środa, 10 kwietnia 2019

Adidas vs. Salomon czyli trekkingowe dylematy




Dla miłośników spacerów, bliższych i dalszych, chyba najważniejszym elementem wyposażenia są oczywiście buty. Gdy byłem nastolatkiem wystarczały mi pionierki, choć łaziłem sporo i szybko, głównie po Kotlinie. Jednak kiedy, chyba ze 30 lat temu, zrujnowałem się na adidasy z membraną, była to wtedy na naszym rynku prawdziwa nowość, stwierdziłem, że niczego więcej mi do szczęścia nie trzeba. To był inny świat. Żadnych otarć, pastowania, skrzypienia. Tak je pokochałem, że szły w odstawkę zimą gdy śnieg się górą do środka sypał.





Pierwsze adidasy służyły mi długo. W końcu padła membrana. Podczas powrotu ze spaceru z psami dopadła mnie i kolegę taka ulewa, że woda nam się z butów górą wylewała, więc je zdjęliśmy i szliśmy na bosaka. Membrana przestała działać a o impregnatach wtedy się jeszcze nie słyszało, więc wodoodporność się skończyła. Mimo tego buty nadal służyły i były nadzwyczaj wygodne. Dopiero gdy zdarły się kolejne warstwy podeszwy, musiałem się z nimi pożegnać. Trwało to kilka lat (!), a w międzyczasie adidasy nieco staniały, no i mi się nieco polepszyło, więc znów padło na tę markę. I tak już szło.

Pewnie każdy producent butów ma swoje wzorcowe kopyto, taką idealną stopę, na którą projektuje i produkuje swe wyroby. Przez dziesięciolecia przekonałem się, że Adidas jest moją marką. Buty tej firmy, letnie, zimowe czy jakiekolwiek inne, mogłem kupować w ciemno, bez mierzenia, bo zawsze pasowały w tym samym rozmiarze. Wiedziałem, że mogę je od razu założyć i bez „rozchodzenia” iść nawet na ośmiogodzinny marsz. To sprawiło, że byłem wierny adidasom.

Niestety, od jakiegoś czasu zauważyłem systematyczny spadek jakości wyrobów Adidasa. Doszło do tego, że jak w produktach innych „firm”, które można było kupić za ćwierć ceny adidasów, i w adidasach pięta od wewnątrz zaczynała się rozwalać jeszcze zanim podeszwy czy cholewki od zewnątrz zaczęły się w ogóle zużywać. Kroplą, którą przelała czarę goryczy, był zakup kolejnej pary z mojej ulubionej linii terrexów, czyli modelu Terrex Trailmaker GTX. Nie było to obuwie z dolnej półki. Wyściółka z membrany GORE-TEX® miała zapewnić, że buty będą „wodoodporne i oddychające”, co w poprzednich butach z tej linii jak dotąd się sprawdzało, choć szczerze mówiąc raz lepiej, raz gorzej, a ostatnio coraz gorzej. Ku mojemu zaskoczeniu i przerażeniu okazało się, że obuwie nie wytrzymało pierwszego spaceru, w trakcie którego nie było żadnego deszczu, a jedynym wyzwaniem było przejście w poprzek przez płytę boiska z krótką trawą pokrytą poranną rosą. W butach po prostu była woda, skarpetki przemoczone! Po włożeniu ręki do wewnątrz wyraźnie było czuć, że nie puścił żaden ze szwów, a woda włazi do środka całą powierzchnią nieogumowanej części noska, tak jakby była ze zwykłej siateczki, a nie z gore-texu. Napisałem do polskiego Adidasa, by sprawdzili, czy to przypadkiem nie podróbka. Okazało się, że buty są jak najbardziej oryginalne i w tym momencie nie pozostało mi nic innego, jak pożegnać się z droższymi adidasami. Nadal będę kupował tańsze modele w promocji, ale ze świadomością, że nie ma co oczekiwać od nich poza wygodą niczego więcej, niż od podrób z miejskiego targowiska.

No i miałem problem. Wszystkie marki mają swoje wpadki, że wspomnę choćby głośną sprawę, gdy w ciągu jednego dnia wartość akcji Nike zmniejszyła się o 1,1 miliarda dolarów po tym, jak w trakcie meczu ligi akademickiej rozpadł się but Ziona Williamsona. Nike i tak zresztą odpadało, bo ich rozmiarówka nie jest dla mnie. Każdy but muszę mierzyć, bo raz dany rozmiar pasuje, a raz nie, przez co zakupy przez internet są kłopotliwe. W końcu coś mnie podkusiło i zakupiłem pięknie wyglądające „wodoodporne buty Elbrus Riley Softshell” (Elbrus to jeden brandów Martes Sport Sp. z o.o.). Okazało się już po tygodniu, że buty w ogóle nie są wodoodporne i chłoną wodę jak gąbka. Nie wiem czemu się spodziewałem czegoś innego, skoro softshell nigdy nie był tkaniną wodoodporną. Poczytałem i zobaczyłem, że Elbrus ma zasadniczo dwa kanały dystrybucji w internecie – Zielony Sklep na Allegro, w którym dokonałem zakupu, i Sklep Martes Sport. O ile w tym pierwszym buty były opisane jako wodoodporne, to w drugim już nie. Uzbrojony w tę wiedzę wydębiłem od Zielonego Sklepu zwrot części ceny zakupu z tytułu braku deklarowanej wodoodporności. Myślałem, że na tym koniec, że choć nie tak wygodne jak adidasy, znoszą się w suche dni. A tu niespodzianka – przed upływem roku zaczęły się rozpadać! Złożyłem reklamację, którą odrzucono, gdyż „dewastacja butów została spowodowana przez zbyt intensywną eksploatację”(!). Jeden spacer z psem dziennie na trasie 2 do 4 km w płaskim suchym terenie to według Elbrusa intensywna eksploatacja butów trekkingowych! W dodatku na próbę ugody odpisali, że polityka firmy zabrania ugód pozasądowych, co nie stawia ich w dobrym świetle, gdyż już wcześniej w ramach pozasądowej umowy oddali mi część pieniędzy za brak wodoodporności. Allegro przez kilka miesięcy usiłowało zdopingować Zielony Sklep do normalnego załatwienia sprawy, ale bez rezultatu, a mi za te kilka groszy nie chciało się iść do sądu. Kuriozum jest fakt, że Zielony Sklep nadal sprzedaje na Allegro kolejne modele butów z softshellu jako wodoodporne, gdy w tym samym czasie w Martes są sprzedawane bez tej reklamy. W normalnym kraju firma już dawno miałaby kłopoty, a tutaj wszystko wolno.



Zawiedzony Adidasem, załamany Elbrusem, nieprzekonany do Nike i Reeboka (rozmiarówka niedopasowana do mojej stopy) przypomniałem sobie o Salomonie. Od kilku lat leżą w pudle zakupione za kosmiczne pieniądze zimowe buty Salomona na wielkie mrozy. Kilka razy je założyłem na zwykłą skarpetkę, gdy było minus 20 i naprawdę było ciepło. Niestety – przy minus 10 jest w nich już za gorąco, więc przy tym całym globalnym ociepleniu czekają w kartonie na prawdziwe mrozy. Leżą i są jak nowe! Adidasy czy inne już by się rozpadły, a te nic. Zbudowany tą parą postanowiłem zaryzykować i strzeliłem w SALOMON X RADIANT GTX, model będący technologicznie, cenowo i użytkowo odpowiednikiem wspomnianego już tragicznego Adidasa Terrex Trailmaker GTX.

Dwa światy! Salomony okazały się takie, jak być powinny – oddychające i wodoodporne! To pierwsze od dawna obuwie, które niezależnie od warunków pogodowych (za wyjątkiem kopnego śniegu oczywiście) mogę używać przez cały dzień, na wszystkie psie spacery, i nie potrzebuję drugiej ani tym bardziej trzeciej pary na zmianę, chyba że trafi się jakaś ulewa,  ale takiej jeszcze nie było. Są nieco cięższe od odpowiednika z Adidasa i może minimalnie mniej wygodne, ale cała reszta! Jedynym poważnym mankamentem w tym modelu są sznurówki. Sprawiają wrażenie niezwykle solidnych, ale nowe i/lub w niskich temperaturach ciągle się rozwiązują. To jednak jedyna wada tego modelu i mogę z pełnym przekonaniem go polecić. Może w ogóle warto też częściej brać pod uwagę Salomona, firmę jakby mniej popularną niż Adidas czy Nike, ale chyba całkiem niesłusznie. Tym bardziej, że chyba ich wzorcowe kopyto, a co za tym idzie rozmiarówka, jest zbliżona do Adidasa, czyli pasuje na te same nogi.



Na koniec ciekawostka. O jakości dawnych wyrobów Adidasa, która dziś jest już tylko wspomnieniem, może świadczyć wodoodporna kurtka zimowa, którą kupiłem 30 lat temu. Używam jej non stop przez te 30 lat na spacery z psem, gdy tylko pada, mży, wieje albo mgła na wszystkim osiada. Nadal jest nieprzemakalna! Ale to już chyba nigdy nie wróci...


Wasz Andrew

6 komentarzy:

  1. Ja z butami biegowymi mam o tyle łatwiej, że noszę 50 2/3 Adidasa i bierę co jest w rozsądnej cenie, nie wybrzydzając :) Zasadniczo biegam jeszcze w Asicsach i bardziej je lubię, bo są szersze od adi, ale to właśnie adi ma lepszą ofertę budżetowych kajaków trail :D Jakość? Asy z przebiegiem ok. 2000 km jeszcze czasem zakładam, adi po ~700 odejdą zaraz do krainy wiecznych biegów. O GTX się nie wypowiem, bo przy wiosennno - jesiennym bieganiu po moich lasach nie ma membrany, która by dała radę z wodą :P A Salomon ma za małą rozmiarówkę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - droga do prawdziwej wodoodporności nie wiedzie przez membrany. Tylko, że wtedy z kolei można zapomnieć o oddychaniu...

      Usuń
    2. Coś za coś. I jak coś jest do wszystkiego ... :) Nie ma wodoodporności przy konieczności biegu środkiem strumienia, a w takie zazwyczaj zamieniają się wiosną leśne drogi, roboczo zwane przeze mnie "wąwozówkami". Widziałem gdzieś wodoodporne skarpetki, ale jak piszesz, boję się myśleć co bym w nich zastał po dotarciu do domu. To już wolę skórę pomarszczoną od wód opadowych niż potu :P

      Usuń
    3. No tak - z bieganiem masz na pewno większy problem niż ja z chodzeniem. Do chodzenia po mokrym pozostaje mi coś bardziej tradycyjnego - dobra skóra albo guma, ale do biegania raczej się nie nadadzą :)

      Usuń
  2. Chodzę często na wędrówki trekkingowe więc różne buty już testowałam - Salomon to solidna firma, buty niewiele ważą i faktycznie są dobre,wszystko warunkuje budżet, warto Zainwestować w obuwie firmy Scarpa,Salewa, Aku czy niektóre modele The North face - warto zwracać uwagę nie tylko na membranę (goratex najlepiej)ale też podeszwę, polecam poradniki sklepu 8a sporo praktycznych wskazówek :)pozdrawiam, lubię twoje recenzje :) Aga

    OdpowiedzUsuń
  3. UAKTUALNIENIE Salomony też przeciekają, niestety, choć nie od razu. Wystarczy średni deszczyk albo rosa obfita na dłuższej trawie :( Wychodzi na to, że na membranę nie warto kasy wydawać...

    OdpowiedzUsuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)