Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą religia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą religia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 stycznia 2021

Uprowadzona wysiada, czyli Terror Przemysława Piotrowskiego



Przemysław Piotrowski

Radykalni. Terror

(Radykalni #1)
czyta: Marcin Popczyński
wydawca: Storybox 2019, 21 września
ISBN: 9788379278831


Najbardziej do niedawna znanym Przemysławem Piotrowskim był utalentowany polski brydżysta o tym właśnie nazwisku. O jego imienniku, współczesnym (rocznik 1982) pisarzu i dziennikarzu śledczym, szczerze mówiąc niczego nie słyszałem i po jego powieść Terror otwierającą cykl Radykalni sięgnąłem nieco na wyczucie, kierując się raczej instynktem niż racjonalnymi przesłankami. Wybrałem wersję audio w interpretacji Marcina Popczyńskiego.


sobota, 3 sierpnia 2019

Caster Semenyi, czyli zderzenie wiary i poprawności politycznej z rzeczywistością




Głośna w ostatnich dniach jest sprawa Caster Semenyi. Semenya to mistrzyni olimpijska z Rio de Janeiro w biegu na 800 m oraz trzykrotna mistrzyni świata na tym dystansie. Mająca umięśnioną sylwetkę oraz niski tembr głosu zawodniczka zgodnie z nowymi regulacjami będzie zmuszona do sztucznego obniżania poziomu testosteronu. Zgodnie z nimi, IAAF będzie dopuszczał do startów w najważniejszych zawodach biegaczki utrzymujące wcześniej przez co najmniej sześć miesięcy testosteron maksymalnie na poziomie 5 nanomoli na litr krwi.

Caster Semenya nie weźmie udziału w lekkoatletycznych mistrzostwach świata w Dausze. Startu biegaczce z RPA zakazał szwajcarski sąd, który wziął pod uwagę (naturalne – przyp. aut) anomalie hormonalne w jej organizmie.

Mistrzyni twierdzi, że urodziła się kobietą i czuje się kobietą, a poddawanie jej takim badaniom można uważać za dyskryminację i znieważenie, zaś zmuszanie do sztucznego ingerowania w organizm za szykany. Warto dodać, że obecnie nie ma problemu z odróżnieniem naturalnego poziomu testosteronu od takiego po sztucznej ingerencji a pikanterii dodaje fakt, że mężczyzn nikt się o poziom naturalnego testosteronu nie czepia, jedynie o manipulacje przy jego poziomie.

Do zajęcia się tym tematem natchnęła mnie dyskusja w polskiej telewizji, ale podobne debaty odbywają się we wszystkich zachodnich mediach.

No i doszliśmy do sedna problemu. Nikt o tym nie chce powiedzieć, ale wspomniana sytuacja pokazuje, jak w naszej judeo-chrześcijańskiej cywilizacji rozeszły się drogi wiary i nauki, wiary i rzeczywistości, a we wszystkim do zidiocenia prowadzi poprawność polityczna.

Z jednej strony wszyscy podkreślają katolicko-chrześcijańskie korzenie Europy a USA biją sobie na mamonie IN GOD WE TRUST, więc sprawy oczywiste powinny być rozstrzygane w sposób oczywisty. Skoro jest ktoś, kto urodził się kobietą, ma kobiece narządy płciowe (choćby niekompletne) i czuje się kobietą, to zgodnie z nauką Kościoła JEST kobietą. Człowiek może być przecież tylko mężczyzną albo kobietą, bo Bóg stworzył tylko te dwie opcje. Skoro Semenya nie jest mężczyzną, to jest kobietą niezależnie od tego jaki ma poziom testosteronu, ile ma rąk, ile oczu i czy ma włosy, czy nie. Jest taką, jaką ją Bóg stworzył. Ale z drugiej strony okazuje się, że nikt tak nie uważa, nawet z tych, co deklarują katolicyzm. Kościół też się nie wypowiada, choć powinien, skoro właśnie walczy z tymi, co nie chcą być takimi, jakimi ich Bóg stworzył i z tymi, którzy chcą stworzyć inne rodzaje ludzi poza mężczyznami i kobietami.

Ten przykład pokazuje aż za wyraźnie, że Kościół i poprawność polityczna, choć walczą ze sobą, nie ogarniają rzeczywistości, że wspólnie stworzyły dwa światy – obok rzeczywistego, ten urojony, który coraz bardziej od pierwszego odstaje.

Na dodatek przez to szamotanie się między prawdami Kościoła, poprawością polityczną i „prawdami” nauki dochodzi do kuriozów – zawodniczka, która jest taką, jak ją Bóg stworzył, nie może już startować ani jako kobieta (bo ma testosteron), ani jako mężczyzna (bo nie ma członka). Ciekawe co by powiedzieli mądrale od igrzysk, jeśli do startu by kandydował ktoś z trzema rękami. A byli kiedyś tacy ludzie, i nawet byli ze swej odmienności dumni. A teraz mamy taką wolność i tolerancję, że taką trzecią rękę od razu po urodzeniu się chlasta, o ile wcześniej nie dokona się aborcji. Chyba nie idziemy w dobrym kierunku.

Na zakończenie, dla humoru, rzucam propozycję, by do zawodów szachowych nie dopuszczać ludzi ze byt wysokim IQ albo niech biorą pigułki na ogłupienie do przeciętnego poziomu. Przecież sport, nawet szachy, jest dla normalnych, a nie dla anomalii.


Wasz Andrew

w tekście wykorzystałem pewne fragmenty newsów z internetu, których autora nie można ustalić, gdyż są powielane na wielu portalach

wtorek, 16 kwietnia 2019

Wymarł żółwiak szanghajski, czyli prawdziwa siła internetu




Jak podają agencje informacyjne w sobotę w zoo w Suzhou w Chinach wyzionęła ducha* najprawdopodobniej ostatnia samica Żółwiaka szanghajskiego (Rafetus swinhoei) na świecie. Tym samym pewnie gatunek ten można już uznać za wymarły. Śledząc komentarze internautów na świecie można dojść do jakże fałszywego wniosku, iż internet powoduje szerzenie wiedzy, w tym ekologicznej, empatii i w ogóle mądrości. Sęk w tym, że w większości języków świata nie ma różnicy między zdechł i umarł. Komentatorom internetowym nie pozostawała więc, jeśli nie chcieli trollować, inna możliwość jak lansować się na zatroskanych ekologów, tak jakby rozpaczanie nad jednym gatunkiem, w dodatku prawie nieznanym, miało sens, gdy co godzinę z powierzchni Ziemi, dzięki radosnemu "rozwojowi" homo sapiens znikają 3 gatunki. Na szczęście my rozróżniamy zdechł od umarł i pokazaliśmy prawdziwą twarz internetowej inteligencji.


W polskich serwisach, w których wykorzystano chyba tłumacza internetowego, w tytułach stało, iż samica umarła. I to sprawiło, że najbardziej zaciekła dyskusja rozgorzała nie na tematy ekologiczne, a językowe i religijne. Językowe, no bo przecież nie umarła tylko zdechła, jak chcą jedni, a może umarła jak drudzy, bo przecież zwierzęta nie są gorsze od nas, lub może nawet lepsze. Religijne, bo oczywiście zdechł/umarł zawadza o nie/posiadanie duszy, czynienie sobie Ziemi poddaną, itd., itp. No i pokazaliśmy prawdziwą twarz internetowej inteligencji, która kojarzy się z kolejnym interesującym zjawiskiem.

Inteligencja zbiorowa (ang. Collective intelligence, Collective IQ) to socjologiczne zjawisko, które do dziś zadziwia i fascynuje. Psychologia społeczna serwuje wiele porażających eksperymentów z tej dziedziny. Dla mnie najbardziej obrazowy to zgadywanie wagi byka na targach w USA. Wielkie skupisko ludzkie, obu płci i z reprezentacją wszystkich grup wiekowych, daje najlepsze wyniki. Zabawa polega na losowym pytaniu wszystkich jak leci o wagę byka rekordzisty, którego jeszcze nie zważono. Odpowiednio duża i losowa grupa dyletantów, po sprowadzeniu wszystkich jej typowań do zwykłej średniej arytmetycznej, da najczęściej wynik nie mniej zbliżony do rzeczywistej wagi byka, niż typowanie przez najlepszego eksperta.

Okrycie zbiorowej inteligencji pod koniec XX wieku wydawało się fascynującym dopingiem dla idei Internetu. Niestety - nie trzeba było wiele czasu, by badacze zajmujący się Collective IQ doszli do wniosku, że działa ona idealnie pod jednym warunkiem, jeszcze ważniejszym niż wspomniana ilość i losowość.

Chodzi o to, że przed sformułowaniem swej opinii elementy Collective intelligence nie mogą się komunikować ze sobą. Dlaczego? Upraszczając, ale nie gubiąc sedna, dlatego, że najgłupszy z reguły krzyczy najgłośniej.


Wasz Andrew

*uprzedzając komentarze nawiedzonych katolików wyjaśniam, że nie tylko większość ludności świata, spośród tych, którzy w ogóle wierzą w dusze, uznaje, że również zwierzęta mają duszę, ale nawet i wiele przekładów Biblii każe tak domniemywać (na przykład przekłady protestanckie - Biblia Warszawska czy Biblia Gdańska)