Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura wenezuelska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura wenezuelska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 stycznia 2019

Adriano González León "Strzały na ulicy" - Zapalając rewolucyjny znicz

Strzały na ulicy

Adriano González León

Tytuł oryginału: Pais portatil
Tłumaczenie: Henryk Czesław Śliwiński
Wydawnictwo: Literackie
Seria: Proza Iberoamerykańska
Liczba stron: 245
 
 
Ameryka Południowa to potężny kontynent zamieszkiwany przez blisko 400 milionów ludzi, na którą to liczbę składa się ludność 13 krajów. Ziemie te odznaczają się zagmatwaną i niełatwą historią, w której wiele rozdziałów spisano krwią – konkwista hiszpańska, prześladowanie rdzennych mieszkańców oraz masowe sprowadzanie czarnoskórych niewolników doprowadziły do stworzenia skomplikowanej mieszanki, na wybuchowość której w późniejszych wiekach wpłynęły jeszcze imperialistyczne zapędy USA. Bulgotanie tego etnicznego kotła, na powierzchni którego przewalają się najróżniejsze polityczne prądy trwa zresztą do dziś – Ameryka Południowa to kontynent, na którym nieustannie dochodzi do rewolucji i przewrotów. O tym ciągłym kotłowaniu przypomina choćby tamtejsza literatura, która bardzo często angażuje się po jednej ze stron konfliktu, próbując przybliżyć czytelnikowi wyznawany pogląd na sprawę. Dobrym przykładem takiej prozy zaangażowanej jest książka Strzały na ulicy, autorstwa Adriano Gonzáleza Leóna (1931 – 2008), wenezuelskiego nowelisty, pisarza i scenarzysty.

piątek, 16 stycznia 2015

" Martwe domy. Nowe miasteczko" Miguel Otero Silva - Roponośne siewy

Martwe domy. Nowe miasteczko

Miguel Otero Silva

Tytuł oryginału: Casas muertas. Oficina No 1
Tłumaczenie: Zofia Wasitowa
Wydawnictwo: PIW
Liczba stron: 299







Ostatnimi czasy o Wenezueli możemy usłyszeć głównie za sprawą gwałtownie pogarszającej się sytuacji ekonomicznej oraz wybuchającymi w związku z tym zamieszkami. W kolejnych porcjach wiadomości prezenterzy ze sztucznie odmalowanym na twarzy niepokojem informują nas o klęsce socjalnej polityki, jaką próbuje prowadzić prezydent Nicolas Maduro, kontynuując działania Hugo Chaveza. Polityka ta, która w ogromnej mierze bazuje na cenie baryłki ropy naftowej, przynajmniej na razie, nie ma racji powodzenia. Wg niektórych szacunków (telewizji Al-Jazeera), gospodarka Wenezueli w ok. 95 % bazuje na eksporcie ropy naftowej, a pieniądze z jej sprzedaży stanowią ok. 60 % wszystkich wpływów do państwowego budżetu. Kraj posiada jedne z największych udokumentowanych złóż tego surowca (szacunki mówią nawet od 513 mld baryłek), ale dla zbilansowania budżetu Wenezueli potrzebna jest cena ropy na poziomie ok. 120 $ (niektóre źródła mówią nawet o 140 $!) za baryłkę. W chwili obecnej cena oscyluje wokół 45 $, co dla państwa uzależnionego od łatwych, ale demoralizujących, bo zabijających innowacyjność gospodarki, petrodolarów oznacza prawdziwą katastrofę. Litr ropy naftowej jest co prawda tańszy od butelki wody pitnej, ale czarną mieszanką węglowodorów nie sposób napełnić wzdętych od głodu brzuchów. Ponadto w państwie grasuje ogromna inflacja, która pożera oszczędności obywateli, spychając kolejne zastępy w otchłań nędzy. W kraju o niełatwej historii wrze, społeczna masa wręcz kipi od spienionego gniewu. Jak jednak wyglądało to wszystko, zanim odkryto złotodajne, ale i przeklęte złoża ropy naftowej? Jak wyglądało życie w młodej jeszcze Wenezueli, której udało zrzucić się hiszpańskie jarzmo? Jeśli jesteście wystarczająco odważni, by zrezygnować z dobrodziejstw współczesnej cywilizacji, jeśli nie przeraża was niemiłosiernie prażące słońce, to zapraszam was w krótką podróż po Wenezueli z przełomu XIX i XX wieku, jaką możemy odbyć dzięki lekturze książki Martwe domy. Nowe miasteczko autorstwa Miguela Otero Silvy.