Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

czwartek, 30 października 2008

POKŁON DLA GENERAŁA


Ostatnio znów wrócił temat gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Kiedy czytam to, co się na jego temat wypisuje, głównie w internecie, to mam wrażenie, że odmóżdżenie naszego narodu postępuje coraz dalej. Zwłaszcza rozbrajają mnie komentarze internautów pod tekstami dotyczącymi Generała.

W Polsce mamy teraz taki dziwny zwyczaj, że jak tylko ktoś powie cokolwiek pochlebnego o czasach PRL-u, to szufladkuje się go jako komunistę. Tak jakby zauważenie jakiejkolwiek dobrej strony w rzeczy z gruntu złej nie mieściło się w głowie przeciętnego Polaka. Ten swoisty daltonizm historyczno-polityczny, widzenie wszystkiego tylko w wersji black & white, to już nie choroba, ale raczej zaraza. Tym groźniejsza, że w parze z nią idzie amnezja. Gdyby do wszystkiego tak podchodzić to kogoś, kto wspomni osiągnięcia czasów feudalnych należałoby chyba nazywać feudałem (czy raczej feudalistą?), a kogoś, kto podziwia piramidy, co najmniej zwolennikiem tyranii jeśli nie restauracji faraonów. Ilość jadu, jaka tryska z wypowiedzi wszelkich tych tzw. antykomunistów zabiłaby chyba cały nasz naród, gdyby słowa mogły zabijać. To trochę dziwne, że w kraju, gdzie 97% ludności to katolicy, tak trudno o wyrozumiałość, miłosierdzie i przebaczenie. To dziwne, że pokolenie Jana Pawła II, na którym podobno jego pontyfikat wywarł „niezatarte piętno”, tak wiele ma w sobie jadu i nienawiści. Może chodzi o to, że w tym samym kraju, gdzie teraz wszyscy są katolikami i wszyscy są z PISu albo PO, niedawno większość głosowała na SLD, a jeszcze wcześniej należała do PZPR. Sam znam wielu takich, którzy równie gorliwie oddawali się marksizmowi co teraz Chrystusowi. Tym bardziej gorliwie, że nie bezinteresownie. Oni chyba najbardziej nienawidzą komuny, która dała im majątki, wykształcenie i układy. Nawet ich rozumiem. To stara zasada nadgorliwości tych, którzy mają coś do ukrycia. Co sprawia jednak, że jadem zatrute są również umysły młodzieży?

No, dość tych dygresji. Trochę mnie poniosło. O „osiągnięciach komunizmu” może kiedy indziej. Zajmijmy się naszym Generałem.

Nie miałem nigdy zaszczytu poznać osobiście gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Mam jednak dla niego wiele szacunku i podziwu. Nie tylko za to kim był, ale i za to jak teraz znosi niegodne traktowanie ze strony bardziej hałaśliwej części narodu.

Kilka razy na gruncie prywatnym spotkałem wojskowych, którzy blisko znali Generała. Zawsze, gdy była o nim mowa, niezależnie od tego co sądzili o nim jako o polityku, zawsze podkreślali, że jest to człowiek kryształowo czystego charakteru, który nigdy nie kierował się prywatą. Nie powiem, żebym tak znowu wierzył w takie opowiastki, choć rzeczy mówione po kilku promilach, na moment zanim się film urwie, często są prawdziwe, podobnie jak wyznania na łożu śmierci. Jestem jednak zdecydowanym sceptykiem i nie te zapewnienia sprawiły, że tak szanuję postać gen. Jaruzelskiego.

Śledzę to co się wyprawia w polskiej polityce i co się na ten temat pisze za granicą. Prawie każdej osobie z naszego życia politycznego przypięto już lub próbowano przypiąć łatkę. A to kandydat do wyborów podobno bił żonę, a to ktoś był agentem o pseudonimie Bolek, a to ktoś jest Żydem, a to kto inny miał dziadka z Wehrmachtu. Nie chcę już się tutaj rozwodzić, że te zarzuty są najlepszym przykładem „odwiecznej polskiej tolerancji”, no bo co jest złego w tym, że ktoś był żołnierzem Wehrmachtu, albo że jest Żydem. Nie będę także rozwijał myśli, że nikt nigdy nie wyjaśnił, kto i z czyjego polecenia sfabrykował kłamstwa o Tymińskim czy Cimoszewiczu, gdyż pewnie nadal jest popyt na usługi tych ludzi od szkalowania i uważani są oni przez wodzów naszego narodu za nadal przydatnych. Dla mnie symptomatyczne jest to, że przez tyle lat, a właściwie niedługo już dziesiątków lat, nikt nigdy nie zdołał oczernić gen. Jaruzelskiego jako człowieka. Nie zdołał, bo widocznie nie było punktu zaczepienia a ludzie, którzy go dobrze znali, wyśmialiby każdą potwarz wymyśloną bez naprawdę mocnych podstaw.

Innym aspektem osobowości Generała jest jego tolerancja i zdolność do kompromisów w imię dobra Polski. Dziwne stwierdzenie? A pamiętacie Wałęsę z tamtych czasów? Na pewno nie był to ten Wałęsa co dzisiaj. Na pewno miał mniejsze doświadczenie w negocjacjach, węższe horyzonty i był mniej tolerancyjny. Mimo wszystko Okrągły Stół miał miejsce. Ponad podziałami o których dzisiejsze władze nie mają pojęcia potrafiono wówczas wytyczyć jasny kierunek rozwoju Polski. Jak się ma przy tym dzisiejsza wojna PiS i PO? Czy wyobrażacie sobie Kaczyńskich przy jakimkolwiek okrągłym stole? Po prostu Generał zawsze trzymał fason czy jak to się ładnie mówi miał klasę. Nie dziwi, że ludzie, którzy choć mają doktoraty używają publicznie słów „Spieprzaj dziadu” nie mogą znieść obok siebie kogoś formatu gen. Jaruzelskiego i usiłują za wszelką cenę go poniżyć.

Ta wewnętrzna wielkość gen. Jaruzelskiego od początku była solą w oku ludzi małych sercem i rozumem. Nie mogąc znieść szacunku jakim darzy go spora grupa ludzi postanowili zniszczyć jego wizerunek na drodze potępienia Stanu Wojennego.

Trochę jest dla mnie dziwne, że decydujący głos w tej materii oddaje się ludziom z IPN i innym, którzy właśnie w czasach „komuny” robili kariery, zdobywali wykształcenie, wchodzili w układy polityczne. To właśnie od Partii dostali tytuły naukowe, bo przecież za PRL-u nie dawali magisterek ani doktoratów dla autorów prawdy o Katyniu czy wnikliwej i bezkompromisowej krytyki komunizmu. Pomińmy jednak ten również poboczny nieco temat i skoncentrujmy się na pytaniu: było to zagrożenie inwazją ze strony ZSRR, której obawiali się autorzy Stanu Wojennego, czy też nie. IPN i mądrzy wszelkiej maści przekonują nas, że nie. Ja jednak mam w tej materii inne zdanie. Po pierwsze pamiętam jak rodzice kolegów zatrudnieni w pobliskich bazach wojsk radzieckich przychodzili roztrzęsieni widząc, co się w nich dzieje. Byli pewni, że sowieci lada dzień zaprowadzą porządek po swojemu. Po drugie nasze autorytety nigdy nie miały orientacji w tym, co naprawdę chcą zrobić inni. Do spółki z Hitlerem dokonano zajęcia Czechosłowacji, co jest wstydliwie pomijanym aspektem tamtego okresu. Potem liczono na zachodnich aliantów. Potem nie wiadomo jakim cudem wierzono, że Powstanie Warszawskie się uda. Nigdy nie potrafiliśmy ocenić intencji tych, których zamiary Polska powinna znać przede wszystkim. Jaki cel miałaby teraz Rosja, by przyznać, że ZSRR chciało zająć Polskę w 1989? Rosjanie do dziś nie odtajnili wielu materiałów z Drugiej Wojny Światowej, a my wiemy co chcieli zrobić dwadzieścia lat temu? Podkreślam – jestem przekonany, że ryzyko wejścia Armii Czerwonej do Polski było wtedy duże. Nie wiem, czy oni mieli taki zamiar, ale ryzyko takie na pewno było. Niestety trzeba trochę uczciwości i mądrości, by zrozumieć różnicę pomiędzy wtedy a teraz.

Dziś każdy pętak potrafi wytknąć błędy Hitlerowi, Stalinowi, Aleksandrowi Wielkiemu czy komukolwiek innemu, kto podejmował decyzje w przeszłości. Powiedzieć, że to a to trzeba było zrobić inaczej. Tylko, że na ich miejscu, przy ograniczonej liczbie informacji, które były znane wówczas, a nie teraz, ci mądrale najpewniej niczego mądrego by nie zrobili. Generał Jaruzelski nie miał tych informacji, którymi dysponujemy teraz, a których wartość i tak dopiero zweryfikują przyszłe dziesięciolecia. Ponadto każda informacja pochodząca od strony radzieckiej mogła być przecież dezinformacją. Pamiętajmy, że od czasów Hitlera wypowiadanie wojny, czy też w ogóle uprzedzanie kogokolwiek o planowanym najeździe, nie było już modne, zwłaszcza w kraju za Bugiem, o czym gen. Jaruzelski na pewno wiedział. To, że oficjalne radzieckie dokumenty z tamtego okresu mówią co innego, niż przewidywał Generał, nie świadczy wcale na jego niekorzyść.

Jak już wyżej wspomniałem, nie jestem pewny, czy Rosjanie chcieli wtedy przyjść nam z „bratnią pomocą”. Tak jak pokerzysta nie wie, czy partner ma silne karty, tylko wie, że takie zagrożenie istnieje i gra stosownie do oceny stopnia tego zagrożenia, tak też grał i Generał. Ja uważam, że grał dobrze. Tym bardziej, że gdyby decyzja o wejściu do Polski zapadła, to już by było na Stan Wojenny za późno.

Jest jeszcze druga strona medalu Stanu Wojennego. Były bowiem dwie przyczyny jego wprowadzenia, ale o tej drugiej mniej się mówi. To postępujący chaos jaki ogarniał wówczas Polskę. Solidarność absolutnie nie była przygotowana do samodzielnego rządzenia w kraju. Dzięki Stanowi Wojennego uniknięto tego, czego doświadczyły inne kraje w czasie rewolucji. Kto czytał o Rewolucji Francuskiej ten raczej woli ewolucję niż rewolucję. Fakt, podczas Stanu Wojennego też były ofiary. A czy podczas Przewrotu Majowego ich nie było? Wydarzenia w maju 1926 też miały na celu „zaprowadzenie porządku”. Tylko, że Piłsudskiemu się ich nie wypomina. Jak podobno powiedział Hitler zwycięzców nikt nie będzie sądził. Sądzi się tylko pokonanych i chyba tylko tą dewizą, nienawiścią i żądzą zemsty, na którą nie powinno być miejsca w kraju katolickim, można wytłumaczyć upór z jakim zatruwa się ostatnie dni życia Generała. Człowieka, który choćby i nawet się mylił, to jednak życie poświęcił dla kraju nie oczekując niczego dla siebie. Aż przykro porównywać zaciekłość z jaką się go gnębi do braku działań wobec ludzi, którzy w trakcie tak zwanej prywatyzacji oddali za grosze zagranicznemu kapitałowi nasz kraj. Vea victis...

Kończąc mam nadzieję, że kiedyś i w oficjalnych opracowaniach sylwetka gen. Wojciecha Jaruzelskiego zostanie oceniona tak, jak na to zasługuje. Szkoda tylko, że pewnie długo przyjdzie na to poczekać.

http://www.wojciech-jaruzelski.pl

czwartek, 19 lipca 2007

ROZMNAŻANIE LUMPÓW


Rządcieszy się, że dzięki becikowemu udało mu się podnieść wskaźnik urodzin wnaszym kraju. Nie wnikam, czy nie jest to przypadkiem odzwierciedleniemkoniunktury gospodarczej i kilku innych czynników. Załóżmy, że jest tak naprawdę.Czy jest się z czego cieszyć?

Becikowe,czyli jednorazowy zasiłek mniejszy niż jedna dobra pensja, jest na pewnoprzyjemnym prezentem dla młodych rodziców. Nie stanowi on jednak ani jednegoprocenta kosztów biologicznego utrzymania dziecka, że o dobrym wykształceniunie wspomnę. Każdy handlowiec wie, że taka obniżka cen, czylijednoprocentowa,  klientów mu nieprzyciągnie. Jeden procent rabatu nic nie daje, nie przemawia do wyobraźni. Ktowięc może się skusić na becikowe, mimo zerowej atrakcyjności takiej promocji?Odpowiedź zawiera się w sposobie zapisu.

Becikoweto nie 1% a 1000 zł. W sposobie zapisu odzwierciedla się wyjaśnienie. Becikowema zachęcić do posiadania dzieci ludzi, którzy nie umieją przeliczyć 1000 zł naprocenty. Jest atrakcyjnym zastrzykiem gotówki dla ludzi, którzy nie sięgająmyślą poza dzień dzisiejszy, a suma 1000 zł jest dla nich zawrotna, głównie zpowodu przeliczenia na tanie wina, jednym słowem dla lumpów. W środowiskachosób wykształconych takich ludzi, nie liczących i nie planujących,  generalnie się nie spotyka. Nie spotka sięich tym bardziej wśród ludzi biznesu. Nagminnie zaś ich widzimy pod sklepamimonopolowymi, w oszczanych bramach i w zarzyganych krzakach.

Oczywiste,że nawet najbogatsi biorą becikowe, gdy chcą mieć dziecko. Podobnie, gdy kupująsamochód za 100 czy 200 tys. złotych, też biorą gratisy, które są przewidzianew promocji. Na pewno jednak nie wybierają jednego auta spomiędzy wielu dlatego,że mikrofala w zestawie jest o 1000 zł droższa niż u konkurencji. O decyzjimoże zadecydować obniżka kilku-kilkunastoprocentowa, ale nie 1%. Nawiasemmówiąc, oni często negocjują ze sprzedawcą jaki bonus dostaną, co jestnajlepszym dowodem, że auto kupują dlatego, że chcą, a nie z powodu promocji.Chcą kupić, a jeszcze próbują jak najwięcej utargować dla siebie.

Czyjest więc z czego się cieszyć? Czy z dzieci urodzonych dzięki becikowemuwyrosną tytany umysłu albo rekiny biznesu? A może zgodnie z tym, coobserwujemy, czyli że z dziecka lumpa lump wyrasta, jest to po prostu sposób nawyprodukowanie następnych rzesz bezrobotnych i bezrozumnych?

Nasuwasię więc następne pytanie. Skoro becikowe powoduje wzrost przyrostu naturalnegow marginesie społecznym, bez szans na wykształcenie (darmowa edukacja w Polsceto już czysta fikcja), a więc bez szans na pracę, skoro w związku z powyższymspowoduje to tylko jeszcze większe problemy dla państwa, choćby z powoduzasiłków, to dlaczego ktoś miałby się z tego cieszyć?

Jeśliktoś nie jest zainteresowany prawdziwie silną i bogatą ojczyzną, jeśli jegodziałania są skierowane tylko i wyłącznie na posiadanie jak największej liczbywyborców, wiernych, niewolników (obojętnie jak to nazwać), to nie przeszkadzamu brak jakości, liczy się tylko ilość. Tu tkwi przyczyna uchwalenia becikowegoi radość z jego działania.

Jamam jednak nadzieję, że tak naprawdę becikowe niczego nie zmieniło, że wbrewtemu, co mówi rząd, nikogo nie zachęciło do posiadania dzieci i że obecnywzrost liczby urodzeń to po prostu efekt poprawy koniunktury gospodarczej iotwarcia granic. Wielu zarabia, a nawet żyje na zachodzie, ale rodzi tutaj, botaniej. Miejmy nadzieję...

wtorek, 12 czerwca 2007

TOLERANCJA I SENYSZYN



czyli o wartościach katolickich

    Posłanka SLD Joanna Senyszyn dostała niedawno paczkę. W środku był sznur i krótki list: "Szkoda, że Cię matka nie wyskrobała, to się powieś". Mąż posłanki chce zawiadomić prokuraturę - informuje portal gazeta.pl.
    - Joasia bez przerwy otrzymuje pogróżki, obraźliwe listy i wulgarne SMS-y. Przychodzą kilka razy w tygodniu. (...) - mówi mąż posłanki Bolesław Senyszyn, prawnik. (...)
Źródło: onet.pl Wiadomości 19.05.2007

    O człowieku mówią nie jego słowa, lecz czyny. O prawdziwej wartości ideologii świadczą nie tyrady jej agitatorów, ale czyny jej zwolenników. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by się domyślić, że próbujące zastraszyć posłankę SLD oszołomy są natchnione teoriami spod znaku krzyża, a nie sierpa i młota. To niestety nie świadczy dobrze o prawdziwych wartościach niesionych przez propagandę katolicką. Tezy o tolerancji i miłości katolików można między bajki włożyć. Są oni bowiem dobrzy, ale dla takich jak oni i myślących tak jak oni. Przekonał się o tym każdy, kto kiedykolwiek napisał coś przeciwko negatywnym cechom katolicyzmu.
    Jak tolerancyjni są katolicy wobec innych świadczą choćby pogardliwe epitety, jakimi obdarzają Świadków Jehowy. Powszechne w Polsce określenie „kocia wiara” według przeciętnego katolika wcale nie jest obraźliwe, choć dotyczy wyznania, które wielbi tego samego Boga i ma na pewno wyższe standardy moralne niż papiści. Ciekawe dlaczego katolicy tak się oburzyli, gdy Urban ich obrzędy nazwał gusłami? Wszak większość ludzi na ziemi nie wierzy w Boga chrześcijan, więc i ich obrzędy są dla nich tylko takim samym folklorem, jak dla przeciętnego katolika praktyki religijne wyznawców islamu.
    Mam wrażenie, że od czasów Kmicica niewiele się w Polsce zmieniło. Wtedy była „psia wiara”, „poganie” i „bezbożnicy” a teraz są „komuchy”, „koty”, „islamiści” i inne szufladki tworzone po to, by przypadkiem nie podzielić ludzi na dobrych i złych, na mądrych i głupich, według ich własnej, indywidualnej wartości. By nie zauważyć, że każdy jest inny i właśnie ta różnorodność jest najpiękniejszą i największą wartością, którą demokracja ma chronić. Tego właśnie przywódcy katoliccy w rodzaju Ojca Rydzyka obawiają się najbardziej, bo okazałoby się, że podział na dobrych i złych tak naprawdę nie pokrywa się, i nigdy się nie pokrywał, z podziałami wyznaniowymi, czy raczej szerzej – ze światopoglądowymi.
    Jak to się stało, że od pogróżek wobec Senyszyn przeszliśmy do takich rozważań? Ano dlatego, że coraz więcej jest dowodów na zastraszanie w Polsce ludzi, którzy mają poglądy odmienne od większości. Jeszcze fizycznie nie likwiduje się myślących inaczej. Jeszcze nie. Ale to, co spotyka panią Senyszyn jest wyraźnym sygnałem, że są ludzie, którzy tylko o tym marzą. Za komuny siedzieli cicho, bo za takie coś od razu ponieśliby zasłużoną karę. Teraz pozwalają sobie śmiało na groźby, które czynią z nich zwykłych przestępców. Niech no tylko poczują więcej bezkarności, a każdy kto skrytykuje Kościół Katolicki dostanie za swoje.
    Jeśli ktoś się nie zgadza, nich spróbuje napisać coś krytycznego, niekoniecznie nawet obraźliwego, pod adresem Kościoła. Jeśli tylko będzie miał wystarczająco dużo czytelników, zaraz będą wyzwiska, a potem nawet i groźby. To taka lekcja tolerancji, którą każdy może sobie darmo zafundować.
    Bardziej leniwym polecam lekturę blogów katolickich, sławiących Boga, gdzie twierdzi się, że tylko Chrystus jest całym światem. Praktycznie nie spotyka się tam obraźliwych komentarzy ze strony racjonalistów, ateistów, wyznawców islamu czy innych, którzy mają na to odmienny pogląd. Potem wystarczy porównać to do sytuacji Pani Senyszyn, której całą winą jest odwaga w głoszeniu własnych poglądów. Nie nawołuje ona do zamykania kościołów, nie mówi, że wiara katolicka jest zła, twierdzi tylko, że są ludzie, którzy myślą inaczej niż Jan Paweł II. To wystarcza, by w imię nauk Chrystusa grozić jej, poniżać ją i odsądzać od czci i rozumu.
    Tak nawiasem mówiąc, to w kwestii, która pani Senyszyn narobiła najwięcej wrogów, czyli aborcji, ma ona zwolennika choćby w osobie św. Augustyna i św. Tomasza z Akwinu. Obaj twierdzili, że płód staje się człowiekiem dopiero w pewnym okresie swego rozwoju. Stając na stanowisku prezentowanym przez te dwa niekwestionowane autorytety katolickie należy tezy LPR, Jana Pawła II i Ojca Rydzyka, uznające zarodek ludzki za człowieka od chwili poczęcia, ocenić jako wyssane z palca. To oczywiście nie przeszkadza w niczym posyłać sznura osobom, które mają inny światopogląd.

JP II DOBRY NA WSZYSTKO


 I znowu mamy zamieszanie w folwarku J.O. Giertycha. Gombrowicz i Goethe zostali skreśleni z listy lektur. Oczywiście, wobec dość negatywnej reakcji na to pociągnięcie, J.O. Giertych wycofuje się chyłkiem, tłumacząc, że woli Sienkiewicza niż Gombrowicza, a wszystkich nie da się pomieścić w spisie lektur, kogoś trzeba skreślić, by kogoś dołożyć. To jednak zwykła zasłona dymna, bowiem prawdę podaje nam jak na tacy wcześniejsza wypowiedź rzeczniczki prasowej MEN, Anety Woźniak:
    - Nie chodzi o wprowadzanie ideologii do szkół. Stanowczo to dementuję - powiedziała rzeczniczka. Jak można przeczytać w uzasadnieniu na stronie internetowej MEN, w kanonie znalazły się utwory "o wielkim ładunku patriotyzmu, nacechowane głębokim humanizmem i wartościami chrześcijańskimi". Dlatego w projekcie rozporządzenia znalazły się: książka papieża Jana Pawła II "Pamięć i tożsamość", utwory Jana Dobraczyńskiego i ks. Jana Twardowskiego. (...)
    Źródło: Wiadomości onet.pl za PAP, ph /31.05.2007
    Widzimy więc, że nie chodzi o żadnego Sienkiewicza, tylko o JPII i jego ideologicznych kompanów.
    Katoprawica wyraźnie zmierza w kierunku państwa wyznaniowego polityką małych kroczków. Jak społeczeństwo się „burzy”, to wypierają się w żywe oczy i palą głupa jak sztubak przyłapany przez profesora. Wycofują się  o krok, a za chwilę znów robią swoje.
    Mało krzyży wiszących w każdej szkole i w każdej klasie, mało pomników Jana Pawła II i ulic Jana Pawła II. Trzeba jeszcze wprowadzić jego „dzieła” do kanonu lektur szkolnych.
    Cechą naszego narodu, a zwłaszcza najgłupszych jego przedstawicieli, jest tendencja, by być świętszym od papieża. Przypominam sobie zdjęcie widziane w internecie po ostatniej pielgrzymce JPII. Przedstawiało zdjęcie z wielkiego MPiK-u. Na półce z napisem FILOZOFIA były dzieła tylko jednego autora. Oczywiście JPII!!! Pojechałem, sprawdziłem, widziałem. Tak było! Szkoda tylko, że zagubiłem to zdjęcie...
    Kiedy czytamy o hitleryźmie, wielu dziwi się, jak porządni Niemcy mogli popierać nazizm i ślepo wierzyć Hitlerowi. To samo możemy obserwować w Polsce. Ślepe uwielbienie dla jednego człowieka i jednej idei. Nie jest ważne jaka to jest idea i jaki człowiek, w którego wierzymy. Ślepe przywiązanie do doktryny (wiary) i ślepa wiara w innego człowieka, to najgorsze wynalazki ludzkości. Czym to się może skończyć wiemy z historii. Hitler, Stalin, Rewolucja Francuska, Hiszpania Torquemady, Jugosławia, Ruanda i Burundia. Za każdym razem, gdy próbowano na siłę zaprowadzić na ziemi porządki w teorii zalecane przez wymyśloną uprzednio ideologię, kończyło się to katastrofą, morzem łez, krwi i śmierci. Niezależnie od tego, czy jesteśmy wierzącymi, ateistami czy wyznawcami jeszcze innego światopoglądu, nie pozwólmy, by na naszych oczach robiono z Polski państwo wyznaniowe.
    W praktyce sprawdzają się tylko społeczeństwa powstałe w drodze ewolucji, do których potem dorobiono ideologię zatwierdzającą stan faktyczny. Odwrotna droga zawsze prowadzi do nieszczęść.
    Pamiętajmy, że katolicyzm, podobnie jak wiele innych wyznań, pięknie się prezentuje, póki nie zwycięży. Tak samo było zresztą z komuną. Podobała się najbardziej na Zachodzie. Tym, którzy musieli w niej żyć odpowiadała zdecydowanie mniej. Tak jest zawsze.

ZACHŁANNY WATYKAN


Władze Stolicy Apostolskiej chcą przekształcić część swoich kamienic w hotele, kosztem ich obecnych mieszkańców
    Przez wieki Watykan stosował wobec mieszkańców Rzymu taryfę ulgową, oferując w wielu swoich nieruchomościach w centrum miasta tanie mieszkania do wynajęcia. Ale ostatnio Stolica Apostolska zażądała płacenia wyższych czynszów, grożąc eksmisją.
    Stowarzyszenie lokatorów, które zawiązało się w obliczu tak niechrześcijańskiego traktowania, twierdzi, że Watykan chce przekształcić zajmowanie przez nich lokale w hotele lub powierzchnie handlowe.
    65-letni przewodnik Franco Lattughi mówi, że podniesiono mu czynsz z równowartości 480 do 1400 funtów miesięcznie. – Kiedy dostałem to mieszkanie, przeszło właśnie na własność Kościoła i było w bardzo złym stanie. Wydałem wszystkie oszczędności – 200 milionów lirów (70 tys. funtów) – na jego remont. Zakładałem, że będę tu mógł mieszkać przez resztę życia za stały czynsz. Tak zapewniał Kościół.
    Wielu mieszkańców, których zmuszono w ten sposób do opuszczenia lokali, nie ma dokąd pójść. 50-letnia Zita Di Lucantonio przez całe życie zajmowała lokal na Piazza Farnese. Budynkiem zarządza zakon męski Santa Maria della Quercia dei Macellai, który próbuje wyeksmitować ją i jej rodzinę.    
    - Jesteśmy ostatnimi ludźmi mieszkającymi jeszcze w tym budynku. Pozostali ustąpili, ale ja mam córkę i starą, niepełnosprawną matkę – mówi lokatorka. – Nie jesteśmy bogaci, żyjemy z emerytury mojej mamy, ale zawsze płaciliśmy czynsz.
    Nakazy eksmisji wysłano także do pięciu innych dużych domów w centrum Rzymu. Starsi mieszkańcy palazzo przy Via Giulia, wszyscy powyżej siedemdziesiątki, zostali wyrzuceni, kiedy w budynku urządzono pięciogwiazdkowy hotel St George. Pokoje kosztują w nim 400 euro za noc. Wielu lokatorów mieszkało tu od zakończenia II wojny światowej.
    Watykan posiada jedną czwartą budynków w centrum Rzymu, a w zeszłym roku na Kościół katolicki przepisano w testamentach kolejnych 8000 nieruchomości. Wartość wszystkich posiadłości Watykanu szacuje się na około cztery miliardy funtów, ale jego rzymskie nieruchomości warte są oficjalnie tylko kilka milionów.
    Ceny nieruchomości w centrum stolicy Włoch wzrosły w ciągu ostatnich pięciu lat dwukrotnie, ale posiadłościom watykańskim nie zmieniano wyceny od 1929 roku. W oficjalnych księgach rachunkowych Stolicy Apostolskiej bazylika św. Piotra warta jest tylko... 65 pensów, ponieważ nie sposób jej sprzedać. Nie dziwi więc pokusa przekształcenia niektórych nieruchomości kościelnych w hotele.
    Budynki watykańskie są wyłączone z podatku miejskiego, nawet jeśli leżą poza granicami kościelnego państwa. W dodatku firmy prowadzone przez organizacje religijne dostają 50-procentową zniżkę na podatek od osób prawnych.
    W całych Włoszech jest 3300 hoteli prowadzonych przez organizacje religijne. Dysponują 200 tysiącami łóżek. Ich roczny obrót wynosi trzy miliardy funtów. W Rzymie barokowy budynek, zaprojektowany przez Francesco Borrominiego i należący do żeńskiego zakonu Najświętszej Maryi Panny od Siedmiu Boleści z Zatybrza, przerabiany jest na 62-pokojowy hotel.
    Kardynał Attilio Nicora, kierujący wydziałem nadzorującym nieruchomości i akcje Watykanu, od chwili objęcia urzędu w 2002 roku całkowicie przeobraził finanse świętej stolicy. W roku 2004/5 osiągnął zysk w wysokości 33 milionów funtów ze sprzedaży różnych budynków. Suma ta wystarczyła z nawiązką na pokrycie ogromnych strat poniesionych przez Radio Watykan i oficjalny dziennik "Osservatore Romano".
    Źródło: Wiadomości onet.pl 31.05.2007 za The Daily Telegraph Malcolm Moore 30.05.2007

    Opisane postępowanie bardziej przystoi pazernemu, bezdusznemu koncernowi ze świata mamony, kapitalizmu i imperializmu, niż organizacji, która uważa się za przewodnika dusz, drogowskaz moralności i wyrocznię w sprawach Boga.
    Każdy, kto nie jest ślepy wie, że Kościół nie ma nic wspólnego z Bogiem. Kler jest klasą społeczną żyjącą na koszt społeczeństwa, i to w dodatku żyjącą w dostatku i w grzechu, wbrew głoszonym ideom czystości i przedkładania dóbr wiecznych nad doczesne. Celibat wymyślono w celu ochrony majątków kościelnych przed podziałami spadkowymi a nie dla miłowania Boga. Nie ma już komuny, która zaczęłaby krzyczeć, że Kościół jest bezduszny, bezwzględny i pazerny, więc czarni zaczynają pokazywać co potrafią. W przeszłości papieże robili z Watykanu burdel i miejsce kaźni ich konkurentów do władzy. Za komuny się trochę hamowali, ale chyba znów wszystko wróci do normy. To dopiero pierwsze jaskółki nowego image katolicyzmu :-)
    A propos - były agent nie może być dyrektorem szkoły, a  były członek Hitlerjugend może być Głową Kościoła? Bardzo dziwne ;-)

ZAGADKI RZĄDOWEJ MATEMATYKI


Dziś w radio, czy też w telewizji, nie pamiętam już nawet, bo nie ma to znaczenia, nadawano kolejną audycję na temat zapaści w naszej służbie zdrowia. Omawiano nowe projekty naprawy, które są jedną wielką bzdurą. Dlaczego tak uważam? Bo nie można stworzyć zdrowej służby zdrowia bez zdrowego systemu ubezpieczeń społecznych, gdyż są one ze sobą nierozerwalnie powiązane. To z kolei nie możne powstać bez stworzenia wydolnego systemu emerytalnego, a ten nie może istnieć bez udanego budżetu. Jak wygląda zaś nasz budżet, to każdy wie. Nie ma na nic. Brak kasy na drogi, wojsko, policję, naukę i szkolnictwo, czyli na wszystko to, czego utrzymanie jest obowiązkiem państwa. Nie słyszałem tylko, by brak było pieniążków na utrzymanie polityków i administracji, że o armii urzędników ZUS-u i służb specjalnych nie wspomnę.
    Wspomniana audycja nie wzbudziła mojej uwagi, ale końcówka sprawiła, że coś zaiskrzyło w mej mózgownicy. Padło stwierdzenie, że w Niemczech czy Czechach przeznacza się na ochronę zdrowia dużo większy procent budżetu niż u nas.
    No właśnie! Bogatsze kraje wydają większą część budżetu na armię, szkolnictwo, służbę zdrowia, budowę dróg i tak dalej. Problem w tym, że każde państwo, biedne czy bogate, ma do rozdysponowania tyle samo, czyli 100% budżetu. Skoro na te biedne działy wydajemy mniej, to gdzie wydajemy więcej niż takie Niemcy? Jakoś nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek to usłyszał. Mamy mniejszy tort niż Niemcy, ale dzielimy go inaczej. Służba zdrowia dostaje mniejszy kawałek naszego tortu niż niemiecka ze swojego. To samo z edukacją i tak dalej. Z tego widać, że któryś kawałek będzie większy, niż jego odpowiednik u Niemców. Kto ma ten kawałek?
    Próby naprawy sytuacji służby zdrowia w ten sposób, by jeszcze mniej pieniędzy zabierała z budżetu, w sytuacji, gdy nakłady na nią są i tak procentowo mniejsze niż w innych krajach, wydaje się lekko mówiąc oszustwem. Logicznie rzecz biorąc należałoby zreformować tą dziedzinę, na którą procentowo więcej przeznaczamy niż inne kraje, aby uzyskane oszczędności przeznaczyć na wsparcie nie dofinansowanych działów, jak choćby edukacji czy służby zdrowia. Tylko jak się do tego zabrać, skoro nikt nie chce powiedzieć, który to dział naszego państwa ma się lepiej niż jego odpowiednik w sąsiednich krajach

czwartek, 24 maja 2007

KOMÓRKOWY ZAWRÓT GŁOWY


Co rusz w prasie i innych środkach masowego przekazu pojawiają się wieści o badaniach nad wpływem telefonów komórkowych na nasze zdrowie. Wyniki jednych przekonują nas, że nic nam ze strony tych cudów techniki za zeta nie grozi, a inne nieśmiało i niezdecydowanie ostrzegają, że wcale tak fajnie nie jest. Jak jest naprawdę? Dotąd myślałem, że zdrowy to ten wynalazek nie jest, ale nie ma co demonizować. Dotąd...

Wiedza i Życie publikuje serię artykułów prof. Hanny Męczyńskiej o ciekawych doświadczeniach z fizyki, które można wykonać w domu. Numer kwietniowy, a jakże, był poświęcony jajkom.

Weźmy surowe jajo kurze i połóżmy między dwiema komórkami. Potem nawiążmy między nimi połączenie – wskazana jakaś promocja typu 1 grosz za minutę ;-) Po godzinie możemy chwycić musztardę i zabrać się do konsumpcji – jajko ugotuje się już na twardo.

Jeśli po zjedzeniu jaja nie minie Wam zamiłowanie do komórek to dobrze. Mnie minęło po samej lekturze. Od tego czasu dzwonię tylko kiedy muszę, staram się trzymać komórkę jak najdalej od ciała i całkiem wyłączam ją na noc. Niby mózg nie jajo, ale licho wie :-)

wtorek, 22 maja 2007

HISTORIA I HISTORYCY


Ile jest historii? Na to z pozoru tylko banalne pytanie piękną odpowiedź daje Liz, bohaterka filmu „Ze slumsów na Harvard”: - Tyle, ilu jest ludzi.
         Inna jest historia moja, a inna jest Twoja drogi czytelniku. Inna jest historia Rosjan, a inna Polski, inna Francuzów, a inna Anglików.
         Każdy ma swoją historię, odmienną i niepowtarzalną. Rozbieżności między nimi narastają z różnych powodów. Wiedzą o tym śledczy, którzy przesłuchują świadków. Każdy świadek pamięta dane zdarzenie trochę inaczej. Gdy dwoje ludzi ogląda ten sam film, nigdy nie zapamiętają z niego dokładnie tego samego. Skoro rozbieżności powstają nawet wtedy, gdy nie trzeba niczego interpretować, a tylko sobie przypomnieć, skoro dwoje ludzi nie może dokładnie tak samo zapamiętać filmu, książki czy zdarzenia, to co dopiero, gdy chodzi o pamięć narodów?
         Politycy Pis i rządzącej koalicji wspieranej aktywnie przez Kościół Katolicki, podobnie jak wcześniej „komuna” wspierana przez braci zza Buga, usiłują wmówić nam, że istnieje jedna, prawdziwa wersja historii, i że oczywiście jedynie prawdziwa jest ta, którą oni głoszą. Do rozpaczy doprowadzają mnie aroganccy, przemądrzali historycy, domorośli, jak rządzący nami bliźniacy, czy też ci z tytułami, jak pracownicy IPN-u, którzy bez najmniejszego wahania, bez cienia wątpliwości, objawiają nam prawdę o świecie. Czy są tak głupi, czy tak zakłamani? Czy są zaślepieni czy wyrachowani?
         Druga wojna światowa, choć skończyła się już dawno, pełna jest jeszcze tajemnic i zagadek. Inne spojrzenie na nią mają historycy Rosyjscy, a inne Polscy, inne Anglicy, a inne Amerykanie. W dodatku ich poglądy ciągle się zmieniają w miarę jak ujawniane są nowe dowody, jak odtajniane są nowe dokumenty. Tymczasem, i jest to dla mnie wręcz niesamowite, historycy rządowej koalicji potrafią z całą pewnością orzekać o historii dużo nowszej niż ostatnia wielka wojna. Wyrokują kto był agentem, a kto nie, bez cienia najmniejszej wątpliwości, z nieomylnością godną Chrystusa. Nie mają mózgu czy sumienia? Czy nie słyszeli o fałszywych świadkach, fałszywych dokumentach i prowokacjach?
         W każdym sądzie, nawet najlepszym, w każdym kraju i w każdym ustroju, pomimo wieloinstancyjności i prawa do obrony, zdarzają się pomyłki sądowe. Skazuje się niewinnych ludzi pomimo najszczerszych chęci dotarcia do prawdy. Tymczasem panowie z PiSu i partii satelickich bez najmniejszych wątpliwości oceniają ludzi i historię. Od czasu, gdy dorwali się do władzy (bo trudno to inaczej określić) ani razu się nie pomylili! Bo oni się nigdy nie mylą!
         Najtragiczniejsze w naszej historii jest to, że wciąż nie możemy zmądrzeć i znormalnieć. Przed wojną Piłsudczycy szykanowali tych, którzy ośmielili się krytykować wodza. Po wojnie komuniści odsądzali od czci i wiary wszystkich, którzy nie byli z nimi. Przez chwilę powiało normalnością po Okrągłym Stole. Kradli? Dobrze. Korumpowali? Dobrze. Od tego jest policja, prokuratura, sąd i więzienie. Pokażcie mi kraj bez kradzieży, korupcji i tego wszystkiego, co Kaczyńscy zarzucają III RP. Ale za III RP było w miarę normalnie, w miarę spokojnie. Widocznie za długo. Teraz IV RP robi dokładnie to samo, co komuniści po wojnie. Innymi środkami, ale to samo. Każdy, kto myśli inaczej jest wrogiem. Nie wystarcza już epitetów by poniżać każdego, kto nie jest z nimi. Nie musi być przeciw. Wystarczy, że myśli samodzielnie. Jak można Hołdysowi (21.05.2007, 22:35, Warto rozmawiać - talk show) powiedzieć, że jest głupi (dosłownie, że niczego nie rozumie – słowa Jacka Kurskiego). Można, gdy się ma świadomość, że ma się monopol na prawdę. Głupie są sądy, głupie trybunały, głupi byli prezydenci i profesorowie. Rację mają zawsze tylko PiS i jego kumple.
         PiS twierdzi, że mając za sobą większość może robić co chce. Tylko, że demokracja to nie tylko rządy większości, a poszanowanie dla mniejszości, ich poglądów i zachowań, dla ich widzenia historii. Tego PiS nie rozumie, bo nie chce albo nie może. W kraju, w którym znacząca część społeczeństwa jest obrażana przez władzę, odsądzana od czci i rozumu, nie może być dobrze. Politycy używają języka, który jeszcze kilka lat temu był „na salonach” nie do pomyślenia, a kojarzył się raczej z towarzystwem spod budki z piwem. Ciekawe po co sięgną nasi wodzowie, gdy wyzwiska i afronty tak spowszednieją, że już nie będzie to na nikim robić wrażenia? Ja mam na historię Polski nieco odmienne spojrzenie i tak coś mi się wydaje, że bracia Kaczyńscy i ich rządy za lat wiele raczej nie będą postrzegani jako najpiękniejsze karty naszej historii. Nikt jeszcze nie zbudował sławy na opluwaniu wszystkiego dookoła. Jak na razie jedynym ich sukcesem jest to, że władzę zdobyli i że ją mają. Innych osiągnięć trudno się dopatrzeć. Gdzie te obiecywane reformy, gdzie tanie państwo? O tym się nawet nie mówi. Jest tylko dekomunizacja, deubekizacja i aborcja. Kiedyś mówiono, że Bóg to oceni. Tak długo czekać nie trzeba. Historia to oceni. Ale nie ta pisana przez opłacanych z PiSowskiej kasy historyków. Pisać ją będą ci, którzy przyjdą później i kto inny będzie im płacić. Pisać ją też będą historycy z innych krajów, a tym buzi nie da się łatwo zamknąć. Szkoda tylko, że póki co my tą historię musimy znosić.

Wasz Andrew