Louis-Ferdinand Céline
Z zamku do zamku
Wiadomo, jak się do tego zabrać: urabiać tak, aby nie było za bardzo rozmyte… i wyszywać igiełką! Na przykład tak: tutaj krótki fragment wspomnień! Tam znowu inny ochłap… jakiś fakt historyczny, i ciągle pracowicie dziergasz, jeszcze jedno wspomnienie… [1]. Autobiografia to specyficzny kawałek chleba. Nie można folgować kaprysom fantazji, za to wyimki z własnego bytu należy przedstawić w odpowiednim świetle (tu pojawia się już pierwsze poważne wyzwanie, bowiem zadecydować należy, które wybrać), by przykuć czytelniczą uwagę (no, chyba że jesteśmy narcyzami taplającymi się w miłości własnej, przeświadczonymi, że nie ma nic bardziej interesującego niż kolejne rozdziały z księgi naszego żywota, ale tutaj może czekać nas niemiłe rozczarowanie, kiedy okaże się, że brak jest chętnych na poznawanie naszych rozbudowanych, dokładnych i w żaden sposób nieprzyciętych wynurzeń). Pisanie o sobie samym to proces mocno zindywidualizowany i stąd trudno jest się go nauczyć, ale wydaje się, że niezłym pomysłem jest podpatrzyć, jak radzą sobie w tej materii inni, a szczególnie ci, którym dobrze to wychodzi. Stąd niezłym przewodnikiem po fachu spisywania własnego życiorysu wydaje się być żyjący w latach 1894 – 1961 francuski pisarz Louis-Ferdinand Céline (właśc. Louis-Ferdinand Destouches), autor książki Z zamku do zamku, z której pochodzi cytat otwierający tekst.
