Powieści
Edward Stachura
Wydawnictwo: Czytelnik
Liczba stron: 384
Trąby anielskie zagrzmiały,
rozstąpiło się niebo przeszyte nitką błyskawicy, ostry, nieprzyjemny wiatr
zawył gdzieś ze wschodu i wtem, cały ten rozgardiasz – który wybuchł nagle i
bez wyraźnie określonego powodu – ucichł, a po chwili ciszy, ostro i drażniąco
dzwoniącej w uszach, rozległ się głos dudniący i donośny, który zapytał: Czy aby w tym domu nie zapanował obłęd? [1].
Na te słowa ludzie nerwowo poczęli rozglądać się po sobie, próbując ustalić ich
źródło. Nie mogąc jednak odszukać zuchwalca, który owo zdanie wypowiedział, starali
się usilnie udawać, że niewygodne pytanie nigdy właściwie nie padło. Ale raz
podniesiona kwestia, szczególnie jeśli kłopotliwa i prowokująca, nie daje się
łatwo stłamsić – chętnie wracają do niej wszelakiej maści wojownicy, toczący
długotrwałe batalie z formą. Tyle, że rola kontestatora, co rusz podważającego
podwaliny porządku rzeczy, w dłuższej perspektywie jest niewdzięczna i trudna,
o czym przekonują się choćby protagoniści powieści Cała jaskrawość (1969), autorstwa Edwarda Stachury (1937 – 1979),
polskiego poety, prozaika, pieśniarza i tłumacza.







