Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura południowokoreańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura południowokoreańska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 lipca 2026

"Nadchodzi chłopiec" Han Kang - Za zasłoną przemilczeń

Han Kang

Nadchodzi chłopiec

Tytuł oryginału: 소년이 온다 (Sonyeoni Onda) 
Tłumaczenie: Justyna Najbar-Miller
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron146
Format.epub
 
 
 
  

W dziwnym napięciu wsłuchiwałam się w rozmowę, która kierowana innym torem powracała wkrótce do tych początkowych, budzących dreszcze niedomówień [1]. Cóż stanie się, jeśli znajdziemy w sobie śmiałość i determinację, by zanurkować w owym gąszczu niedopowiedzeń, ukradkowych szeptów i urywanych zdań? Jakaż tajemnica skrywa się w tych upartych przemilczeniach, zaciętych ustach, zimnych spojrzeniach? Czy wiedza, która wyłania się na skutek naszego uporu i ciekawości nie będzie dla nas zbyt destrukcyjna? Czy na pewno pragniemy poznać skalę bestialstwa, do jakiego zdolna jest posunąć się istota ludzka? Wydaje się, że należy bardzo uważnie zastanowić się nad tego typu pytaniami, zanim sięgniemy po prozę Han Kang (ur. 1970), południowokoreańskiej pisarki, laureatki International Booker Prize for Fiction (otrzymanej w 2007 roku za Wegetariankę) oraz literackiej Nagrody Nobla (2024), autorki powieści Nadchodzi chłopiec.

poniedziałek, 23 marca 2026

"Wegetarianka" Han Kang - Wysoka cena pórby upodmiotowienia

Han Kang

Wegetarianka

Tytuł oryginału: Chaeshikjueuija (채식주의) 
Tłumaczenie: Justyna Najbar-Miller, Choi Jeong In
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron131
Format.epub
 
 
  

Wspólne egzystowanie w ludzkiej gromadzie nierzadko wiąże się z przystosowywaniem do całego szeregu reguł, zasad oraz oczekiwań innych. To w pewnej mierze tłamszenie swojej osobowości, przycinanie jej do obowiązujących w danej społeczności wzorców i standardów. Bywa, że owe wymogi przytłaczają na tyle, że stają się pętami boleśnie wżynającymi się w skórę – z biegiem czasu może zatem pojawić się naturalna potrzeba, by się z owego ucisku wyzwolić, by zacząć żyć po swojemu, by odciąć się od dotychczasowego bytu i wkroczyć na samodzielnie wybraną życiową ścieżkę. Tyle, że cena takiej decyzji o upodmiotowieniu może być bardzo wysoka, o czym przypomina nam koreańska noblistka Han Kang (ur. 1970), autorka uhonorowanej w 2016 roku nagrodą International Booker Prize for Fiction powieści Wegetarianka.

środa, 18 marca 2026

"Biała elegia" Han Kang - Głos zmarłej siostry

Han Kang

Biała elegia

Tytuł oryginału: Huin (흰) 
Tłumaczenie: Justyna Najbar-Miller
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron96
Format.epub
 
 
  

Trafiając do odległego, zarówno geograficznie jak i kulturowego miejsca, gdzie niemal z każdego kąta atakuje nas obcość, niejako zmuszeni zostajemy do tego, by w sposób bardziej świadomie przebywać tu i teraz. Sami sobie jesteśmy towarzystwem, naszymi kompanami stają się nasze myśli oraz wspomnienia. Wymuszona samotność na obczyźnie (choćby chwilowa) wyrzuca nas z kolein rutyny, co sprzyja uważniejszemu spojrzeniu na otoczenie, na samego siebie oraz na wydarzenia, jakie stały się naszym udziałem w bliższej i dalszej przeszłości, wydarzenia, które uformowały naszą osobowość. Ta baczna obserwacja może prowadzić do interesujących spostrzeżeń czy odkryć, czego potwierdzeniem jest książka Biała elegia pióra koreańskiej noblistki Han Kang (1970), która w 2024 roku została uhonorowana „za prozę mierzącą się z historycznymi traumami i odsłaniającą kruchość ludzkiego życia”.

poniedziałek, 6 stycznia 2025

"Nasze szczęśliwe czasy" Gong Ji-young - O trudnej sztuce wybaczania

Nasze szczęśliwe czasy

Gong Ji-young

Tytuł oryginału: Urideul ui haengbok han shigan
Tłumaczenie: Marzena Stefańska-Adams
Wydawnictwo: Kwiaty Orientu
Liczba stron: 256
Format: papier

 
 
Wybaczanie to trudna sztuka, której nie sposób opanować ot tak. Wymaga ogromnych pokładów silnej woli i umiejętności wzniesienia się ponad zaznane zło. To konieczność przezwyciężenia niechęci, złości czy odrazy, jakie wywołuje w nas uraz, doświadczony ze strony drugiej osoby. Jednocześnie wybaczanie wiąże się ze wspominaniem wyrządzonej nam krzywdy, co z jednej strony jest bardzo bolesne, bowiem oznacza powrót do niełatwych dla nas uczuć, z drugiej zaś, jest nieodzownym krokiem do poradzenia sobie z traumą, jaka na nas spada – jeśli bowiem jesteśmy gotowi wybaczyć oprawcy, to zarazem jesteśmy świadomi, że w naszej psychice doszło do niepożądanych zmian. A przecież to właśnie przyznanie, że mamy problem, jest sednem do jego rozwiązania, o czym przypomina nam Gong Ji-young (ur. 1963), południowokoreańska pisarka, autorka powieści Nasze szczęśliwe czasy.
 

piątek, 4 sierpnia 2023

"Zima w Sokcho" Elisa Shua Dusapin - Minimalistyczna opowieść o międzyludzkich relacjach

Elisa Shua Dusapin

Zima w Sokcho

Tytuł oryginału: Hiver à Sokcho 
Tłumaczenie: Maria Schneider
Wydawnictwo: Kwiaty Orientu
Liczba stron: 162
Format: papier
 
 

Spienione fale rozbijają się o opustoszałą plażę, delikatnie oprószoną śniegiem. Bezkresne morze hipnotyzuje swoim metodycznym szumem. Wędrujesz po falochronie, stopniowo oddalając się od brzegu. Wreszcie Twoim oczom ukazują się one – majestatyczne góry Taebaek. Ich ostre, ośnieżone wierzchołki drapią niebo po brzuchu, które jednak pozostaje obojętne na te pieszczoty. Gdy kontemplujesz ten cudowny widok, kątem oka dostrzegasz, że mimo kapryśnej pogody, ktoś jeszcze zdecydował się na spacer. Przyglądasz się, czekasz. Wreszcie zbliża się na tyle, że możesz dostrzec jego rysy twarzy. Raczej nietutejszy. Cudzoziemiec. Mina ni to zafrasowana, ni zadumana. Czego tu szuka? Hm… Ale na dobrą sprawę, czego szukasz tu Ty? Młoda, wykształcona i inteligentna kobieta, po studiach w Seulu, pracująca w zapyziałym pensjonacie, w prowincjonalnym Sokcho?

poniedziałek, 27 lipca 2020

Min Jin Lee "Pachinko" - O japońskich Koreańczykach

Min Jin Lee

Pachinko

Tytuł oryginału: Pachinko
Tłumaczenie: Urszula Gardner
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron576




Człowiek jest kowalem własnego losu to slogan, w który można wierzyć dopóty, dopóki ów przewrotny i figlarny los nie postawi nas w sytuacji uzmysławiającej nam naszą bezsilność. Bowiem plany i przygotowania w połączeniu z uporem, determinacją i samozaparciem to jedno, a przypadek lubujący się wtrącać w najmniej oczekiwanych momentach, to coś zupełnie innego. O tym, że są chwile, gdy człowiek pozostaje bezradny i może tylko biernie przyglądać się zachodzącym wydarzeniom, które nagle wyrywają się spod jakiejkolwiek kontroli, ciekawie pisze Min Jin Lee (ur. 1968), amerykańska pisarka koreańskiego pochodzenia, autorka książki Pachinko.

piątek, 5 grudnia 2014

Skradzione dzieciństwo

Ptak

Oh Jeonghui

Tytuł oryginału: Sae
Tłumaczenie: Marzena Stefańska
Wydawnictwo: Kwiaty Orientu
Liczba stron: 136
 
 
 
 
Dzieci nierzadko określane są mianem stworzeń z innej planety. Ich zachowania, proces dedukcyjny, oczekiwania wobec otoczenia oraz predykcje z punktu widzenia osób dorosłych, starających się myśleć na wskroś racjonalnie, często uchodzą za niezrozumiałe, nielogiczne oraz naiwne. Wydaje się, że ta wyraźna odmienność i niezwykłość młodego człowieka wynika z nieznajomości zasad funkcjonowania świata, do którego się trafiło. Dziecko dopiero uczy się schematów, wzorców oraz rytuałów, według których powinno postępować, tak by jego działania spotkały się z pełną aprobatą. Ale dojrzewając, dzieci najczęściej tracą bezpowrotnie świeże i nieskrępowane ciasnymi więzami konwenansów spojrzenie na świat, ogromną ciekawość, która rozbudza wyobraźnię i sprawia, że egzystencja to pasmo nie kończących się przygód. Oczy dziecka potrafią także wychwytywać niuanse i sprzeczności, stanowiące fundament ludzkiego bytu, ale jednocześnie umykające zdecydowanej większości społeczeństwa. Z tego względu dziecięca perspektywa bardzo chętnie wykorzystywana jest w literaturze – na podobny zabieg udało mi się natrafić w jakże odległej i wciąż obcej mi prozie południowokoreańskiej. Wszystko za sprawą powieści Ptak autorstwa Oh Jeonghui.

poniedziałek, 8 września 2014

Zimbardo polityki




Slavoj Žižek


Żądanie niemożliwego


Demanding the Impossible

tłumaczenie: Bogdan Baran

wydawnictwo: Aletheia 2014

stron 171


Slavoj Žižek jest urodzonym w 1949 roku słoweńskim socjologiem, filozofem i krytykiem kultury. Wikipedia nazywa go marksistą, a notka na okładce książki, o której za chwilę będzie mowa, tytułuje go enfant terrible antykapitalizmu. Moim zdaniem te dwa ostatnie określenia są chybione. Tak jak Zimbardo krytycznie spogląda na panującą rzeczywistość społeczną i za pomocą psychologii społecznej stara się ją naprawić, tak Žižek w „Żądaniu niemożliwego” poddaje krytycznemu oglądowi politykę i ustroje społeczne, zarówno obecne jak i historyczne. Ponieważ zaś kapitalizm, fałszywie utożsamiany z demokracją, pretenduje obecnie do najlepszego rozwiązania z tych jakie były, są i będą, więc zrozumiałe jest, iż jego analiza zajmuje najwięcej miejsca. No, a że nie wypada ona aż tak dobrze, jak by niektórzy chcieli... Fakt, że autor często odwołuje się do Marksa, wcale nie znaczy, że jest marksistą, podobnie jak ktoś często cytujący Pismo nie od razu jest świętym, nawet jeśli sam się tak tytułuje.

W Korei Południowej grupa młodzieży skupionej w „Indigo Project” wydaje kwartalnik „Indigo” poświęcony uniwersalnym ludzkim wartościom. W ramach projektu zapraszane są do Korei osoby o wybitnych umysłach, jak choćby Zygmunt Bauman*. W gronie zaproszonych znalazł się również Slavoj Žižek. Właśnie z zapisów rozmów, jakie z nim przeprowadził Park Yong-jun, edytor „Indigo”, powstała książka „Żądanie niemożliwego”, która po raz pierwszy ujrzała światło dzienne w roku 2013. Zachowano formę rozmowy, przy czym każdy z rozdzialików składa się z pytania edytora i odpowiedzi Žižka. Publikacja jest, niestety, bardzo skromna objętościowo, ale siła zawartego w niej materiału jest porażająca. Oczywiście, z racji samej swej genezy, wypowiedzi mają luźną formę, stosowną bardziej do rozmowy przyjaciół niż wykładu akademickiego. Ta skrótowość wypowiedzi, sygnalizowanie pewnych problemów niejednokrotnie zaledwie kilkoma zdaniami, duża ilość jednostkowych, często szokujących przykładów z życia i historii, tworzą niepowtarzalny klimat i chyba skuteczniej niż podręcznik akademicki zachęcają do myślenia. Do stawiania pytań i samodzielnego szukania odpowiedzi. Bo taki też jest między innymi główny zamysł „Indigo Project”.

Gdy, po zakończeniu lektury oczywiście, przeglądałem recenzje zagraniczne, uderzyło mnie, iż nawet te obszerne, wymieniające wiele z tematów, które Žižek porusza, w różny sposób je szeregowały i co innego uważały za myśl przewodnią. Wielkość bowiem tej skromnej rozmiarami książeczki nie polega tylko na ogromnej ilości kluczowych dla dzisiejszej ludzkości problemów, które porusza, ale przede wszystkim na stawianiu otwartych pytań, na oferowaniu ważkich obserwacji i inspirujących pomysłów tym, którzy zainteresowani są zrozumieniem współczesnego świata, którzy próbują znaleźć odpowiedzi na kardynalne dla przyszłości pytania.

Jak wspomniałem, Slavoj Žižek zauważywszy, iż mechanizm demokracji zaczyna szwankować, iż w jej imię robi się coraz więcej niedemokratycznych rzeczy, niczym dobry lekarz diagnosta, zaczyna poszukiwać przyczyny tej choroby, a nie mogąc jej znaleźć zmuszony jest prześwietlić cały organizm. W tym wypadku całą naszą społeczno-polityczną rzeczywistość, obecną i przeszłą. Znajdziemy niesamowicie celne, dla wielu szokujące, refleksje o ekologii i genetyce, o komunizmie, Rewolucji Francuskiej, kolonializmie i oczywiście kapitalizmie. Rozważania o faszyzmie, polityce, odpowiedzialności i etyce. O etyce zła i niemoralności dobra. O obsesji harmonii i przymusie utożsamiania. O slumsach i rewolcie w Egipcie. I wielkiej ilości innych fascynujących tematów, gdyż wszystkie one wypływają przy okazji rozmowy o problemach podstawowych dla rozważań o przyszłości świata – polityce, demokracji, ponowoczesności, przemocy i fanatyzmie. Warto też podkreślić, iż autor zaskakuje wyjątkowo dobrą orientacją w najnowszych trendach naukowych i nowinkach technologicznych. To bycie na bieżąco jest bardzo pozytywnym zaskoczeniem, u w końcu typowego humanisty.

Choć Žižek ma swoją bardzo ogólną koncepcję „nowego lepszego świata”, to wciąż powtarza, iż to nowe musi w tej chwili wydawać się niemożliwe, a rolą naszą jest wypatrywać sygnałów jego nadejścia. Pytanie więc o to, jak ten nowy lepszy świat ma wyglądać, jest więc tak naprawdę pozostawione przez filozofa bez odpowiedzi. Co najwyżej wskazuje on nam, jakich elementów w przyszłości nie może zabraknąć, jeśli jutro ma być lepsze i ostrzega przed tym, co już istnieje, a co może sprawić, że będzie ono gorsze.

Nie mam złudzeń, by książka ta stała się wielce popularną lekturą w kraju, w którym czytanie jest mniej powszechne niż alkoholizm. W kraju, w którym każdy interesuje się nie tyle historią i polityką, co własnymi wyobrażeniami o nich. W kraju, który zachłysnął się nową rzeczywistością i wyjątkowo długo nie może powrócić do równowagi, by zdecydować się, w którym kierunku chce płynąć. A szkoda, gdyż nie jest to książka tylko i wyłącznie dla zainteresowanych polityką, filozofią i socjologią. Poprzez wielką ilość symbolicznych, dających do myślenia przykładów, może być bardzo interesującą nawet dla czytelników zainteresowanych tylko sobą i swoim życiem, co zresztą paradoksalnie jest, według Žižka, bardzo zdrową społecznie postawą. Rozdział o lęku przed prawdziwą miłością w naszym społeczeństwie jest jak z mych ust wyjęty, a to tylko jedna z takich perełek.

Choć o Polsce jest w tej książce bardzo niewiele, to jednak i ten aspekt wart jest wypunktowania. Dokładniej o co rzecz idzie nie będę oczywiście zdradzał. Inną sprawą jest, że i tak każdy czytelnik będzie refleksje przykładał do własnego świata – tego, w którym on żyje.

Można tak jeszcze długo, gdyż mnogość aspektów rzeczywistości społecznej, których w swych rozmowach o ponowoczesnym świecie dotykają Slavoj Žižek i Park Yong-jun jest ogromna, a ilość refleksji, które się w czytelniku budzą - jeszcze większa. Ponadto wielką zaleta Žižka jest to, iż nawet jeśli jego przemyśleń nie uznamy za zgodne z naszymi, to wytrąca on umysł czytelnika z otępienia, w które od najmłodszych lat wprawiają go massmedia, religia i inne ideologie podające jak na tacy gotowe prawdy i gotowe odpowiedzi. Zmusza do szerszego otwarcia oczu, do zauważania rzeczy, których wcześniej nie zauważaliśmy, stawiania własnych pytań i poszukiwania własnych odpowiedzi. Z pełnym przekonaniem zachęcam więc do lektury i niezwykle gorąco polecam. To pozycja naprawdę wyjątkowa i warta poznania


Wasz Andrew


* Zygmunt Bauman (ur. 19 listopada 1925 w Poznaniu) – polski socjolog, filozof, eseista, jeden z twórców koncepcji postmodernizmu – ponowoczesności, płynnej nowoczesności, późnej nowoczesności. (za Wiki)

poniedziałek, 4 lutego 2013

Będę tam





From Somewhere Afar the Phone Keeps Ringing for Me

Shin Kyung-Sook

tłumaczenie: Marzena Stefańska-Adams
ilustracje: Katarzyna Łucznik
okładka: Janusz Sierkiewski
Wydawnictwo Kwiaty Orientu, 2012

Kiedy po raz pierwszy brałem do ręki najnowszą powieść znanej i uznanej południowokoreańskiej pisarki Shin Kyung-Sook pod tytułem Będę tam, udostępnioną polskiemu czytelnikowi przez Wydawnictwo Kwiaty Orientu, już wiedziałem, iż czeka mnie przeżycie unikalne, może przyjemne, może nie, ale na pewno oryginalne. Zdawałem sobie sprawę, iż lektura nie będzie łatwa, bowiem moja wiedza o mentalności Koreańczyków, historii i realiach ich życia jest żadna. Obawiałem się, że mogę się znaleźć w sytuacji Koreańczyka, który przygodę z polską literaturą zaczyna od Dziadów. Szanse na prawidłową percepcję nikłe. Na szczęście książka okazała się bardzo luźno osadzona w realiach i moja szczątkowa znajomość historii regionu wystarczyła, ale zacznijmy od początku, czyli od okładki.

Frontowa szata graficzna, w pierwszej chwili nieco dziwaczna, choć znacząco intrygująca, stoi na najwyższym poziomie, a jej stylistyka nabiera znaczenia tym pełniejszego, im bardziej zagłębiamy się w lekturę. Nie zdradza niczego, zanim nie zaczniemy czytać, by stawać się coraz bardziej zrozumiałą z każdym przeczytanym rozdziałem,  aż do pełnej akceptacji każdego elementu grafiki po zakończeniu lektury. Jest to nie tylko jedna z lepszych okładek, jakie zdarzyło mi się ostatnio widzieć, ale nawet zdecydowanie lepszą niż ta, w którą zaopatrzono koreański oryginał.

Monochromatycznym ilustracjom, których sporo w powieści, niewiele można zarzucić, no może poza tym, że o ile krajobrazy, zwierzęta i architektura oddane są świetnie, o tyle postacie ludzkie w moim odczuciu nie wychodzą rysowniczce najlepiej. Na szczęście grafiki są w tych miejscach, gdzie się znajdować powinny, a co ważniejsze dobrze korespondują z bieżącym nastrojem i klimatem danego fragmentu, co jest na tyle rzadkie w dzisiejszych wydaniach, iż zasługuje na szczególne podkreślenie.

Uderzyło mnie, iż nie podano w polskim wydaniu tytułu oryginału ani też jego wersji anglojęzycznej. O ile jestem zagorzałym przeciwnikiem wymyślania nowych tytułów przez kolejnych wydawców i tłumaczy, to w tym wyjątkowym przypadku mam wrażenie, iż Będę tam jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem niż From Somewhere Afar the Phone Keeps Ringing for Me, gdyż tak właśnie brzmi wersja anglojęzyczna, i na pewno idealnie trafionym, choć co do zgodności z oryginałem koreańskim wypowiadać się oczywiście nie mogę.

Przejdźmy teraz do tego, co w książce najważniejsze, czyli do treści. Jeśli szukacie żywej, dynamicznej akcji, nie jest to książka dla Was. I nie jest to absolutnie powieść łatwa w odbiorze. Na połkniecie jej w jeden dzień, choć objętością nie przeraża. Nie ma szans.

Będę tam to opowieść o losach czwórki młodych Koreańczyków; dwóch dziewcząt - Jeong-Yun (która jest postacią wiodącą) i Mi-ru  oraz dwóch chłopców - Myeong-seo i Dana. Moment, gdy opuszczają oni domy rodzinne i próbują, każde na swój sposób, wejść w dorosłe życie, przypada na czas dyktatury wojskowej w Korei Południowej wciąż będącej pod permanentną, trwającą zresztą do dziś, presją zagrożenia atakiem z Północy. Ciekawy zabieg nadający fikcyjnej przecież fabule bardziej formę osobistych wspomnień, niż klasycznej opowieści, podkreśla, iż wydarzenia są tylko tłem dla przeżyć wewnętrznych naszych bohaterów. Do połowy lektury nie wiemy nawet, co dzieje się w kraju, koncentrujemy się tylko na uczuciach, doznaniach i emocjach naszej czwórki oraz nielicznych zdarzeniach dotyczących osób, które są z nią związane. Dopiero później brutalna i pełna chaosu rzeczywistość ogółu wdziera się w świat ograniczony wcześniej jedynie do najbliższych. Zaczynają znikać ludzie, zaczynają umierać w dziwnych okolicznościach, rodzi się bunt i coraz więcej osób zaczyna przeciw tej rzeczywistości protestować.

Ktoś porównał Będę tam do Stowarzyszenia Umarłych Poetów*, stawiając je na równi. W moim odczuciu to ogromne nieporozumienie. Porównywać wartość artystyczną tych dwóch dzieł jest mi niezwykle trudno. Raz, że do formy zawsze przykładam mniejszą wagę, niż do treści, a dwa, iż nasze pierwsze polskie wydanie jest bardzo kiepskie stylistycznie. Nie będę dociekał, czy to wina tłumaczki, czy nie, ale faktem jest, iż w tekście, zwłaszcza pod koniec, pełno nie tylko niezręczności stylistycznych, zdarzają się nawet ewidentne, wręcz szkolne błędy przypominające humor zeszytów. Tych ostatnich jest niewiele, i mogą tylko śmieszyć, ale tych pierwszych jest prawdziwe zatrzęsienie, przez co, i tak niełatwa przecież, lektura momentami staje się prawdziwą męką. Pozostawmy jednak formę w spokoju i przejdźmy do meritum. Wspomniane arcydzieło PeteraWeira i Nancy H. Kleinbaum*, jakkolwiek dotyczące podstawowych problemów człowieczeństwa, takich jak prawo do indywidualności stojące w opozycji do obowiązków wynikających z przynależność do grupy, opowiada historię, która może się zdarzyć wszędzie i zawsze, która zdarza się nawet w tej chwili w niezliczonej ilości miejsc, w niezliczonej ilości wariantów. W tym leży jego genialność. Będę tam to całkiem inna bajka.

Czwórka bohaterów Shin Kyung-Sook składa się z osób nadwrażliwych. Każda z nich swym wewnętrznym bólem i chaosem mogłaby obdzielić kopę bohaterów europejskiego romantyzmu. Całkowicie nieasertywni, nie potrafią się porozumieć nawet z najbliższymi, a protezą komunikacji międzyludzkiej, zresztą najeżoną kolcami niczym róża, jest widoczny na polskiej okładce powieści telefon. Przepełnieni gorącymi, głęboki uczuciami i rozpaczliwie pragnący pomocy, nie potrafią niczego dać innym, ani niczego od innych przyjąć. Zdarzenia, takie jak śmierć bliskich, będące w końcu niezbędnym elementem ludzkiego istnienia, zdają się przerastać możliwości ich psychiki. Wydają się okaleczeni od urodzenia, choć autorka nie poskąpiła im i świeższych ran. Nawet kota dała im kalekiego. Nie potrafią być razem, a samotność ich zabija.

Nie wiem, czy czwórka młodych Koreańczyków z Będę tam jest reprezentatywna dla ichniego ówczesnego społeczeństwa, lecz na pewno nie jest powszechnym obrazem młodzieży w globalnym ujęciu. Nawet jeśli autorka celowo, niczym w soczewce lub krzywym zwierciadle, chciała przedstawić nadwrażliwą i najogólniej rzecz biorąc patologiczną osobowość, wystarczyło mieć jednego takiego bohatera. Czterej muszkieterowie z takimi problemami to już mocno naciągany eksperyment. Chyba, że takie postawy są naprawdę normą w Korei, a wtedy byłoby to najbardziej godne współczucia społeczeństwo na Ziemi.

Mimo tej dysfunkcyjności i skupienia na wewnętrznych problemach tak rozdętych, iż przesłaniają rzeczywistość, zaciekawiły mnie okruszki realiów, które pokazują uważnemu obserwatorowi jak odmienna jest koreańska mentalność i rzeczywistość od naszej. W całej powieści praktycznie nie ma słowa o pieniądzach. Czterej młodzi ludzie rozpoczynają nowe życie po opuszczeniu gniazd rodzinnych i ten temat dla nich nie istnieje. Kupują bilety, jedzenie, książki… Nawet jeśli pada cena czegoś, pieniądze nie są problemem. Dla Polaka, jeśli jest biedny, jest to zawsze ważny temat, a jeśli jest bogaty, jeszcze ważniejszy. Ciekawe zderzenie. Albo sprawa demonstracji. U nas zawsze demonstruje się przeciw komuś, infantylnie wierząc, iż zmiana króla lub symbolu może zmienić cokolwiek. Koreańczycy w powieści Shin Kyung-Sook demonstrują przeciw czemuś. Przeciw temu, że ludzie giną bez wieści, przeciw rzeczywistości, która im nie odpowiada, przeciw swemu bólowi, którego już nie mogą znieść. Ale zawsze przeciw czemuś, a nie przeciw komuś. Brak tej znanej nam nienawiści nakierowanej wręcz personalnie. Jest to tak wyraźnie, iż aż uderza.

Jak więc ocenić tę powieść, tak odmienną od wszystkiego, co znamy? Niezwykle trudno. Tym bardziej, iż miejscami, obok mistrzowsko oddanych stanów ducha i lirycznych opisów krajobrazowych trafiamy na ewidentne głupoty. „Obszar był bardzo suchy, ponieważ nie padało na nim w ciągu ostatnich dziesięciu tysięcy lat” – to o Płaskowyżu Nazca, sławnym z geoglifów, o których pisarka się rozpisuje. Pikanterii dodaje fakt, iż najprawdopodobniej, gdy książkę tę pisała, czyli w 2009 roku, region ten nawiedziły tak ulewne deszcze, że zagroziły właśnie tym przesławnym rysunkom, które ją urzekły, a najdłuższy okres bez opadu na Ziemi wynosi podajże niecałe 15 lat, a nie 10000, i bynajmniej nie został on zarejestrowany w tym miejscu**. Jeśli ktoś tak przegina, to jak oceniać jego wiarygodność w tych sprawach, które trudniej zweryfikować? Zawsze mnie fascynuje, co też podkusza niektórych autorów, by się samemu na takie miny wsadzać i niejako psuć efekty pracy godnej wirtuoza. A jaką rzetelność prezentują ci, którzy uważają Będę tam za bezbłędne arcydzieło, tego omawiać nie będę.

Pomimo niedociągnięć nie żałuję, iż książkę tę przeczytałem. Naprawdę mnie wciągnęła i w pewnym sensie dosłownie się nią delektowałem. Mam wrażenie, że jeśli ktoś świadomie się zdecyduje na lekturę, wiedząc jakie są jej ograniczenia, też będzie zadowolony. Siła jej nie leży bowiem w niej samej, a w odczuciach i refleksjach, do których nas zmusza. To gra między pisarką, a umysłem czytelnika, i trzeba przyznać, iż w tym Shin Kyung-Sook jest naprawdę dobra. Inna sprawa, że i w tej kategorii znajdziemy w bibliotece wiele innych książek na pewno nie gorszych od Będę tam. Jest to więc rzecz warta poznania, odmienna od wszystkiego co już przeczytałem, ale raczej nie jest warta polecenia jako jedna z tych, które przeczytać koniecznie trzeba


Wasz Andrew


* Stowarzyszenie Umarłych Poetów (Dead Poets Society) – amerykański film dramatyczny z 1989 roku w reżyserii Petera Weira i książka napisana na podstawie scenariusza tego filmu przez Nancy H. Kleinbaum.
** Najdłuższy okres bez opadu zarejestrowany na Ziemi: 14 lta 5 miesięcy Arica, Chile - od października 1903 do stycznia 1918