznego rodzaju awanturnika, poszukiwacza i militarysty, szczególnie w powiązaniu z jakąś tajemnicą czy zakazanym obszarem lub obiektami.

czwartek, 31 lipca 2014

Po zagładzie




Dmitry Glukhovsky


(Дмитрий Алексеевич Глуховский)


Metro 2033


tytuł oryginału: Метро́ 2033

tłumaczenie: Paweł Podmiotko

wydawnictwo: Insignis Media 2010

Do debiutanckiej powieści Dmitrija Głuchowskiego podszedłem jak zwykle, czyli nie zapoznając się bliżej ani z autorem, ani z historią powstania książki. Oczywiście w tym wypadku mniej więcej wiedziałem, w jakich realiach, czasach i kanonie rzecz będzie się rozgrywać, gdyż trudno chyba, czy to wśród maniaków gier komputerowych, czy to wśród miłośników literatury, spotkać kogoś, kto o Metrze 2033 w ogóle nie słyszał, tym bardziej, iż dało ono impuls do powstania dwóch dość głośnych gier i stanowiło początek całej serii powieści piór różnych autorów, którzy fabułę swych dzieł oparli na uniwersum wykreowanym przez Głuchowskiego, który też zresztą napisał i swój własny ciąg dalszy.

Metro 2033; jak sam tytuł wskazuje, to przyszłość. Choć niezbyt już daleka – pułapka umieszczania dat w sf. Świat po wymianie ciosów, również atomowych, między wielkimi mocarstwami. Co się stało z cywilizacją, z całą ludzkością, dokładnie nie wiadomo, ale pewnie szlag ją trafił. W Moskwie niedobitki, które już ludzkością trudno nazwać, schroniły się w tunelach metra. Tam próbują przetrwać. Na powierzchni nie wszystko wymarło. To co wybiło ludzi i sprawiło, iż Ziemia nie jest już miejscem dla nich, jednocześnie uruchomiło przyspieszoną ewolucję gatunków, które przetrwały pierwsze uderzenie i promieniowanie, jakie pozostało po kataklizmie. I te właśnie formy życia są największym zagrożeniem dla ukrywających się w tunelach, którzy nie mogą się do końca odciąć się od świata na górze, gdyż szaber resztek dawnej cywilizacji jest podstawą ich istnienia na jakim takim poziomie. Jakby tego było mało, pod ziemią też pojawiają się nowe elementy łańcucha pokarmowego, w którym człowiek niekoniecznie stanowi ostatnie ogniwo.

Herosem naszej opowieści jest Artem, młody chłopak ze społeczności zamieszkującej stację WOGN, jak i inne przypominającą teraz plemienną, podziemną wersję państwa-miasta. Jak każda zewnętrzna stacja systemu metra, WOGN od dawna zmaga się z większymi przeciwnościami niż stacje wewnętrzne, ale ostatnio napór niespotykanych wcześniej potwornych przeciwników sprawia, iż nad WOGN-em zawisła realna groźba zagłady. W poszukiwaniu pomocy Artem wyrusza w pełną przygód podróż do stacji, które zachowały więcej z dorobku dawnej ludzkości; wiedzy i technologii.

Jak widać z powyższego, fabuła nie jest specjalnie skomplikowana, choć od razu trzeba bardzo podkreślić, iż cały czas trzyma czytelnika w niepewności nie tylko co do zakończenia, ale i sposobów, w jaki rozwiną się poszczególne sytuacje. Epilog powieści jest zaś prawdziwie zaskakujący i potężnym akcentem wpisuje się w warstwę filozoficzno-moralizatorską, do której jeszcze powrócę.

O postapokaliptycznych światach napisano już powieści wiele, podobnie jak i powieści drogi pojawiło się sporo. Muszę jednak przyznać, że tak dobrze oddanego klimatu jednego i drugiego, jak dotąd, nie zdarzyło mi się spotkać, no może poza Strugackimi i jeszcze kilku innymi dawnymi tytanami s-f. Kiedy czytałem Metro, wprost dźwięczała mi w uszach kultowa ścieżka dźwiękowa Fallout*, do czego nawet Drodze Cormaca McCarthy’ego, przez wielu uznawanej za arcydzieło, bardzo było daleko.

Klimat, realia uzbrojenia i wyposażenia, gdzie autor uniknął wpadek, co cieszy prawdziwe tygrysy, to nie jedyne zalety, które i tak same by wystarczyły, by jako postapokaliptyczna przygodówka powieść weszła na trwałe do kanonu literatury fantastycznonaukowej. Po pewnym czasie czytelnik zaczyna zdawać sobie sprawę, iż opowieść ma bardzo odważną i racjonalną warstwę filozoficzno-moralną. Pytania o wiarę, o jej istotę i wartość, o człowieczeństwo i jego ocenę, o naturę Boga i człowieka, a nawet o naturę rzeczywistości w zderzeniu z literaturą, są nie tylko wyartykułowane wprost, ale również bez reszty powiązane z motorem napędzającym akcję i z zaskakującym zakończeniem, które zarazem stanowi tych rozważań tych podsumowanie. Jakie ono jest, tego oczywiście zdradzać nie będę.

Tyle wynika z samej powieści. Tym razem warto jednak dodać małe co nieco o okolicznościach jej powstania. Głuchowski zaczął pisać Metro (taki był pierwszy tytuł - bez cyferek - co było chyba jednak bardziej perspektywicznym pomysłem) jako nastolatek. Jako uczeń dojeżdżał moskiewskim metrem do szkoły i jego znajomość była pewnie impulsem do wykreowania takiego właśnie świata, a zarazem dodała powieści wiarygodności w tle. Na pewno wpływ na autora wywarł szereg klasyków s-f, jacy tworzyli przed nim oraz kultowa, wspomniana już seria gier Fallout, która pozostawia niezatarty ślad na każdym, kto się z nią zetknął. Pierwsza wersja powieści została w 2002 roku bezpłatnie opublikowana w internecie wraz z linkami do muzyki proponowanej do słuchania w trakcie lektury. W świetle powyższego twierdzenia niektórych recenzentów, iż powieść „wyraźnie została napisana pod kasę”, najlepiej świadczą o ich autorach.

W tej pierwotnej wersji opowieść miała inne zakończenie niż obecnie, lecz pod naciskiem fanów i wydawnictw zmieniono je przed pierwszą publikacją papierową, która miała miejsce w roku 2005 (jedna z prezentacji Metra 2033 miała miejsce w przeciwatomowym bunkrze Ministerstwa Łączności na Tagance.). Warto też wspomnieć, że dzisiejszy ostateczny kształt powieść uzyskała w trakcie interaktywnych internetowych konsultacji autora z czytelnikami, również fachowcami od metra, uzbrojenia i służb specjalnych. Tutaj należałoby spoliczkować następnych recenzentów; tych, którzy piszą, iż powieść miała napędzać sprzedaż gry pod tym samym tytułem (i odwrotnie). Sęk w tym, że pierwsza część gry miała premierę dopiero w roku 2010(!), a powieść do dziś jest dostępna za darmo na stronie autora. To jednak przerasta jak widać możliwości umysłowe wielu moich rodaków i kolegów po piórze, dla których nienawiść jest ważniejsza niż fakty. To ostatnie uczucie jest chyba jednym z nieodłącznych, o ile nie głównych, atrybutów bycia człowiekiem, o czym z wielkim żalem opowiada również Metro 2033. Może właśnie tego niektórzy nie mogą w nim znieść. Nie muszę już chyba dodawać, że do lektury gorąco i z pełnym przekonaniem zachęcam, choć jako bezproblemowa, bezrefleksyjna rozrywka, na którą liczyłem, powieść wcale się sprawdziła


Wasz Andrew


* seria gier RPG osadzona w świecie po wojnie atomowej (jest też odnoga strategiczna - Brotherhood of Steel)

Cykl Metro:
1/ Metro 2033
2/ Metro 2034
3/ Metro 2035

Uniwersum Metro 2033: Metro 2033 [Dmitry Glukhovsky]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Metro 2033 - nowe wydanie [Dmitry Glukhovsky]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

sobota, 28 czerwca 2014

" Pożegnanie z Matiorą" Walentin Rasputin - Jakże smutno jest odchodzić

Pożegnanie z Matiorą

Walentin Rasputin

Tytuł oryginału: Proszczanije s Matioroj
Tłumaczenie: Jerzy Litwiniuk 
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Seria: Współczesna Proza Światowa
Liczba stron: 197
 
 
 
 
 
Zuchwałość człowieka radzieckiego, który to ośmielił się chwycić za bary z matką naturą i zawzięcie z nią mocować, jest już nieomal legendarna. Wydaje się, że okresie Republiki Rad nie było rzeczy niemożliwej, czy technicznie niewykonalnej. W latach 1930 – 1933 powstał  Białomorsko-Bałtycki, kanał od długości 227 km łączący Morze Bałtyckie i Morze Białe, do budowy którego użyto głównie drewna oraz siły rozkułaczanych, nieposłusznych chłopów (wg ostrożnych szacunków przy całym przedsięwzięciu życie straciło ok. 25 tys. ludzi). Także w latach 30’ XX wieku rozpoczęto wcielenie w życie idei hodowli białego złota. Na pustynnych terenach Azji Środkowej postanowiono uprawiać bawełnę, stosowaną wówczas do produkcji mundurów oraz materiałów wybuchowych. W latach 60’ udało się zmienić bieg rzek Amu-daria oraz Syr-daria, zasilających jezioro Aralskie, kierując ich wody do sieci kanałów irygacyjnych, służących do nawadniania pól bawełny. W efekcie do dnia dzisiejszego Uzbekistan jest jednym z największych eksporterów bawełny na świecie, ale nie można zapominać o fakcie, że całe przedsięwzięcie doczekało się miana katastrofy ekologicznej – od kilkunastu lat poziom wody w jeziorze Aralskim systematycznie spada, przy równocześnie rosnącym stopniu zasolenia. Morze Aralskie zanika, a wraz z nim giną przedstawiciele wielu gatunków lokalnej fauny i flory. O kilku innych ciekawych, chociaż fikcyjnych projektach, świadczących o nieograniczonej wręcz fantazji radzieckiej myśli technicznej, możemy dowiedzieć się także za sprawą lektury książki Astronauci, genialnego polskiego pisarza, Stanisława Lema. Czytamy tam m.in.:
W roku 2003 zakończone zostało częściowe przelewanie Morza Śródziemnego w głąb Sahary i gibraltarskie elektrownie wodne dały po raz pierwszy prąd do sieci północoafrykańskiej. Wiele już lat minęło od upadku ostatniego państwa kapitalistycznego. Kończył się trudny, bolesny i wielki okres sprawiedliwego przetwarzania świata. Nędza, chaos gospodarczy i wojny nie zagrażały już wielkim planom mieszkańców Ziemi.
 
Nieskrępowane przebiegiem granic rosły kontynentalne sieci wysokiego napięcia, powstawały elektrownie atomowe, bezludne fabryki automaty i transmutatory fotochemiczne, w których energia słońca przetwarzała dwutlenek węgla i wodę w cukier. Proces ten od miliarda lat uprawiany przez rośliny stał się własnością człowieka.
 
Nauka nigdy już nie miała wytwarzać środków zniszczenia. W służbie komunizmu była najpotężniejszym z wszystkich narzędzi świata.
W zupełnie innym, zdecydowanie bardziej melancholijnym tonie utrzymana jest powieść Pożegnanie z Matiorą, autorstwa Walentina Rasputina, która również zahacza o tematykę korygowania dokonań natury. Walentin Grigorjewicz Rasputin to rosyjski oraz radziecki pisarz, dramaturg, dziennikarz, działacz polityczny i społeczny. Artysta urodził się w 1937 roku w Atałance, niewielkiej wsi, leżącej w obwodzie irkuckim. Ogrom twórczości Rasputina poświęcony jest Wschodniej Syberii, gdzie autor spędził dzieciństwo oraz niemałą część swojego dorosłego życia.
Pożegnanie z Matiorą to historia traktująca o mieszkańcach wsi Matiora, położonej na niewielkiej wyspie, przecinającej nurt rzeki Angary. W związku z budową olbrzymiej elektrowni wodnej, ogromne rzesze terenu, w tym cała wyspa, mają wkrótce znaleźć się pod wodą. W chwili rozpoczęcia akcji, trwają już ostatnie przygotowania, zmierzające do oczyszczenia terenu oraz przesiedlenia mieszkańców. Właśnie w tym newralgicznym momencie, który dla większości wiejskiej społeczności oznacza kres dotychczasowego, dobrze znanego życia, na wyspę zaproszony zostaje czytelnik, zyskując sposobność obserwacji całej różnorodności pożegnań z Matiorą.

wtorek, 1 października 2013

Złote runo nicości

Okładka książki Piknik na skraju drogi 

Piknik na skraju drogi

Arkadij i Borys Strugaccy


Tytuł oryginału: Пикник на обочине
Tłumaczenie: Irena Lewandowska
Wydawnictwo: Iskry
Liczba stron: 240



Śledząc nawet niezbyt pilnie światek popkultury, można zauważyć, że wiele powieści, których ekranizacja zakończy się sukcesem, dopada syndrom skracania pierwotnego tytułu. Pozycją, która może poświadczyć o takowej tendencji jest Piknik na skraju drogi, autorstwa najsłynniejszego rosyjskiego duetu pisarskiego, braci Strugackich. Obecne wydania tego wspaniałego dzieła pojawiają się na rynku księgarskim pod tytułem Stalker – dokładnie tak nazywa się film Tarnowskiego, nakręcony na motywach Pikniku na skraju drogi. S.T.A.L.K.E.R. to także popularna seria gier komputerowych, stworzona przez ukraińskie studio GSC Game World, których akcja rozgrywa się w fikcyjnej Zonie, obszarze wokół elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Wydaje mi się, że w wielu przypadkach, a już na pewno tym konkretnym, pierwotny tytuł skrywa w sobie znacznie głębszą treść i o wiele lepiej oddaje sedno utworu niż jego skrócona wersja, która właściwie odnosi się wyłącznie do jednego, najczęściej tego bardziej sensacyjnego wątku powieści.

O braciach Strugackich, Arkadiju i Borisie napisałem co nie co, gdy dzieliłem się wrażeniami po lekturze Przenicowanego świata. Do dzisiaj uchodzą oni za jednych z najwybitniejszych przedstawicieli światowej science fiction, ich nazwiska często wymienia się jednym tchem obok najważniejszych pisarzy tego gatunku. Dla mnie najlepszą rekomendacją dla braci Strugackich była pozytywna opinia Stanisława Lema na temat ich twórczości. Lem, mimo, że sam tworzył powieści, którym chętnie przypinano łatkę science fiction, słynął z głębokiej oraz nieskrywanej niechęci do tej gałęzi literatury. Zaciekłej i bezlitosnej krytyce poddawał on szczególnie amerykańską odmianę fikcji naukowej, która w jego mniemaniu miała znacznie więcej wspólnego z tanią szmirą niż poważną literaturą, na którą warto poświęcać czas. Jednym z głównych aspektów, który decydował o tak negatywnym stosunku Lema do tego gatunku było z pewnością spłycanie oraz banalizowanie tematu kontaktu z obcą cywilizacją. A na podstawie takich dzieł jak Solaris, Głos Pana, Fiasko, Eden, Niezwyciężony czy choćby Powrót z gwiazd widać, że Lem bardzo mocno interesował się tą kwestią, a jego własne wizje dotyczące możliwych scenariuszy spotkaniu z nieznanym są tyleż intrygujące, co głęboko przemyślane. Generalnie Lem był raczej sceptykiem, co do możliwość porozumienia się z obcą formą życia. Fascynujące są jego teorie, wyjaśniające, dlaczego w ogóle szansa na takowy proces jest nieskończenie mała – polski pisarz uważał, że każda potencjalna cywilizacja przechodzi przez różne stadia rozwoju. Oczywiście im różnica poziomów zaawansowania technologicznego jest większa pomiędzy danymi cywilizacjami, tym szansa na wzajemne zrozumienie jest mniejsza. Ponadto każda „społeczność” posiada tzw. okno kontaktu, zaczynające się od okresu, kiedy jest ona w stanie wysyłać, przyjmować oraz prawidłowo interpretować sygnały z Kosmosu, a kończące się na etapie, gdy cywilizacja przestaje przejawiać ochotę do komunikacji. Ponieważ odległości w przestrzeni kosmicznej są ogromne, a z naszej perspektywy wręcz nieskończone, niemożliwe jest również odebranie sygnału w momencie jego nadania. Setki, tysiące, a nawet miliony lat mogą upłynąć od momentu, kiedy nadesłana wiadomość dotrze do adresata – w tym czasie nadawca już dawno może ulec samozagładzie, bądź kosmicznej katastrofie. Wg mnie teoria Lema znakomicie wyjaśnia paradoks Fermiego, czyli sprzeczność, wynikającą z szacunków, zgodnie z którymi Kosmos aż roi się od pozaziemskich cywilizacji, z faktem, że jak dotąd nie zaobserwowano żadnych śladów ich istnienia. Na szczęście Lem był bardziej łaskawy dla swojej wyobraźni, której kilka razy pofolgował, pozwalając jej wysnuć możliwe scenariusze dotyczące spotkania obcych form życia. Uważam, że w jego wizje, które w dużej mierze opierają się na przekonaniu, że kontakt, pojmowany jako wzajemne zrozumienie się, czy świadoma wymiana informacji jest niemalże niemożliwy, bardzo dobrze wpisuje się także Piknik na skraju drogi. Bracia Strugaccy, podobnie jak i Lem, wyrażają głęboki sceptycyzm, co do możliwości porozumienia się dwóch, diametralnie obcych form życia.

Akcja powieści Piknik na skraju drogi rozgrywa się na Ziemi, wkrótce po tym, jak zostaje ona odwiedzona przez obcych przybyszów. Kosmici nie goszczą zbyt długo na naszej rodzimej planecie, nie przejawiając ponadto żadnych chęci by porozumieć się jej z rdzennymi mieszkańcami. Wkrótce po lądowaniu, opuszczają Ziemię, pozostawiając po sobie całkiem sporo śladów. Miejsca na kuli ziemskiej, w których osiadły obce statki zwane są Strefami. Tuż po oddaleniu się przybyszy, Strefy zostają odcięte od ciekawskich ludzkich oczu ścisłym kordonem i zawłaszczone w imię nauki. Jedyny, oficjalny dostęp do Stref posiada Międzynarodowy Instytut Cywilizacji Pozaziemskich. Obszary, na których lądowały pojazdy są jednak bardzo atrakcyjne i kuszące. Występują na nich wszelakiej maści anomalnie, z których niektóre okazują się bardzo niebezpieczne. Ale w Strefach oprócz śmierci można znaleźć także cały ogrom niezwykłych i wartościowych przedmiotów, za które nie tylko naukowcy potrafią nieźle zapłacić. Ludzie, mający odwagę zapuścić się na te niebezpieczne obszary, gotowi do narażania swojego życia, które mogą stracić zarówno poprzez chwilę nieuwagi w wymagających delikatności, precyzji oraz ostrożności kontaktach ze Strefą jak i za sprawą dzielnych ziemskich, choć chyba nie do końca ludzkich żołnierzy, broniących dostępu do miejsc lądowania, nazywani są stalkerami. Nietrudno dostrzec w nich współczesnych argonautów, którzy wyruszają na poszukiwania złotego runa. Ryzyko, jakie podejmują jest ogromne – błąkając się po Strefach, natrafiają na wiele urządzeń, czy też rzeczy o nieznanym pochodzeniu, z których część okazuje się zabójcza dla biologicznych form życia. Gra jest jednak warta świeczki, ponieważ na przedmioty znalezione w Strefie wiele środowisk ostrzy sobie zęby.

Strefa jest miejscem intensywnych studiów, a rzeczy z niej wydarte, stają się przedmiotem szczegółowych badań, które nie przynoszą jednak pożądanych rezultatów. Mimo upływu czasu, bowiem fabuła roztacza się na przestrzeni kilkunastu lat, praktycznie żadne z analizowanych urządzeń nie zdradza sekretów swojego funkcjonowania. Prowadzone przez naukowców działania przypominają syzyfowe trudy, podejmowane przez bohaterów lemowskiego Solarisa. W powieści polskiego pisarza całe pokolenia uczonych analizują planetę, której powierzchnia pokryta jest ogromnym, myślącym oceanem. Mimo żmudnych studiów, żaden kontakt nie następuje, a jedynie co pozostawiają po sobie w spadku ludzie nauki to trudne, długie i niezrozumiałe definicje form, przybieranych i tworzonych przez ocean, które jednak ani o krok nie przybliżają ludzkości do porozumienia z obcą inteligencją. Podobnie jest w przypadku środowisk akademickich z Pikniku na skraju drogi. Stalkerzy przynoszą ze sobą artefakty oraz opowieści o anomaliach, które określają slangiem, językiem prostym i zrozumiałym, oddającym właściwości danego zjawiska bądź rzeczy. Pustak, świerzb, bransoletka, owak, bateryjka, ognisty puch, czarci pudding, łysica, czy wyżymaczka okazują się określeniami o wiele bardziej trafnymi niż bełkotliwe teorie produkowane w naukowym narzeczu, nieudolnie i nieskutecznie próbujące wyjaśnić istotę funkcjonowania tych niezwykłości. W świetle ponoszonych klęsk, szczególnie trafna wydaje się hipoteza jednego z naukowców, tłumacząca, że znajdowane przedmioty są wytworem o wiele bardziej zaawansowanej technicznie cywilizacji i dla ludzkości przedstawiają taką samą wartość jak dla zwierząt śmieci, pozostawione przez nieodpowiedzialnych piknikowiczów na skraju leśnej drogi. Mrówki, czy ptaki mogą użyć zastanych resztek, trudno jednak oczekiwać, aby udało im się odkryć ich rzeczywiste zastosowanie.

Oczywiście pytaniem, które niczym klątwa ciąży nad całą książką jest kwestia, po co właściwie Inni zdecydowali się odwiedzić Ziemię. W końcu nie przybyli na nią w celach rabunkowych, nie wiadomo, czy dokonali jakichkolwiek pomiarów planety, badań jej mieszkańców, wreszcie nie podjęli żadnej próby kontaktu z Ziemianami. Intencje przybyszów również pozostają wielką niewiadomą – czy pozostawione przez nie przedmioty, bądź anomalnie, na jakie można natrafić w Strefach to efekt przemyślanych działań czy też zwykła, ludzka chciałoby się rzec, niechlujność? Powieść Strugackich jest o tyle wyjątkowa i wartościowa, że nie odpowiada na te pytania. Prezentuje ona jedynie ludzkość, która w obliczu tych pytań staje i w niezwykle ciekawy sposób ukazuje małość naszej kultury i jej ogromną zachłanność. Z biegiem czasu wizyta obcych traci znamiona teologicznego dysonansu, zaczynając przybierać formę zjawiska, tyleż interesującego, co możliwego do przystosowania do własnych celów. Początkowo Harmont, jedno z miast, w którym znajduje się Strefa, przypomina Mekkę przyciągającą zuchwalców, którzy mają odwagę wydrzeć jej wszelkie tajemnice. Miasto ogarnia gorączka złota – stalkerzy ryzykują życie, by bajecznie się wzbogacić, natomiast naukowcy wpadają w ekstatyczny szał, niemal religijny trans, zachłysnąwszy się mnogością obiektów, które wymagają badania, studiów, które powinny zdradzić dociekliwym swoje właściwości i tym samym przynieść im wieczną chwałę. Z czasem okazuje się, że Strefa niechętnie zdradza swoje sekrety, a przedmioty z niej wyciągnięte są zbyt skomplikowane, by ich istotę mógł pojąć człowiek. Przychodzą zatem złość i rozczarowanie. Strefa daje gatunkowi ludzkiemu solidną lekcję pokory, w pełni uświadamiając mu jego niedostatki.

Książka Strugackich w sposób oryginalny podejmuje tematykę kontaktu ludzkości z obcą cywilizacją. Rosyjscy twórcy prezentują nieszablonową wersję takiego spotkania. Okazuje się, że być może ludzka społeczność przypisuje sobie zbyt wiele cech istot rozumnych, oczekując, że obce formy inteligencji zechcą się z nią porozumieć. Strugaccy świetnie obrazują jak zarozumiałą, pyszną i egocentryczną istotą jest człowiek, który swoją własną cywilizację traktuje jako wyznacznik najwyższej formy kultury oraz szczyt technologicznych osiągnięć. Rosyjski duet uzmysławia czytelnikowi, że przecież możliwy jest fakt zetknięcia się z rozumem, dla którego będziemy mikrobami, mało znaczącymi żyjątkami, z którymi obca inteligencja nie uzna za stosowne podjąć prób kontaktu.

Dzieło Arkadija i Borysa to również kawał porządnej prozy psychologicznej. Autorzy najmocniej skoncentrowali się na przeżyciach stalkerów, a więc ludzi, dla których widmo śmierci do chleb powszedni. W sposób interesujący zostały ukazane bodźce, jakie popychają śmiałków do uprawiania tego ryzykownego zawodu. Strugaccy świetnie odmalowują także socjologiczne aspekty pozaziemskiego kontaktu. Strefa, a więc obca narośl na ziemskim ciele, niemożliwa do zasymilowania, poczyna obrastać ludzką działalnością - nauka, przemysł, a nawet rozrywka zacieśniają ludzki krąg wokół Sterfy, krok po kroku ją absorbując, wchłaniając do rodzimej codzienności. Prezentowana przez Strugackich wizja jest wyjątkowa i wydaje mi się, że właśnie to nieszablonowe podejście czyni lekturę tej książki tak niezapomnianą i wyjątkową.

sobota, 24 sierpnia 2013

"Drzazga. Opowieść o Niej i o Niej" Władimir Zazubrin - O zachłanna! O okrutna!

Okładka książki Drzazga. Opowieść o Niej i o Niej 

Drzazga. Opowieść o Niej i o Niej

Władimir Zazubrin


Tytuł oryginału: Щепка
Tłumaczenie: Henryk Chłystowski
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Seria: Biblioteka Babel  
Liczba stron: 142




Władimir Zazubrin, właściwie Zubrow, to radziecki pisarz, dziennikarz oraz prozaik, a przy tym znakomity przykład, że żadna rewolucja nie lubi intelektualistów. W przypadku Zubrowa, można pokusić się o banalne stwierdzenie, że bunt miał on we krwi. Urodzony w 1895 roku w Penzie syn pracownika kolejowego już w 1907 roku, za sprawą ojca, uczestnika rewolucji rosyjskiej z 1905 roku, wraz z całą rodziną trafił na zesłanie do Syzrania. Tam kontynuował naukę w szkole realnej, w której założył kółko socjalistyczne – broszurki, zebrania, przemówienia, stanowiły wystarczający powód, by Zubrowa wpakować na 3 miesiące aresztu. Po opuszczenia więzienia Zubrow, prawdopodobnie z polecenia partii, został zwerbowany przez carską Ochranie, z którą rozpoczął współpracę jako agent Minin. Rok 1917 to kolejna odsiadka – Zubrow został aresztowany przez władze Rządu Tymczasowego za propagandę bolszewicką. Po wyjściu na wolność trafił do armii – skierowano go do Pawłowskiej Szkoły Wojskowej w Piotrogradzie. Następne miesiące to istna burza – rewolucja październikowa, powrót do Syzrania, szkolenie wojskowej w Irkucku, zakończone promocją na podporucznika. Rok 1919 to udział w rosyjskiej wojnie domowej. Początkowo Zubrow walczył po stronie białych w oddziałach admirała Kołczaka, a kiedy wojska Kołczaka znajdowały się w odwrocie, Zubrow wraz z dwoma plutonami przyłączył się do czerwonej partyzantki. Działania wojenne skończyły się dla Zubrowa w Kańsku – ciężko chory na tyfus trafił na kwaterę do rodziny Tieriajewów, która oprócz gościny dała mu również żonę – Warwarę Tieriajewą.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Niemiecka amfibia gąsienicowa LWS




Танк на поле боя № 46 и 47

LWS германская гусеничная амфибия (Часть 1 и 2)

Czołg na polu walki 46 i 47. Niemiecka amfibia gąsienicowa LWS (cz.1 i 2)

Иванов С.В.

Wydawnictwo: Московское Общество Истории Техники 2009

Od czasu przemian ustrojowych miłośnicy sprzętu pancernego i historii techniki wojskowej mają z roku na rok łatwiejszy dostęp do coraz to większej ilości informacji i materiałów graficznych z ukochanej dziedziny. Mamy na rynku spory wybór polskich książek, albumów i broszur, zarówno z pierwszej, jak i z drugiej ręki. Coraz łatwiej też o wydawnictwa obcojęzyczne, które z reguły są bardziej interesujące od rodzimych, w których nierzadko można się doszukać powierzchowności, wtórności, jeśli nie wręcz śladów techniki kopiuj-wklej. Największą popularnością, ze względów językowych oczywiście, cieszą się publikacje anglojęzyczne. Ja jednak proponuję dziś zwrócić uwagę na mocno niedoceniany sektor języka rosyjskiego. Dlaczego? Przede wszystkim pochwalić go należy za możliwość dostępu do unikalnych wręcz materiałów, których próżno szukać u konkurencji. Jako przykład posłuży nam opracowanie traktujące o niemieckich amfibiach gąsienicowych LWS (Landwasserschlepper) z okresu II Wojny Światowej.

Jeśli chcemy po raz kolejny obejrzeć te same zdjęcia Tygrysa lub T-34, lub po raz n-ty przeczytać o tych konstrukcjach, nie będzie problemu. Znajdziemy opracowania po polsku, a po angielsku wybór będzie potężny. Niemiecki też będzie przydatny. Pewne problemy zaczynają się, gdy chcemy poznać jakąś mniej znaną konstrukcję, jak choćby amfibię LWS. Zaczyna brakować źródeł. Internet też niewiele nam w tym pomoże. Nawet w prześwietnym portalu AchtungPanzer! będącym kopalnią wiedzy o niemieckim sprzęcie pancernym IIWŚ znajdziemy ledwie krótką notkę o LWS i dwa zdjęcia. I tutaj zęby pokazują wydawnictwa rosyjskie. Rosjanie chyba uwielbiają nietypowe konstrukcje, ciekawostki z historii techniki i nauki, a w każdym bądź razie takie można odnieść wrażenie widząc bogactwo informacji o nich, jakie można uzyskać poszukując w materiałach publikowanych po rosyjsku. Typowym przedstawicielem tej dziedziny wiedzy i sposobu jej popularyzowania jest historia LWS zawarta w dwóch kolejnych numerach (46 i 47) serii wydawniczej Czołg na polu walki. Opracowanie objętością przypomina nieco anglojęzyczne In Action lub nasze rodzime Militaria i ma 117 stron (cz. 1 -58, cz. 2 – 59). W dwóch zeszytach zgromadzono zadziwiająco obszerny materiał zdjęciowy i niesamowicie szczegółową historię tego marginalnego przecież epizodu II Wojny. Próżno szukać czegoś podobnego na naszym rodzimym rynku, a i w literaturze anglojęzycznej nie udało mi się znaleźć niczego więcej na ten temat. Polecam absolutnie wszystkim fascynującym się tą tematyką, również modelarzom, a pozostałych namawiam na zainteresowanie się wydaniami w języku Puszkina i Gogola, gdyż mogą się okazać kopalnią nowych, interesujących materiałów

Wasz Andrew

środa, 26 grudnia 2012

"Matka" Maksym Gorki - Matka całego proletariatu

Okładka książki Matka 

Matka

Maksym Gorki

Tytuł oryginału: Мать
Tłumaczenie: Halina Górska
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Seria: Biblioteka Klasyki Polskiej i Obcej
Liczba stron: 386
 
 
 
 
Maksym Gorki to jeden z najbardziej znanych pisarzy radzieckich. Na jego koncie znajdują się zarówno dramaty, opowiadania jak i poezje, uchodzi za czołowego przedstawiciela rosyjskiego modernizmu. Najobfitszy okres jego twórczości, z którego pochodzą najsłynniejsze dzieła, przypada na początek XX wieku, a więc zmierzch caratu w Rosji. To wtedy powstały takie utwory jak dramaty Letnicy (1904), Barbarzyńcy (1905), powieści Foma Gordiejew (1899) czy recenzowana Matka (1906). Gorki praktycznie od początku swojej twórczości krytykował drobnomieszczaństwo, burżuazję, wieszczył rewolucję, w której powodzenie głęboko wierzył. Część tego gorącego pragnienia zmian, które powinny zajść w rosyjskim społeczeństwie, Gorki zawarł w utworze Matka.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Akwarium



Akwarium (Аквариум)

Wiktor Suworow (Виктор Суворов); właściwie Władimir Bogdanowicz Riezun (Владимир Богданович Резун)


Twórczość Wiktora Suworowa dzielę, o czym już wielokrotnie wspominałem, na trzy grupy: wspomnieniową, beletrystyczną i historyczną. Za najwartościowszą uważam tą ostatnią, choć również pierwsza jest niezrównana, podobnie jak i druga. W dodatku niejednokrotnie poszczególne książki tego autora łączą w sobie elementy różnych grup. Uważam, że zwłaszcza dla nas, Polaków, dzieła Suworowa powinny być szczególnie ważne, z różnych względów.

Akwarium jest jedną z najbardziej znanych i najgłośniejszych pozycji w dorobku pisarza, która doczekała się również swojej ekranizacji. Ma formę wspomnień z kariery Suworowa, która rozpoczęła się w wojskach pancernych, a zakończyła w strukturach GRU. Właściwie jeszcze się nie do końca skończyła, gdyż sławę zdobył dopiero po przejściu na drugą stronę; jako pisarz i historyk dla Zachodu, a jako zdrajca dla Rosjan.

Jak przebiegały losy Suworowa w służbie ZSRR nie będę zdradzał; przeczytajcie sami. Mnie bardzo odpowiada jego styl; rzeczowy i pozornie suchy. Pisarz, co jest nie tak znowu często spotykane, okazuje się świetnym obserwatorem, który potrafi oddać w sposób najbardziej wiarygodny to, o czym pisze, od najmniejszego szczegółu do ogółu, z którego wyciąga logiczne wnioski. Akwarium czyta się niczym świetną powieść szpiegowską, a przy tym jest to kopalnia wiedzy o radzieckich i rosyjskich służbach oraz o całej Rosji. O jej wielkości i słabościach, o mentalności władz i ludu, teraz i w przeszłości. Akwarium, podobnie jak inne książki Suworowa, powinien poznać każdy, kto chce zrozumieć historię Rosji, która od wieków służbami stała. Szczególnie każdy Polak i patriota powinien rzucić się na Akwarium i inne publikacje tego Rosjanina niczym wygłodniały pies na pełną michę. Od razu uprzedzam, że wnioski nie zawsze będą takie, jak przewidujecie.

Po lekturze Akwarium w innym świetle widzi się przywileje, jakimi w Sojuzie obdarowywano służby. Przywileje za które nader często w ostatecznym rozrachunku trzeba było zapłacić życiem. Nawet jeśli się było Stalinem. Profity, do których trudno się było dorwać, ale z których potem nie można było już zrezygnować. Jak w gangsterce; nie było opcji na wypisanie się.

Lektura tej opowieści, jak i innych książek Suworowa, pokazuje nam wyraźnie, iż wbrew tezom uparcie lansowanym przez wielu, Rosja nigdy nie była antypolska. Czy kierowca miażdżący kołami ciężarówki wiewiórkę, która próbowała przebiec mu drogę, nienawidzi wiewiórek? Czy człowiek znoszący w ramach swej ścieżki kariery tortury, może być nazwany okrutnikiem tylko dlatego, że wrogów potraktował tak, jak swoich kolegów i jak koledzy jego? Czy można twierdzić, że Stalin nienawidził Polaków, skoro twórcą jego ulubionych służb był nasz rodak, a polskich oficerów mordował tylko tysiącami, gdy swoich rodaków milionami? Suworow pozwala na zagmatwaną historię i teraźniejszość Europy spojrzeć nieco obiektywniej, a Akwarium jest jego przesłania ważną częścią.

Tym, którym nie podchodzi styl Suworowa, lub niektóre jego tezy, albo którzy są takimi rusofobami, iż książki ruskiego autora nie wezmą do ręki, powiem, iż wróg wroga jest naszym przyjacielem. Skoro Suworow został za swe pisanie skazany zaocznie na śmierć i do dziś jest w Rosji na liście do odstrzału, to może jednak warto samemu się przekonać, za co go tak doceniono?

Tak czy siak, niezależnie od zapatrywań i sympatii, mimo iż ZSRR się rozpadł; Akwarium jest jedną z tych książek, które zdecydowanie warto przeczytać. Tym bardziej, iż pewne rzeczy w Rosji się nigdy nie zmienią. Polecam szczerze i gorąco


Wasz Andrew

Akwarium [Wiktor Suworow]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

wtorek, 20 listopada 2012

"Kochaj rewolucję!" Aleksander Sołżenicyn - Niespełniona miłość

Kochaj rewolucję!

Aleksander Sołżenicyn

Tytuł oryginalny: Люби революцию
Tłumaczenie: Ewa Skórska-Filip
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 176
 



 
 
Książka Kochaj rewolucję! to nigdy nie ukończona, młodzieńcza powieść Aleksandra Sołżenicyna, rosyjskiego pisarza, laureata nagrody Nobla z roku 1970. Autora Archipelag Gułag poznałem kilka lat temu zupełnie przypadkiem, kiedy błąkając się między półkami ulubionej biblioteki trafiłem w końcu na Oddział chorych na raka. Co ciekawe następnego dnia, świat obiegła wiadomość, że Sołżenicyn zmarł w wieku 90 lat. Dopiero wtedy dowiedziałem się, kogo książkę zamierzam przeczytać.

poniedziałek, 29 października 2012

O dyktaturze, totalitaryzmie i całej reszcie

Okładka książki Przenicowany świat 

Przenicowany świat

Arkadij i Borys Strugaccy


Tytuł oryginału: Обитаемый остров
Tłumaczenie: Tadeusz Gosk i Magdalena Koziej
Wydawnictwo: Iskry
Liczba stron: 352




Bracia Strugaccy w literaturze science-fiction to swoista instytucja. Tytani gatunku, stawiani na równi z Lemem, czy Dickiem, których książki stały się natchnieniem zarówno dla reżyserów (Stalker Tarkowskiego nakręcony w oparciu o Piknik na skraju drogi, Przenicowany świat autorstwa Fiodora Bondarczuka) jak i twórców gier komputerowych (S.T.A.L.K.E.R., Trudno być bogiem). Bracia, którzy większość książek napisali wspólnie, odnieśli sukces zarówno w Rosji jak i poza jej granicami, docenieni zostali przez samego Stanisława Lema, który znany był przecież z tego, że do literatury science-fiction nie pałał zbyt gorącym uczuciem, mimo, że uważany był za czołowego jej przedstawiciela w naszym kraju. Strugaccy, to także kolejny egzemplarz pisarzy fantastyki naukowej zza Żelaznej kurtyny, którzy są przykładem na to, że system totalitarny, który na ziemiach Wschodniej Europy pozostawił w spadku po Jałcie Stalin  przyniósł jednak, dość nieoczekiwanie zresztą, coś dobrego. Strugaccy, podobnie jak i Lem, nie mogąc pewnych treści głosić otwarcie, ujawniać wszystkich swoich poglądów, a krytykę, szczególnie wobec systemu i władzy, stosować z rozwagą i umiarem godnym sapera na polu minowym, nabyli wspaniałą umiejętność wyrażania swoich idei nie wprost, pisania powieści-zagadek, pełnych kluczy, podwójnych znaczeń, alegorii, odniesień oraz puszczania oka do dociekliwego czytelnika.

Przenicowany świat to kolejna książka w dorobku Strugackich. W momencie jej wydania, bracia mieli już na swoim wspólnym koncie całkiem liczne grono powieści. Pozycję można zaklasyfikować jako awanturniczą robinsonadę – oto, bowiem mamy przed sobą głównego bohatera, kosmonautę, Maksyma, członka GOZ-u (Grupy Otwartego Zwiadu), który ląduje swoim statkiem na nieznanej planecie. Wkrótce pojazd ulega poważnej awarii, a jedyną szansą na wezwanie pomocy jest budowa prostego nadajnika zeroprzestrzennego ze spiralną emisją. Obcy świat, na który trafia Maksym zamieszkany jest przez istoty inteligentne, humanoidalne. W miarę lektury, zostawiając za sobą kolejne karty powieści, przekonujemy się, że owa humanoidalność tyczy się praktycznie każdego aspektu cywilizacji, z którą styka się kosmonauta. Pojazdy mechaniczne, jezdnie, budynki, windy, nakrycia głowy, ubrania, terroryzm, laboratorium, katorga, poczta, piwo – bardzo łatwo jest czytelnikowi zapomnieć, że akcja rozgrywa się gdzieś w odległych krańcach galaktyki, ba, mnie osobiście towarzyszyło nieodłączne wrażenie, że bohater po drodze gdzieś pobłądził i przypadkowo trafił po prostu na Ziemię, tyle, że w nieco innym okresie, niż wtedy, gdy ją opuszczał.

Świat, który sukcesywnie poznaje Maksym tańczy na krawędzi zagłady. Zakończyła się właśnie globalna wojna atomowa, wiele połaci planety zamienionych zostało w radioaktywne zgliszcza, wśród których jedynym przejawem życia są śmiercionośne automaty, wciąż celujące do wyimaginowanych celów. Mimo nieustannej pożogi, ogromu zniszczeń, ocalałe kraje nadal pozostają ze sobą w stanie konfliktu. Do jednego z nich, rządzonego przez Nieznanych Ojców, trafia Maksym, który początkowo zostaje wzięty za wariata, a jego paranoidalne wspomnienia puszczane są w państwowej telewizji jako znakomite filmy rozrywkowe. Badania przybysza, problemy z komunikacją ze względu na barierę językową, niemoc wzajemnego zrozumienia. Wszystkie te problemy uda się z czasem rozwiązać, a wtedy akcja rzeczywiście nabierze tempa i powieść zabarwiona zostanie awanturniczą nutką. Mak Sym zagubiony, Mak Sym żołnierz, Mak Sym rewolucjonista, Mak Sym obrońca ludu uciśnionego, Mak Sym nadgorliwy dzieciak. Tak w ogromnym skrócie, bez zdradzania poszczególnych wątków, przedstawia się fabuła powieści Przenicowany świat. Mak Sym to z kolei zawołanie bohatera, nadane mu przez tubylców.

Świat przedstawiony wykreowany przez rosyjskich mistrzów wydaje mi się dość błahy, a obcość i kosmiczność napotkanej przez Maksyma cywilizacji, sprawia wrażenie niezbyt wydumanej. W porównaniu z Solarisem, czy choćby Edenem Lema, kosmici Strugackich prezentują się naprawdę blado i nijako – brakuje w nich oczywiście owego elementu obcości. Maksym bez większych kłopotów, po krótkiej nauce języka, nawiązuje z nimi nić porozumienia. Doskonale zdaje sobie sprawę z przeżywanych przez nich stanów emocjonalnych, jest w stanie przewidzieć ich reakcje, zachowania, odczucia. Raz jeszcze zatem powtórzę, że na dobrą sprawę nasz główny bohater ma do czynienia z ludźmi, tyle, że władającymi innym językiem i żyjącym w nieco cięższych, bardziej ekstremalnych czasach. Być może Strugaccy właśnie na tym elemencie pragnęli się skupić i stąd brak pieczołowitości w odmalowywaniu mieszkańców innej planety.

Bo rzec trzeba, że kraj, który przymusowo odwiedza Maksym to sztandarowy przykład dyktatury totalitarnej, która zresztą często była obiektem zakamuflowanej krytyki ze strony Strugackich. Autorzy bardzo umiejętnie zarysowali obraz społeczeństwa ogłupianego, którego wola, sposób myślenia oraz postrzegania świat, są formowane przez niedosięgalne i nieuchwytne ze społecznych nizin władze. Świat goszczący Maksyma od razu kojarzy się ze Związkiem Socjalistycznym Republik Radzieckich. Bezustanna indoktrynacja, pranie mózgów, hiperboliczna propaganda sukcesu, uprawiana najintensywniej wtedy, gdy sytuacja wydaje się topić w morzu beznadziejności, próba eliminacji jednostek niewygodnych, a więc pragnących myśleć samodzielnie, bez wsparcia państwowego aparatu, rozdmuchiwany do czerwoności mit ciągłego zagrożenia ze strony potężnego wroga, rozsyłającego w kraju długie i niebezpieczne macki szpiegowskie, zsyłanie niepokornych na katorgę – śmiało można pokusić się o stwierdzenie, że Strugaccy opisywali otaczającą ich rzeczywistość, strojąc je, niezbyt starannie wg mnie, w szaty literatury fantastycznonaukowej.

Na plus książki zaliczyć należy język, jakim ją napisano. Pierwszoosobowa narracja, którą prowadzi Maksym, sprawia, że z jeszcze większą ciekawością śledzimy losy głównego bohatera, który dość łatwo wzbudza u czytelnika sympatię. Silny, inteligentny, ale dziecięco naiwny kosmonauta od razu przywodzi na myśl nieporadnego herosa, superbohatera, którego największymi słabościami okazują się ciekawość, dociekliwość, chęć pomocy innym oraz bezgraniczna ufność. Fabuła rozwija się dość dynamicznie, przez co lektura jest szybka i przyjemna. Akcja płynie wartko, a nas podszczypuje delikatnie pytanie, co też interesującego znowu wymyśli nasz Maksym.

Generalnie powieść jest pozycją solidną, dobrą. Fani science-fiction powinni być zadowoleni z tego dzieła. Mnie osobiście brakło większej pomysłowości przy kreowaniu obcej planety – wydaje się, że całe to piękne przesłanie o trwaniu przy wartościach humanistycznych, kierowaniu się instynktem moralnym, nawet, jeśli miałoby to oznaczać rezygnację z najszczytniejszych idei, można było ubrać w nieco strojniejsze szaty. Osobom, które w literaturze science-fiction się nie lubują, by zareklamować książkę, mogę rzec jedynie, że Przenicowany świat w ciekawy sposób ukazuje starcie jednostki w walce z systemem totalitarnym, odsłania zgniliznę moralną, która toczy elity władzy. Książkę można czytać również jako klasyczną antyutopię – Maksym, przybywającego z innego, wolnego świata, od razu dostrzega wady oraz niedociągnięcia w życiu codziennym mieszkańców planety. Sami zainteresowani, w większości niebędący świadom, że można prowadzić egzystencję wygodniejszą, lepszą (przynajmniej w naszym, bardzo subiektywnym mniemaniu), są generalnie zadowoleni z tego, co mają. W przekonaniu tym utrzymuje ich dodatkowo władza, która wszelkimi dostępnymi środkami stara się utrzymać takie przeświadczenie.

Reasumując, Przenicowany świat, którego mieszkańcy, ze względu na szczególny skład atmosfery, sądzą, że zamieszkują wklęsłą płaszczyznę, wart był poznania. Pierwsza spotkanie z braćmi Strugackimi uważam za całkiem udane.

Świat diabła





Wiktor Jerofiejew

oryg. Виктор Владимирович Ерофеев

Świat diabła

Geografia sensu życia

oryg. Свет дьявола. География смысла жизни
tłumaczenie: Michał B. Jagiełło
Czytelnik 2009

Już dawno nie miałem w ręku żadnego wydania świeżej rosyjskiej prozy, więc z ciekawością sięgnąłem po Świat diabła Wiktora Jerofiejewa. Ten tomik krótkich form reklamowany jest jako owoc wędrówek niestrudzonego globtrotera zawierający błyskotliwe analizy polityczne i społeczne oparte na wnikliwych obserwacjach poczynionych podczas licznych wojaży, a wszystko to ma być okraszone humorem często podszytym ironią i sarkazmem.

Lektura nie okazała się wielką katuszą, ale nazwanie jej przyjemnością byłoby znaczącym przekłamaniem. Styl nie najwyższego lotu, w dodatku nierówny, nie wciąga, ale na szczęście teksty są krótkie. Gdyby z podobną „klasą” napisano powieść, niewielu byłoby w stanie dotrwać do jej końca.

Muszę przyznać, że bardzo sobie cenię książki, z których mogę się dowiedzieć, jak żyją ludzie w miejscach, gdzie raczej nigdy sam się nie pojawię; jak myślą, jak czują, czym różnią się od nas, a w czym są podobni, no i oczywiście – co myślą o nas, Polakach. Niestety tutaj również na Jerofiejewie się zawiodłem.

Jeśli uważacie, że można poznać kraj z okna taksówki lub limuzyny, ewentualnie z okien hotelowych apartamentów, w dodatku z reguły luksusowych, to być może jest to książka dla Was. Po przeczytaniu Świata diabła autor jawi mi się jako rodzaj dzisiejszego pieczeniarza. Bywa wśród najbogatszych, ale nie do końca jako jeden z nich, a raczej dlatego, iż jako człowiek medialny jest zapraszany przez różnych przedstawicieli elit, którzy mają potrzebę ogrzać się w blasku obieżyświata-celebryty, a w zamian fundują mu wikt i opierunek. Niestety Jerofiejew nie wychodzi poza swój świat snoba, pozera i nawet w pewnym sensie prostaka. Bardzo się na tej książce zawiodłem, gdyż jego zmysł obserwacji nawet się nie umywa choćby do naszego rodzimego Cejrowskiego, żeby daleko nie sięgać. Teksty Jerofiejewa w większości bardziej przypominają notki z działu plotek o celebrytach podrzędnego czasopisma dla gospodyń lub oszołomionych małolatów, niż materiały pretendujące do miana obserwacji i analiz z życia różnych narodów i społeczeństw. Osobnym tematem jest wiarygodność autora, mającego się za człowieka wykształconego. Jeśli ktoś pisze, iż w 1924 rosyjski car coś tam robił, to nic już nie da się powiedzieć na jego obronę, gdyż w tym czasie jedyne, co car mógł robić, to gnić.

Obrazy wielu nacji, które możemy uzyskać ze Świata diabła nie tylko są w większości płytkie i wręcz infantylne, ale wręcz fałszywe, jak choćby migawki z RPA czy Japonii. W tym świetle podtytuł tomiku (Geografia sensu życia), brzmi wręcz kuriozalnie. Mimo wszystko w książce tej uważny czytelnik zauważy kilka prawdziwych złotych myśli, jak choćby podsumowanie dorobku filozofii Wschodu* czy prawdziwa perełka – rozdział Mechanicy, w którym pięknie ujął jedną z zasadniczych różnic między mentalnością ludzi zamieszkujących na wschód od Odry i tych żyjących na zachód od niej. Szkoda tylko, że tych diamencików jest niewiele i choć błyszczą, nie są w stanie zmienić obrazu miałkości, w której toną.

Reasumując, muszę z żalem stwierdzić i przestrzec, że większość czytelników z pewnością się na tej lekturze zawiedzie, o ile w ogóle będzie w stanie dobrnąć do jej końca. Nie żeby była to pozycja całkiem bezwartościowa. Wiedza o takim sposobie życia i patrzenia na świat, jaki prezentuje Jerofiejew, też może być interesująca, ale jedynie dla wąskiego grona wyrobionych odbiorców. Nie będzie to jednak ani rozrywka wysokich lotów, ani wielkie przeżycie, ani coś, co spowoduje zmianę w naszym widzeniu rzeczywistości. Wszystkim innym proponuję więc raczej poszukanie sobie innej książki; jest przecież w czym wybierać, i wśród wartości, i w rozrywce

Wasz Andrew


*Gdyby mądrość Wschodu znała prawdę, w Chinach nie byłoby „rewolucji kulturalnej”