Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą medycyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą medycyna. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 lutego 2023

Praca zbiorowa „Zakończyć pandemię” - teorie antyspiskowe






Zakończyć pandemię. Jak położyć kres pladze infekującej środowisko medyczne

tytuł oryginalny:
Ending Plague: A Scholar's Obligation in an Age of Corruption
praca zbiorowa:

Francis W. Ruscetti, , Kent Heckenlively, Judy Mikovits

tłumaczenie: Adam Nowakowski
czyta: Ewa Sobczak
format: audiobook
Published January 1, 2022 by ILLUMINATIO
ISBN 9788383210308


„Zakończyć pandemię” to druga książka Judy Mikovits (po „Pandemii kłamstw” napisanej wspólnie z Kentem Heckenlively ) jaką wziąłem na tapetę. Tym razem autorzy przedstawiają wewnętrzny portret amerykańskiego środowiska naukowego; spostrzeżenia na temat sukcesów i porażek nauki, które mogą otworzyć oczy społeczeństwa. Znajdziecie tu nigdy wcześniej nieujawnione informacje o osobowościach i napięciach, które były trzymane w największym sekrecie i motywowane dbałością o zdrowie publiczne. Sporo też informacji na temat praktyk stosowanych w środowisku naukowo-medycznym w USA, w tym tępienia i wyzyskiwania młodych naukowców, zwłaszcza zaś kobiet, nieuczciwości Big Pharmy i błędów w badaniach naukowych, nadużyć koncernów farmaceutycznych, tłumienia wszelkiego rodzaju opinii niezgodnych z „jedyna prawdą”; tuszowania i naciągania wyników badań oraz odkryć w celu uzyskania jak największych zarobków kosztem ludzkiego zdrowia.

Wielu z góry przekreśla to dzieło przylepiając mu (a pewnie raczej powtarzając, nie poznawszy albo nie zrozumiawszy treści) etykietę teorii spiskowej, którą od wielu lat korporacje farmaceutyczne i ich płatne papugi stosują i do autorki. Problem w tym, że za tezami zawartymi w tej książce stoją nawet nobliści, że wspomnę choćby jedynego dwukrotnego laureata indywidualnej nagrody Nobla Linusa Carla Paulinga. Należy też podkreślić, że wielu z tych, którzy przykleili, głównie Judi, łatkę outsidera i twórców teorii spiskowych, zostało później skazanych, również w procesach karnych, ale raz przypiętej etykietki tego typu praktycznie nie można się już w XXI wieku pozbyć, gdyż to wiek internetu i płatnych trolli. I odwrotnie – łatki geniusza, czy też genialnej metody, nie sposób odkleić, jak choćby w przypadku Egasa Moniza (twórcy mody na lobotomię) i jego nagrody Nobla, a nawet jeśli uda się udowodnić szkodliwość kolejnego cudownego leku (czy procedury), wcześniej przez lata jest on sprzedawany i ignorowane są wszelkie sygnały ostrzegawcze.

Zasadnicze pytanie brzmi – skąd pewność, że jeśli stosujemy ludzkie wirusy na tkankach zwierzęcych do opracowania leków, to wirusy z tkanek zwierzęcych nie znajdą się w gotowym produkcie, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że te wirusy dla zwierząt mogą nie być groźne, więc nie ma wiedzy czy i jak ich szukać podczas ewentualnych procedur kontrolnych. Wspomniany laureat nagrody Nobla obawiał się, że na analogicznej zasadzie szczepionki mogą zostać zanieczyszczone bakteriami pochodzącymi z roślin, co zresztą się potwierdziło.

Dzieło ma kilka warstw, co nie ułatwia lektury, gdyż konstrukcja całości nie wygląda na udaną - warstwy popularnonaukowa, historyczna i osobista są wymieszane, w moim odczuciu bez przemyślanego planu. Dodatkowym utrudnieniem dla osób, które nie czytują literatury czy prasy popularnonaukowej, jest duża ilość tego typu informacji i specyficznego żargonu dotyczącego medycyny i biochemii. Przemieszanie historii i naukowych teorii oraz osobistych perypetii, zwłaszcza Judy Mikovits, i jej żalu, choć uzasadnionego, do tych, którzy niszczyli jej karierę, może zniechęcać do wnikliwego i otwartego podejścia do pozostałych aspektów książki, które stanowią wielką wartość tego opracowania.

Zawarta w dziele historia zmian prawnych zainicjowanych w USA, psujących tradycyjne systemy wzajemnej kontroli w nauce, a zwłaszcza w farmacji, i otwierających drogę korupcji w świecie nauki, wyjaśnia, jak to było możliwe, że mechanizm odkrywania wiedzy w branży został zawłaszczony przez ideologię i korupcję w wyniku czego, jak ostrzegają autorzy, naukowcy, zwłaszcza pracujący nad zagadnieniami kluczowymi dla przemysłu farmaceutycznego, zmieniają się w skorumpowanych strażników dogmatów medycznych korzystnych dla wyników finansowych korporacji farmaceutycznych. Coraz większa rola biurokratów w świecie uczonych, zwłaszcza w medycynie, blokująca projekty potencjalnie przełomowe, ale o małej szansie powodzenia, prowadzi do wypaczenia tej dziedziny nauki.

Nauka powinna być stawianiem pytań, budowaniem hipotez i ich weryfikacją, nie powinna być zaś tym, czym staje się w medycynie, w szczególności farmacji, a zwłaszcza w produkcji szczepionek, czyli zbiorem propagandy, cenzury, dogmatów, korupcji i wielkiego biznesu, tajemnic i prawnego gwarantowania bezkarności.

Jeśli ktoś postrzega świat tylko przez pryzmat reklam, propagandy i własnych marzeń o zaufaniu do władzy i autorytetów, to na pewno ta książka może sprawiać dla niego wrażenie teorii spiskowej, gdyż stoi w opozycji do wizji zaangażowanych lekarzy i farmaceutów mających na celu tylko dobro pacjentów. Jednak poznawszy choćby pobieżnie i fragmentarycznie historię medycyny widzimy, że zabobony, a później dogmaty i błędne teorie, trzymały się w niej zawsze mocno, a każdy nowy pozytywny trend był gwałtownie i zaciekle zwalczany, zaś jego orędownicy atakowani wszelkimi możliwymi środkami. Polecam choćby znane opracowanie Jürgena Thorwalda „Stulecie chirurgów” i historię początków aseptyki i antyseptki czy narkozy wziewnej. Wtedy jednak, czyli do XX wieku mniej więcej, powodem zwalczania pozytywnych nowości była głównie głównie małostkowość „autorytetów” oraz kompleksy, ograniczenia i faktyczne braki w inteligencji gwiazd medycyny. Jednak te indywidualne motywy, choć nadal mają się dobrze, obecnie zostały zasłonięte przez pazerność korporacyjną. Przemysł farmaceutyczny oferuje pokusy, którym naprawdę trudno się oprzeć, gdyż są to poziomy korupcji przekraczające budżety niejednego państwa.

No i pozostaje sprawa najważniejsza, której większość społeczeństwa nie jest świadoma. Produkcja szczepionek jest jedynym rodzajem działalności ludzkiej, która stoi całkowicie ponad prawem. Można się sądzić z każdym – z politykiem, prezydentem, lekarzem i szpitalem, ale nie z producentem szczepionek. Doszło do tego najpierw, w latach osiemdziesiątych, w USA, a potem ta zaraza rozprzestrzeniła się na cały świat. A dlaczego stało się to akurat wtedy i w Ameryce? Bo wtedy właśnie suma złożonych pozwów o odszkodowania przerosła planowane dochody ze sprzedaży szczepionek. Gdyby producentów szczepionek nie postawiono ponad prawem, musieliby zamknąć swe firmy.

Czy gdy ktoś domaga się kontroli bezpieczeństwa produktów spożywczych wyszydza się go jako antyspożywczaka? Czemu wystarczy zadać jakiekolwiek pytania w sprawie szczepionek, nie wspominając o krytyce ich jakości, by od razu uzyskać etykietki antyszczepionkowca i oszołoma? Czy nie ma żadnej różnicy między kwestionowaniem idei szczepionek a poddawaniem w wątpliwość ich jakości i bezpieczeństwa?

A teraz wystarczy pomyśleć, co by się stało, gdyby zwykłych producentów nie kontrolowały instytucje nadzoru i system prawny (odszkodowania). Jaka byłaby jakość i bezpieczeństwo towarów? Niektóre korporacje, jak znany producent drukarek, znane są z tego, iż systematycznie łamią przepisy i są gotowe płacić milionowe a nawet miliardowe kary i odszkodowania, gdyż w pogoni za zyskiem są gotowe na wszystko. Jak by się zachowały, gdyby postawiono je ponad prawem, zwolniono z wszelkiej odpowiedzialności i zniesiono wszelką kontrolę? Czy nie jest raczej teorią spiskową wiara, że zwolnieni z wszelkiej odpowiedzialności, pozbawieni wszelkiego nadzoru producenci szczepionek, których dokumentacja stała się tajemnicą niedostępną nawet dla organów wymiaru sprawiedliwości, będą w imię dobra pacjenta stawiać jakość i bezpieczeństwo produktu ponad własnymi zyskami?

Tę książkę, podobnie jak „Pandemię kłamstw”, należy obowiązkowo przeczytać i odrzuciwszy wszelkie wcześniejsze założenia przemyśleć, ale tylko po wcześniejszym poznaniu, chociaż fragmentarycznym, dotychczasowej historii medycyny. By mieć pogląd na mechanizmy w środowisku medycznym polecałbym na początek dwie pozycje – wspomniane „Stulecie chirurgów” (okres indywidualnych strażników dogmatów naukowych w medycynie) i „Opiatową epidemię w USA” Sama Quinonesa (to już epoka korporacyjna).


Wasz Andrew

sobota, 2 lipca 2022

o okularach – ciemne omijam z daleka

George Hodan „Człowiek z kapturem i okulary”

Dziś temat pod upalne i słoneczne dni:

Jakie okulary przeciwsłoneczne: jasne czy ciemne?

Nie chodzi oczywiście o kolor oprawki. Do napisania tego postu skłoniło mnie to, co wypisują w necie, a co sugeruje, że i z wiedzą, i z logiką, u wielu nie jest za dobrze, a liczy się tylko moda, lans i marketing.

Kiedy jako nastolatek na plaży wylegiwałem się z książką w ręku, a były to czasy, gdy o olejkach z filtrem nikt u nas jeszcze nie słyszał, używałem czarnych okularów przeciwsłonecznych. Wiadomo – na plaży cienia nie znajdziesz, a bez okularów w słońcu czytać się nie da. Czarne szkła (chyba nawet nie były szklane) były super – nie trzeba było ani trochę mrużyć oczu nawet jeśli słońce waliło prosto na papier. Ile setek godzin tak przeleżałem!?! Aż dziw, że wzroku nie straciłem. Dlaczego? Pomyślmy.

Kiedy jest ciemno – źrenica się otwiera, by więcej światła wpadało do oka, kiedy jasno – odwrotnie. Kiedy jeszcze jaśniej, zaczynamy mrużyć oczy, by dodatkowo zmniejszyć ilość światła wpadającego do oka, co nas męczy i stąd wynalazek ciemnych okularów przeciwsłonecznych. Sprawiają, że oko „myśli”, iż nie jest jasno, więc nie mrużymy oczu i mamy komfort jak w normalnym, umiarkowanym oświetleniu. Jest jednak jedno ale – skoro oko „myśli”, że nie jest jasno, nie tylko nie uruchamia mrużenia, ale i nie przymyka źrenicy. „Dziura” przez którą wpada światło do oka jest bardzo duża, taka, jakby nie było słonecznie, a nawet jakbyśmy byli w cieniu. Nie sprawia nam to dyskomfortu, gdyż widzialna część światła „widziana” przez oko jest częściowo pochłaniana przez ciemne okulary, ale przez wielką dziurę wpada do oka cała szkodliwa część promieniowania słonecznego, którego zwykłe ciemne szkła nie pochłaniają. Ponieważ nie przymykamy źrenicy i nie mrużymy oczu, nie tylko dostajemy dawkę szkodliwego dla oczu promieniowania większą, niż gdybyśmy okularów w ogóle nie mieli, ale siedzimy na słońcu dłużej, bo mrużenie oczu nas nie wygania do cienia i w ogóle świat nie wygląda tak słonecznie, jak jest w rzeczywistości.

Kiedy pojawiły się okulary z filtrem UV sprawa się poprawiła, ale… No właśnie – jaki sens kupować ciemne okulary z filtrem? Filtr będzie „starał się” chronić nasze oczy, ale ciemne szkła będą działać po staremu – będą to dwa przeciwstawne procesy i nie znalazłem dotąd wyników żadnych badań, które by mówiły, który z nich jest silniejszy i jakie czynniki na to wpływają. Na szczęście od jakiegoś czasu dostępne są okulary z filtrem UV z jasnymi, a nawet bezbarwnymi szkłami. I to jest to – nie oszukują one naszych oczu co do jasności oglądanej sceny – słońce dalej nam przymyka źrenicę i mruży oczy, więc jesteśmy świadomi dużej jasności, a dodatkowo mamy filtr. Nasze oko jest więc na pewno lepiej chronione niż bez okularów i to są naprawdę jedyne prawdziwe okulary przeciwsłoneczne. Ciemne szkła pozostawmy ochroniarzom, gangsterom, influencerom i politykom.


Wasz Andrew

P.S. Nie pozwólmy, by codzienność wyparła wojnę z naszych myśli. Jeśli o niej zapomnimy, ona do nas przyjdzie. Trzeba żyć normalnie, robić swoje, ale nie wolno zapominać o tych, którzy walczą i umierają również za to, byśmy mogli żyć normalnie. Trzeba ich wciąż wspomagać! Każde wsparcie i każda wpłata się liczy! zrzutka.pl/adr4dn

środa, 6 kwietnia 2022

„Stulecie chirurgów” Jürgen Thorwald - trudne początki nowoczesnej chirurgii



audiobook

Jürgen Thorwald

Stulecie chirurgów

Das Jahrhundert der Chirurgen. Nach den Papieren meines Grossvaters, des Chirurgen H. St. Hartmann
pierwsze wydanie 1956
(The Century of the Surgeon #1)
tłumaczenie: Karol Bunsch
czyta: Grzegorz Przybył
wydanie by Aleksandria 2017
ISBN: 9788394850609


Z książką Jürgena Thorwalda (ur. jako Heinz Bongartz w 1915 zm. w 2006) niemieckiego pisarza, dziennikarza i historyka, szczególnie znanego z książek opisujących historię medycyny i II wojny światowej, wiązałem wielkie nadzieje. Tytuł już wielokrotnie obijał mi się o uszy; zawsze w połączeniu z zachwytami, ochami i achami. Pracy nadano formę zbeletryzowanej opowieści opartej na wspomnieniach H. St. Hartmanna, fikcyjnej postaci przedstawianej jako dziadek autora i koncentruje się ona na przełomowych odkryciach, które w połowie XIX wieku zapoczątkowały rewolucję w chirurgii i całej medycynie. Spośród licznych wydań, również audio, wybrałem książkę czytaną przez Grzegorza Przybyła.


poniedziałek, 11 października 2021

Pandemia kłamstw - co się działo przed covidem?




Pandemia kłamstw

Szokująca prawda o skorumpowanym świecie nauki i epidemiach, których mogliśmy uniknąć


Plague of Corruption: Restoring Faith in the Promise of Science

Judy Mikovits i Kent Heckenlively

tłumaczenie: Emilia Skowrońska
czyta: Bartosz Głogowsk
Audiobook
Published 2021 by Wydawnictwo Kobiece
ISBN139788366967656


Tytuł wywołuje w związku z obecną sytuacją całkiem błędne skojarzenia, iż książka przynajmniej częściowo traktuje o COVID-19. Wrażenie to wzmagają tendencyjne, delikatnie mówiąc, oceny jej autorów w mediach, również internetowych, o wiki nie wspominając, a także takie informacje jak podkreślanie faktu, że filmiki promujące tę pozycję były i są blokowane, ośmieszane i szkalowane we wszystkich mainstreamowych mediach. Tymczasem jest to bardzo interesujące opracowanie popularnonaukowe (fakt, że wzbogacone o wątki osobiste) dotyczące bardzo drażliwych, lecz niezwykle ważnych i interesujących interdyscyplinarnych problemów.


sobota, 20 marca 2021

Wszystko to już było



Historia kołem się toczy. To powiedzenie ma w sobie ogrom prawdy, z którego nie zdajemy sobie na ogół sprawy. W wielu, wielu dziedzinach, gdy ktoś nad czymś rozpacza, albo czymś się ekscytuje, zapomina, że wszystko to już było.

Tutaj mamy zdjęcie z USA z czasu grypy 1918 roku. Polecam zgłębienie tego tematu na własną rękę. Co robiono, jakie były efekty i jak się to ma do dzisiejszego podejścia do grypy. Chyba warto poświęcić na to trochę czasu. Te analogie do covida...

niedziela, 28 lutego 2021

Zapis zarazy Wojciecha Sumlińskiego i Tomasza Budzyńskiego, czyli o co chodzi z tym Covidem



Wojciech Sumliński i Tomasz Budzyński

Zapis zarazy

wydawnictwo: Wojciech Sumliński Reporter 2020
liczba stron: 304
ISBN: 9788395545818


Z obecną „pandemią” od początku coś mi nie grało. Od pierwszych dni zarazy we Włoszech codziennie wyliczałem sobie dane statystyczne obrazujące dynamikę epidemii i zamiast coraz lepiej, było coraz gorzej, a od pojawienia się Covida w Polsce z każdym dniem zamiast coraz mniej, wątpliwości miałem coraz więcej. Potem nie były to już nawet wątpliwości, a świadomość ewidentnego kitu wciskanego przez media. Z czasem na temat tego wszystkiego, co się wiąże z Covidem, miałem sporo przemyśleń – część to były zwykłe przypuszczenia, część dość dobre teorie, a część to pewniki, zależnie od aspektu, którego dotyczyły. Najogólniej jednak rzecz biorąc, jak zawsze w takich sprawach, głodny byłem dodatkowych informacji, zwłaszcza wiarygodnych. Z tego też powodu z ciekawością sięgnąłem po książkę Wojciecha Sumlińskiego i Tomasza Budzyńskiego Zapis zarazy. Nie miałem dotąd styczności z książkami tych autorów, ale dużym atutem wydawał mi się profesjonalizm pierwszego z nich potwierdzony między innymi efektami procesów wytaczanych mu przez „bohaterów” jego wcześniejszych publikacji. Ciekaw tego, o czym w ogóle będzie ta książka i jaka będzie jej wartość oraz zawartość, zabrałem się do lektury.



wtorek, 15 grudnia 2020

Koronawirus - szczepionki dla odważnych




Historia medycyny i farmacji zna liczne przypadki, gdy coś, co okrzyknięto wielkimi sukcesami, po czasie stało się najbardziej wstydliwymi, czasami wręcz haniebnymi kartami historii tych dziedzin. Najczęściej u podłoża owych klęsk stały albo ambicja i pycha, albo też żądza zysku. Chyba najbardziej spektakularnym, gdyż jak najbardziej nowożytnym, przykładem pierwszego rodzaju wpadki jest moda na lobotomię w pierwszej połowie XX wieku. Drugiego rodzaju porażek jest jeszcze więcej. Ich schemat jak dotąd był powtarzalny - wprowadzano na rynek kolejny „cudowny lek”, który reklamowano tak skutecznie, iż nastawała na niego moda, zarówno wśród pacjentów, jak i lekarzy oraz farmaceutów. Po jakimś czasie zaś okazywało się, że lek wcale nie jest tak doskonały, jak się wydawało i tak naprawdę albo w ogóle nie powinien nigdy wejść do obrotu, albo też nie miał prawa pojawić się na rynku w takiej formie, w jakiej miało to miejsce. Można tu wymienić na przykład choćby talidomid oraz całą linię opiatów, od morfiny, przez heroinę, aż po takie leki jak OxyContin, o czym niezwykle interesująco pisał Sam Quinones w swej książce Dreamland. Opiatowa epidemia w USA.


niedziela, 29 listopada 2020

Krótka drzemka - długie życie



Krótka drzemka - długie życie

Jaka siła drzemie w drzemce?

30 minutowa drzemka 3 razy w tygodniu zmniejsza ryzyko śmierci spowodowanej zaburzeniami pracy serca  o 37%.

Kiedy drzemać?
  • pomiędzy 13.00 a 16.00 - dobra drzemka - natychmiastowy zastrzyk energii
  • po 16.00 - zła drzemka - może zaburzyć sen w nocy
Jak długo drzemać?
  • 6 minut - wspomaga procesy pamięciowe
  • 20 minut - odprężenie dla ciała i mózgu
  • 20-30 minut - poprawia czas reakcji i pomaga zrzucić nadwagę
  • 30-60 minut - ułatwia podejmowanie decyzji i orientację w przestrzeni
  • 60 minut - poprawia pamięć długoterminową
  • 90 minut - wzmaga kreatywność i ułatwia radzenie sobie z emocjami
rodzaje drzemek
  • drzemki planowane - mocny zastrzyk energii dla osób, które wiedzą, że będą musiały zarwać noc
  • drzemki nieplanowane - mają miejsce, gdy jesteśmy tak senni, że nie możemy kontynuować podjętej aktywności bez chwili odpoczynku
  • drzemki apetyczne - chwila odpoczynku tylko dla... rozrywki
  • drzemki nałogowe - mają miejsce każdego dnia o tej samej porze
drzemka kontra kawa 
po filiżance kawy poczujesz się pobudzony, ale możesz popełniać więcej błędów.

Wierzyć, nie wierzyć? Ja mam wrażenie, że się sprawdza, więc przytaczam dla tych, którzy jeszcze nie czytali.

Wasz Andrew

Dane przytoczone za M. Sitkiewiczem

sobota, 7 listopada 2020

W poszukiwaniu Świętego Graala - Sam Quinones i Dreamland. Opiatowa epidemia w USA



Sam Quinones

Dreamland. Opiatowa epidemia w USA

tytuł oryg. Dreamland: The True Tale of America’s Opiate Epidemic
tłumaczenie: Maciej Kositorny
Wydawnictwo Czarne 2018
ISBN: 978-83-8049-741-2

Kiedy sięgałem po książkę Sama Quinonesa, amerykańskiego dziennikarza i pisarza non-fiction, wydawało mi się, że wiem sporo o narkotykach, narkomanii i narkomanach, a zwłaszcza o ich wersji w realiach w Ameryce. W końcu to chyba jeden z głównych tematów filmów i powieści made in USA. Chyba nie ma nikogo, kto nie oglądał choćby prześwietnego serialu Narcos (jeśli jest, to niech szybko zaległości nadrobi). Mimo tego tytuł książki Quinonesa - Dreamland. Opiatowa epidemia w USA nie był dla mnie zrozumiały, więc rozpocząłem lekturę zarazem zaintrygowany i nieco przepełniony obawą, że to jakaś szmira.


czwartek, 29 października 2020

Smoothie na ostro



Nie samymi książkami człowiek żyje, więc dziś o czymś dla ciała. Jakiś czas temu do jadłospisu włączyłem śniadanie zawierające dużą ilość surowych warzyw i stwierdziłem, że to nie był zły krok. Potem zacząłem myśleć o smoothie – koktailach owocowych i warzywnych. Zakupiłem sprzęt, zajrzałem do internetu i trochę się podłamałem. Większość przepisów na smoothie ma bowiem w swym składzie składniki, których w mniejszych miejscowościach nie idzie dostać. W ramach odważnej próby pierwszy koktajl zrobiłem bez przepisu i na winie. Na winie, czyli co się nawinie - to do blendera.

Wziąłem surowy ogórek, marchew, czosnek (10g), pół cebuli, paprykę (1/3). Dolałem szklankę wody (wolę gęste koktajle) i włączyłem maszynkę. Okazało się, że było to dość pikantne, ale że lubię na ostro, więc mi to pierwsze smoothie całkiem smakowało. Od tego czasu eksperymentuję dodając mniej lub więcej (albo w ogóle) cebuli oraz czosnku, zmieniając ilość papryki. Teraz dorzucam zawsze, póki jest, pietruszkę i szczypiorek, często jabłko, mango (1/2), gruszkę (nie bardzo mi podchodzi), kaki i ogólnie co mi w łapki wpadnie. W wersji na ostro (czosnek i cebula) pozostałe składniki mają mniejsze znaczenie, gdyż o pikantności decyduje głównie czosnek (cebula jakoś mu ulega). Nawet dodanie kolorowego pieprzu nie przebija wiodącej roli czosnku. W wersji soft natomiast to już jest różnie i kwestia gustu, co komu będzie smakować.

Tutaj uwaga - 100 kcal z ciastka to nie to samo co 100 kcal z warzyw. Witamina z suplementu to nie to samo co z natury. 100 kcal i witaminy z warzyw to nie to samo co 100 kcal z koktajlu (przyswajalność).

Wniosek? – Koktajlować! Wrzucać co się ma, eksperymentować, jak nie smakuje, to domiksować coś jeszcze. Szkoda czasu na chodzenie i szukanie składników pod cudze przepisy, a tym bardziej płacenie za przepisy. I nie warto przejmować się zdjęciami z insta – smaczny i zdrowy koktajl wcale nie musi być jednorodny i wyglądać kolorowo jak w reklamie, choć czasami i taki też się uda. Świetna zabawa i zdrowa – polecam


Wasz Andrew

czwartek, 15 października 2020

Jak nosić maseczkę w COVID?



Jak nosić maseczkę w COVID?

czyli troszkę survivalu pandemicznego na śmieszno i na straszno


Wszędzie w mediach powtarza się fraza, że maseczka chroni nie nas, a innych ludzi, ale nie czarujmy się – zdrowy na umyśle człowiek powinien być bardziej zainteresowany chronieniem siebie. Zadaję Wam więc pytanie, które sprawdzi czy macie potencjał survivalowy w wydaniu pandemicznym:

Jak nosić maseczkę, by ochronić nie innych, a siebie?

Zanim klikniecie Czytaj więcej >> zapamiętacie jaką typujecie odpowiedź, jeśli ją macie.



sobota, 13 czerwca 2020

lekarze i konowały, czyli kij w szprychy 14



Nie wiem czemu akurat dziś, ale właśnie dziś naszła mnie taka refleksja; pytanie, na które nie znam odpowiedzi. Czemu dla zwierząt dawkę leku przelicza się na wagę ciała, przynajmniej dotąd nie spotkałem się z weterynarzem, który by tego nie czynił, a dla ludzi wali się tą samą dawkę niezależnie od wagi? W przypadku ludzi różnicuje się tylko według wieku, tak jakby nie było różnicy między drobną kobietką o wadze o wadze 50 kg, a strongmenem z jego 150 kilogramami.

sobota, 30 maja 2020

Lee Know - Mądre mitochondria, czyli jak umrzeć zdrowym

Lee Know 

Mądre mitochondria. Jak opóźnić procesy starzenia i żyć zdrowiej

tytuł oryginału: Mitochondria and the Future of Medicine: The Key to Understanding Disease, Chronic Illness, Aging, and Life Itself
tłumacz: Bartłomiej Kotarski
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece 2019-06-05
liczba stron: 336
ISBN: 9788366234819


Książka Mądre mitochondria. Jak opóźnić procesy starzenia i żyć zdrowiej autorstwa Lee Know, kanadyjskiego licencjonowanego naturopaty, była na mojej liście must read od momentu, kiedy się o niej pierwszy raz dowiedziałem. Niestety w tej kategorii jest też sporo innych rzeczy oczekujących na moje zmiłowanie, więc tak sobie i Mitochondria czekały. Gdybym wcześniej spojrzał na tytuł oryginału, który znacząco różni się od polskiej wersji językowej, prawdopodobnie już dawno bym się za tę książkę zabrał. Przy okazji - rozbieżność między treścią polskiego i angielskiego tytułu jest interesującym przyczynkiem do rozważań na temat tego, jak wydawcy i marketingowcy polscy oraz anglosascy postrzegają potencjalnych nabywców swoich książek, a konkretnie jak postrzegają ich poziom umysłowy. Nasza rodzima wersja sugeruje, że mamy raczej do czynienia z kolejnym poradnikiem dla gospodyń wiejskich lub nawiedzonych poszukiwaczy cudownych diet czy też innych odmian panaceum na wszelkie choroby, zaś angielski wskazuje, iż trafiliśmy na książkę przede wszystkim popularnonaukową. Nie muszę dodawać, że choć polski tytuł nie jest formalnie kłamliwy, to oryginalny zdecydowanie bardziej oddaje zasadniczą problematykę dzieła i brzmi dużo poważniej, bardziej naukowo.



czwartek, 30 kwietnia 2020

o przegadaniu traumy



Rose i in. (2001) doszli do wniosku, że debriefing psychologiczny nie jest użytecznym sposobem zapobiegania PTSD po traumatycznych wydarzeniach. Wskazali również, że nie powinno się stosować przymusowego debriefingu wobec ofiar traumy. Inna metaanaliza wykazała, że osoby wystawione na działanie traumy, które nie przeszły debriefingu, doświadczały osłabienia objawów PTSA, w przeciwieństwie do osób, które przeszły debriefing…


Siła czasu Philip G. Zimbardo, Richard M. Sword, Rosemary K.M. Sword

sobota, 18 kwietnia 2020

Jaki grzyb (nie)jest - (nie)każdy widzi









Robert Hofrichter

Tajemnicze życie grzybów

tytuł oryginału: Das geheimnisvolle Leben der Pilze: Die faszinierenden Wunder einer verborgenen Welt
tłumaczyli Bartosz Nowacki i Monika Kilis

czytał Stanisław Biczysko
wydawnictwo: Prószyński Media 2018
producent wykonawczy: Biblioteka Akustyczna
długość: 8 godzin 37 minut

ISBN: 9788381239349
na podstawie I wydania
wydawnictwo: Prószyński Media 2017
ISBN: 9788381230414

272 stron


Muszę ze skruchą przyznać, że książka Roberta Hofrichtera (austriackiego biologa, zoologa, obrońcy przyrody, dziennikarza i fotografa natury) Tajemnicze życie grzybów trochę się odleżała, zanim po nią sięgnąłem. Grzyby... No cóż...

czwartek, 2 kwietnia 2020

Kij w szprychy 10, czyli znów o koronawirusie




Zapytacie zapewne, dlaczego w swych rozważaniach będę się posiłkował danymi włoskimi* a nie polskimi**? To proste. Polskie oficjalne dane publikują tylko „liczbę” i „liczbę zgonów” - konia z rzędem temu, kto wie czy „liczba” oznacza liczbę ujawnionych przypadków narastająco, czy liczbę zarażonych w chwili publikacji raportu. W połączeniu z brakiem danych o liczbie wyleczonych uniemożliwia to skutecznie jakiekolwiek własne opracowanie statystyczne danych, że o wyciąganiu wniosków nie wspomnę.

Włosi publikują wszystko ładnie, gdyż codziennie po 18-tej ujawniają liczbę przypadków narastająco, liczbę zarażonych w chwili obecnej, liczbę zgonów narastająco i liczbę tych, którzy wyzdrowieli.

Jak już pisałem politycy, a pod ich naciskiem epidemiolodzy, by uzyskać śmiertelność, dzielą liczbę zgonów w arbitralnie wybranym okresie przez liczbę zarażonych. Nie jest to miarodajne dla ludzi, którzy by chcieli wiedzieć jaki procent zarażonych przeżyje, jakie mają szanse w przypadku zarażenia. By zaś to policzyć, trzeba podzielić liczbę zgonów przez sumę przypadków „zakończonych” (czyli sumę tych, którzy przeżyli i tych, którzy zmarli).

Śmiertelność Włochy liczona obiema metodami


Oczywiście, po zakończeniu epidemii, gdy już wszystkie przypadki będą „zakończone”, oba wzory dadzą ten sam wynik. Choć na razie trudno jeszcze prorokować, jaki będzie ten ostateczny poziom śmiertelności, może nań wpłynąć na przykład wynalezienie nowych terapii, to jednak mam wrażenie, iż o ile druga krzywa skacze sobie cały czas wokół śmiertelności na poziomie 44 procent, to pierwsza powoli, ale jednak pełznie w jej kierunku, a nie odwrotnie. Na razie pewne jest tylko, że w chwili obecnej we Włoszech na dwóch ludzi, którzy zachorują, umrze nieco mniej niż jeden i wyzdrowieje nieco więcej niż jeden.

 
Liczba zachorowań Włochy


Na tym wykresie widzimy ilość zachorowań narastająco. Nie trzeba wielkiego doświadczenia w oglądaniu wykresów by dojść do wniosków, że we Włoszech na razie nie widać symptomów wyhamowania liczby nowych zachorowań, niestety.
Możemy się łudzić, że Polska pozostanie wyspą zdrowia i szczęśliwości na mapie świata, ale przykłady coraz to nowych państw o podobnej do włoskiej statystyce każą się zastanowić, czy są na to szanse.


Wasz Andrew






* http://www.salute.gov.it/portale/nuovocoronavirus/dettaglioContenutiNuovoCoronavirus.jsp?lingua=italiano&id=5351&area=nuovoCoronavirus&menu=vuoto

** https://www.gov.pl/web/koronawirus/wykaz-zarazen-koronawirusem-sars-cov-2

czwartek, 12 marca 2020

Śmiertelność koronawirusa – kreatywna matematyka, czyli kij w szprychy 7


Oficjalne dane podawane w Polsce (za WHO) mówią, iż śmiertelność koronawirusa (dokładniej śmiertelność zachorowań na zakaźną chorobę COVID-19 wywoływaną przez wirusa SARS-CoV-2) jest na poziomie 3,4%. Kiedy jednak zobaczyłem wczorajsze oficjalne „notowania” z Włoch*, od razu coś mi się przestało zgadzać.


Według mnie do statystyki można wliczać tylko przypadki „zakończone” wyzdrowieniem lub zgonem, gdyż te, które są w trakcie leczenia, nie wiadomo jeszcze, czy zasilą pulę sukcesów, czy porażek.

Skoro mamy 1872 przypadków (827 zakończonych zgonem i 1045 wyleczeniem), to łatwo policzyć, że śmiertelność wynosi 44,2% (!).

Oficjalne wyliczenia, żeby poprawić statystykę, wliczają do niej wszystkie przypadki w trakcie leczenia (10590), ale to tak, jakby do statystyk ligowych wliczać wszystkie nierozegrane jeszcze mecze i traktować je jako wygrane przez własną drużynę. Żenada, nieprawdaż?

Smaczku dodaje fakt, że we Włoszech, na tę chwilę nawet tak oszukańcza metoda daje śmiertelność 7,8%, a więc dwa razy więcej niż dane WHO.

Pozostaje sobie tylko życzyć, abyśmy zdrowi byli.


Wasz Andrew

źródło: http://www.salute.gov.it/portale/nuovocoronavirus/dettaglioContenutiNuovoCoronavirus.jsp?lingua=italiano&id=5351&area=nuovoCoronavirus&menu=vuoto

czwartek, 5 marca 2020

Badanie krwi - kij w szprychy 6



Niedawno miałem przyjemność poddać się procedurze badania krwi. Choć jestem w tej materii wielkim tchórzem i wolę zastrzyki domięśniowe od ingerencji w żyłę, to piszę przyjemność bez cudzysłowu, gdyż pielęgniarka, która mi krew pobierała, była tak profesjonalna, że obyło się bez bólu. By zredukować stres, siadając na fotelu zabiegowym, który wyglądał bardziej na fotel kosmonauty niż na to, na czym kiedyś pacjent siadał w podobnej sytuacji, rzuciłem uwagę, iż widać postęp – nie trzeba podkładać kolejnych probówek pod igłę, tylko się podmienia ampułki, ale gdzie tu ekologia? Wszystko jednorazowe, wszystko z tworzyw sztucznych... No i się zaczęło...


piątek, 27 września 2019

Naoki Higashida "Dlaczego podskakuję" - Przewodnik po świecie autyków

Dlaczego podskakuję

Naoki Higashida

Tytuł oryginału: Jiheishō no Boku ga Tobihaneru Riyū. Kaiwa no Dekinai Chūgakusei ga Tsuzuru Uchinaru Kokoro
Tłumaczenie (z j. ang.): Dominika Cieśla-Szymańska
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 128
 
 
W przedmowie do książki Dlaczego podskakuję autorstwa Naokiego Higashidy (ur. 1992), brytyjski pisarz science fiction David Mitchell zwraca się do czytelnika z następującą prośbą: Teraz wyobraź sobie, że nie tylko straciłeś zdolność komunikowania się, ale też twój wewnętrzny redaktor, który dotąd porządkował twoje myśli, wychodzi bez słowa. (…) Od tej chwili zalewa cię niepowstrzymana powódź wspomnień, pojęć, impulsów i myśli. Dotychczas twój redaktor kontrolował ten napływ, ogromną większość kierował gdzie indziej i tylko ułamek przedstawiał twojej świadomości. A teraz zostałeś z tym sam [1]. Celem eksperymentu myślowego, który proponuje nam Mitchell jest próba wyobrażenia sobie jak wygląda codzienność człowieka zmagającego się z autyzmem. Sam pisarz żywo interesuje się zagadnieniem jako, że jego syn jest dotknięty tym zespołem zaburzeń. Autor wspomina bardzo trudne początki z radzeniem sobie ze schorzeniem potomka – brak możności zrozumienia wielu zachowań, problem z nawiązaniem nici porozumienia czy ogólne poczucie obcości. Przełomem w relacjach z synem okazała się lektura książki wspomnianego Naokiego Higashidy. Mitchell tak mocno docenił dzieło młodego Japończyka, że w wymierny sposób przyczynił się do powstania angielskiego przekładu. Czym jednak jest utwór Higashidy i co sprawia, że także czytelnicy niekoniecznie zainteresowani tematyką autyzmu powinni po niego sięgnąć?
 

poniedziałek, 13 maja 2019

obserwacja socjologiczno-medyczno-dietetyczna



W psychologii społecznej często mówimy, że jeżeli odkryje się, iż większość ludzi zachowuje się w ten sam sposób, to przyczyna ich zachowania ma bardzo niewiele wspólnego z tym, jacy są. Wiąże się raczej z okolicznościami, w których się znaleźli.

Traci Mann Secrets From the Eating Lab (Bzdiety. Czego nie powie ci dietetyk)