Satoshi Yagisawa
Moje dni w antykwariacie Morisaki
Odwlekanie konfrontacji z rzeczami trudnymi, które zdają się nas przerastać, które nas przerażają, które rodzą poczucie dyskomfortu jest podejściem sprawdzającym się jedynie na krótką metę, bowiem: (…) nie da się niczego rozwiązać, bez końca nosząc w sercu żal [1]. Z tym, co sprawia nam ból czy rodzi frustrację warto się zmierzyć, bowiem to najlepsza droga do znalezienia ukojenia. Szczególnie, że z problemami z reguły nie zostajemy pozostawieni sami – kluczem okazuje się odwaga, by przyjąć wsparcie ze strony innych (tych najbliższych, ale i nieco mniej znanych ludzi). Przypomina nam o tym Satoshi Yagisawa (ur. 1977), japoński pisarz, autor powieści Moje dni w antykwariacie Morisaki.
Główną bohaterką utworu, a zarazem pierwszoosobową narratorką jest Takako, pochodząca z Kiusiu i mieszkająca w Tokio 25-letnia kobieta, która kreśli przed nami rozległe wspomnienie kilku bardzo trudnych miesięcy w swoim życiu, jakie następują po zakończeniu uczuciowego związku z mężczyzną z tej samej firmy. Odczuwane upokorzenie i rozpacz są na tyle silne, że Takao rezygnuje z pracy i zaszywa się w wynajmowanym mieszkaniu, spędzając większość czasu na przesypianiu z wolna upływających godzin. Tę smutną rutynę postępującego zanurzania się w bagnie depresji przerywa niespodziewana wiadomość od dawno niewidzianego wujka Satoru, właściciela antykwariatu Morisaki w tokijskiej dzielnicy Jinbōchō. Młodszy brat mamy kontaktuje się z siostrzenicą składając jej zaskakującą ofertę – w zamian za pomoc w prowadzeniu księgarni, Takako mogłaby mieszkać w skromnym mieszkaniu znajdującym się nad antykwariatem. Dziewczyna pragnie odciąć się od zewnętrznego świata i samotnie przeżywać swój ból, ale brutalna rzeczywistość w postaci piętrzących się rachunków nie daje o sobie zapomnieć – Takako, opornie i niechętnie, przystaje na propozycję wujka, która okazuje się przełomem w jej egzystencji: Mimo wszystko do dzisiaj nie wyrzuciłam z pamięci chwil, które tam spędziłam. Dlaczego? Bo właśnie temu miejscu zawdzięczam impuls do rozpoczęcia prawdziwego życia [2].
Moje dni w antykwariacie Morisaki to typowa proza spod znaku modnej ostatnio „comfort book” („książka kołderka”), której celem jest ukojenie czytelniczych zmysłów, wprowadzenie w dobry nastrój, poprawa humoru. Pozycje tego typu emanują ciepłem, choć nie brak w nich niemałych pokładów naiwności i odrealnienia – nawet najpoważniejsze problemy da się stosunkowo szybko i prosto rozwiązać, dzięki wsparciu i życzliwości innych ludzi, na których zaskakująco łatwo się natknąć w miejscu o urokliwym klimacie, przyciągającym takie właśnie dobre dusze (tutaj, zgodnie z tytułem, tę rolę niemal magicznej przestrzeni spełnia antykwariat Morisaki, choć równie kojącą atmosferą odznacza się pobliska kawiarnia). W oczy kłują też mądrości, których w swoich książkach nie powstydziłby się Paolo Coelho czy spece od wszelakiej maści poradników na temat potęgi pozytywnego myślenia – w utworze Yagisawy autorem większości maksym i złotych myśli jest wujek Satoru, z którymi chętnie dzieli się z Takako: Możliwe, że wcale nie da się od razu zrozumieć, czego człowiek tak naprawdę szuka. Możliwe, że trzeba poświęcić całe życie i odkrywać to odrobina po odrobinie [3]; Wiele czasu mi zajęło, żeby tu wrócić, i wtedy wreszcie zrozumiałem. To nie kwestia miejsca, tylko nas samych. Nieważne, gdzie nas akurat życie poniosło ani z kim je dzielimy, jeśli tylko pozostajemy szczerzy wobec samych siebie, nasze miejsce na ziemi jest właśnie tam [4].
Czy w takich razie Moje dni w antykwariacie Morisaki to powieść, na którą szkoda tracić czasu, i którą bez żalu można porzucić już po kilku pierwszych stronach? Mimo tych zastrzeżeń, o których czuję się w obowiązku napomknąć już na początku, dzieło Satoshiego Yagisawy nie jest zupełnie bezwartościowe. Książka może nieco karykaturalnie, ale jednak podkreśla, jak ważcy w procesie dochodzenia do siebie po traumie są bliscy nam ludzie, gotowi nas wspomóc – w dużej mierze to od nas zależy, czy wyzbędziemy się wstydu, dumy czy nieśmiałości i zaakceptujemy oferowane wsparcie.
Jeszcze większą zaletą utworu jest literacki nastrój, jaki udało się wykreować Satoshiemu Yagisawie. Jako, że wujek Satoru jest miłośnikiem prozy japońskiej z początku XX wieku, zaś jedną z podsuwanych Takako form terapii jest lektura, czytelnik i czytelniczka raczeni są całą rzeszą interesujących tytułów oraz nazwisk – pojawiają się zarówno znani i tłumaczeni nad Wisłą artyści jak Kafū Nagai, Jun’ichirō Tanizaki, Osamu Dazai, Haruo Satō, Kōji Uno, Ryūnosuke Akutagawa, Ōgai Mori, Sakunosuke Oda, jak i tacy, którzy jeszcze nie doczekali się polskich przekładów (Kazuo Ozaki, Saneatsu Mushanokōji czy Takehiko Fukunaga – po tego ostatniego zdecydowałem się zresztą sięgnąć, czego pokłosiem będzie tekst poświęcony powieści Flowers of Grass). Z tego względu, dla miłośników prozy japońskiej (niekoniecznie typu „comfort book”), książka Moje dni w antykwariacie Morisaki może okazać się kopalnią inspiracji. Nie mniej atrakcyjnie opisano dzielnicę Kanda-Jinbōchō (znaną powszechnie jako Jinbōchō), słynącą z licznych antykwariatów i księgarni, których imponująca liczba ponad 170 skupiona jest na stosunkowo niewielkim obszarze. Wcześniej nie zetknąłem się z żadnymi informacjami na jej temat, a wydaje się, że to obowiązkowy punkt programu zwiedzenia Tokio dla każdego książkowego mola.
Reasumując, Moje dni w antykwariacie Morisaki to utwór powstały na rosnącej fali popularności książek określanych mianem „comfort book”, podbijających ostatnio listy najlepiej sprzedającej się literatury. Satoshi Yagisawa stawia na szablonowe i schematyczne rozwiązania, które pozwalają wykreować przytulną i pełną optymizmu atmosferę – jeśli przymknąć oko na niezbyt realistyczną fabułę, to można uznać Moje dni w antykwariacie Morisaki za prozę, która przypomina o sile przyjaźni i miłości. Dla mnie zaś to skarbnica mniej znanych nad Wisłą nazwisk japońskich literatów z początku XX wieku – pierwszy, wyjęty ze szkatułki skarb (wspomniana powieść Flowers of Grass) okazał się nadzwyczaj ciekawy, liczę więc, że z pozostałymi będzie podobnie.
P. S. Ukraina wciąż walczy nie tylko o swoją wolność, a my, choćby w pewnym stopniu, możemy pomóc jej obrońcom i obrończyniom, w tym także naszym chłopakom na wojnie. Każde wsparcie i każda wpłata się liczy! Można wspierać na różne sposoby, ale trzeba coś robić. Tutaj zrzutki na naszych medyków pola walki działających na froncie: https://pomagam.pl/b4t636 albo https://pomagam.pl/medycy_ukrainie
------------------------------------

Chętnie kiedyś sięgnę po tę książkę, zwłaszcza, że można się zainspirować lekturami bohaterów. :)
OdpowiedzUsuńJako otulacz na pluchowe dni sprawdza się dobrze. Jako inspiracja, jeszcze lepiej. Szkoda tylko, że sporo tytułów, jakie się przewijają, nie doczekało się polskiego tłumaczenia.
Usuń