Sigríður Hagalín Björnsdóttir
Święte słowo
Konstatacja, że (...) człowiek nigdy nie uczy się z cudzego doświadczenia [1] jest równie bezwzględną, co trafną oceną jednej z podstawowych bolączek rodzaju ludzkiego. Buta i egoizm będące źródłem przeświadczenia, że błędy i pomyłki są domeną innych, ale nie naszą; lenistwo skutecznie zniechęcające do tego, by poświęcić odrobinę czasu i włożyć nieco wysiłku w zrozumienie przyczyn cudzego niepowodzenia; lęk wynikający z konieczności skonfrontowania się z rzeczami trudnymi, niewygodnymi czy wreszcie zwykła ignorancja, zaślepiająca na tyle, że nie bierzemy nawet pod uwagę faktu, że porażki innych mogą stanowić dla nas znakomite studium - trudno ocenić, co w największym stopniu sprawia, że najboleśniejsze lekcje musimy odrabiać samodzielnie. Jedną z takich niechcianych acz nieodzownych prac domowych jest uświadomienie sobie, że uciekanie od traumatycznej przeszłości jest niczym chowanie trupa do szafy. Prędzej czy później truchło zacznie gnić, wydzielając nieznośny fetor, uniemożliwiając normalne funkcjonowanie. Boleśnie przekonują się o tym bohaterowie książki Święto słowo, autorstwa Sigríður Hagalín Björnsdóttir (ur. 1974), islandzkiej dziennikarki i pisarki.


