Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura argentyńska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura argentyńska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 marca 2025

"Fikcje" Jorge Luis Borges - W labiryntach człowieczej wyobraźni

Fikcje

Jorge Luis Borges

Tytuł oryginału: Ficciones
Tłumaczenie: Kalina Wojciechowska, Kazimierz Piekarec, Andrzej Sobol-Jurczykowski, Stanisław Zembrzuski
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Liczba stron: 151
Seria: Proza Współczesna
Format: papier

 
Łacińskie słowo fictio, od którego pochodzi termin fikcja, obfituje w znaczenia, bowiem można tłumaczyć je jako tworzenie, kształtowanie, ale i zmyślenie. Za fikcję uznajemy coś wymyślonego, coś, egzystującego wyłącznie pozornie lub formalnie. Fikcją jest również obraz świata przedstawionego w dziele literackim, jak i konstrukcja myślowa, nie posiadająca odpowiedników w realnym świecie. Mimo, iż fikcja nie istnieje w otaczającej nas rzeczywistości, to bardzo często się do niej odnosi, inspiruje się nią bądź dyfunduje do niej przez membrany człowieczych umysłów. Ślady takiego przenikania tego, co jest projekcją wyobraźni, do tego, co uznajemy za prawdziwe i namacalne, ciekawie śledzi Jorge Luis Borges (1899 – 1986), argentyński pisarz, poeta i eseista, autor zbioru o wymownym tytule Fikcje.
 

niedziela, 3 lipca 2022

„Katedry” Claudia Piñeiro - powiew powieściowej świeżości rodem z Argentyny



Claudia Piñeiro

Katedry

tytuł oryg. Catedrales (2020)
przetłumaczył: Tomasz Pindel
audiobook
czytają:
Maria Seweryn i Wojciech Stagenalski
długość nagrania 10 godz. 3 min
wydawnictwo Sonia Draga 24 listopada 2021
ISBN: 978-83-8230-289-9


poniedziałek, 26 października 2020

Adolfo Bioy Casares, Jorge Luis Borges "Kroniki Bustosa Domecqa. Sześć zagadek dla don Isidra Parodiego" - Fikcje w duecie

Adolfo Bioy Casares, Jorge Luis Borges

Kroniki Bustosa Domecqa. Sześć zagadek dla don Isidra Parodiego

Tytuł oryginału: Crónicas de Bustos Domecq. Seis problemas para don Isidro Parodi
Tłumaczenie: Andrzej Sobol-Jurczykowski, Jerzy Kühn
WydawnictwoUniversitas
Seria: Las Américas. Nieznana klasyka literatury latynoskiej
Liczba stron: 340

 

Z ewolucyjnego punktu widzenia język, rozumiany jako system budowania wypowiedzi, służy ułatwianiu komunikacji. Istnieje cały szereg mniej lub bardziej istotnych elementów stanowiących fundamenty, na jakiej wznosi się ta wyrafinowana konstrukcja (czas oraz braki formalne w wykształceniu nie pozwalają tu wszystkich wymienić), która jest niczym pomost rozrzucany pomiędzy nami, a naszym interlokutorem. Sprawy przybierają jednak diametralnie odmienną optykę, gdy naszym rozmówcą jest lingwistyczny kontestator, traktujący język jako platformę, na której można przeprowadzać szereg najdziwaczniejszych eksperymentów. Wówczas to okazuje się, że zamiast informacyjnego medium, raczeni jesteśmy dżunglą niejasności i niedopowiedzeń. A cóż dopiero czynić, gdy takich śmiałków jest dwóch? Czy możliwym jest wychwycenie choćby części tego, co pragną nam przekazać? I czy takie balansowanie na krawędzi odczytywalności zawartych w książce treści nie jest koniec końców przedsięwzięciem zbyt karkołomnym? Pytań niemało, ale jak to zwykle bywa z intrygującymi odpowiedziami przychodzi literatura. Tak jest i tym razem – naszymi przewodnikami po grząskim gruncie językowych fantazji będą wielki i ceniony Jorge Luis Borges (1899 – 1986), argentyński pisarz, poeta i eseista, oraz jego rodak i serdeczny druh, nieco mniej znany nad Wisłą, ale nie mniej ceniony na Nizinie la Platy literat, tj. Adolfo Bioy Casares (1914 – 1999). Zaś księgą, która wprowadzi nas w ów świat niecodziennego podejścia do słowa pisanego, będzie wydany przez wydawnictwo Univesitas zbiór Kroniki Bustosa Domecqa. Sześć zagadek dla don Isidra Parodiego. Z kronikarskiego obowiązku trzeba jeszcze nadmienić, że tytuł ukazał się w ramach serii Las Américas. Nieznana klasyka literatury latynoskiej, pod redakcją Tomasza Pindla.

środa, 10 czerwca 2020

Juan José Saer "Śledztwo" - Literacka łamigłówka

Juan José Saer

Śledztwo

Tytuł oryginału: La pesquisa 
Tłumaczenie: Nina Pluta
WydawnictwoUniversitas
Seria: Las Américas. Nieznana klasyka literatury latynoskiej
Liczba stron: 180



Świat, w którym przyszło nam egzystować to w ogromnej mierze twór dualistyczny. Jako, że każdej akcji towarzyszy reakcja, rzeczywistość okazuje się zbiorem przeciwstawnych, ale uzupełniających się wartości. Zgodnie z tym założeniem pojawienie się przestępcy determinuje przybycie na scenę stróża prawa, który będzie usiłował go schwytać. Zaś mnożące się zagadki będą katalizować kolejne umysły do podjęcia intelektualnego wysiłku, by je rozwiązać. Zbrodnia i kara, łamigłówka i dedukcja umożliwiająca jej rozwikłanie – czy to składowe solidnego kryminału czy może jeszcze jednego dzieła autora na miarę Fiodora Michajłowicza Dostojewskiego? Śledztwu, argentyńskiego pisarza Juana José Saera (1937 – 2005), zdecydowanie bliżej do rosyjskiego giganta literatury i z tego względu czytelnicy sięgający po książkę z nadzieją na dobrą prozę detektywistyczną mogą poczuć się odrobinę oszukani, chociaż nie rozczarowani.

poniedziałek, 3 lutego 2020

Ernesto Sábato "O bohaterach i grobach" - Speleologia duszy

O bohaterach i grobach

Ernesto Sábato

Tytuł oryginału: Sobre héroes y tumbas
Tłumaczenie: Helena Czajka
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 476
 
 
 
 
 
Aleksandra, jedna z bohaterek powieści O bohaterach i grobach autorstwa argentyńskiego giganta pióra Ernesto Sábato, obdarza beznadziejnie zakochanego w niej Marcina następującą radą: Świat kryje w sobie tak wiele tajemnic. Jedynie człowiek powierzchowny tego nie widzi. Porozmawiaj z tym człowiekiem tam, na rogu, niech tylko będzie wobec ciebie szczery, a zobaczysz, że i on jest zagadką [1]. Cóż jednak, kiedy okaże się, że owa tajemnica, która zostanie nam ukazana jest zbyt trudna do podźwignięcia? Cóż czynić, gdy człowiek nawykły jest to schematów i utartych ścieżek, wykazując ogromne przywiązanie do zdrowego rozsądku i logicznego myślenia, przywiązanie tak wielkie, że wszelkie fakty niewygodne i nie mieszczące się w wyznaczonych granicach, zostają skrzętnie przemilczane, zignorowane czy wręcz desperacko zanegowane? Jaka jest cena zaglądnięcia pod podszewkę cudzej maski i bacznego przyglądania się temu, co na co dzień pozostaje skryte w zakamarkach podświadomości? I czy wiedza ta może przyjąć ciężar tak wielki, że umysł, który będzie starał się ją utrzymać pęknie niczym zapałka ściśnięta nawykłymi do destrukcji rękami?

piątek, 22 września 2017

Julio Cortázar "Niewpory" - Oglądając świat z perspektywy kronopia

Niewpory

Julio Cortázar

Tytuł oryginału: Deshoras
Tłumaczenie: Zofia Chądzyńska
Wydawnictwo: Literackie
Seria: Proza Iberoamerykańska
Liczba stron: 133
 
 
 
Pisarze, jak wszyscy ludzcy osobnicy zbudowani z krwi i kości, są na swój sposób niepowtarzalni i wyjątkowi. Każdy autor posiada przymioty, które czynią jego prozę znamienną i specyficzną. Ale nawet pomimo owej symptomatyczności, zestawiając ze sobą kilku literackich rzemieślników i artystów, można w ich dziełach wyłowić elementy wspólne, które każą postrzegać ich jako specjalistów od danego typu prozy. Idąc tym właśnie tokiem rozumowania, argentyńskiego literata  Julio Cortázara (1914 – 1984) można określić mianem wichrzyciela i burzyciela, dokonującego subtelnego gwałtu na rutynie i nudnej codzienności. Igraszki z formą, zabawa słowem, piętrzenie kolejnych poziomów fikcji w fikcji to znaki firmowe tego filozofa i intelektualisty. O tym jak bogata jest wyobraźnia i pomysłowość Cortázara bardzo wiele mówią opowiadania jego autorstwa – na łamach kilku stron budowane są złożone uniwersa, zapełniane najróżniejszymi składowymi, które przykuwają uwagę swoją nieszablonowością. Namacalnym dowodem na to, że Argentyńczyk do ekspert od krótkiej formy jest zbiór Niewpory, zawierający 8 opowiadań.

piątek, 4 sierpnia 2017

Julio Cortázar "Egzamin" - Rzecz o kawiarnianych filozofach

Egzamin

Julio Cortázar

Tytuł oryginału: El examen
Tłumaczenie: Zofia Chądzyńska
Wydawnictwo: PIW
Liczba stron: 238
 




Człowiek jest istotą społeczną, co niesie za sobą szereg konsekwencji. Jedną z nich jest fakt, że współtrwając z innymi jednostkami zmuszeni jesteśmy do przestrzegania szeregu norm, zasad i konwenansów, godząc się na upraszczanie rzeczywistości oraz własnej osoby, które wtłaczane są w gotowe schematy i formy. Pełnoprawna egzystencja w gromadzie wiąże się również z udowadnianiem własnej przydatności, użyteczności – utylitaryzm to wymóg odziedziczony jeszcze po naszych przodkach, kiedy to życie w grupie związane było z przetrwaniem. Obecnie jednym z przymiotów określających naszą wartość jest wykształcenie. Zdobywanie wiedzy wiąże się z regularnym sprawdzaniem naszych postępów i z tym właśnie zmagają się protagoniści powieści zatytułowanej Egzamin, autorstwa Julio Cortázara, czołowego przedstawiciela prozy iberoamerykańskiej.

piątek, 16 grudnia 2016

Manuel Puig "Pocałunek kobiety pająka", czyli miłość w klatce

Pocałunek kobiety-pająka

Manuel Puig

Tytuł oryginału: El beso de la mujer araña
Tłumaczenie: Zofia Wasitowa
Wydawnictwo: PIW
Liczba stron: 264
 
 
 
 
Przestrzeń to nieograniczony obszar trójwymiarowy, w którym występują zjawiska fizyczne – to miejsce, gdzie zachodzą interakcje, to tło wszelakiej maści wydarzeń. Jako żywe istoty posiadamy przestrzeń, w obrębie której egzystujemy, a kiedy ta przestrzeń zostaje zamknięta, zredukowana do fizycznych barier, byt nasz ulega ogromnej metamorfozie. Dobrym przykładem jest osadzenie w więzieniu – jednostka zostaje wówczas poskromiona, jej swoboda ruchów znacząco ukrócona, a prywatność trzeba dzielić z towarzyszami niedoli. W tego typu mało komfortowej sytuacji, człowiek zmuszony jest to zmiany swoich przyzwyczajeń oraz do funkcjonowania w oparciu o zupełnie inne zasady – o tym jak może wyglądać wspólne wypracowywanie reguł oraz rytuałów współwegetacji w więziennej rzeczywistości ciekawie pisze argentyński artysta, Manuel Puig w swojej powieści zatytułowanej Pocałunek kobiety-pająka.

piątek, 18 września 2015

Ernesto Sábato "Tunel" - Brudne zakamarki ludzkiej duszy

Tunel

Ernesto Sábato

Tytuł oryginału: El tunel
Tłumaczenie: Józef Keksztas
Wydawnictwo: Literackie
Seria: Proza Iberoamerykańska
Liczba stron: 112
 
 
 
Głębokie afektacje nierzadko prowadzą do czynów wzniosłych, ale i ostatecznych, nieodwracalnych, których konsekwencji nie sposób cofnąć. Co gorsza, w trakcie działań wywołanych krótkotrwałym impulsem, perspektywa zostaje maksymalnie zawężona, co znacznie utrudnia przewidzenie potencjalnych efektów. Zatem nic dziwnego, że zarówno słowa jak i czyny, które rodzą się w ludzkich umysłach w trakcie chwil wzburzenia, często przynoszą bardzo przykre rezultaty. Rozczarowanie i rozpacz, jakie niosą ze sobą skutki kierowania się najniższymi instynktami czy chwilowymi podszeptami fizjologicznych popędów, zostały znakomicie uchwycone i odmalowane w powieści Tunel, autorstwa argentyńskiego artysty Ernesto Sábato.

piątek, 2 stycznia 2015

"Siedmiu szaleńców" Roberto Arlt - W poszukiwaniu korzeni wielkich mistrzów

Siedmiu szaleńców

Roberto Arlt

Tytuł oryginału: Los siete locos
Tłumaczenie: Rajmund Kalicki
Wydawnictwo: PIW
Seria: Współczesna Proza Światowa
Liczba stron: 240
 
 
 
Literatura to cudowna sieć naczyń połączonych. Wynika to prostego z faktu, że dla wielu pisarzy fundamentalnym zajęciem, oprócz pisania rzecz jasna, jest lektura dzieł innych artystów. Stąd dany warsztat literacki formuje się poprzez swoistą dyfuzję – przenikanie zalążków idei, elementów techniki czy cząstek kluczowych zagadnień. Fascynująca jest sama możliwość śledzenia wpływu jednego z autorów na płody innego – występująca delikatna siateczka powiązań, pępowina myśli znakomicie uzmysławiają jak ważną rolę może odgrywać mentor czy idol, na którym stara się wzorować początkujący twórca. Niedawno za sprawą powieści Siedmiu szaleńców, miałem sposobność poznać prozę Roberto Arlta, który odcisnął piętno na dziełach takich mistrzów jak Ernesto Sábato czy Julio Cortázar.

czwartek, 2 stycznia 2014

"Abaddón - Anioł Zagłady" Ernesto Sábato - Obsesje

Okładka książki Abaddon - Anioł Zagłady 

Abaddón - Anioł Zagłady

Ernesto Sábato


Tytuł oryginału: Abaddón el exterminador
Tłumaczenie: Helena Czajka
Wydawnictwo: Znak
Seria: 50 na 50
Liczba stron: 487
 
 
Każdy człowiek posiada sprawy, które go dręczą. Wieloma kwestiami zamartwiamy się tylko chwilowo szybko o nich zapominając. Ale są rzeczy, które nie chcą nas opuścić, powracając do nas niczym bumerang. Spychane na sam margines świadomości zdają się układać do niespokojnego snu. Niekiedy milkną, nie dając o sobie znać, ale już sama głęboka, niczym nie zmącona pewność ich bytu jest dręcząca. Zresztą zawsze przychodzi moment, w którym opuszczają one piwnice umysłu i wyłaniają się na jego powierzchnię. Powoli, ale sukcesywnie wychodzą z otchłani niebytu, przywdziewając coraz realniejsze szaty, doprowadzając ludzi do szaleństwa. W końcu człowiek dociera na skraj, nie wytrzymuje, pęka i zaczyna mówić o tym, co go trapi. W takich sytuacjach albo słyszymy krzyk szaleńca, któremu nie potrafimy (lub boimy się) pomóc albo widzimy symfonię treści, którą, pragnąc nadać ramy racjonalności, ogłaszamy arcydziełem, tak jak miało to miejsce w przypadku Ernesto Sábato i jego Abaddóna  – Anioła Zagłady.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Blask Wielkiego Kronopia

Okładka książki Niespodziewane stronice 

Niespodziewane stronice

Julio Cortázar


Tytuł oryginału: Papeles inesperados
Tłumaczenie: Marta Jordan, Iwona Krupecka
Wydawnictwo: MUZA S. A.
Liczba stron: 286
 
 
 
 
Śmierć. Jakaż to fatalna przypadłość, która ciągle trapi wszystkie żywe organizmy, również te, mające się za najdoskonalsze, tj. istoty ludzkie. Każdy biologiczny byt ma swój początek oraz kres, do którego nieuchronnie się zbliża. Śmierć, w przeciwieństwie do człowieka i jego ideałów głoszących równość wszystkich ludzi, jest konsekwentna do bólu i nikogo nie wyróżnia. Prędzej, czy później wszyscy trafią w jej czułe objęcia, niezależnie od tego, co sobą reprezentują. O wiele bardziej trwałe niż ludzie są za to twory ich umysłu. Dla przykładu, istnieją książki, które liczą sobie dobre kilka pokoleń ludzkich i przynajmniej na razie, w dalszym ciągu mają się całkiem dobrze. W przypadku śmierci pisarza, często w różnych konfiguracjach powtarza się zdanie, że artysta nie umarł zupełnie, dopóki jego twórczość została zachowana przez rodzaj ludzki. Jednak marna jest to pociecha, szczególnie w odniesieniu do naszych ulubionych pisarzy. Ich odejścia bolą najbardziej. Na własne oczy przekonujemy się o kruchości ludzkiej egzystencji, a co gorsza, towarzyszy nam świadomość, że ten oto konkretny osobnik, którego dzieła darzymy taką estymą, na którego kolejne teksty nerwowo oczekiwaliśmy, nigdy już niczego więcej nie stworzy. Pisarz zatem żyje w naszej świadomości oraz pamięci, ale pozostaje bezpłodny. Na szczęście, żywot ludzki to suma przypadków. Dzięki różnym zbiegom okoliczności, od czasu do czasu świat obiega sensacyjna wiadomość o cudownym odnalezieniu manuskryptów wielkich twórców, po których nie mieliśmy oczekiwać prawa niczego nowego. W 2009 roku pojawia się Oryginał Laury, przez lata trzymany w banku w Montreux, który miał zostać spalony. W tym samym roku, w czasie przeglądania archiwów Lema na światło dzienne wychodzi Sknocony kryminał. Natomiast w 2006 roku w paryskim mieszkaniu Aurory Bernárdez, wdowy po Julio Cortázarze, z szuflad komody wyłaniają się Niespodziewane stronice, czyli teksty Julio Cortázara, które do tej pory nigdy nie były publikowane w formie książki, a część z nich w ogóle po raz pierwszy została zaprezentowana szerokiej publiczności. Czy dla miłośnika Gry w klasy, Wielkich wygranych oraz Książki dla Manuela może być lepsza wiadomość niż komunikat, że oto Niespodziewane stronice trafiają na polski rynek?

Julio Cortázar, rocznik 1914, zmarły w 1984 roku, uchodzi za jednego z czołowych przedstawicieli realizmu magicznego. Urodzony w Brukseli Argentyńczyk, który większość swojego życia spędził w Paryżu, pozostawił po sobie bogatą spuściznę, która dzięki Aurorze Bernárdez została powiększona o kilkaset stron. Niespodziewane stronice to gatunkowy miszmasz, w którym znajdziemy opowiadania, eseje, szkice, alternatywne czy też dodatkowe rozdziały ważniejszych powieści, teksty publicystyczne, krótkie analizy najważniejszych dzieł oraz autowywiady. Od razu muszę wyjaśnić pewną nieścisłość – otóż całkiem sporo ze zgromadzonym w tym zbiorze tekstów pojawiało się już na łamach hiszpańskojęzycznej prasy, tyle, że nigdy nie znalazły się one w żadnym z dotychczasowych wydań książkowych. Nie jest zatem tak, że cały zbiór to absolutne novum, rojące się wyłącznie od pereł przez lata skrywanych przed ludzkim spojrzeniem. Nie zmienia to oczywiście faktu, szczególnie z punktu widzenia polskiego czytelnika, że o wiele wygodniej jest mieć utwory zebrane w jednym tomie, niż poszukiwać ich, rozsypanych po wszelakiej maści czasopismach, by finalnie głowić się jeszcze nad ich tłumaczeniem.

Teksty, jak już wspominałem, charakteryzują się dość sporą różnorodnością. Zarówno, jeśli chodzi o gatunkową rozpiętość jak i chronologię. Najstarsze płody pochodzą z roku 1938, natomiast ostatnie z 1984 roku, a więc z okresu tuż przed śmiercią artysty. Różnice znajdziemy także w kwestii prezentowanego poziomu. Jeśli chodzi o dzieła pisane prozą, to sporo z nich przeszło przez mój mózg bez większego echa. Dominują raczej słowne igraszki, przywodzące na myśl ćwiczenie słowa pisanego, próby okiełznania, przygięcia liter, wyrazów i zdań, tak, by posłuszne były myśli wielkiego kreatora. Jeśli chodzi o treść jest już zdecydowanie gorzej. Króluje forma i tylko z rzadka trafia się obiecujący zalążek, którego rozwój z chęcią chciałoby się śledzić. Największe wrażenie zrobiły na mnie Koty, które ze swoimi nielogicznie postępującymi bohaterami przypominały mi nieco Wielkie wygrane, czy Grę w klasy. W podobnym tonie fatalistycznej miłości, uczuciowego zaplątania, błąkania utrzymana jest Ciao, Werona, która także zawładnęła moją uwagą na dłużej.

Jeśli chodzi o utwory wczesne, z początków twórczości, to wypadałoby zapewne napisać, że dzięki nim możemy śledzić rozwój artystyczny Julio Cortázara, że w tych pierwocinach znać zalążki geniuszu, że utwory mimo pewnej toporności, nie oszlifowania, czy czego tam jeszcze, jasno sygnalizują z jak wielkim kalibrem będziemy mieć w przyszłości do czynienia. Będąc jednak szczerym, głównie wobec samego siebie, przyznaję, że początkowo zbyt wiele realizmu magicznego, z którego słynął Cortázar w tych pierwszych płodach nie dostrzegłem. Przypominają one bardziej warsztatowe treningi, próby, odkrywanie możliwości, jakie daje słowo, czyli są to dzieła typowe dla wczesnej twórczości niemal każdego pisarza. Zrozumiałe jest dla mnie również, że gdyby Julio nie był uważanego za jednego z czołowych przedstawicieli prozy iberoamerykańskiej, twórcę legendarnego i kultowego, to nikt pewnie nie robiłby tak wielkiego szumu wokół odnalezionych tekstów, a wiele z nich zapewne w dalszym ciągu spoczywałoby sobie spokojnie w przytulnym mroku szuflady.

Kończąc jednak z tą nadmierną i być może nieco przesadną krytyką, chciałbym wspomnieć o tym, co stanowi prawdziwy skarb Niespodziewanych stronic. Są to eseje, autowywiady oraz proza publicystyczna. Z form tych odzywa się dojrzały Cortázar, który jako pisarz, wychodzi bardzo daleko poza ramy prowadzonej przez siebie działalności artystycznej. Przede wszystkim Cortázar całkowicie (bezwstydnie, aż ciśnie się na usta) obnaża swoją socjalistyczną naturę. Odcina się on co prawda od komunizmu, przyznaje, że bliżej mu do Marksa. Jest przy tym głęboko i pewnie nieco naiwnie przekonany, że socjalizm to jedyny system, który może kiedyś skierować człowieka ku jego autentycznemu przeznaczeniu, natomiast celem marksizmu jest dostarczenie ludzkiemu rodzajowi narzędzi do osiągnięcia wolności i godności, które nie są mu trwale przynależne. Wreszcie socjalizm – a nie zapowiadana przez poetę i Kościoły nieokreślona wieczność – zdolny jest przekształcić człowieka w człowieka właśnie. Idee piękne, które niestety człowiek jak zawsze, przy próbie wprowadzenia ich w życie, przekształcił w piekło. W tym miejscu wypadałoby również zaakcentować, że socjalizm Cortázara, przynajmniej w mojej opinii, to w ogromnej mierze wybór podyktowany szczerą i nieskrywaną niechęcią do północnoamerykańskiego imperializmu, który przez niemal cały XX wiek bezduszne drenował Amerykę Łacińską. Socjalizm, który przecież krzewił się bujnie w całej Ameryce Południowej to odpowiedź na junty wojskowe, bezpardonowo traktujące politycznych przeciwników, których obfite budżety w ogromnej mierzy wspierane były przez Stany Zjednoczone. A o tym, ile istnień ludzkich pochłonęły rządy krwawych generałów, jak wymyślne tortury stosowały, można dowiedzieć się choćby z Książki dla Manuela Cortázara, czy Święta Kozła noblisty Vargasa Llosy.

Należy także zaznaczyć, że Julio Cortázar, niestrudzony wojownik idei, wzorem wielu pisarzy latynoamerykańskich traktował swoją twórczość bardzo poważnie oraz przede wszystkim świadomie. Pisarstwo nie jest zawodem, pracą, za odbębnienie której oczekuje się stosownego wynagrodzenia. Chwycenie pióra za dłoń wiąże się z odpowiedzialnością, świadomością społeczną, koniecznością upominania się, a nawet walki o prawa słabszych, ukazywanie wszelkich niesprawiedliwości. I pewnie właśnie z tego przeświadczenia bierze się ogromne zaangażowanie w życie polityczne, które jest naturalną konsekwencją w zaangażowania w sprawy ludzkie. Rolą pisarza jest walka z błahym zapomnieniem, z kartkowaniem historii przez jej czytelników, z obojętnością i nieczułością, zainteresowaniem, trwającym dokładnie tyle czasu, przez ile o danej sprawie wspomina się w mediach. Fascynujące jest również to, że sprawę ludzką Cortázar stawiał o wiele wyżej niż świat literatury. Wg niego funkcja książek sprowadzała się bardziej do roli służebnicy człowieka, która powinna chronić go przed popełnianiem głupstw.

Pokłosiem wyznawanych prawd jest surowa i ostra krytyka kapitalizmu, jego zakłamania, obłudy skrywanego za demokratyczną maską, która w świetle ostatnich wydarzeń związanych z system PRISM jest niezwykle aktualna. Kolejnym tematem, który poruszał Julio Cortázar, a który trawi m.in. polskie media, jest fatalna jakość oraz szkodliwość podawanej informacji. Argentyński twórca protestuje przeciwko biernej i bezrefleksyjnej konsumpcji, nawołując nas, tj. konsumentów informacji do żądania od środków masowego przekazu zaprzestania dyktatury agencji oraz dziennikarzy, manipulujących tworzonymi oraz otrzymywanymi materiałami. Minęło prawie 30 lat od śmierci pisarza, a można by podejrzewać, że pisze on o wydarzeniach wczorajszych, tegorocznych.

Oczywiście Niespodziewane stronice to nie tylko polityka oraz początki twórczości. Znajdziemy także utwory, których bohaterem jest Łukasz oraz kronopie. Dowiemy się również, jak to jest być owym sławetnym, ciekawskim świata kronopiem (to być pod włos, pod światło, kontrpowieścią, kontredansem, kontrawszystkim, kontrabasem, kontrafagotem, straszliwie wbrew każdego dnia przeciw każdej rzeczy, którą inni uznają i która ma moc prawa). Ale przede wszystkim, uzmysłowimy sobie, że Cortázar to zaprawdę oko, które potrafi widzieć. Pisarz jest niestrudzonym obserwatorem rzeczywistości, bezwstydnym podglądaczem codzienności, który niemal każdemu, nawet najbłahszemu wydarzeniu, potrafi wykraść jego metafizyczne akcenty i przetransponować je na literacką materię – strukturalną magię, która w jakiś sposób przenika z książek do życia. Objawia się to zarówno w esejach jak i niektórych opowiadaniach.

Z kolei Julio Cortázar jako człowiek na co dzień jawi się jako typowy kronopio – niezmordowany buntownik, pokroju bohaterów Książki dla Manuela. Jest to zatem typ burzyciela prawd, niszczyciela przesądów, skłonnego i skorego do przekraczania uspokajających granic normalności. Podpieranie chybocącego się stołu skórką od chleba, czy wspólna lektura książki w pociągu, polegająca na wyrywaniu przeczytanej strony i podawania jej towarzyszce podróży, która to z kolei przeczytaną kartkę ekspediowała przez okno, bezwiednie przywodzi na myśl działania członków Draki, takie jak krzyczenie w kinie w trakcie seansu, czy też jedzenie na stojąco w bardziej szanujących się restauracjach.

Krótko reasumując, Niespodziewane stronice to zbiór tyleż różnorodny, co nierówny. Dominują jednak pozycje dobre oraz bardzo dobre, które sprawiają, że całość czyta się z ogromnym zainteresowaniem, a momentami sporym zdumieniem. Mnie szczególnie zaskoczyła poezja Cortázara, która prezentuje naprawdę niezły poziom. Na tle wszystkich tekstów, rozpiętych na przestrzeni blisko 50 lat, artysta jawi się jako osoba ogromnie ciekawa świata, pragnąca poznawać kolejnych ludzi, dla której pisarstwo jest najważniejszym, a przy tym ogromnie odpowiedzialnym zajęciem. Do tego buntownicze zacięcie, zdecydowany sprzeciw wobec kłamstwa oraz wszelkich nierówności sprawiają, że Julio Cortázar to Wielki Kronopio, potrafiący łowić chwilę i cieszyć się nią,
Bo wczoraj jest nigdy,
a jutro to jutro.

P.S. Mała ciekawostka. Tuż po ukazaniu się informacji, że oto na łamach wydawnictwa MUZA S.A. pojawią się Niespodziewane stronice, a jeszcze przed oficjalną premierą książki, cena powieści na stronach księgarni Matras wynosiła 29,99 zł. Osobom, które zdecydowały się nabyć lekturę w przedsprzedaży, przysługiwał ponadto 20 % rabat. W ten oto cudowny sposób książkę, której obecna cena okładkowa to 39,99 zł, udało mi się nabyć za 23,99 zł.

P.S.2 Tak się szczęśliwie złożyło, że powyższy tekst został doceniony w konkursie na recenzję tygodnia za okres 2 - 7 lipca na portalu Lubimy Czytać. Serdecznie dziękuję za to spore wyróżnienie.
Lubimy Czytać

niedziela, 30 września 2012

Pozwól, że Ci opowiem



Pozwól, że Ci opowiem...

bajki, które nauczyły mnie, jak żyć

Jorge Bucay

wydawnictwo Replika 2004
tłumaczyła Ilona Ziętek-Segura

Jednym z najpiękniejszych wspomnień mojego dzieciństwa są dni, a właściwie wieczory, gdy rodzice czytali mi przed snem. Opowieściami, od których się to zaczęło, były oczywiście baśnie. Stanowiły pierwsze stopnie prowadzące do ukształtowania mnie takiego, jakim jestem.

Baśnie klasyczne były nakierowane na wyrobienie w dziecku pożądanych społecznie uwarunkowań. Stąd jasny zwykle podział na zło i dobro. Dobro zawsze wygrywa, a za złe uczynki zawsze nadejdzie kara. Miały za zadanie wychowanie takiego człowieka, jaki w czasach ich powstania był promowany. Samemu człowiekowi i jego szczęściu poświęcano z reguły mniej uwagi, stąd choćby takie trywialne zwroty jak "żyli długo i szczęśliwie", które w rzeczywistości maskowały niewiedzę na temat tego, co to znaczy to szczęście i jak ma ono wyglądać.

Jorge Bucaj w swej książce ukazuje nam szereg spotkań Demiána z jego psychoterapeutą Jorge, zwanego Grubym. W trakcie tych sesji Jorge, zgodnie z kanonem szkoły Gestalt, której jest przedstawicielem, opowiada swemu pacjentowi bajki. Niektóre z nich wybrane są spośród klasyki, inne stworzone doraźnie, na potrzeby terapii. Są dobrane nie pod kątem odwiecznych celów stawianych przez społeczeństwo oczekujące określonych postaw i zachowań, ale pod kątem szczęścia jednostki, z zamiarem wywołania refleksji mających pomóc tym, którzy zgubili gdzieś własne ja. Pod tym względem są to więc przypowieści na miarę naszych czasów, w których coraz więcej ludzi ma problem ze znalezieniem drogi do samych siebie, bez czego z kolei nie można tworzyć prawdziwie satysfakcjonujących więzi z innymi ludźmi.

Aby w pełni korzystać z wartości bajek Bucaya, najlepiej czytać tylko jedną dziennie, dając swej pod i świadomości czas, na dotarcie do wszystkich aspektów każdej przypowieści. Pozwól, że Ci opowiem... jest książką, po którą na pewno warto sięgnąć i przeczytać ją najpierw samemu, potem bajki opowiedzieć dzieciom, jeśli już je mamy, a na koniec polecić znajomym.

Niestety, o ile sama treść jest godna oceny najwyższej, to styl jest tak słaby, iż momentami bardzo poważnie utrudnia lekturę. Nie chcę dociekać, czy to wina autora, czy tłumaczki, niemniej do uchybień stylistycznych dochodzą ewidentne błędy typu „pod rząd” zamiast „z rzędu”, pleonazmy czy błędy rzeczowe, jak próżnia w przepaści. Całość sprawia, że wielokrotnie czytelnik nie tylko zacina się w trakcie lektury, ale nawet musi cofać, by być pewnym, co też autor miał na myśli.

Wydanie, które miałem w ręku, jest kolejnym przykładem bylejakości, o której mówiłem w poprzedniej recenzji. Znów tekst na okładkę pisał ktoś, to chyba nie czytał książki. W notce wydawcy czytamy : „Codziennie opowiada on bajkę”, gdy tymczasem, kto czyta uważnie, znajdzie zarówno tygodniowe przerwy, jak i dni, w których terapeuta opowiada swemu pacjentowi dwie bajki.

Najbardziej denerwujące jest to, iż te niedociągnięcia dotknęły książkę ze względu na treść absolutnie wartą polecenia


Wasz Andrew

poniedziałek, 3 września 2012

Coś więcej niż książka

Książka dla Manuela 

Książka dla Manuela

Julio Cortázar


Tytuł oryginału: Libro de Manuel
Tłumaczenie: Zofia Chądzyńska
Wydawnictwo: MUZA S. A.
Liczba stron: 448
 
 
 
 
Na okładkach książek Julio Cortázara, których kolejna już edycja ukazała się nakładem wydawnictwa Muza S.A., możemy przeczytać, że argentyński pisarz to Wielki Kronopio, patrzący na świat zdziwionymi oczami dziecka, erudyta, meloman, wybitny intelektualista i Obywatel, a zarazem jeden z twórców realizmu magicznego. Śmiało rzec można, że żaden z tych pochwalnych peanów nie jest przesadzony, a jeśli jesteśmy z tych, co to nie wierzą ludziom na słowo, to nic prostszego jak przekonać się o wielkości Cortázar osobiście, np. przez lekturę powieści Książka dla Manuela, o której to słów kilka chciałbym napisać.

Już sam tytuł rodzi pytanie, które w sposób nieskrępowany wypływa z odmętów naszych myśli: kim mianowicie jest/był ów Manuel i cóż takiego wielkiego uczynił, że zasłużył sobie na całą książkę i to w dodatku takiego giganta literatury, jakim niewątpliwie jest Cortázar?

Zanim rozwikłam tę nurtującą kwestię, pozwolę sobie wcześniej wspomnieć czasach, o które zahaczymy w trakcie wędrówki po tej ciekawej lekturze. Akcja powieści rozgrywa się w głównej mierze w latach 70’ XX wieku, a więc w okresie niepokojów, które targały wówczas kontynentem południowoamerykańskim: wzmożona aktywność organizacji lewicowych, liczne manifestacje robotnicze oraz studenckie, nierzadko tłumione siłą, operacja Kondor (prowadzona przez państwa Ameryki Łacińskiej, przy wymiernym wsparciu USA, której celem była eliminacja jednostek buntujących się przeciw rządzącej klasie politycznej, jej bilans to 50 tysięcy ofiar śmiertelnych, 30 tysięcy osób zaginionych oraz 400 tysięcy ludzi, którzy wtrąceni zostali do więzienia, gdzie często byli bici oraz torturowani), etc. Sama fabuła snuta jest w roku 1970, chociaż gęsto poprzecinana jest retrospekcjami, w Paryżu, gdzie mieszkają główni bohaterów, którzy w zdecydowanej większości pochodzą z krajów Ameryki Południowej. Co ciekawe, wśród tej mozaiki osobowości, natrafimy na polski akcent – aktorkę paryskich teatrów, pochodzącą z Krakowa Ludmiłę, zwaną pieszczotliwie Ludlud lub Poleczką. Za sprawą pióra Cortázara śledzimy losy grupy przyjaciół, emigrantów, którzy bezustannie negują zastały porządek rzeczy: światowy system rządów, niesprawiedliwość społeczną, pustą propagandę, prześladowania, które dotykają opozycję w ich ojczystych krajach. W trakcie nieustannych dyskusji, wymian poglądów, spostrzeżeń, gęsto podlewanych mate oraz grappą, przyjdzie nam w końcu poznać Susanę oraz Patricio, rodziców Manuela, dla którego pisana, czy raczej tworzona jest książka. Okazuje się być ona zbiorem wszelakiej maści artykułów, tekstów, reklam, danych statystycznych, wycinanych z gazet i wklejanych do zeszytu. Głównym architektem książki jest Susana, ale dzielnie sekundują jej w tym przyjaciele, dzięki czemu prezent, który w przyszłości otrzyma Manuel charakteryzuje się nieprzeciętną oryginalnością, niepowtarzalnością oraz różnorodnością. Wszystkie wklejki są jednocześnie wycinkami małej części duszy, czy też życia codziennego osoby, który wybrała fragment w danej chwili dla niej najistotniejszy, najważniejszy, najbardziej godny uwagi.

Warto wspomnieć, że opisywani bohaterowie nie prowadzą jedynie pustej retoryki. Swoje poglądy, czy raczej niezadowolenie, starają się manifestować. Stąd organizacja, do której należą – Draka, której celem jest ogólnoświatowa rewolucja. Początkowe akcje przeprowadzane przez buntowników są dość niewinne, by nie rzec naiwne – sprowadzają się do łamania ogólnie przyjętych wzorców zachowań, kontestacji powszechnych norm oraz zwyczajów, jak krzyk w kinie podczas seansu, czy jedzenie w dystyngowanej restauracji na stojąco. Z czasem jednak kaliber działań znacząco rośnie, aż wreszcie dochodzi do draki z prawdziwego zdarzenia, o której opowie już jednak niezrównany Julio Cortázar.

Na uwagę zasługuje również sposób prowadzenia narracji w Książce dla Manuela. Uczciwie trzeba przyznać, że dla czytelnika z pewnością nie jest ona łatwa i wbrew zapewnieniom wydawcy, ociera się jednak o magię oraz oniryzm. Przede wszystkim narrator powieści jest zmienny i mam tu na myśli zarówno formę (uraczymy zarówno pierwszo- jak i trzecioosobową odmianę) oraz samą osobę narratora. Najprościej rzecz ujmując, można stwierdzić, że raz po prostu wchodzimy w myśli kolejnych bohaterów, niekiedy przysłuchujemy się dialogom z perspektywy bezstronnego widza, a czasami jesteśmy świadkami monologu wypowiadanego przez daną postać. Ową zmienność punktu czytania podkreślają też zabiegi pisarza w postaci urwanej myśli, niedokończonej wypowiedzi, równoczesnej percepcji tego samego wydarzenia z odmiennych punktów widzenia, czy płynności w przeskoku z formy pierwszo- w trzecioosobową. Stąd poczucie oniryzmu, o którym wspominałem – momentami czujemy, że umysł nasz tonie w oparach alkoholu, obraz nakreślony przez Cortázara staje się coraz bardziej niewyraźny oraz zamglony.

Osobną kwestią jest pytanie, kim jest ten, co to wiesz, o którym regularnie wspominają bohaterowie książki. Z niewyraźnych oraz niepełnych wzmianek można próbować utożsamiać go z samym Cortázarem. W końcu ten, co to wiesz, jest świadkiem niemal każdego wydarzenia, mimo, że rzadko kiedy bierze w nim czynny udział – najczęściej jest słuchaczem, widzem, obserwatorem. Ponadto tworzy on fiszki (krótkie notatki mające ukazać jak funkcjonuje Draka?, opisy wydarzeń, w których biorą udział jego przyjaciele?, schematy fabularne tworzonej powieści? próby sprecyzowania pewnych rzeczy, pozwalających z różnych punktów widzenia spojrzeć na krótką, lecz burzliwą historię Draki oraz ludzi pokroju Marcosa, Patricia lub Ludmiły?). Możemy mniemać, że ten, co to wiesz jest, czy też próbuje być, pisarzem.

Kolejną rzeczą, która rzuca się w oczy jest swoisty dualizm świata przedstawionego. Z jednej strony uczestniczymy w rewolucji, do której próbują doprowadzić bohaterowie, obserwujemy ich kolejne posunięcia, przysłuchujemy się racją, które wysnuwają w odpowiedzi na przeczytane w gazecie codziennej kolejne doniesienia na temat wybryków lewicy. Z drugiej strony Cortázar otwiera przed nami fascynujący oraz nieco perwersyjny świat życia prywatnego, który w największej mierze dotyczy Andrésa Fava oraz jego trójkątnego związku z Francine i Ludmiłą. Andrés buntuje się przeciw systemowi na swój własny, egoistyczny sposób. Nie należy on do Draki, jest osobą bardziej w typie tego, co to wiesz. Woli prowadzić niekończące się dyskusje przy winie oraz papierosie z Ludmiłą, czytać ambitne książki, czy słuchać muzyki pokroju tej proponowanej przez Karlheinza Stockhausena oraz łamać obyczajowe morale poprzez współżycie z dwoma kobietami na raz.

Równie interesującą postacią jest Lonstein, Żyd argentyńskiego pochodzenia, który w Paryżu pracuje w prosektorium, zajmując się przygotowaniem trupów do ich ostatniej podróży. Uwagę zwraca charakterystyczny język, którym się posługuje, pełen neologizmów, gier słownych, intelektualnych szarad oraz obsesyjne wręcz spowiadanie się z onanizmu każdemu, kto tylko napatoczy się do dyskusyjnego kręgu. W końcu, w trakcie długiej nocnej debaty z tym, co to wiesz, Lonsteinowi udaje się wyłuszczyć wszystkie racje, które nakazują mu obnosić się ze swoją perwersją seksualną, chociaż wcale nie jest zboczeńcem, a mówienie o masturbacji innym w ogóle nie sprawia mu przyjemności. Lonstein to po prostu następny wojownik z formą – zwraca on uwagę, że onanizm to w dalszym ciągu temat tabu, chociaż w rzeczywistości dotyczy on niemal każdego mężczyzny, a nie tylko podlotków, którzy nie zasmakowali jeszcze kobiecego łona. Poprzez obnażanie kolejnego zakłamania, Lonstein stara się stworzyć w murze drobny wyłom, który być może z czasem doprowadzi do runięcia całej konstrukcji obyczajowego kłamstwa.

Na koniec, krótko reasumując, wspomnieć można, że Książka dla Manuela jest niejako książką dla całego, młodego pokolenia, które stanie się naturalnym spadkobiercą idei, o jakie walczyli ludzie pokroju Cortázara. To swoisty traktat moralno-polityczny, w którym wyraźnie powiedziane jest, że obowiązkiem każdego człowieka jest reagowanie na niesprawiedliwość społeczną, to równocześnie świetne studium, ukazujące, do czego prowadzi ludzka nienawiść, ślepy nacjonalizm, wspierany przemocą oraz agresją. Język prezentowany przez argentyńskiego pisarza z pewnością nie jest łatwy – autor często wodzi czytelnika za nos prowadząc z nim gierki słowne pełne koślawej semantyki, bawi się powieściowymi schematami, wplatając w fabułę wątki kryminalne, erotyczne czy dygresyjne. O wyjątkowości powieści decydują z pewnością liczne wstawki, które się w niej pojawiają. Wycinki z prasy codziennej, towarzysząca głównym bohaterom, wśród której przeczytamy m.in. wywiady z amerykańskimi żołnierzami opowiadającymi o torturach prowadzonych na wietnamskich więźniach, doniesienia dotyczące ruchów lewicowych w państwach Ameryki Łacińskiej oraz bieżących wydarzeń politycznych, czy wstrząsające relacje osób przetrzymywanych oraz torturowanych przez przedstawicieli organów państwowych w Ameryce Południowej. Książka może i nie jest łatwa, ale z pewnością warto podjąć trud, by zapoznać się z jej treścią.

P.S. W Matrasie omawiana pozycja do nabycia za jedyne 19,90 zł.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

"Szalona geometria miłości" Susan Guzner - Miłosne sztormy

Szalona geometria miłości 

Szalona geometria miłości

Susan Guzner

Tytuł oryginału: La insensata geometria del amor
Tłumaczenie: Teresa Tomczyńska 
Wydawnictwo: MUZA S.A.
Seria: Salsa
Liczba stron: 448
 
 
Urodzona w 1944 r. Susana Guzner to argentyńska pisarka, lesbijka i wojująca feministka. Od roku 1976, kiedy to jej siostra zginęła z rąk działaczy Antykomunistycznego Sojuszu Argentyńskiego (Alianza Anticomunista Argentina, określanego mianem Triple A), ultraprawicowej grupy paramilitarnej, przebywa na emigracji w Hiszpanii. Najpierw przez 20 lat mieszkała w Madrycie, by następnie osiąść w Las Palmas na Wyspach Kanaryjskich. W swoim burzliwym oraz frapującym życiu, Guzner, z zawodu psycholog i psychoterapeutka, pracowała jako doradca reklamowy w hiszpańskich firmach, felietonistka i recenzentka w czasopismach oraz gazetach codziennych (Ozone, Women, Art Pencil International, Era, El Faro de Vigo, Medios de Comunicación Social, Amigos del Teatro del Teatro Juan Bravo de Segovia), tworzyła także scenariusze seriali telewizyjnych. Co najciekawsze, Susana Guzner jako pisarka zadebiutowała dopiero w wieku 57 lat, wydaną w 2001 roku Szaloną geometrią miłości.

sobota, 28 kwietnia 2012

Czy wielkie wygrane są równie wielkim szczęściem?

Okładka książki Wielkie wygrane 

Wielkie wygrane

Julio Cortázar


Tytuł oryginału: Los premios
Tłumaczenie: Zofia Chądzyńska
Wydawnictwo: MUZA S. A.
Liczba stron: 444
 
 
 
 
Julio Cortázar, argentyński pisarz ogromnego kalibru. Twórca książki o legendarnym statusie „Gra w klasy”, która przez wielu uważana jest/była za biblię intelektualistów. Powieść to o tyle przewrotna, ze możemy ją formować sami, w dowolny sposób. Autor daje nam możliwość czytania jej wg kolejności rozdziałów, ponadto zdradza nam klucz wg którego również możemy przystąpić do lektury. Jakby tego było mało, równie dobrze możemy zdać się na przypadek i czytać kolejne rozdziały na chybił trafił.

Jako, że fascynującą zabawę, z której można ułożyć kilka powieści mam już za sobą, postanowiłem skusić się na inne pozycje argentyńskiego autora. W sposób wielce wymowny pomogła mi w tym księgarnia Matras, w której natrafiłem na „Wielkie wygrane” oraz „Książkę dla Manuela” z 50 % rabatem. Na pierwszy ogień poszły „Los premios”, o których pragnąłbym napisać teraz słów kilka.

Bohaterami powieści są szczęśliwcy, którzy wygrali bilety w państwowej loterii na wycieczkę luksusowym statkiem „Malcolm”. Początkowo akcja rozwija się leniwie, spokojnie chłoniemy kolejne karty powieści, na których prowadzona jest krótka charakterystyka uczestników rejsu. Siedząc z bohaterami w kawiarni London w Beunos Aires, w której czekają na dalsze instrukcje, od razu zdajemy sobie sprawę, że podróż na pewno dostarczy nam wielu wrażeń, choćby ze względu na ludzi, z którymi przyjdzie się nam spotkać. Mamy bowiem do czynienia z przekrojem całego argentyńskiego społeczeństwa. Jest i typowa rodzina z dwójką dzieci, samotna matka z synem, dwoje przedstawicieli ciała pedagogicznego, dentysta, korektor, czy milioner poruszający się na wózku inwalidzkim. Mozaika charakterów, przypadkowa zbiorowość, których połączył przewrotna fortuna, zsyłając im bilety na niezapomniane morskie wojaże.

Nie chciałbym zdradzać więcej szczegółów co do wydarzeń, które zajdą na statku, rzeknę jedynie, że będzie dość tajemniczo i ciekawie. Po pierwsze cały czas nie wiadomo, dokąd właściwie płynie statek „Malcolm”. Po drugie, tuż po odpłynięciu od nabrzeża okazuje się, że wśród załogi wybucha epidemia – wirus tyfusu 224 powoduje, że pasażerowie nie mogą wejść na rufę statku, gdzie znajdują się chorzy członkowie załogi. W dodatku kontakt z obsługą jest bardzo ograniczony, a jakby tego było mało, wysłani do uspokojenia sytuacji i wyjaśnienia całej sprawy oficerowie wcale nie są zbyt wylewni i nie chcą przedstawić jak maluje się obraz sytuacji.

W ten oto sposób, poprzez kategoryczny zakaz, ale połączony z niedomówieniem oraz mgłą tajemnicy, rufa staje się pojęciem mistycznym, owocem zakazanym, rajem, do którego bramy pozostają ciągle zamknięte. Konsekwencje nie trudno sobie wyobrazić. Dość szybko spośród pasażerów wyłania się grupa Argonautów, która postanawia wyruszyć po złote runo, wyjaśniając opornym, że tyfus to na pewno tylko przykrywka, wymówka, by ukryć coś znacznie bardziej poważniejszego.

Ale naprawdę kończąc już z dalszym wyjawianiem arcyciekawej fabuły muszę oddać autorowi, że oprócz świetnej opowieści, mamy do czynienia z dobrze nakreślonymi postaciami, charakteryzującymi się autentycznością, wręcz namacalnością. Nie są to bohaterowie tekturowi, stereotypowi, zaskakują nas swoim postępowaniem. Fascynujące jest śledzenie interakcji, które zachodzą pomiędzy tymi przypadkowo zestawionymi ze sobą ludźmi. Jeszcze większego smaku dodaje fakt, że na okręcie znajdują się osoby, które same zajmują się analizują sytuacji, w jakiej zostały postawione. Znakomicie zdają sobie sprawę, że chociaż wyprawa na rufę wydaje się im tak kusząca, tak niezbędna, to jednak nie można spodziewać się po niej niczego wielkiego, nie obiecują sobie zbyt wiele po przekroczeniu tej mistycznej bariery. Nie przeszkadza im to jednak w poszukiwaniu byle pretekstu, który pozwoli im wyruszyć na wyprawę ku rufie oraz jej sekretom.

Wydaje się, że autor pokazał jak łatwo jest wywołać u człowieka poczucie dyskomfortu, izolacji, zamknięcia. Dopóki nie ogranicza się pasażerów żadnymi obostrzeniami, zdaje się nie przeszkadzać im świadomość, że przez kilka miesięcy będą zamknięci w metalowej puszce (bo czymże innym wydaje się potężny liniowiec wobec niekończącego się bezmiaru fal), którą będą dryfować przez kilka miesięcy po bezkresnym oceanie. Dopiero, gdy okazuje się, że pewna część pokładu, z przyczyn przecież nie prozaicznych, zostanie wyłączona z użytku, część świeżo upieczonej mikrospołeczności, mimo nieograniczonego dostępu do baru, basenu, sali gimnastycznej, czy fachowej obsługi, zaczyna dopatrywać się grozy nowego położenia i czuć się niczym szczury w klatce („Jesteśmy w Zoo, tylko że to nas oglądają”). Ta wzburzona grupa nie może spokojnie egzystować ze świadomością, że ograniczono ich swobodę poprzez zakaz poruszania się po absolutnie całym statku. Rufa wręcz puchnie od domysłów, rozrastając się do absurdalnych rozmiarów. Ponadto Cortázar obnażył bezwstydnie naszą ludzką, nie dającą się poskromić ciekawość, która zawsze wiedzie nas ku nieznanemu, każąc nam rozwiązywać wszelakie zagadki, wyjaśniać tajemnice, jakie pojawią się na naszej drodze życia. A o tym, czy owa ciekawość to rzeczywiście pierwszy stopień do piekła, czy też do poznania, czytelnik będzie musiał rozstrzygnąć już sam.

Podczas lektury nasunęło mi się również pytanie czym właściwie jest szczęście, rozumiane potocznie jako fart. Na pierwszy rzut oka wszystkich, którzy wylosowali bilety na państwowej loterii można nazwać szczęściarzami. W końcu nie na co dzień wygrywa się trzymiesięczny rejs luksusowym statkiem. Jednak morska podróż nie dla wszystkich skończy się szczęśliwie. Wielu podróżnych pragnie odmienić swoje dotychczasowe życie, a rejs traktuje jako pierwszy rozdział czegoś nowego, lepszego. Trudno jednak powiedzieć, by któraś z tych prób zakończyła się spektakularnym sukcesem. Życie po raz kolejny okazuje się tylko sumą szczęśliwych splotów wypadków oraz równie pechowych incydentów, które doświadczają każdego bez wyjątku.

P. S.
Książkę "Wielkie wygrane" można nabyć w księgarniach Matras w cenie 19,90 zł. Wydaje mi się, że to naprawdę rewelacyjna okazja.