Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura norweska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura norweska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 marca 2026

"Powrót do życia. O żałobie i grzybach" Long Litt Woon - Śmierć i mykologia

Long Litt Woon

Powrót do życia. O żałobie i grzybach

Tytuł oryginału: Stien tilbake til livet - Om sopp og sorg 
Tłumaczenie: Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron306
Formatpapier
 
 
  

Chociaż śmierć to nieodzowna składowa każdego żywota, które zawsze jest procesem skończonym, to bywają sytuacje, gdy z jej istnieniem bardzo trudno jest się pogodzić. Kiedy kostucha zabiera bliską nam osobę, z którą łączy nas rozległa płaszczyzna wspólnych, a w dodatku miłych doświadczeń – długoletniego towarzysza ziemskiej podróży – okres, jaki następuje po jej odejściu z reguły wypełniony jest bólem, cierpieniem oraz poczuciem trudnej do zapełnienia pustki. W takich newralgicznych okolicznościach łatwo jest pogrążyć się w beznadziei, stąd wszystko, co pozwoli nam opuścić jałową ziemię rozpaczy, jawi się jako błogosławieństwo. Jedną z tego typu rzeczy o kojących właściwościach jest pasja (nawet nowo rozbudzona), o czym przypomina nam Litt Woon Long (ur. 1958), pochodząca z Malezji, norweska antropolożka, autorka książki Powrót do życia. O żałobie i grzybach.

czwartek, 26 czerwca 2025

Åsne Seierstad „Historie afgańskie” - historia od podszewki ♥♥♥


„Historie afgańskie” – kiedy mnie to w końcu przestanie prześladować?! Autorka, Åsne Seierstad, w posłowiu uzasadnia, dlaczego nadała swej książce taki, a nie inny, tytuł - „Afghanerne ”, czyli „Afgańczycy”. Ale Polak zawsze wie lepiej. Nic dziwnego, skoro wie lepiej nawet niż Mickiewicz, co było jego ojczyzną – przecież nie Litwa, tylko Polska, to tym bardziej wie, jaki tytuł jest lepszy dla książki „zwykłego” autora, który pewnie nawet nie wie co to takiego „wieszcz”. Gdy przeglądam tytuły na goodreads, gdzie w jedną chwilkę można porównać dziesiątki, a nawet setki, wydań tego samego dzieła, widzę, iż żadna chyba nacja tak często i tak dowolnie nie zmienia tytułów importowanych dzieł literackich, jak nasza. Nieodmiennie zadziwia mnie ta buta moich rodaków, którzy zawsze wszystko wiedzą lepiej, i dziwią mnie ich ciągłe skargi, że nikt nas nie lubi nie wiadomo dlaczego. Wszystko wiedzą lepiej, a tego jednego nie wiedzą…



piątek, 10 stycznia 2020

Vigdis Hjorth "Spadek" - Prawo do uznania krzywd

Spadek

Vigdis Hjorth

Tytuł oryginału: Arv og miljo
Tłumaczenie: Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 368
 
 
 
 
 
Rzeczywistość to wielobarwna mozaika, w której kolorami dominującymi bardzo rzadko są czerń i biel. Zdecydowanie łatwiej o szarość, wyblakłość czy też kolory, które przechodzą w poszczególne tonacje w sposób trudny do rozróżnienia na pierwszy rzut oka. Sprawy lubią się gmatwać i komplikować, stąd też może wydawać się, że nic nie jest ostateczne i raz na zawsze ustalone. Ale czy aby na pewno? Dla przykładu, czy są granice nieprzekraczalne? Błędy niemożliwe do naprawienia? Czyny, po których nie ma już miejsca dla żadnych słów usprawiedliwienia? Kiedy na scenę wkraczają pytania tego kalibru, wiadomym jest, że tematyka, o której będzie mowa jest równie poważna, wręcz ciężka. Nic zatem dziwnego, że powieść Spadek, autorstwa norweskiej pisarki Vigdis Hjorth (ur. 1959), w której poruszone zostają wspomniane kwestie należy do lektur wyrzucających czytelnika z ram komfortu, brutalnie uzmysławiających do jakich okrucieństw potrafi posunąć się ludzka istota.
 

sobota, 30 listopada 2019

Tchórzliwa, pozbawiona zębów natura, czyli Błękit Mai Lunde



Maja Lunde

Błękit

tytuł oryginału: Blå
tłumacz: Anna Marciniakówna
cykl: Kwartet klimatyczny (tom 2)
wydawnictwo: Audioteka 2018, Wydawnictwo Literackie
ISBN: 9788308065365
narratorzy: Elżbieta Kijowska-Rozen i Maciej Więckowski



Lekturą listopada 2019 roku w rawskim Dyskusyjnym Klubie Książki była powieść Błękit norweskiej pisarki Mai Linde, która dotąd zajmowała się głównie tworzeniem literatury dla dzieci. Błękit jest drugą częścią Kwartetu klimatycznego, którego pierwszy tom zatytułowany Historia pszczół niedawno bardzo mi przypadł do gustu.




piątek, 22 listopada 2019

Finn Alnæs "Musica" - Parada oryginałów

Musica

Finn Alnæs

Tytuł oryginału: Musica
Tłumaczenie: Anna Marciniakówna
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Seria: Współczesna Proza Światowa
Liczba stron: 350



 



Słuchaj zatem: nasza epoka ubóstwia piękno i młodość, siłę i zdolności. Ale czy przeczuwają ludzie naszego czasu, którzy brzydzą się zmarszczkami i boją się śmierci, i którzy zawsze gardzą przegrywającym, czy oni przeczuwają, że temu ideałowi młodości może wyrosnąć duchowy garb? [1]. Czy pokładanie zbytnich nadziei w przyszłych pokoleniach, czy zrzucanie na nie własnych oczekiwań i obciążanie ich niespełnionymi marzeniami nie jest najprostszą drogą do nieszczęścia? Kwestia to trudna i złożona, a o jednoznaczne odpowiedzi niełatwo. Ale w chwilach duchowych rozterek w sukurs przychodzi literatura i nie inaczej jest tym razem, bowiem norweski pisarz Finn Alnæs (1932 – 1991) w swojej powieści Musica usiłuje odnaleźć odpowiedzi na przynajmniej część z postawionych pytań.

czwartek, 31 października 2019

Nie samymi gruszkami człowiek żyje, czyli Maja Lunde i Historia pszczół

Bienes historie Maja Lunde


Maja Lunde

Historia pszczół

tytuł oryginału: Bienes historie
tłumaczka: Anna Marciniakówna
cykl: Kwartet klimatyczny (tom 1)
wersja audio – czas trwania: 13h13’
lektorzy: Magdalena Schejbal, Leszek Filipowicz, Adam Bauman
Wydawnictwo Literackie 2017-01-01
ISBN: 9788308064139



Lekturą listopada 2019 mojego, czyli rawskiego, Dyskusyjnego Klubu Książki ma być powieść Błękit będąca drugą częścią Kwartetu klimatycznego, którego autorką jest norweska pisarka Maja Lunde. Dotąd znana była jako twórca literatury przeznaczonej dla dzieci, ale pierwsza część wspomnianego cyklu, Historia pszczół, będąca jej debiutem literackim na rynku przeznaczonym dla dorosłego odbiorcy, przyniosła jej od razu uznanie i sukces na skalę międzynarodową. Nie jest więc niczym dziwnym, że zanim zabrałem się za lekturę DKK, postanowiłem poznać pierwszą część serii.



piątek, 27 kwietnia 2018

Olav Duun "Ludzie i żywioły" - Godzina próby

Ludzie i żywioły

Olav Duun

Tytuł oryginału: Menneske og maktene
Tłumaczenie: Beata Hłasko
Wydawnictwo: Poznańskie 
Seria: Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich
Liczba stron: 225
 
 
 
Istota ludzka to stworzenie butne i dumne, które przejawia tendencje do bezrozumnej wiary we własną siłę i potęgę. Przeświadczenie to pleni się niczym bujny chwast do momentu, kiedy człowiekowi przyjdzie zmierzyć się z tym, co wymyka się dotychczasowym doświadczeniom. Wyrzuceni z kolein rutyny, postawieni w obliczu zjawiska, którego złożoność i wielkość wymyka się naszemu pojmowaniu, ze zgrozą uświadamiamy sobie własną małość. O tym, że nie jesteśmy wszechmocni, ba, że nie jesteśmy w stanie w pełni kontrolować nawet naszego losu regularnie przypomina nam m.in. przyroda, która w mgnieniu oka potrafi zniszczyć to, co wznosiliśmy przez tyle lat – nasze fizyczne dziedzictwo oraz poczucie bezpieczeństwa. O tym jak bezwzględna i surowa może być natura oraz jak słaby i bezbronny jest człowiek, który musi się z nią skonfrontować możemy przekonać za sprawą lektury książki Ludzie i żywioły, pióra norweskiego pisarza Olava Duuna (1876 – 1939).
 

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Ze zbrodnią zwiedzaj świat, czyli Karaluchy Jo Nesbø









Jo Nesbø

Karaluchy

tytuł oryginału: Kakerlakkene
tłumaczenie: Iwona Zimnicka
wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie 2014
cykl: Harry Hole (tom 2)
seria: Ślady zbrodni
liczba stron:319


Karaluchy, druga po Człowieku nietoperzu powieść z serii poświęconej przygodom Harry’ego Hole, norweskiego policjanta z wydziału zabójstw, miała być moim trzecim spotkaniem z prozą wielce modnego norweskiego współczesnego pisarza Jo Nesbø (wcześniej był jeszcze Łowcy głów spoza serii). Oczekiwania miałem duże, bo niby taka sława, a wspomniane już wcześniej lektury wcale mnie nie zachwyciły. Owszem, miały to coś, co sprawiło, że czytało się je z przyjemnością, ale i poważne wady również. Ciekaw, czy do trzech razy sztuka, czy objawi mi się w końcu godne podziwu dzieło tej gwiazdy norweskiej literatury kryminalnej, zacząłem czytać.



środa, 8 lutego 2017

Harry po raz pierwszy, czyli Człowiek nietoperz Jo Nesbø





Jo Nesbø

Człowiek nietoperz

tytuł oryginału: Flaggermusmannen
tłumaczenie: Iwona Zimnickaseria: Ślady zbrodnicykl: Harry Hole (tom 1)wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie 2014
lektor: Mariusz Bonaszewski



Po nie do końca zadowalających Łowcach głów postanowiłem dać norweskiemu autorowi Jo Nesbø jeszcze jedną szansę i sięgnąłem po pierwszą część cyklu, którego protagonistą jest norweski policjant Harry Hole. Powieść nosi tytuł Człowiek nietoperz a jej akcja rozgrywa się w... Australii.




wtorek, 7 lutego 2017

Klapa w kulminacji, czyli Łowcy głów Jo Nesbø






Jo Nesbø

Łowcy głów

tytuł oryginału: Hodejegerne
tłumaczenie: Iwona Zimnicka
wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie 2012
seria: Ślady zbrodni
lektor: Krzysztof Gosztyła
długość nagrania: 09:52:58




Spróbować prozy Jo Nesbø – to chodziło za mną od dawna. Nie, żebym specjalnie się interesował, co i jak pisze. Po prostu atakował mnie plakatami wiszącymi na ścianach klatki schodowej w bibliotece i po tytułach, czyli na czuja, miałem wrażenie, że warto się z jego twórczością zapoznać. Domyślałem się, że to kolejna odsłona skandynawskiego kryminału, ale tradycyjnie nie sprawdzałem jego notowań w internecie ani nie czytałem żadnych recenzji. W końcu sięgnąłem po pierwszą wolną powieść tego norweskiego, jak się okazało, autora. Padło na Łowców głów w wersji audio.



sobota, 4 października 2014

Per Petterson "Przeklinam rzekę czasu" - Panta rhei

Przeklinam rzekę czasu

Per Petterson

Tytuł oryginału: Jeg forbanner tidens elv
Tłumaczenie: Iwona Zimnicka
Wydawnictwo: W.A.B.

Seria: Don Kichot i Sancho Pansa

Liczba stron: 272




Jak słusznie zauważono wiele wieków temu – wszystko płynie – czas biegnie nieubłaganie, w związku z czym nie da się wejść dwa raz do tej samej rzeki, bo już napłynęły do niej inne wody. Świat, który zapamiętaliśmy pognał naprzód, podobnie zresztą jak i my. Ząb czasu odcisnął na wszystkim swoje niezatarte piętno i tylko we wspomnieniach możemy odszukać stałą i niezmienną rzeczywistość, w której chcielibyśmy się znaleźć i za którą tak mocno tęsknimy. Nie potrafiąc odnaleźć się w aktualnej sytuacji życiowej, odczuwając bezustanną wrogość otoczenia, egzystując w poczuciu niespełnienia i bycia oszukanym przez świat, który pognał innymi torami niż to sobie wyobrażaliśmy, decydujemy się na jedną z niewielu rzeczy, która pozostała w kurczącym się wachlarzu możliwości – z wiekowej szopy wyciągamy równie sędziwą łódkę i powoli spuszczając ją do wody, wyruszamy w podróż po rzece wspomnień, tak jak uczynił to Avrid, bohater książki Przeklinam rzekę czasu, autorstwa Pera Pettersona.

sobota, 8 czerwca 2013

Arytmia



Arytmia

(oryg. Flimmer)

Anne Holt, Even Holt

tłumaczenie: Iwona Zimnicka
wydawnictwo: Prószyński i S-ka 2012

   


Nie wiecie co to takiego kardiowerter-defibrylator? No to zaraz się dowiecie.


ICD czyli kardiowerter-defibrylator to skomplikowane urządzenie przywracające właściwy rytm serca. Każdego roku wszczepia się je milionom pacjentów na całym świecie…

Wiosną 2010 dwóch chorych z arytmią serca umiera z powodu zastosowania w ich leczeniu ICD. Coś, co miało ich ocalić, zabiło. Dr Sara Zuckerman kierująca oddziałem kardiologii w szpitalu w Bærum i jej kolega dr Ola Farmen odkrywają, że najprawdopodobniej winny jest wirus komputerowy. Wszystko wskazuje na to, że ktoś gdzieś zaprogramował mechanizm ICD w taki sposób, by odbierał życie. A wirus wciąż się rozprzestrzenia.


Tyle przeczytamy na tylnej okładce książki firmowanej przez norweską autorską spółkę rodzinną (rodzeństwo) w składzie Anne i Even Holt. Dotąd nie miałem do czynienia z twórczością Anne (brat jest w tym tandemie siłą fachową, ona pisarką), więc podszedłem do tej powieści bez specjalnych oczekiwań. Przed lekturą zapoznałem się z notką od wydawcy i wyjątkowo pozwoliłem ją sobie w całości zacytować, gdyż jest dość udana, za wyłączeniem ostatniego zdania, z którego zresztą wydawca się wycofał usuwając je z materiałów dostępnych w internecie, lecz pozostało ono niestety na wszystkich okładkach tego wydania. Niestety, gdyż nie do końca odnosi się do omawianej powieści.

Zabrałem się do czytania zachęcony, a zarazem nieco zaniepokojony, gdyż zapowiadane połączenie aspektów nowoczesnej medycyny z techniką informatyczną i warstwą kryminalną z jednej strony zapowiadało się ciekawie, a z drugiej groziło wpadkami merytorycznymi zarówno autorów, jak tłumacza. Niepokój zwiększały moje poprzednie doświadczenia z produktami tego wydawnictwa, które niejednokrotnie były najoględniej mówiąc nienajlepsze, że nie wspomnę o wspomnieniach z prób kontaktu z wydawcą, które były żenujące, gdyż nigdy nie doczekałem się odpowiedzi w żadnej z poruszanych spraw. Niemniej, jak wspomniałem, zacząłem czytać, i…

Bingo! Nie wiem skąd się u Skandynawów bierze tyle talentów, tyle naprawdę godnych uznania nazwisk na niwie literatury, a zwłaszcza literatury kryminalnej. Przecież wszystkie państwa skandynawskie, biorąc pod uwagę łączną liczbę ludności, odpowiadają ledwo państwu średniej wielkości, a ich dorobek… Światowa czołówka. Arytmia jest tego kolejnym potwierdzeniem. Fabuły nie będę oczywiście zdradzał, niech wystarczą informacje ze wspomnianej notki wydawcy. Powiem tylko tyle, iż jest ona z jednej strony dość przewidywalna, ale z drugiej zaskakuje, gdy trzeba, również w zakończeniu. Nie jest to totalne osłupienie, pewne przeczucia mamy, ale rzecz trzyma w napięciu, które budowane jest nie tylko za pomocą klasycznych niewiadomych (ustalanie sprawców) , ale również przez to, że autorzy potrafili zaciekawić czytelnika odkrywaniem mechanizmów społecznych rządzących środowiskiem wielkiego biznesu, jego styku z medycyną i finansami publicznymi. Interesujące jest także to, iż choć czytelnik wielu rzeczy dowiaduje się przed bohaterami, to wciąga go dociekanie, jak się oni odnajdą w sytuacji braku informacji, które już są znane czytającemu.

Styl powieści idealnie dopasowany do treści – wciągający do tego stopnia, że trudno się od książki oderwać. Połyka się ją z łatwością, o ile ktoś nie jest uczulony na obco brzmiące nazwiska i nazwy. Najczęściej Arytmia klasyfikowana jest jako thriller medyczny, dla mnie jednak to klasyczny skandynawski kryminał społeczny. Ta charakterystyczna warstwa, która chyba zaczęła być wyróżnikiem podobnej literatury całego regionu od czasu sukcesów szwedzkiej szkoły kryminału, nie jest aż tak wyraźna, jak w Millennium Stiega Larssona, jest bardziej zamaskowana, niemniej równie znacząca. Powieść porusza niezwykle aktualny temat moralności świata wielkiego biznesu, a raczej jej braku. Świata, w którym nie ma czegoś takiego, jak zło czy dobro, jest tylko zysk i strata. Wplatają się w to też pytania o problemy dysponowania środkami publicznymi, dostępności zaawansowanych technologii medycznych, dysproporcji zarobków i inne, jak choćby zagrożeń spowodowanych nowoczesnymi technikami informatycznymi, nad którymi coraz trudniej sprawować kontrolę powołanym do tego organom. Są one jednak podane dyskretnie, bardzo w tle, co uwydatnia typowo rozrywkowy główny nurt. Jak zwykle po lekturze tego typu zaczynam się zastanawiać, czym jest Polska. Jak długo wytrzymałby uczciwy Norweg albo Szwed w naszym kraju, gdyby musiał w nim prowadzić normalne życie, zanim trafiłby do wariatkowa. To tylko jednak taka mała dygresja.

Akcja powieści poprowadzona z wyczuciem, dużym realizmem, do tego wyraziste, przekonujące postacie, zarówno pierwszo-, jak i drugoplanowe, składają się na niezwykle udaną całość. Również owocom pracy wydawniczej i poziomowi tłumaczenia niczego nie można zarzucić, co sprawiło, iż jest to jedna z przyjemniejszych niespodzianek czytelniczych, jakie mi się ostatnio zdarzyły. Oczywiście, jak w przypadku prawie wszystkich powieści, nie namawiam na natychmiastowy najazd na księgarnię, ale do biblioteki naprawdę warto się po Arytmię udać, co stwierdzam z pełnym przekonaniem


Wasz Andrew

Arytmia [Anne Holt, Even Holt]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

piątek, 24 lutego 2012

"Krystyna córka Lavransa" Sigrid Undset


Seria: Biblioteka Klasyki Polskiej i Obcej

Krystyna córka Lavransa (Kristin Lavransdatter) pióra laureatki Nagrody Nobla Sigrid Undset jest dla mnie powieścią wyjątkową. Wyjątkową, gdyż, odkąd pamięcią sięgam, jest pierwszą, której nie doczytałem do końca. Wyjątkową, gdyż jednocześnie sprawdziło się na jej przykładzie powiedzonko „do trzech razy sztuka”; dopiero za trzecim razem ukończyłem lekturę w całości. Wyjątkową w końcu, gdyż już za pierwszym razem wiedziałem, że mam w ręku arcydzieło i choć odkładałem je dwa razy na później, to tylko i wyłącznie dlatego, iż chciałem je w pełni smakować od deski do deski, a różne życiowe terminy mi to utrudniały.

Moje szczęście, iż mój kontakt z Krystyną miał miejsce poprzez wydanie z 1973 roku z serii Biblioteka Klasyki Polskiej i Obcej Wydawnictwa Literackiego Kraków. Wspominam o tym nie bez kozery; w trakcie lektury tego dzieła, któremu z racji jego specyfiki trzeba poświęcić zdecydowanie więcej czasu niż innym zbliżonym objętością powieściom, solidność i poręczność wspomnianego wydania okazała się nie bez znaczenia. Wszystkim, którzy chcieliby włączyć dzieło Sigrud Undset do swej domowej biblioteczki sugeruję poszukanie na rynku wtórnym tej właśnie edycji, tym bardziej, iż cenowo może się to okazać dużo korzystniejsze od nowszych wydań.

Krystyna córka Lavransa jest sagą albo, jeśli spojrzeć na to z innego punktu widzenia, powieścią społeczno-obyczajową z silnym wątkiem psychologicznym osadzoną w realiach Norwegii wieku XIV. Ramy czasowe fabuły to zasadniczo pierwsza połowa stulecia, czyli czas życia naszej tytułowej bohaterki. Bytu przeżytego do głębi, wypełnionego uczuciami i przeżyciami. Choć nie są to heroiczne czyny w klasycznym rozumieniu, są nie mniej wielkimi rzeczami pod każdym względem. Każdy poród jest równie odważnym igraniem ze śmiercią co udział w wielkiej bitwie, a ból nie mniejszy niż od ran odniesionych w boju. Krystyna jest bowiem sagą dla kobiet.

W tym miejscu muszę opowiedzieć o skojarzeniu z Krzyżowcami Jana Guillou. Krystyna i Krzyżowcy są jak awers i rewers jednej monety, albo, może nawet bardziej, są niczym obraz i jego lustrzane odbicie. Krzyżowcy są książką o mężczyznach i dla mężczyzn, napisaną przez mężczyznę i pokazują jego widzenie świata, a Krystyna jest opowieścią z tej drugiej strony. Warto przeczytać jedno i drugie, bo wrażenia z porównania są bardzo interesujące.

Wracając do naszej powieści, od razu zastrzec się muszę, iż nie będę przybliżał fabuły. Choć akcja nie jest porywająca niczym górski strumień, ani też tak prędka, to jednak niczym wielka, rozlana wiosną rzeka pod spokojną powierzchnią kryjąca ogromną siłę, wciąga w swój powolny tok, gdzieniegdzie urozmaicony zaskakującymi, potężnymi wirami. Suspens kojarzy nam się głównie z gatunkami o wartkim tempie opowieści, jednak Sigrid Undset pokazuje mistrzostwo między innymi na tym właśnie polu. Zwroty akcji są całkowicie nieprzewidywalne, a wielość przeplatających się wielokrotnie wątków urealnia świat powieści w stopniu niespotykanym. Nigdy nie wiemy, która z nici nagle szarpnie losem Krystyny i jak się dalej potoczy życie jej i jej bliskich.

Silną stroną sagi jest klimat. Norweskie krajobrazy, piękno przyrody, trudy średniowiecznego życia codziennego, przekrój ówczesnego społeczeństwa i mechanizmy jego funkcjonowania – wszystko to na każdej stronie potwierdza, iż pisarka solidnie przygotowała się od strony merytorycznej do swej pracy. Niezwykle przekonująco oddany został również klimat tych lat, w których chrześcijaństwo dopiero umacniało się w Norwegii. Z niedoścignionym wyczuciem udało się noblistce oddać rozdźwięk między hasłami głoszonymi przez wyznawców Chrystusa, a ich czynami i myślami. Jednocześnie pokazała, jak skomplikowane są relacje między nimi i jak trudna jest ocena moralna różnych decyzji podejmowanych w konflikcie pomiędzy różnymi rodzajami miłości; własnej, do Boga, do ukochanej osoby, do rodziny.

Solidne przygotowanie historyczne, o którym już wspomniałem, widać w całej powieści. Pisarka pokazuje się jednak również jako świetna obserwatorka, gdyż postacie, które wykreowała nie mogły powstać inaczej, jak przez przeniesienie charakterów z jej własnego świata. Paradoksalnie, właśnie z tego powodu, niektórzy oceniają różnych bohaterów powieści, najczęściej Erlenda, jako mało przekonujących. Mam wrażenie, że są to głównie głosy ludzi, którzy zostali przez rzemieślników literatury przyzwyczajeni do pewnego schematu tworzenia konstrukcji psychologicznej bohaterów. To podobna reguła jak przy fałszowaniu różnych danych – większość ludzi unika odbiegania od średniej, co zresztą potrafią wyłapać programy komputerowe wiedzące, iż natura nie unika lokalnych ekstremów. Nasza autorka jest o klasę lepsza. Jak na prawdziwą mistrzynię przystało, nie boi się unikatowych sylwetek i zaludnia świat Krystyny mnóstwem postaci. Jest ich tak dużo, iż nieuważny czytelnik rychło się może pogubić wśród postaci drugoplanowych. Każda osoba z powieści, epizodyczna czy nie, ważna czy poboczna, ma swój niepowtarzalny obraz fizyczny i wewnętrzny. Poznajemy każdą postać tak jak w rzeczywistości; im dłużej z nią obcujemy, tym więcej o niej wiemy. U jednych najpierw rzuca się nam w oczy coś charakterystycznego, a u innych pierwszym obrazem jest wrażenie ogólne. Jak w rzeczywistości; żadnych schematów, żadnej sztampy. Pełna zgodność z ogólnymi regułami rządzącymi społeczeństwem i zachowaniami ludzkimi oraz pełna nieprzewidywalność w konkretnym miejscu i czasie.

Krystyna to powieść o życiu i o tym, co dla głównej bohaterki w nim najważniejsze – o miłości. I nie jest to bajeczka, która kończy się schematem wałkowanym w tysiącach odsłon przez całe stulecia – żyli długo i szczęśliwie. Sformułowanie to jest ucieczką przed tym, że mało kto wie, co to naprawdę znaczy to „szczęśliwie”. Tylko nieliczni próbują przejść tę granicę i pokazać co jest dalej po owym wspaniałym happy endzie; jak to szczęście wygląda. Sigrid Undset należy do elitarnego grona tych, którzy z tej próby wyszli obronną ręką. Powieść nie tylko przenosi nas w przeszłość, w nieznaną krainę i ukazuje to w sposób obcy naszemu współczesnemu postrzeganiu, ale zarazem stawia przewrotne pytania. Jakie? Niech każdy ich sam poszuka i odnajdzie na nie odpowiedzi.

Jakkolwiek Córka Lavransa jest zdecydowanie łatwiejsza w odbiorze dla płci pięknej, podobnie jak wspomniani Krzyżowcy są zdecydowanie strawniejsi dla facetów, jakkolwiek większość kobiet na pewno niejedną łzę uroni w trakcie lektury, to i każdemu z nas, twardzieli, zapewni mocne przeżycia. Są w niej głębie, do których warto się dokopać, choć i powierzchowne warstwy wystarczyłyby, by zapewnić świetną lekturę. Prowokuje do przemyśleń; pewnie niejednemu i niejednej otworzy oczy na to, jak różni są ludzie. Jak różne są motory ich działań, które poznać mogą tylko ci, którzy przede wszystkim patrzą na innych zamiast na siebie. Jest tylko jedna uwaga. Krystyna to nie hamburger z ulicznej budki, który wepchniemy w siebie w jak najkrótszym czasie, rozmawiając jednocześnie przez komórkę i myśląc o jeszcze czymś innym. Tak jak każde piękne danie wymaga co nieco od konsumenta i wszystkim tym, którzy są na to gotowi, zdecydowanie i absolutnie ją polecam


Wasz Andrew