niedziela, 5 stycznia 2014

Subtelny gwałt na codzienności

Okładka książki Zniknięcie słonia 

Zniknięcie słonia

Haruki Murakami


Tytuł oryginału: Zō no shōmetsu
Tłumaczenie: Anna Zielińska-Elliott
Wydawnictwo: MUZA S.A.
Liczba stron: 375
 
 
 

Opowiadanie to krótki utwór prozatorski, który w mojej prywatnej opinii jest swoistym papierkiem lakmusowym, służącym do określenia talentu narratorskiego danego pisarza. Ta literacka forma, mimo niewielkich rozmiarów, skromnie rozwiniętej, bądź ledwie cząstkowo zarysowanej akcji, czy niezbyt licznego grona bohaterów, wymaga od twórcy sporych umiejętności (nie użyję wyrażenia wprawy, bowiem zawiera ono pejoratywne konotacje poprzez nadanie dziełom statusu wyrobów zręcznego rzemieślnika, którymi przecież nie są płody prawdziwych mistrzów pióra). Oto bowiem w karbach kilku tysięcy słów ująć trzeba istotę rzeczy, która okazałaby się na tyle interesująca dla czytelnika, by ten, w przypadku, gdy ma on do czynienia z całym tomem opowiadań jednego autora, nie porzucił lektury już po pierwszym dziele. Jak zaprezentować fabułę, by z jednej strony czytelnik nie poczuł się zbyt zagubiony, z drugiej zaś, by całość nie przerodziła się mimowolnie w powieść? Odpowiedź na to pytanie zna z pewnością Haruki Murakami.

Haruki Murakami to japoński literat, urodzony w 1949 roku w Kioto. Na okładkach polskich wydań jego książek możemy przeczytać, że jest to najwybitniejszy oraz najbardziej znany na świecie pisarz japoński – w moim odczuciu owe twierdzenie jest zbyt śmiałe i zdecydowanie na wyrost. Nie mniej jednak artyście z Kraju Kwitnącej Wiśni nie można odmówić specyficznego pióra, z którym obcowanie może sprawiać niemałą przyjemność. Z tego powodu niezrażony nie do końca udaną powieścią Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa, zdecydowałem się sięgnąć po kolejną pozycję tego autora. Tym razem mój wybór padł na zbiór opowiadań zatytułowany Zniknięcie słonia. Już na wstępie muszę przyznać, że całość okazała się wielce smakowitym kąskiem, który przełknąłem bardzo szybko. Lektura była na tyle przyjemna, że z żalem przewracałem kolejne strony, będąc świadom nieuchronnie zbliżającego się końca.

Zniknięcie słonia to zbiór 17 opowiadań autorstwa Harukiego Murakamiego, napisanych między 1983 a 1990 rokiem. Wszystkie teksty charakteryzują się sporym eklektyzmem, chociaż w wielu przypadkach zastosowano bardzo podobny schemat, w myśl którego skonstruowano literacką budowlę. Przepis na tą krótką formę prozatorską, przynajmniej z grubsza, opiera się na rzeźbieniu delikatnych, wręcz subtelnych rys na wrażliwej tkance normalności. Monotonna codzienność, rutyna kolejnych dni zostaje wzbogacona ledwie dostrzegalnym ornamentem, znamieniem niezwykłości, zauważalnym jedynie przez głównych bohaterów. Pracownicy działu reklamy w firmie produkującej urządzenia kuchenne, osobnicy zajmujący się reklamacjami towarów nabytych w lokalnym domu towarowym, studenci, persony z kancelarii adwokackiej, jednym słowem ludzie, których na co dzień mijamy na ulicy bez słowa, nawet nie obejrzawszy się za nimi, za sprawą niespożytej wyobraźni autora przeżywają niewiarygodne doświadczenia. Czynią to jednak w samotności oraz w sekrecie, bardzo niechętnie dzieląc się rewelacjami, jakie przypadają im w udziale. Bohaterowie to najczęściej członkowie na wskroś racjonalnego społeczeństwa, w którym nie ma miejsca na zjawiska niezwykłe, odbiegające od normy, od książkowych wizji świata, od szarej i nudnej rzeczywistości.

Niechęć, czy niekiedy wręcz niemoc dzielenia się sekretami są pretekstem do ukazania ogromnej alienacji, jakiej doświadczają współcześni ludzie. Okazuje się, że mieszkańcy wielomilionowej metropolii, jaką z pewnością jest Tokio, gdzie rozgrywa się akcja większości opowiadań, mimo ciągłego obcowania z innymi członkami społeczeństwa, pozostają jednostkami głęboko odizolowanymi. Nawiązywane kontakty są powierzchowne oraz płytkie, a w przypadku głębszych relacji sprowadzają się jedynie do fizycznej przyjemności obcowania z drugim człowiekiem. Brakuje czasu oraz chęci do zadzierzgnięcia nici porozumienia na poziomie emocjonalnym czy psychicznym. Z tego względu spowiednikami trosk często okazują się przypadkowo napotkane osoby, których anonimowość oraz pewność co do braku możliwości ponownego spotkania wyzwalają przypływy szczerości. Pustce towarzyskiej towarzyszy także pustka duchowa. Bohaterowie trwają, przeżywając kolejne dni, ale czynią to biernie i apatycznie. Pogrążają się w marazmie, ale jałowość swojego bytu uzmysławiają sobie dopiero w zetknięciu z dziwnymi wydarzeniami, które im się przytrafiają.

Opowiadania Murakamiego czyta się z równą ciekawością, co przyjemnym zdumieniem. Japoński artysta tworzy świat na wskroś dualistyczny, w którym jawa zdaje się krzyżować ze snem. Na warsztat zostają wzięte tematy raczej przyziemne, takie jak głód, czy sen, które za sprawą kilku kropli realizmu magicznego zaczynają jawić się w zupełnie innych barwach, nabierając nowych znaczeń oraz kolejnych wymiarów. Bohaterowie na początku każdego z utworów prowadzą raczej przyziemną egzystencję, otulając się szczelnym pancerzem rutyny, która przybiera formę codziennych rytuałów – nie brakuje zatem amatorów muzyki, aktywności fizycznej, pływania, którzy niemal wszystkie czynności wykonują mechanicznie, z nabytym i głęboko wrytym w świadomość automatyzmem. Wydaje się, że dobór takich osobników jest celowy, bowiem w ich przypadku zerwanie z dotychczasową rzeczywistością, pęknięcia w monolicie codzienności są jeszcze lepiej widoczne, wywołując bardziej spektakularne efekty. Chaos przeżyć doskonale kontrastuje ze spokojnym nurtem, z którym dotychczas płynęło życie.

Co interesujące pośród bohaterów nie brakuje także pisarzy. Co ważne, cieszą się oni sporym zaufaniem, nawet ze strony tych ludzi, których znają przelotnie lub bardzo krótko. Wiele osób z chęcią zwierza się im z historii, które w ich mniemaniu są niecodzienne, a przy tym nierzadko intymne, bardzo szczere, a niekiedy wręcz kompromitujące – wszystkie łączy wspólny mianownik, są oryginalne oraz interesujące. Pisarz pełni często rolę terapeuty, który poprzez uprzejme, ale przede wszystkim uważne wysłuchanie ściąga pewnego rodzaju ciężar psychiczny z umysłu petenta. Jednocześnie funkcjonuje jako naczynie, do którego zlewane są wszelakiej maści opowieści. Historie fermentują – dojrzewają i przesączone przez literacki filtr ponownie trafiają do krwioobiegu rzeczywistości za sprawą opowiadań, których kanwę stanowią.

O sile poszczególnych utworów decydują pozory autentyczności, które są wynikiem pierwszoosobowej narracji. Zresztą intrygujące historie opowiadają zwykli, szarzy ludzie, dlaczego więc nie ufać im słowom? Bohaterowie to w wielu przypadkach wiecznie zaczytani samotnicy, melomanii, odpływający w krainę własnych fantazji przy dźwiękach muzyki klasycznej, lubiący swoje ciało i potrafiący o nie zadbać, o wyglądzie nieszczególnym, nie wyróżniającym się niczym, co mogłoby zasługiwać na głębszą uwagę. To ludzie nie tworzący zbyt mocnych więzów przyjaźni, lubiący pozostawać w cieniu, na marginesie najważniejszych zdarzeń, nie chwalący się zanadto swoją inteligencją, nie dzielący się zbytnio swoimi zainteresowaniami. Można pokusić się o stwierdzenie, że Murakami odbywa swego rodzaju polowanie na kameleony – tropi osobników zwykłych do szpiku kości, którzy w zaciszu starają się przeżyć własne życie, często bezbarwne i płaskie oraz pozbawione głębszej idei, w imię której można by ów byt prowadzić, po czym brutalnie wytrąca ich stabilność z równowagi za sprawą niuansu, który osiąga niebotyczne rozmiary. Czyżby autor starał się uchodzić za demiurga, który pragnie uświadomić owocom swojej pracy, jak daleko zabrnęli w meandry nijakości i strachu przed życiem pełną piersią? Stwórca świata przedstawionego wysyła przecież dręczące sygnały, które bezwstydnie obnażają pustkę dotychczasowej egzystencji, która w dodatku upływa pod znakiem pęt i łańcuchów, jakie bezrefleksyjnie dają sobie zarzucić bohaterowie. Role odgrywane w rodzinie, funkcje społeczne, etc. okazują się węzłami, które skutecznie krępują osobowość. Dopiero anomalie zachodzące w tym uporządkowanym życiu zaczynają pełnić rolę dziurki, przez którą zaczyna uchodzić uwolniona dusza bohatera.

Pierwsze opowiadanie pt. Ptak nakręcacz i wtorkowe kobiety prezentuje stopniowe acz niedostrzegalne rozwarstwianie się naszych planów życiowych i rzeczywistości. W interesujący sposób ukazuje także jak sprawy niedopowiedziane, nierozstrzygnięte kwestie z przeszłości niezauważalnie rzutują na nasze tu i teraz. Ponowny napad na piekarnię uzmysławia, że zamykając się w codzienności w pewnym momencie przestajemy mieć jakikolwiek wybór w podejmowaniu kluczowych decyzji, a człowiek żyjący tuż obok nas może okazać się zupełnie obcą osobą. Komunikat kangura to desperacki krzyk samotnej duszy, która poprzez wyłożenie teorii niekompletności pragnie pozyskać słuchacza, skłonnego do wysłuchania intymnych zwierzeń. Sen to wspomniana proza życia, które nieśpiesznie biegnie swoim torem, pochłaniając niedostrzegalnie kolejne dni, zabijając przy tym naszą osobowość, wtłaczaną w kolejne role. Opowiadanie to próba odpowiedzi jak zmieniłaby się ta szara codzienność, gdyby wytrącić ją ze stanu równowagi, np. poprzez wyeliminowanie z życia snu. Upadek cesarstwa rzymskiego, powstanie Indian w 1881 roku, napaść Hitlera na Polską oraz świat miotany wichrem to z jednej strony obojętność świata na wichry historii – potężne acz krótkotrwałe, a z drugiej specyficzny język, przypominający wręcz kod, którym posługuje się narrator, będący prawdopodobnie efektem niemożności nawiązania prawdziwych kontaktów z innymi ludźmi. Lederhosen udowadniają, że absolutnie wszystko może stać się materiałem literackim, choćby nieszczęśliwe skórzane szorty, za sprawą których dochodzi do małżeńskiego rozłamu – przy tym, aby na codzienne sprawy spojrzeć z odmiennej perspektywy, nieraz trzeba odbyć naprawdę długą podróż. Spalenie stodoły to trochę groteskowa spowiedź piromana, albo …? Zielony zwierz to wg mnie najbardziej makabryczna pozycja, prezentująca ludzki lęk przed nieznanym, pociągający za sobą zadziwiającą łatwość i okrucieństwo w krzywdzeniu i ranieniu tego co obce. Sprawa rodzinna to utwór o tyle ciekawy, że jego bohaterem wydaje się być stereotypowy Polak, czyli wieczny krytyk, dostrzegający same wady, wydający osądy niemal z miejsca, odrzucający osoby i przedmioty, do których czuje uprzedzenie. Nędzę swojej beztrosko prowadzonej egzystencji, przeplatanej sporą ilością alkoholu i przypadkowym seksem, zaczyna powoli dostrzegać dopiero w konfrontacji z narzeczonym swojej siostry, który różni się od niego niemal pod każdym względem. Okno to sprawy z przeszłości, które nas dręczą, wybory, które być może wcale nie były takie słuszne, jak się to wydawało przy ich podejmowaniu. To także wzięta pod lupę relacja uczeń-mistrz – interesujące, że nawet jeśli ludzie zostaną w nią wplątani nieco z przypadku i chociaż odrobinę sobie zaufają, to bardzo szybko przystosowują się do nowych ról (chociaż powód napisania tego opowiadania jest zupełnie inny). TV People to ponownie groza niekończącej się rutyny, którą zaczynają zakłócać dziwni osobnicy roznoszący telewizory, na których uwagę zwraca jedynie główny bohater. Slow boat to China prezentuje jak zwodnicza i zawodna jest nasza pamięć, która pracuje w sobie tylko znany sposób. Pod pewnym względem to również krótka i treściwa lekcja na temat tolerancji i szacunku wobec innych. Tańczący karzeł to chyba najbardziej fantasmagoryczne opowiadanie, którego akcja rozgrywa się w fabryce słoni, a jednemu z jej bohaterów grozi utrata własnej osobowości. Ostatni trawnik popołudnia to znakomite połączenie sielanki letniego dnia z cieniem tragedii, której prawdopodobnie doświadczyła klientka głównego bohatera. Oczywiście nic nie jest pewne, niemal wszystko pozostaje w sferze domysłów i nierealności. Zniknięcie słonia to pragnienie jednorodności naszego życia, w której nie ma miejsca na rzeczy niezwykłe. Milczenie to wspomnienia wydobyte po latach z całunu pamięci. Motyw odrzucenia jednostki, wykluczenia jej poza margines klasowej społeczności jak żywo kojarzy się z najnowszą powieści Murakamiego Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa. W opowiadaniu bohater również zostaje otoczony ścianą milczenia, będącego karą za zbrodnię, której nie popełnił. Całość pozbawiona jest jednak pseudofilozoficznej otoczki i wg mnie jest o wiele lepsza niż powieść, która prawdopodobnie powstała na bazie tego opowiadania.

Reasumując, tym razem Haruki Murakami pozytywnie mnie zaskoczył. Autor świetnie sprawdza się w roli magika, który do szarej rzeczywistości dodaje szczyptę niezwykłości. Opowiadania charakteryzują się swoistym urokiem oraz mgiełką tajemnicy – za każdym razem kilka słów pozostaje niedopowiedzianych, pozwalając czytelnikowi na szerszą oraz własną interpretację. Teksty sprawiają wrażenie na wpół surowej bryły, którą wprawne ręce poczynają formować w niezwykłą figurę. Tyle, że praca zostaje przerwana, niedokończona, a przez to ostateczny kształt pozostaje nieznany, ale dzięki temu sami możemy nadać mu finalne rysy.

Wasz Ambrose

Recenzja bierze udział w wyzwaniu czytelniczym:

Wyzwanie czytelnicze Czytam Murakamiego



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)