Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

poniedziałek, 7 września 2026

"Orlanda" Jacqueline Harpman - Żywy i udany dialog z Orlandem

Jacqueline Harpman

Orlanda

Tytuł oryginału: Orlanda
Tłumaczenie: Katarzyna Marczewska
Wydawnictwo: ArtRage
Seria: Cymelia
Liczba stron: 270
Format: papier
 

 
Literatura, podobnie zresztą jak każde pole ludzkiej kreatywności, to cudowna sieć naczyń połączonych. Artyści i artystki nie tworzą w próżni – przystępując do wznoszenia nowej konstrukcji, na ogół, w mniejszym lub większym stopniu, niekiedy podświadomie, innym zaś razem z premedytacją, inspirują się pracą swoich poprzedników. Bywa, że dane dzieło wchodzi w bezpośredni dialog ze swoim poprzednikiem, czego bardzo dobrym przykładem jest powieść Orlanda pióra Jacqueline Harpman (1929 – 2012), belgijskiej psychoanalityczki i pisarki.

Akcja utworu koncentruje się wokół perypetii Aline Berger, trzydziestopięcioletniej, statecznej i ułożonej kobiety, zatrudnionej na wydziale literatury w charakterze asystentki profesora, której udziałem staje się niezwykłe wydarzenie. Moment dekoncentracji w trakcie lektury dzieła Orlando autorstwa Virginii Woolf i niewinna myśl, marzenie, pokusa, by stać się kimś innym (A gdyby tak zmienić płeć? Gdybym cię porzuciła, nieśmiała duszyczko, gdybym wyszła z ciała dziewczyny i zamieszkała w ciele chłopaka (…)? [1]) niespodziewanie staje się faktem. Część duszy Aline (od dawna tłamszona, uciszana) przejmuje ciało przypadkowo napotkanego młodego mężczyzny, dwudziestoletniego Luciena Lèfrene’a, co wprawia ją w euforię – w uniesieniu, radując się „odzyskaną wolnością”, Orlanda (bo tak postanawia nazwać tę zbuntowaną część jaźni Aline trzecioosobowa narratorka, snująca przed nami całą tę niezwykłą opowieść), rzuca się w wir przygód, zarówno cielesnych, jak i intelektualnych, czyniąc to, na co Aline – doskonale nad sobą panująca i pruderyjnie wychowana przez surową matkę – nigdy by sobie nie pozwoliła. Rozszczepiona i niepełna Aline nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, co zaszło, choć doskwiera jej dziwne rozkojarzenie i poczucie pustki. Sytuacyjną świadomość posiada jedynie Orlanda, który jednak traktuje Aline jako strażniczkę swojego więzienia – czy w takich okolicznościach powrót do pierwotnego stanu jest możliwy?

Orlanda to wspaniała zabawa, a przy tym żywy i dynamiczny dialog prowadzony z Orlandem Virginii Woolf. Jacqueline Harpman praktycznie od pierwszy stron sygnalizuje, że jej literacki płód w ogromnej mierze stanowi nawiązanie do wspomnianej pozycji Woolf – zarazem już te początkowe fragmenty niepozbawione są zgryźliwych uwag na temat dzieła Brytyjki (Usiłuje się skupić na tekście, który wcale jej nie porywa [2]; Stale ma wrażenie, że pozostaje na powierzchni, i nie dopuszcza do siebie myśli, że pod spodem być może nic nie ma [3]; (…) i oto okazało się, że ziewała nad Panią Dalloway, zatopiły ją Fale, a teraz nie może skupić uwagi przez dłużej niż dwie minuty na Orlandzie [4]), co jasno wskazuje, że Harpman nie pragnie być bezkrytyczną naśladowczynią czy ślepo zapatrzoną w mentorkę uczennicą.

Jednocześnie widać, że Belgijka zna i szanuje dorobek Angielki, bowiem rzeczone uszczypliwości to nie jedyny przejaw wpływu Orlanda na Orlandę. Jacqueline Harpman eksploruje bardzo zbliżoną tematykę do tej zaproponowanej przez starszą koleżankę po piórze. Jednym z kluczowym aspektów lektury jest rola płci w naszym codziennym życiu. Na przykładzie Alice Berger zaprezentowany bagaż oczekiwań i powinności, jakie dźwigać muszą kobiety w codziennym życiu. Harpman podkreśla, że w wielu kulturach dziewczynki uczone są skromności i powściągliwości ((…) robiłbym to, na co się nie ośmielałem jako dziewczyna, rzucałbym im wyzwanie! [5]; (…) nie obowiązuje mnie już wstydliwość młodych kobiet (…) [6]), ustępowania innym (Aline nauczyła się obchodzić z rozmaitymi przedmiotami bez łamania sobie przy tym paznokci, a z poglądami – bez urażania rozmówców [7]) oraz podporządkowania (Alice za sprawą Orlandy uzmysławia sobie, że historia jej babek i prababek to opowieść o: (…) nich wszystkich, spętanych, wywłaszczonych, zawierających się jedna w drugiej (…) [8]). W rezultacie kobieca osobowość jest przycinana, niekompletna, ograniczona, nie w pełni rozwinięta, co prowadzi do utraty pewności siebie i braku przeświadczenia o własnej wyjątkowości: Tak usilnie bowiem starała się być osobą, której wizerunek dyskretnie podsuwała jej matka, że nie czuje się już kimś jedynym w swoim rodzaju, jak każdy ma prawo się czuć; nie czuje, że ma do powiedzenia coś, co tylko ona potrafi powiedzieć [9].

Drugą ważką składową Orlandy, która jest odbiciem (czy bardziej dopełnieniem) Orlanda są rozważania i dygresje poświęcone literaturze oraz związany z tym autotematyzm. Podobnie jak w przypadku Virginii Woolf, Jacqueline Harpman kreuje postać pierwszoosobowej narratorki, która wchodzi w żywą interakcję z czytelnikiem i czytelniczką. Liczne apostrofy, poprzecinane zwierzeniami dotyczącymi napotkanych trudności w trakcie przybliżania snutej historii, budują intymną atmosferę – Orlanda jawi się niczym zwierzenia osoby, która na fali entuzjazmu, ale i z racji zaufania, jakim nas obdarza, postanawia podzielić się z nami opisem niezwykłych zdarzeń, których jest świadkiem (Tych dwoje łączy osobliwa relacja, a kiedy mówię o dwojgu, ogarniają mnie wątpliwości: czy rzeczywiście jest ich dwoje? [10]; Nie, teraz szachruję, trzeba opowiedzieć, jak spędził ten dzień [11]; Muszę wam powiedzieć w zaufaniu (…) [12]). Z kolei za sprawą Aline, która ((…) na zakończenie studiów napisała błyskotliwą pracę doktorską na temat Prousta (…) [13]), przytoczone zostają ciekawe interpretacje zarówno prozy Prousta, jak i Woolf. Proust, w twórczości którego specjalizuje się Aline, choć nie ma odwagi wchodzić w żywsze dyskusje ze swoim kolegą, zupełnie inaczej odczytującym wiele fragmentów, służy do ukazania opresyjnego podejścia (będącego emanacją patriarchatu) wielu mężczyzn wobec interlokutorek, mężczyzn przeświadczonych o posiadaniu monopolu na rację w każdej kwestii, jaką postanawiają się zająć. Natomiast dorobek Virginii Woolf, z którym ponownie, po latach, zapoznaje się Aline, zapewnia bardzo interesujące spojrzenie na to, jak odczytywać można Orlanda (Uwaga, osoby zamierzającej przeczytać Orlanda uprzejmie proszone są o nieczytanie tego ustępu: Przecież on nigdy nie był chłopcem! Tydzień spędzony w łóżku, dokładnie tak, jak mi to matka tyle razy kładła do głowy, to wejście w okres pokwitania! Wszystko jest alegorią, a Virginia opowiada o sobie samej: w dzieciństwie była silna i żywiołowa, bawiła się na strychu w wojnę z Maurami, miała uwielbianą przyjaciółkę, która zaczęła ją zaniedbywać dla chłopców, więc Virginia uciekła w książki i marzenia (…) [14]). Co ważkie, w przeciwieństwie do Orlanda, Orlanda odznacza się niezwykłą zwiewnością stylu – zdania konstruowane są w sposób, który pozwala swobodnie płynąć opowieści bez żadnych rozwlekłych tam, zahaczających o językowe zdobnictwo, pozornie pięknych i eleganckich, w nadmiarze zbędnych i męczących: (…) Orlanda drżał od stóp do głów, Aline nigdy nie zaznała równie dzikiej nawałnicy, tamy runęły, popłynęły fale pożądania, zatapiając po drodze ostatnie pozostałości Luciena Lèfrene’a, Orlanda poczuł, że schodzi w głąb monstrualnego świata budzących grozę namiętności, tam, gdzie człowiek gotów jest oddać duszę za chwilę rozkoszy, ponieważ rozkosz ma w sobie potworną wielkość zbrodni, zrozumiał, czym są ognie piekielne i krzyki kaznodziejów, którzy wyprawiają w zdumienie nasz świat, Pani Czystość, Pani Nieskazitelność i Pani skromność uciekły, wydając okrzyki zgorszenia, natarczywe usta mężczyzny przylgnęły do ust chłopca, który jęknął pod naporem własnej odpowiedzi [15]. 

Ostatnim elementem, na który warto zwrócić uwagę jest aspekt psychologiczny. Jacqueline Harpman wspaniale uzmysławia, jak wiele pokładów obcości nosimy w odmętach naszej duszy czy też umysłu. Niejedna cecha, o posiadanie której siebie nie posądzamy, latami pozostaje uśpiona, by obudzić się w okolicznościach wyjątkowych, niezwykłych, rozsadzających ramy codzienności, uświadamiając nam, że sami dla siebie możemy pozostawać zagadką, mimo iż (na pozór) znamy doskonale swoje duchowe wnętrze. Przy tej okazji Harpman zaznacza, że wielu z nas zadowala się uproszczonym, powierzchownym wyobrażeniem na temat samego siebie, nie chcąc zgłębiać ciemnych tuneli własnej osobowości, podświadomie lękające się tego, co można by tam odkryć: (…) lecz kto zna samego siebie? Czyż nie jest tak, że wszyscy idziemy przez życie, pozostając w niewiedzy na temat tego, kim jesteśmy, spragnieni jakiegokolwiek opisu nas samych, który zapewniłby nam rozkoszne złudzenie, że mamy nieskomplikowaną tożsamość, zawartą w niewielu słowach? [16]; Między dniem, który dobiegł końca, i tym, który się zacznie, następuje moment całkowitego zawieszenia, budzę się i nie wiem, czy wiem, kim jestem i kto śpi przy mnie, co prędzej wymyślam jakieś imię, historię, by uciszyć niepokój, tworzę tożsamość, lecz jak mogę być pewna, że dzisiejsza jest tą samą co wczoraj? Czy świat istnieje, czy może każdy z nas tworzy go nieustannie niczym uśpiony bóg, który nie wiem, że śni? [17].

Wypadkową tego różnorodnego budulca, z którego Jacqueline Harpman wznosi Orlandę, jest niezwykle frapująca lektura. Powieść zarówno bawi, jak i intryguje, nadto pozwala z innej perspektywy spojrzeć na Orlanda Virginii Woolf, sprawiając, że po utwór Brytyjki (nawet, jeśli nie w pełni doceniło się jego kunszt, jak miało to miejsce w moim przypadku) chce się ponownie sięgnąć i poszukać w nim tego, co w trakcie pierwszego czytania mogło nam uciec, umknąć, wyślizgnąć się. Co ważne, Orlanda broni się również jako samodzielny literacki byt, bowiem zawiera w sobie szereg ciągle aktualnych przemyśleń dotyczących roli płci oraz postrzegania kobiet i mężczyzn (ich powinności, obowiązków, stawianych im wymogów) w ludzkiej gromadzie. Wreszcie Orlanda to ciekawa wariacja na temat uniwersalnego marzenia, by zerwać z dotychczasowym bytem i stać się tym, kim chcieliśmy być, lecz zabrakło nam na to odwagi. Kolejna znakomita propozycja Wydawnictwa ArtRage w sztandarowej serii Cymelia. 


 

P. S. Ukraina wciąż walczy nie tylko o swoją wolność, a my, choćby w pewnym stopniu, możemy pomóc jej obrońcom i obrończyniom, w tym także naszym chłopakom na wojnie. Każde wsparcie i każda wpłata się liczy! Można wspierać na różne sposoby, ale trzeba coś robić. Tutaj zrzutki na naszych medyków pola walki działających na froncie: https://pomagam.pl/b4t636 albo https://pomagam.pl/medycy_ukrainie

 
 
Ambrose

 ------------------------------------

[1] Jacqueline Harpman, Orlanda, przeł. Katarzyna Marczewska, Wydawnictwo ArtRage, Warszawa 2025, s. 12
[2] Tamże, s. 11
[3] Tamże, s. 12
[4] Tamże, s. 27
[5] Tamże, s. 12 
[6] Tamże, s. 24
[7] Tamże, s. 31 
[8] Tamże, s. 248
[9] Tamże, s. 33
[10] Tamże, s. 154
[11] Tamże, s. 117
[12] Tamże, s. 172
[13] Tamże, s. 31
[14] Tamże, s. 66
[15] Tamże, s. 39
[16] Tamże, s. 52
[17] Tamże, s. 101

2 komentarze:

  1. Sięgnęłam po tę powieść pod wpływem Twojego polecenia na LC :) i też mi się ta książka podobała, choć wywarła na mnie mniejsze wrażenie niż "Ja, która nie poznałam mężczyzn". I jeszcze zakończenie mnie trochę rozczarowało, bo żal mi było Luciena.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to bardzo się cieszę, że po książkę sięgnęłaś, bo na mnie, szczególnie, że niewiele wcześniej przeczytałem "Orlanda" Woolf, utwór wywarł bardzo duże wrażenie. Mam nadzieję, że mimo tych kilku uwag i zastrzeżeń, czas spędzony na lekturze był owocny w miłe wrażenia. Mnie szczególnie spodobały się odniesienia do twórczości Woolf oraz analiza pisarstwa Prousta.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)