Mniej więcej półtora roku temu podzieliłem się z Wami moimi rozterkami związanymi z butami trekkingowymi. Zniechęcony coraz słabszą wytrzymałością wyrobów Adidasa wyraziłem nadzieję, że może produkty Salomona okażą się lepsze. Od tego czasu wiele się zmieniło.
Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą outdoor i survival. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą outdoor i survival. Pokaż wszystkie posty
sobota, 17 października 2020
niedziela, 24 maja 2020
Radio nie tylko dla soft preppersa – Tescun PL-660
Po teście ładowarki solarnej za grosze przyszedł czas na obiecany test globalnego radia nasłuchowego – już nie za grosze.
Do czego w ogóle nam radio w epoce smartfonów, netu i telewizji?
wtorek, 19 maja 2020
Ładowarka solarna za grosze – krótki test
Brak prądu jest problemem, ku któremu zwracają się wszyscy zapobiegliwi pragnący przygotować się na „złe czasy”. Niezależnie od tego, czy będzie on przyczyną, czy skutkiem, jego brak odczujemy bardzo dotkliwe. Najtrudniej będzie pokoleniu smartfono sapiens, gdyż ich drugie połówki padną już po kilku godzinach – w końcu postęp polega (nie tylko) w tej branży nie na wydłużaniu czasu między ładowaniami, a na jego skracaniu. Co poradzić?
wtorek, 14 maja 2019
Od złej pogody, czyli bądź przygotowany (na najgorsze)
![]() |
| Bluza wodoodporna Rain-Cut XL/2XL zawinięta we własną kieszeń. |
Jeszcze przed zmianami klimatycznymi wyprawy w góry zawsze obarczone były ryzykiem załamania pogody. Jeśli więc ktoś nie był nieodpowiedzialnym człowiekiem (czyli idiotą) na dłuższe wycieczki nosił w plecaku, nawet w upalne dni, coś cieplejszego na wszelki wypadek. W miarę nasilania się anomalii pogodowych temat staje się coraz ważniejszy i to nie tylko w górach. Zdarzył mi się już niespodziewany, bo w środku największego letniego upału, dość długi opad śniegu na Zieleńcu, ale myślę, że nawet w płaskim lesie silny wiatr albo zimny deszcz może stać się problemem, jeśli będzie długotrwały a my, ubrani tylko w t-shirt i krótkie spodnie nie znajdziemy jakiegoś schronienia. Hipotermia jest zdradliwa, podobnie jak przewiane nerki czy inne podobne. Takie zdarzenia z każdym rokiem stają się bardziej prawdopodobne. Ale co? Dźwigać w upale wodę, prowiant i na dodatek ciepłe ubranie oraz parasol?
poniedziałek, 15 kwietnia 2019
NITECORE EA41 PIONEER, czyli moje ulubione światełko
![]() |
| NITECORE EA41 PIONEER |
Jak wspomniałem w poście o Tanku 007 TK-737, w październiku 2017, po lekturze wielu wątków na niezwykle ciekawym forum swiatełka.pl, postanowiłem zaszaleć i zakupić latarkę NITECORE EA41 PIONEER. Początkowo miałem zamiar po upływie gwarancji (5 lat!) dokonać pewnych modyfikacji, ale gdy zacząłem ją testować...
środa, 10 kwietnia 2019
Adidas vs. Salomon czyli trekkingowe dylematy
Dla miłośników spacerów, bliższych i dalszych, chyba najważniejszym elementem wyposażenia są oczywiście buty. Gdy byłem nastolatkiem wystarczały mi pionierki, choć łaziłem sporo i szybko, głównie po Kotlinie. Jednak kiedy, chyba ze 30 lat temu, zrujnowałem się na adidasy z membraną, była to wtedy na naszym rynku prawdziwa nowość, stwierdziłem, że niczego więcej mi do szczęścia nie trzeba. To był inny świat. Żadnych otarć, pastowania, skrzypienia. Tak je pokochałem, że szły w odstawkę zimą gdy śnieg się górą do środka sypał.
poniedziałek, 3 września 2018
Tank007 TK-737
![]() |
| latarka Tank TK-737 |
Wpadłem na pomysł nabycia latarki z zoomem. Chciałem, by była mała i aby zasilanie opierało się na ogniwkach AAA (LR03), tym bardziej, iż miałem już dla celów fotograficznych „najlepszą” ładowarkę dla AA i AAA właśnie. Po dłuższych rozpatrywaniach na rynku padło na
Tank007 TK-737
Sercem latarki jest dioda Cree XP-G R5 LED z soczewką o zmiennym skupieniu. Daje niezły strumień świetlny, ale przy 300 lumenach żre baterie jak głupia. Na szczęście używałem akumulatorków, a do dyspozycji były i mniej energozachłanne tryby:
- moc 300 Lumenów (3 godz.)
- moc 70 Lumenów (9 godz.)
- moc 12 Lumenów (97 godz.)
- stroboskop
- SOS
Światełko można napędzać również jednym ogniwem 18650 (Li-ion), ale nie skusiłem się na inwestycję w takowe, bo i ładowarkę musiałbym zakupić. Wymiary latarki są bardzo kompaktowe: długość 11,3 cm, średnica 3,25 cm a waga 103,7 g bez baterii. Producent podaje, że żywotność diody to 80 000 godzin, a wstrząso- i wodoodporna obudowa z aluminium lotniczego z twardą zewnętrzną czarną powłoka tlenkową typu HAIII sprawia, że produkt użytkuje się bardzo przyjemnie i ma się poczucie, iż można na nim polegać. Powłoka na korpusie faktycznie nie odpryskuje i nie ściera się jak farba. Włączanie i przełączanie dokonuje się za pomocą przycisku z tyłu obudowy (reverse-clicky), a regulacji skupienia dokonuje się poprzez obracanie głowicy, co skutecznie ogranicza możliwość samoistnej zmiany np. z powodu wstrząsów. Uzyskuje się w ten sposób płynne przejście od świecenia szeroką jednolicie nasyconą wiązką (światło typu „moon” - okrąg 2m z odległości 2m) do bardzo skupionego, pozbawionego wiązki wtórnej promienia światła o niezłej mocy. Elektronika latarki posiada pamięć ostatniego wybranego trybu świecenia.
Światełka używałem przez kilka lat, od jesieni do wiosny dwa razy dziennie (spacery z piesikiem) i wydawało się, że wszystko jest OK. TK-737 spełniła wszystkie moje oczekiwania i poleciłbym ją bez zastrzeżeń, gdyby nie to, że coś mnie podkusiło i ostatniej jesieni zainwestowałem w inny patent, przy którym o Tanku zapomniałem. To coś, co nadało słowu latarka nowe znaczenie. Ale o tym następnym razem.
Wasz Andrew
![]() |
| porównanie rozmiarów - od prawej: latarka MacTronic Camp Pro Mini, latarka Tank007 TK-737, latarka Nitecore EA41 Pioneer |
środa, 29 sierpnia 2018
Zdrowy rozsądek, czyli gdzieś między preppersami a idiotami
![]() |
| M. W. Toews - Praca własna, based (in concept) on figure by Jeremy Kemp |
Preppersi, dla niezorientowanych, to jednostki lub grupy aktywnie przygotowujące się do przetrwania hipotetycznych sytuacji kryzysowych, w tym ewentualnych zakłóceń porządku społecznego lub politycznego, spowodowanych zarówno przez czynnik ludzki jak i katastrofy naturalne, zarówno w skali lokalnej, jak międzynarodowej, a nawet globalnej. Do celu prowadzą różne środki, od szkoleń i zdobywania wiedzy oraz specjalnych umiejętności, przez gromadzenie zapasów, tworzenie grup samopomocowych, aż po budowę specjalnych struktur, na przykład schronów. W języku angielskim istnieje też termin survivaliści, ale w moim przekonaniu ma on nieco inne znaczenie. W Polsce na preppersów patrzy się trochę jak na nieszkodliwych wariatów, ale nikt nie zastanawia się, jak ma się ich przeciwieństwo, ani jak powinna wyglądać normalność, norma jak kto woli.
W naturze szczególne znaczenie ma krzywa dzwonowa będąca graficznym przedstawieniem rozkładu normalnego (Gaussa). Można uznać, że jest ona najważniejszym wykresem w statystyce, gdyż odzwierciedla wiele rozkładów dotyczących prawdopodobieństwa przy bardzo dużej liczbie elementów, na przykład rozkładu IQ w społeczeństwie. Jest bardzo intuicyjna – każdy czuje, że ludzi o przeciętnej inteligencji jest najwięcej (wierzchołek krzywej) a szczególnie głupich lub wybitnie inteligentnych tym mniej (ramiona krzywej), im bardziej odstają od średniej (im dalej na prawo lub na lewo od wierzchołka znajduje się ich poziom inteligencji oznaczony na osi poziomej.
Łatwo się domyślić, że zaangażowani preppersi, poświęcający na przygotowania do sytuacji kryzysowych czas i pieniądze, znajdują się na jednym z ramion wykresu. Jak jednak wygląda średnia i drugie ramię?
Do sformułowania tego pytania i odpowiedzi na nie popchnęły mnie... ostatnie wiadomości. Chodzi o newsy o tym, że nasi turyści (jak co roku zresztą) nie mogą wrócić z wywczasów w dalekich ciepłych i prestiżowych lokacjach, bo kolejne coś-tam nawaliło (biuro podróży, linie lotnicze, zawsze się coś znajdzie). Szczególnie uderzyła mnie dramatyczna sytuacja tych ludzi, gdyż... Nie mieli już pieniędzy? – Nie. Nie mieli gdzie mieszkać? – Nie.
Zabrakło im lekarstw, które stale przyjmują, gdyż na wyjazd na drugi kraniec świata zabrali tylko ich ilości wyliczone co do dnia!
Jaki szczególny rodzaj umysłu trzeba mieć, by nie zabrać nie mówię już podwójnego, ale choćby z 50% większego zapasu niezbędnych leków? Dlaczego ich nie wzięli ze sobą - przecież to praktycznie nie zwiększyłoby ciężaru ani objętości ich bagażu?
No – to już wiemy, jak wygląda przeciwieństwo preppersa. Nie jest na nic przygotowany. Lekarstwa ma wyliczone co do dnia, zakupy robi tak, by w domu broń boże nie było żadnych zapasów, itd. A jak w takim razie wygląda norma – gotowość do przygotowań na czarną godzinę u największej liczby ludzi?
Mam wrażenie, że niestety ta akurat cecha, czyli skłonność do zabezpieczenia się przed niespodziewanym obrotem spraw, w przeciwieństwie do inteligencji, wzrostu, wagi czy innych parametrów, nie podlega rozkładowi normalnemu. Dlaczego? Dlatego, że wpływ mediów, reklamy, kultury codziennych zakupów i wszystkiego o wyciągnięcie ręki, życie dniem dzisiejszym bez myślenia o jutrze w rozumieniu zmian otoczenia, a nie własnych planów, spowodowały, iż normą są właśnie tacy ludzie, którzy wyjeżdżają z lekarstwami wyliczonymi co do dnia.
Pamiętam niedawne w sumie czasy, gdy niemal w każdym gospodarstwie domowym były jakieś zapasy, konserwy, itd. Ilu znacie ludzi, którzy mają w domu cokolwiek, poza zawartością lodówki? A przecież wystarczyłby brak światła choćby przez dwie doby na odpowiednio dużym obszarze, by skończyło się to katastrofą. Wystarczyłaby jakaś prawdziwa zima stulecia czy jakiś większy niż zwykle koronalny wyrzut masy, które przecież też się już kiedyś zdarzały w czasach, gdy ludzie jednak robili zapasy, gdy były magazyny i inne takie. I po co wojny, trzęsienia ziemi, czy inne „prawdziwe” katastrofy...
Wydaje mi się, że teraz nie ma stanów pośrednich, normalności, średniej. Normalnością jest skrajność. Albo w ogóle nie myśli się o „czarnej godzinie” i jest się normalnym, albo od razu, nawet jeśli podejmuje się bardzo ograniczone działania, wpada się w worek z „prawdziwymi” preppersami i innymi „dziwakami”. Może, gdy to sobie uzmysłowimy, znów zaczniemy, choć czasami, zastanawiać się, że może by jednak coś na czarną godzinę przygotować. I nie chodzi o przygotowania na zagrożenia, które przewidujemy, jak na przykład wykupienie ubezpieczenia samochodu czy mieszkania, bo sąsiad na nim „zarobił”, gdy rozbił auto albo obrobili mu dom, więc my też się przygotujemy. Chodzi o przygotowanie na czarną godzinę, czyli coś, czego natury tak naprawdę nie znamy i możemy tylko przypuszczać, jaki będzie miała charakter i co nam wówczas może pomóc. Ale każde działanie, choćby zapas niezbędnych lekarstw na więcej niż „na styk” do następnej wizyty lekarskiej, może okazać się granicą między przetrwaniem lub porażką. O tym ostatnim, to akurat już niejeden chory się w Polsce przekonał i to bez żadnej katastrofy.
Wasz Andrew
niedziela, 26 sierpnia 2018
Zdrowe napoje izotoniczne, czyli nie wierzmy aptekom
W reklamach telewizyjnych, a pewnie i w innych mediach, często pojawia się stwierdzenie promowane przez lobby aptekarskie, by leki kupować w aptekach, a nie w sklepach, gdyż w aptece to...
Człowiek jednak jest głupi! Ja myślałem, że jest jasne, iż każde lekarstwo ma skutki uboczne, na jedno pomaga, a na drugie szkodzi, ale przynajmniej nie powinno więcej szkodzić niż pomagać. Tym bardziej coś, co nie jest lekiem, a sprzedawane jest w aptece, nie powinno zawierać substancji szkodliwych.
Produkty kupowane w sklepach skanuję aplikacją Zdrowe zakupy, o której już kiedyś pisałem. Pastylek do sporządzania napoju izotonicznego znanej i reklamowanej marki, które kupowałem w aptece, nie skanowałem. Aż do niedawna. I już więcej go nie kupię. Nie rozumiem też jak w aptece można sprzedawać rzeczy, które nie są lekami, niczego nie leczą, a ewidentnie mogą szkodzić. Tym bardziej, że ich zamiennik, który nie zawiera szkodliwych składników, można bez problemu sporządzić nawet w domu.
Dla zainteresowanych podaję przykładowy przepis na sporządzenie napoju izotonicznego, który w razie wysokich temperatur (czy odwodnienia z innego powodu) może być naprawdę pomocny, nie mniej niż te sklepowe i apteczne. Równie skutecznie wyrówna poziom wody i elektrolitów w organizmie a nie zawiera szkodliwych substancji:
do około 1 litra wody dodać 5 do 10 gram soli kuchennej
dodać sok wyciśnięty z jednej cytryny
dodać miodu do smaku, a jeśli napój ma mieć cechy napoju energetycznego dodać około 4-5 łyżek miodu
Woda użyta do sporządzenia napoju powinna mieć temperaturę pokojową, więc lepiej używać miodu o płynnej konsystencji; zestalony będzie się trudno rozpuszczał. Po wymieszaniu wszystkich składników napój w razie potrzeby schłodzić w lodówce.
Wasz Andrew
wtorek, 21 sierpnia 2018
MacTronic Camp Pro Mini, czyli uniwersalne światełko
![]() |
| latarka MacTronic Camp Pro Mini |
Kilka lat temu kupiłem latarkę MacTronic Camp Pro Mini (inna nazwa MacTronic LT-185AA). Miała służyć do codziennych zastosowań, do wyjazdów i eskapad w takie urocze miejsca jak bunkry, jaskinie czy inne ciemności, oraz jako oświetlenie awaryjne na wypadek braku prądu. Wybrałem ją ze względu na kompaktowe wymiary (70 na 155mm, waga niecałe 300g) i wodoodporność (sprawdziłem tylko w zakresie bryzgoszczelności, topić jej nie miałem odwagi). Zasilana jest czterema akumulatorkami lub bateriami R06/AA, a serce konstrukcji – dioda Q4 CREE XP-E - generuje strumień świetlny 185 lumenów i powinna świecić na jednym komplecie baterii 25 godzin (lub 50 godzin na drugim biegu). Czasu świecenia nie sprawdzałem, zależy na pewno od rodzaju użytych ogniw, ale faktycznie jest długi. W komplecie był też pasek na rękę i karabińczyk do wieszania „do góry nogami”. Ma też zieloną mrugającą diodę na obudowie, która ułatwia zlokalizowanie latarki w ciemnościach.
czwartek, 16 sierpnia 2018
otwieramy nowy dział, czyli outdoor i survival
Od zawsze zdarzają mi się refleksje typu „co by było gdyby”. Część z nich oczywiście dotyczy różnego rodzaju katastrof, a nawet bliżej nieokreślonej apokalipsy. Takie rzeczy zdarzały się w historii, ba zakończyły nawet historię wielu cywilizacji, więc zakładanie, że naszej to nigdy nie spotka, jest niezbyt racjonalne. W dodatku, o czym już kiedyś pisałem, w przeszłości cywilizacje były zawsze lokalne, więc w razie upadku jednej zawsze były na podorędziu inne cywilizacje, w innych miejscach Ziemi, które mogły ponieść dalej światło postępu, a ponieważ nasza jest globalna, więc z samej nazwy można wnosić, że jak już coś poważnie nawali, to problem też będzie globalny. Nie przeczę, że jednym z impulsów do poważniejszego zainteresowania się tematem była lektura powieści Blackout Marca Elsberga, po której z kolei przyszły informacje, że nie tylko niemieckie urzędy wydają dla obywateli instrukcje, jak należy się zawczasu przygotować na takie rzeczy, które oby się nigdy nie zdarzyły. W Szwecji rząd rozesłał nawet, bezpośrednio do gospodarstw domowych, broszury z instrukcją, jak się przygotować na wojnę z Rosją, gdyż oni akurat to zagrożenie uważają za najbardziej realne. U nas rząd i społeczeństwo, choć tak doświadczone przez historię, uważa, iż nic złego się nie zdarzy i poza wyjątkami, nie zawraca sobie głowy tym, że trzeba się jakoś zabezpieczyć. To tak, jakby pływać po oceanie bez tratwy ratunkowej, ani nawet kamizelki, bo przecież nasz jacht jeszcze się nigdy nie rozbił.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











