Adda Djørup
Najsłabszy opór
Nagromadzenie wydarzeń, które wybijają nasz żywot z kolein rutyny, skłaniają do tego, by zwolnić i uważniej przyjrzeć się torom, jakimi przebiega nasza egzystencja. Może być to doskonała okazja do chwili refleksji i zastanowienia nad tym, kim właściwie jesteśmy i jak się to ma do tego, kim chcieliśmy być w przeszłości, do naszych marzeń i oczekiwań. Takie podsumowania, jeśli przeprowadzone głęboko i szczerze, choć niekoniecznie muszą należeć do rzeczy najprzyjemniejszych, to skutkować mogą ważkimi postanowieniami. Przypomina nam o tym Adda Djørup (1972), duńska poeta i pisarka, autorka powieści Najsłabszy opór.
Główną bohaterką, której losy stanowią oś fabularną dzieła, jest Emma. To młoda kobieta, mieszkająca w Kopenhadze Dunka, która w momencie rozpoczęcia utworu musi skonfrontować się z nową rzeczywistością – jej partner, JC, z którym od 6 lat pozostaje w związku, przystaje na otrzymaną propozycję współpracy ze strony Profesora L i wyjeżdża na 7 tygodni do Australii, by poświęcić się badaniu meduz. Wkrótce po tym przymusowym, tymczasowym rozstaniu, Emma dowiaduje się, że właśnie odziedziczyła letni domek po zmarłej babci. W drodze po urnę z prochami krewnej poznaje równie ekscentryczne, co zamożne małżeństwo, Johna i Ingę, którzy szybko biorą Emmę w orbitę swoich wpływów, wyrywając ją z pęt codzienności i rzucając w wir spontanicznego szaleństwa.
Spotkanie Emmy oraz Johna i Ingi to zetknięcie się ze sobą bardzo zbliżonych ideologii, dość znamiennych dla współczesnych ludzi cywilizacji zachodniej. John to wyznawca filozofii surf the wave, polegającej na poddawaniu się prądowi zdarzeń, pozwalającej łapać chwile przyjemności bez większego wysiłku: (…) surfing doskonale obrazuje najbardziej pożądany stan, w jakim człowiek może się znajdować, tak fizycznie, jak i mentalnie. Mianowicie stan, w którym dzięki kilku, i to dość prostym, manewrom można utrzymać się na fali i pozwalać się nieść po powierzchni potężnym siłom, nad którymi samemu się nie panuje. Tym sposobem da się minimalnym wysiłkiem przejść przez życie, które w przeciwnym razie może okazać się ciężką przeprawą (…) [1]. Podobne podejście do życia, polegające na minimalizowaniu energetycznego wydatku, jaki należy włożyć w jego prowadzenie, praktykuje Emma: Podczas następnej gry Emma z kolei wyznała swój niewinny grzech i nawet nadała mu nazwę. Minimalny hedonizm myślenia, powiedziała ze szczerym wyrazem twarzy. Porównała mimowolny przepływ myśli (nie można nie myśleć, to niemożliwe, powiedziała dydaktycznie) z powierzchnią morza, a uważną, ale zrelaksowaną samoświadomość myśli – właśnie z ciałem surfera. W spotkaniu między tymi dwiema wielkościami, mówiła, znajdowała punkt najmniejszego oporu, gdy doświadczenie bycia jest tylko nieustannym, przyjemnym łaskotaniem, nigdy za mocnym ani za słabym, nigdy zbytnio podniecającym ani zbyt nudnym [2]. Oboje stosunkowo łatwo godzą się z tym, co przynosi los, traktując to jako nowe, interesujące doświadczenie, możliwość przeżycia czegoś wartościowego, pouczającego, niepowtarzalnego; oboje są mocno przesiąknięci beztroską, uważając się przy tym za bacznych i uważnych obserwatorów otoczenia, wyławiających z niego intrygujące detale.
Z tymi wynurzeniami, zwierzeniami i deklaracjami istot ludzkich ciekawie komponują się fragmenty poświęcone parzydełkowcom, w badaniu których specjalizuje się JC, ale które równie mocno fascynują Emmę – nie trzeba przyjmować zbyt odległej perspektywy, by dostrzec wiele analogii pomiędzy światem ludzi, a królestwem zwierząt: Hydromeduza i scyfomeduza to, z grubsza rzecz biorąc, właściwie prymitywne galarety, które niesie prąd wody i wiatr – co zresztą można stwierdzić z autopsji tu, na północnym wybrzeżu, gdzie jesienią scyfomeduzy są przechwytywane przez prądy morskie i leżą potem szerokimi na metr pasami jak parzydełkowa kaszka, i nie ruszają się ani do przodu, ani do tyłu. Kubomeduza natomiast jest istotą pełną inicjatywy, porusza się, właściwie gdzie chce [3].
Parzydełkowce, jeśli spojrzeć na nie nieco metaforycznie, w pewnym sensie odwzorowują wybór, przed jakim postawiona zostaje Emma, rozważająca swoją ewentualną rolę matki – macierzyństwo (odpowiedzialne) wyklucza bowiem tak hojną, jak do tej pory otwartość na kolejne przygody i doznania, wymusza w życiowej postawie pewne ustępstwa i kompromisy, w niemałym stopniu limituje swobodę podejmowania decyzji czy zdawania się na propozycje innych. W tym ujęciu (świadome) wydanie na świat potomstwa jest więc bardzo wymagającą (jak i dającą ogrom satysfakcji, spełnienia) formą mierzenia się z konsekwencjami swoich decyzji i wyborów – ich owoc jest bardzo namacalny, a po pewnym czasie, w sprzyjających okolicznościach, staje się niezależną istotą, co samo w sobie stanowi niezwykły fenomen, wielką tajemnicę życia.
O przygodach głównej bohaterki czyta się bardzo przyjemnie z racji bardzo poetyckiego i kojącego stylu, jakim operuje Adda Djørup. Narracja utworu jest stonowana i spokojna, cechuje ją zwięzłość i minimalizm. Lakoniczność opisu następujących po sobie zdarzeń, w jakich uczestniczy Emma kontrastuje przy tym z precyzją i malowniczością, z jakimi kreślone są słowne pejzaże, co daje bardzo przyjemny efekt: Emmie zaparło dech w piersiach. Powitały ją silne uderzenie wiatru i morze. Morze. Poszła najpierw w jedną stronę. Piasek był wilgotny i ciężki, a powietrze nasycone solą. Piana na falach wpisywała w mrok długie, jasne płaty [4].
W rezultacie, Najsłabszy opór, to bardzo przyjemna lektura, która – choć pozbawiona aspiracji do bycia wielką literaturą, błyskotliwych dialogów czy głębokich, filozoficznych dygresji – udanie ukazuje poplątane ścieżki, jakimi podąża niekiedy życie, kiedy nadmiar przypadku wytrąci je z kolein rutyny. Bardzo przyjemna odmiana po przeciętnym Kocie Bułhakowa.
P. S. Ukraina wciąż walczy nie tylko o swoją wolność, a my, choćby w pewnym stopniu, możemy pomóc jej obrońcom i obrończyniom, w tym także naszym chłopakom na wojnie. Każde wsparcie i każda wpłata się liczy! Można wspierać na różne sposoby, ale trzeba coś robić. Tutaj zrzutki na naszych medyków pola walki działających na froncie: https://pomagam.pl/b4t636 albo https://pomagam.pl/medycy_ukrainie
------------------------------------

Na „Kota Bułhakowa” się nie skuszę. „Najsłabszy opór” zaciekawił mnie ze względu na poetycki i zwięzły język oraz na motyw letniego domku odziedziczonego przez bohaterkę. Słyszałam, że w Skandynawii mnóstwo rodzin ma takie letnie domki. :)
OdpowiedzUsuńTę książkę polecam z czystym sumieniem. Jest zwięzła, ale treściwa.
UsuńA wątek letniego domku jest kluczowy choćby w powieści "Spadek" pióra Vigdis Hjorth.