Powieść włoskiego literata to
utwór, w którym pierwsze skrzypce gra nuda. Głównym bohaterem, a zarazem
pierwszoosobowym narratorem jest Dino, 35-letni niespełniony malarz, który w
chwili rozpoczęcia akcji uświadamia sobie, że uprawiana przez niego sztuka jest
wyłącznie pretekstem i bezskuteczną próbą ucieczki przed ogarniającym go
potężnym znużeniem. Wciąż jeszcze młody mężczyzna, jedyny syn majętnej i
wpływowej wdowy, próbuje żyć na własną stopę – wynajmuje pracownię na via
Margutta, w centrum włoskiej stolicy, tworzy obrazy, które miałyby nadać sens
prowadzonej egzystencji. Po 10 latach, które upłynęły od opuszczenia rodzinnego
domu, okazuje się, że wszystko – kariera malarska, samodzielny byt, życiowy cel
– jest tylko mirażem i ułudą, które musiały ulec zniszczeniu pod ciężarem
kłamstw, na jakich były wznoszone. Dino ulega temu, co od towarzyszyło mu od
najmłodszych lat – przytłaczającemu i przygnębiającemu poczuciu znudzenia.
To właśnie nuda, co zresztą
sugeruje sam tytuł, jest wiodącym tematem całego dzieła, które można traktować
jako swoiste studium poświęcone temu stanowi emocjonalnemu, rozważanemu z
najróżniejszych perspektyw. Godne podkreślenia jest przede wszystkim to, że
nuda z punktu widzenia protagonisty to pewnego rodzaju indolencja, niemożność
czy inercja, przejawiająca się na wielu poziomach – jest to niezdolność do
nawiązywania realnych i głębokich kontaktów międzyludzkich, niemoc w
podejmowaniu realnych działań, brak decyzyjności, a także apatia i bierność w
interakcjach z otoczeniem. Nuda, z którą bezskutecznie zmaga się Dino,
przejawia się na wiele możliwych sposobów – jest to zapał wyczerpujący się,
wręcz gasnący szybko i gwałtownie, bez żadnej wyraźnej przyczyny; to również
sieć barier i przeszkód separujących bohatera od innych osób, wydarzeń oraz
przedmiotów będących przyczyną nieporozumień, niedomówień i kłamstw; to
sprzeczne i skrajne uczucia, takie jak obrzydzenie, odraza oraz przerażenie
płynące ze świadomości własnej słabości;, to wreszcie tępy, automatyczny,
pierwotny i prymitywny popęd seksualny przechodzący okresowo w bezmyślne i
niczym nieuzasadnione okrucieństwo, przejawiające się w chęci krzywdzenia
bliskich.
Nuda przez Dina traktowana jest również
jako forma rozrywki, bowiem jest to rodzaj odskoczni prowadzącej do zapomnienia
i otępienia. Równie interesujące jest potraktowanie nudy jako przejawu
skrajnego egocentryzmu. Zgodnie z tą wykładnią jest to typ niedopełnienia,
niedopasowania czy niedomiaru rzeczywistości. Świat zewnętrzny zdaje się być
niekompletny, co wiąże się ze zbyt silną koncentracją na samym sobie oraz
niemożnością wyjścia poza ciasne ramy własnej psychiki, co skutkuje brakiem
komunikacji z otoczeniem oraz do przekonaniem, że między nami, a rzeczywistością
nie istnieją żadne realne więzy. Stąd nuda traktowana jest jako brak
porozumienia i nieumiejętność przezwyciężenia tego braku.
Szansą na ponowne uchwycenie
więzi z rzeczywistością staje się Cecylia, dziewczyna, która zjawia się na
horyzoncie wydarzeń w kluczowym momencie życia Dina, tuż po tym jak mężczyzna
zdecydował się ostatecznie zerwać wszelkie związki z malarstwem. Młoda kobieta
wywodzi się z zupełnie innego środowiska, niż Dino, zamożny osobnik, którego
matka doszukuje się w swojej rodzinie szlacheckich korzeni, roszcząc sobie tym
samym prawo do uważania się za wpływową personę z porządnego towarzystwa. Ale czy prostolinijna Cecylia, żyjąca w
klatce teraźniejszości, odznaczająca się wręcz bezbarwną osobowością,
roztargnieniem i ustępliwością oraz cechująca się dwoistą naturą, łączącą
swobodnie postać kobiety i dziecka, spajająca niedojrzałość i wyrafinowanie,
przeplatająca naiwność i kokieterię, jest w stanie podołać trudnej roli, jaką
przypisuje jej Dino, tj. pomóc mężczyźnie wyrwać się z krępujących go pęt
znużenia?
Nuda Alberto Moravii to znakomity portret związku dwojga ludzi,
który może symbolizować degrengoladę międzyludzkich relacji. Podstawą więzi
łączącej Cecylię oraz Dina jest fizyczne pożądanie oraz bliskość cielesna.
Komunikacja między kochankami zostaje zredukowana czy wręcz zastąpiona aktem
seksualnego spółkowana, a najsilniejszą emocją odczuwaną względem partnera jest
chęć całkowitego posiadania. Moravia udanie ukazuje pułapkę, do jakiej prowadzi
czysto erotyczna relacja, która bezwzględnie obnaża uczuciową pustkę, wyrwę,
ziejącą pomiędzy dwójką ludzi, niezdolną do wzajemnego zrozumienia się.
Kolejnym interesującym akcentem
powieści są silnie zarysowane kontrasty oraz polaryzacje. Ich uosobieniem jest
Cecylia, która, tak jak już wspomniano, nosi w sobie niejedną sprzeczność.
Wzajemnymi przeciwieństwami są też Dino – skłonny do autoanalizy, oddający się
długotrwałym rozmyślaniom, skoncentrowanym głównie wokół własnej osoby – i Cecylia,
w której dominują prostota, zwierzęca naturalność oraz w pewnym sensie oderwanie
od rzeczywistości, przejawiające się brakiem zainteresowania otoczeniem, nie
roztrząsanie zachodzących wydarzeń i faktów. Za sprawą narratora sygnalizowana
jest także przeciwstawność ukryta we wszelakiej maści przedmiotach, wśród
których moją uwagę przykuł telefon oraz poświęcona mu refleksja, zgodnie z
którą urządzenie to jest środkiem
komunikacji utrudniającym komunikację, narzędziem kontroli niepozwalającym
dowiedzieć się niczego konkretnego; maszyną łatwą w obsłudze, która okazywała
się coraz bardziej zawodna i kapryśna [2].
Nuda rozpatrywana przed pryzmat innego dzieła Moravii,
Rzymianki, pozwala dostrzec na pewne
stałe elementy warsztatu pisarskiego włoskiego artysty. Główny bohatera utworu
oraz pierwszoosobowy narrator Dino jest łudząco podobny do Giacomo Diodatiego,
protagonisty
Rzymianki. Zarówno
pierwszy jak i drugi młody mężczyzna to człowiek bezwolny i apatyczny,
odznaczający się słomianym zapałem, bardzo często popadający w stany umysłowego
odrętwienia i bierności, który żadnej z rozpoczętej czynności nie potrafi
doprowadzić do końca, odnajdujący przyjemność w medytowaniu nad samym sobą.
Powtarzającym się motywem jest także trudna i niejednoznaczna relacja dziecka z
matką, która jest osobniczką pozbawioną gustu oraz poczucia estetyki, ale głęboko
wierzącą w sprawczą siłę pieniądza. Prezentowana przez nią miłość do potomstwa
jest rachityczna, skarlała, wynaturzona – dobro syna (a w przypadku
Rzymianki – córki) nie zawsze jest
najważniejszą wartością, w cieniu której chowają się inne kwestie. Istotnym
ogniwem, które wchodzi w skład obu dzieł jest odwołanie do malowideł z
wizerunkiem Danae, greckiej bogini, matki Perseusza. Danae, córka Akrizjosa,
została zamknięta przez ojca w spiżowej komnacie, gdyż – według przepowiedni –
jej dziecko miało pozbawić życia króla Argos. Ale żądny Zeus przedostał się
przez szczelinę w dachu do uwięzionej Danae pod postacią złotego deszczu, który
z tego powodu wyraża ludzie pożądanie oraz chciwość.
Reasumując Nuda, wbrew temu co sugeruje tytuł, jest powieścią ogromnie
interesującą. To tragikomiczna, zabarwiona zmysłowością historia erotycznego
opętania, przeradzającego się w obsesyjną zazdrość, ale zazdrość u podstaw
której leży egocentryzm i uprzedmiotowienie obiektu darzonego uczuciem,
związaną z przekonaniem, że pożądana osoba nie ma prawa należeć do kogokolwiek
innego. Moravia bezwzględnie obnaża relację pomiędzy dwójką protagonistów,
obdzierając ją z wszelkich miłosnych akcentów, naświetlając jedynie jej
naturalistyczne oblicze. Wydaje się, że w ten sposób włoski aktor stara się
zwrócić uwagę na fakt, że warunkiem koniecznym do choćby częściowego poznania
bliźniego jest empatia, która pozwala na opuszczenie ciasnej skorupy miłości
własnej i otworzenie się na świat zewnętrzny. Proza intrygująca i bardzo
dojrzała. Polecam!
Wasz Ambrose
[1]
Alberto Moravia, Nuda, przeł. Monika
Woźniak, wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009, s. 177
Lubię Moravię, ale ten tytuł zawsze mnie odstraszał. Nie sądziłam, że o nudzie można pisać w interesujący sposób :)
OdpowiedzUsuńHa, tytuł faktycznie nakazuje zachowanie sporej dozy ostrożności, ale mnie skusił fakt, że powieść wydano w ramach serii "Nowy Kanon", którą to bardzo sobie cenię. Jak dotąd nie zawiodłem się na żadnej pozycji, a po lekturze "Nudy" mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że dobra passa trwa nadal :) Biorąc pod uwagę fakt, że czytałaś już Moravię, ufam, że opisywane dzieło przypadnie Ci do gustu, jeśli tylko zdecydujesz się po nie sięgnąć.
UsuńCiekawa lektura. Tym bardziej, że uczucie nudy jest mi praktycznie nieznane, a i z zazdrością podobnie. Chyba zawsze, jak to ładnie określiłeś, u podstaw zazdrości leży egocentryzm i uprzedmiotowienie obiektu. Dodałbym tylko, że razem z pięknym melanżem głębokich kompleksów. Na tę książkę raczej polować nie będę, ale jeśli się napatoczy, będę pamiętał, żeby nie odrzucać :)
OdpowiedzUsuńMoże zdarzy się, że jedno z dzieł Moravii będzie lekturą w Twoim Dyskusyjnym Klubie Książki i wtedy zyskasz sposobność, by poznać tego włoskiego artystę :)
UsuńAle piękne, nowe tło! I nagłówek. Bardzo, bardzo lubię.
OdpowiedzUsuńDo Moravii robiłam "podchody" kilkakrotnie. Ale wciąż znam go tylko ze słyszenia. Mam wrażenie, że ten autor świetnie punktuje wady i słabości współczesnych - wnioskuję z tytułów książek, krótkich, acz treściwych: "Nuda", "Konformista", "Obojętni". Oraz z Twojej, bardzo zachęcającej opinii.
Ha, piękne dzięki za miłe słowa! Szczególnie tło kosztowało trochę koronkowej roboty i dłubania w bezmiarach Internetu w poszukiwaniu poszczególnych podpisów :)
UsuńJa Moravię poznałem dopiero za sprawą "Nowego Kanonu" - na łamach tej serii ukazało się sporo tytułów tego włoskiego artysty. Na tyle dużo, że w końcu pisarz mnie zaintrygował i postanowiłem poznać jego dzieła osobiście - w ten sposób skusiłem się na "Rzymiankę", wypożyczoną z biblioteki. "Nuda", moje drugie spotkanie z Moravią uważam za książkę jeszcze lepszą, jeszcze dojrzalszą i bardziej przemyślaną. I masz rację - Włoch celnie wskazuje i punktuje przywary naszego współczesnego społeczeństwa, w którym konsumpcjonizm, bezrefleksyjność i niewyrażalne poczucie metafizycznej pustki odgrywają ogromną rolę.
O mały włos uniknęłam gafy, bo już miałam spytać, w których to czeluściach internetu można znaleźć takie wspaniałości. A to ręczna robota :-) Wyjątkowo mi się podoba - od razu zrobiło się jaśniej, przejrzyściej, no i te wszystkie autografy...!
UsuńTak, "Nowy Kanon" to zacna rzecz. W tej serii odkryłam m.in. Zweiga, Kosztolányi'ego, Simenona oraz Schuylera. Same książkowe pyszności. Na "Nudę" też pewnie w końcu przyjdzie czas :-)
Ha, zauważyłem, że "Nowy Kanon" to dla wielu czytelników prawdziwa kopalnia. Ja dzięki tej serii natknąłem się na Eileen Chang, Victora Serge, Themersona oraz podobnie jak w Twoim przypadku, Simenona i Zweiga. Cały czas liczę, że pojawią się jeszcze jakieś pozycje japońskie.
UsuńAleż miły zbieg okoliczności. Widział Szanowny Pan: https://5000lib.wordpress.com/2016/01/28/2121-ikd-1-nuuudze-sie/
OdpowiedzUsuńPrzy lekturze recenzji w głowie grał mi utwór "Inertia" zespołu Massive Attack. A powieść o nudzie zapowiada się bardzo nie-nudnie.
Ha, literatura ma to do siebie, że jej miłośnikom często przytrafiają się podobne zbiegi okoliczności - w tym zasadza się jej piękno :)
UsuńCzyżbyś proponował podejście do literatury wzorem Murakamiego ? U niego także bardzo często, gdzieś w tle, gra muzyka :) Sam tytuł wspomnianego utworu bardzo dobrze oddaje nastrój powieści - bezwład, inercja, bezruch są w niej wszechobecne.
Kto by pomyślał, że nuda może być ciekawym tematem na powieść. Coraz bardziej intryguje mnie ten autor:)
OdpowiedzUsuńHa, jak widać nuda, jeśli nie doświadczamy jej osobiście, a jedynie obserwujemy osobników nią dotkniętych, jest całkiem wdzięcznym tematem :)
UsuńJa także jestem coraz mocniej zaintrygowany Moravią - z pewnością nie zabraknie okazji, żeby go lepiej poznać, bowiem w Polsce wydano całkiem sporo jego dzieł.
Widzę, że powoli stajesz się ekspertem od tego autora. Koniecznie sięgnę, skoro to dojrzała proza i polecasz.
OdpowiedzUsuńPomysł z autografami jest przedni. To taki smaczek. Uwielbiam podpis Vonneguta:)
Oj, do eksperta jeszcze sporo mi brakuje. Tak się złożyło, że jedną powieść Moravii wypożyczyłem z biblioteki (kontynuacja znajomości z lit. włoską), a drugą miałem już na półce - postanowiłem za jednym zamachem poznać oba dzieła tego autora. Pocieszający jest natomiast trend wznawiania dzieł Moravii - kilka tytułów pojawiło się w ramach "Nowego Kanonu" W.A.B. :)
UsuńDzięki! Tak, Kurt miał bardzo specyficzne poczucie humoru, które wyrażało się na wielu płaszczyznach :)
Możesz sobie pogratulować: niesiesz kaganek oświaty :) powyższą recenzję czytałem zaraz po jej opublikowaniu i nawet zamierzałem ją skomentować, nawiązać do Ciorana, w którego życiu i twórczości zjawisko nudy odgrywało niebagatelną rolę, ale... no właśnie, chyba sam dostałem się w jej szpony i z tego powodu komentarz nigdy nie powstał.
OdpowiedzUsuńAle, będąc wczoraj w bibliotece, w moje oko wpadł egzemplarz owej książki, swoją drogą pięknie wydany i od razu sobie przypomniałem Twój tekst. Powieść, jak widać, przeczytałem niemal jednym tchem i była to wielce satysfakcjonująca lektura. Egzystencjalizm w czystej postaci, czyli, jak zapisałem w dzienniku "(...)ja się utożsamiam, a >>normalni<< ludzie mają ochotę powiedzieć bohaterowi >>weź się, chłopie, ogarnij<<" ;)
Ciekaw jestem debiutu autora, "Obojętnych", który on sam określał jako prekursorski względem egzystencjalistycznych powieści Sartre'a i Camusa.
Ha, chcą pisać o nudzie, siłą rzeczy trzeba o niej myśleć, a to może skutecznie zniechęcać do robienia czegokolwiek :)
UsuńBardzo mi miło, że mój tekst stał bodźcem do tego, byś sięgnął po to dzieło Moravii (obstawiam wydanie z serii "Nowy Kanon" W.A.B.-u, które posiadam na swojej półce) - wg mnie to całkiem interesujący autor. Czytałem jeszcze "Pogardę" i "Rzymiankę", i na ich podstawie stwierdzam, że taka metafizyczna pustka i bezwład to charakterystyczna cecha twórczości Moravii.
A "Obojętnych" łatwo sprawdzić - jest polskie wydanie :)