piątek, 17 października 2014

Sprężyna świata

Kronika ptaka nakręcacza

Haruki Murakami

Tytuł oryginału: Nejimakidori kuronikuru
Tłumaczenie: Anna Zielińska-Elliott
Wydawnictwo: MUZA S.A.
Liczba stron: 632








Bukowski w Szmirze, mojej ulubionej książce tego autora, pisał „Jemy i jemy. Jesteśmy obrzydliwi, skazani na swoją nędzną egzystencję. Jemy, pierdzimy, drapiemy się, uśmiechamy i obchodzimy święta”. Trudno zanegować powyższą konstatację. Proza codziennego życia, jeśli tylko na chwilę zwolnić jego pęd, zatrzymać się na moment i pogrążyć się w refleksji, oddać się zadumie, jest porażająco trywialna. Z każdą przeżytą godziną, z kolejnym wybiciem zegara przybliżamy się do grobu, ale w zgiełku codzienności nie mamy nawet czasu, żeby się nad tym dłużej zastanowić. Koncentrujemy się na krótkich odcinkach czasu, nie wybiegamy myślami zbyt daleko w przyszłość, zamykamy się w ciasnej klatce teraźniejszości. Staramy się zasypiać o regularnych porach, by będąc wypoczętym i pełnym sił stawić czoła następnemu dniu harówki. Podejmujemy pracę zarobkową, często taką, do której nie żywimy ani cienia sympatii, po to, by zaspokoić swoje podstawowe potrzeby – żywność, która coraz więcej ma wspólnego z chemią, a coraz mniej z naturą, lokum (a w przypadku sporej rzeszy mieszkańców naszego kraju – klitka) do egzystencji oraz lekkostrawna rozrywka pochłaniają większość naszych oszczędności. W ten sposób upływa doba za dobą. W tym samym rytmie, w tym samym tempie. Sukcesywnie i niezmiennie. Co jednak, jeśli wytrącić nas z koleiny tego bytu? Jak to jest, kiedy sprężyna, która nakręca nasz codzienny świat zatnie się i cały mechanizm zatrzyma się? W moim przekonaniu Haruki Murakami ma naprawdę sporo do powiedzenia w tej kwestii, o czym przekonałem się za sprawą lektury Kroniki ptaka nakręcacza


Haruki Murakami to najbardziej rozpoznawalny pisarz japoński w Polsce. Trudno spotkać osobę, której to nazwisko nie obiłoby się o uszy. Ale jednocześnie popularność Murakamiego w ogromnej mierze przytłoczyła twórczość innych literatów z Kraju Kwitnącej Wiśni, spychając ich nieco na margines. Gdzieś w powszechnej czytelniczej świadomości tli się jeszcze Kōbō Abe i jego legendarna Kobieta z wydm, dzięki wydawnictwom Karaketer oraz W.A.B. coraz większą sławę zyskuje Hiromi Kawakami, seria Współczesna Proza Światowa Państwowego Instytutu Wydawniczego pozwala na poznanie takich gigantów jak Kawabata, Tanizaki, Kenzaburō Ōe oraz Yukio Mishima, ale przyznać należy, że nie ma w Polsce japońskiego mistrza pióra, który doczekałby się tylu przekładów swoich powieści oraz opowiadań, co Haruki Murakami. Czy jego proza jest faktycznie tego warta, by poświęcać jej tyle uwagi i miejsca? Oczywiście najlepszym sposobem na odnalezienie odpowiedzi na to pytanie jest przekonać się o talencie Murakamiego osobiście, zagłębiając się w lekturze któregoś z jego licznych utworów. Mój wybór padł na dzieło, którego bardzo często uważane jest za opus magnum artysty, Kronikę ptaka nakręcacza.

Tytułowy Ptak Nakręcacz będący równocześnie pierwszoosobowym narratorem powieści to Tōru Okada, mężczyzna po trzydziestce, który niedawno rzucił mało perspektywiczną robotę w kancelarii adwokackiej. Ponieważ praca żony jest na tyle dobrze płatna, że pozwala na prowadzenie skromnej, ale zgodnej i szczęśliwej egzystencji dwójce ciągle jeszcze młodych ludzi, Tōru Okada nie spieszy się ze znalezieniem następnego zajęcia i rozpoczęciem wielkiej kariery. Wolny czas poświęca na prowadzenie domu, przygotowywanie posiłków oraz pobieżne i raczej nieuważne przeglądanie ofert pracy, które służą bardziej do zagłuszenia wyrzutów sumienia. Pewnego dnia jeden z elementów tej monotonnej budowli zostaje usunięty – znika domownik, kot Noboru Wataya (zwierzaka z racji podobieństwa w stylu bycia, nazwano imieniem brata Kumiko, chłodnego i niesympatycznego człowieka, do którego Tōru żywi szczerą i wzajemną niechęć) – od tej pory życie Tōru Okady ulega diametralnej zmianie, a jego perypetie kojarzą się z błądzeniem po labiryncie absurdu.

Fabuła książki jest mocno zwichrowana, wiele wątków zostało splecionych ze sobą w iście intrygującym stylu, koleje losu pojawiających się na scenie postaci przebiegają po cudownie zawiłych torach. Co jednak sprawiło, że Tōru Okada, dotychczas szary i anonimowy, niczym niewyróżniający się z ogromnego tłumu człowiek, tonący w bezbarwnej wielkomiejskiej masie, trafia do tego niezwykłego świata, którego śmiało można przyrównać do rzeczywistości po drugiej stronie lustra? Rolę królika zdaje się odgrywać kot, na którego poszukiwanie wyrusza Tōru Okada, ale odnoszę wrażenie, że jeszcze jeden fakt pełni ogromnie znaczącą funkcję. Cała seria zdarzeń, dziwacznych i trudnych do wyjaśnienia za pomocą zdrowego rozsądku, rozpoczyna się w momencie, gdy bohater pozostaje bez płatnego zajęcia. Status bezrobotnego to swoisty stan zawieszenia pomiędzy młodością, symbolizowaną przez szkołę, czyli pobieraną naukę, przyswajanie wiedzy niezbędnej do wkroczenia w życie zawodowe, a dorosłością, której wyznacznikami są praca, w której realizowane są ambicje, gdzie człowiek spełnia się życiowo. Piętno osobnika niepracującego jest dobitnie podkreślane przez bezwzględność upływających godzin, z których każda powoli i sukcesywnie przemijając, uświadamia bezrobotnemu jak wielkie brzemię i ciężar stanowi dla swojej rodziny czy też partnera. W powszechnym mniemaniu okres, w którym człowiek nie potrafi podjąć pracy zarobkowej, jest czasem marnowanym, trwonionym, nie przynoszącym żadnych korzyści, a jedynie finansowe straty. Ale być może to właśnie wtedy kotwica codzienności zostaje odcięta, sieć powtarzających się rytuałów zerwana, mechanicznie wykonywane czynności pełne schematów zakłócone, w efekcie czego możliwe staje się dostrzeżenie świata, który na co dzień umyka, ślizgając się jedynie po powierzchni powszechnej świadomości.

Znamienną cechą Tōru Okady jest również jego bezbarwność. To człowiek, który nie posiada żadnych szczególnych cech, nie może pochwalić się żadną wyjątkową umiejętnością, w oczach otaczających go ludzi postrzegany jest jako jeden z wielu anonimowych członków ogromnej miejskiej społeczności. W pewnym momencie sam bohater dochodzi do wniosku, że jego życie to tylko pasmo upływających bezsensownych godzin, dni i lat. Jedynym zajęciem, do którego Tōru Okada zdradza zacięcie oraz wprawę jest wysłuchiwanie cudzych historii. Jest on niczym naczynie, do którego wlewane są kolejne niecodzienne opowieści, na ogół obcych bądź świeżo poznanych osobników. Z racji faktu, że tak jak wspomniałem pierwszoosobowym narratorem jest właśnie Tōru Okada, określający się również mianem Ptaka Nakręcacza, a książka stanowi zbiór wysłuchanych i zanotowanych zwierzeń, tajemnic oraz historii, można uznać, że protagonista pełni rolę skryby, kronikarza. Warto zaznaczyć, że nie jest to jedyna funkcja Tōru Okady, który znakomicie sprawdza się również jako spoina, łącząca ze sobą dwa jakże odmienne światy – świat jawy, twardej rzeczywistości, w której egzystuje większość z racjonalnie myślących ludzi oraz świat snu, fantasmagorii, ułudy, gdzie brakuje jasno określonych reguł oraz ściśle wyklarowanych ram, a niemożliwe trwa tylko dotąd, dopóki się nie zdarzy.

Godne podkreślenia jest to, że Tōru Okada wkracza do krainy dziwów, ponieważ pękła sprężyna jego rzeczywistości. Na skutek awarii mechanizmu bohater został wyzwolony z oków powtarzalności, w której więzi nas codzienność. Niejako wychodzi on z wezbranego nurtu konsumpcyjnej egzystencji, która pędzi na złamanie karku. Okada zaczyna nasłuchiwać otaczającego go świata, by nie uronić najcichszych sygnałów, jakie ten regularnie do nas wysyła, które jednak najczęściej przechodzą bez echa. Drobne wiadomości powoli sumują się, zlewając się w zapowiedź nadciągających, nieodwracalnych zmian, które na nowo ukształtują osobowość Tōru Okady oraz pozostałych bohaterów powieści. W tym momencie warto podkreślić, że narrator usilnie stara się przejąć rolę tajemniczego ptaka nakręcacza, którego można utożsamiać z antycznym fatum i samemu kierować swoim losem. Taka droga życiowa nie jest oczywiście łatwa, o czym przekona się także Tōru Okada – bierność, płynięcie z prądem, poddawanie się sunącej fali jest o wiele łatwiejszym rozwiązaniem, wymagającym mniejszych nakładów sił oraz energii. Podobnie jest zresztą z czynieniem dobra, które zawsze pociąga za sobą trud, znój oraz ogromny wysiłek. W przeciwieństwie do wyrządzania zła, które często sprowadza się wyłącznie do nie robienia niczego, do braku wyraźnego sprzeciwu, do biernej akceptacji, przyjęcia postawy niemego świadka.

Mocno rozrośnięta powieść, której polski przekład zamknął się w ponad 600 stronach bardzo wyraźnie naznaczona jest niezwykłością. Czytelniczą uwagę na pewno przykuje galeria osobliwości, które pojawiają się z zaskakującą powtarzalnością – studnia bez wody, ptak, który nie potrafi wznieść się do lotu, uliczka nie posiadająca ani wejścia, ani wyjścia, która donikąd nie prowadzi, kobieta z czerwonym kapeluszem na głowie, itd. Dziwność zdaje się atakować Tōru Okadę z każdej strony, z narastającą częstotliwością – zniknięcie kota, szwagier-gwałciciel, kobieta przepowiadająca odnalezienie krawata, tajemnicze telefony od roznegliżowanej adoratorki, dom z ciążącą nad nim klątwą to tylko wierzchołek góry lodowej. Oprócz pleniącej się anormalności istotną rolę odgrywa również symbolizm – studnia jako miejsce izolacji, odosobnienia, a więc refleksji i kontemplacji, ptak jako istota wolna, nieskrępowana, peruka jako sztuczność, nienaturalność, ale także chęć ukrycia czegoś wstydliwego, krępującego to tylko wybrane motywy z całego ich morza, przyprawiającego o zawrót głowy. W swoim dziele Haruki Murakami bardzo miejsca poświęcił także archetypowi kobiety – liczne bohaterki, które przewijają się przez książkę odgrywają kluczowe role w życiu Tōru Okady, często pomagają mu, naprowadzają jego działania na właściwe tory. Ale to także przedstawicielki płci pięknej są nosicielkami mrocznej tajemnicy, która związana jest z gwałtownością, dzikością – zdaje się, że tylko kobieta może posiadać w sobie bezcielesne zło, które wzbudza chorobliwy, atawistyczny lęk, wynikający z nieznajomości jego natury, kompletnej obcości, która skutkuje bezbronnością. Mężczyźni odmalowani piórem Murakamiego są istotami znacznie bardziej prostszymi, mniej złożonymi – mogą oni być okrutni, bezwzględni, nienawistni, ale są jednowymiarowi, nie noszą w swoich umysłach aż tak silnej polaryzacji, sprzeczności, dwóch sił wzajemnie ze sobą rywalizujących.

Bardzo ciekawe jest także spojrzenie na Kronikę ptaka nakręcacza przez pryzmat twórczości innego japońskiego twórcy, Kenzaburō Ōe, tak jak zaproponowała to Luiza w swojej znakomitej recenzji zatytułowanej Pusty pokój. Dół przeznaczony na zbiornik na śmiecie, w którym bohater Futbolu ery Man’en oddaje się kontemplacji i rozmyślaniom na temat swojego nędznego żywota niechybnie kojarzy się ze studnią, w której przesiaduje Tōru Okada, pragnąc odciąć się od zgiełku otaczającej go rzeczywistości, by w spokoju zagłębić się we własnych myślach. Także fakt, że główny bohater Sprawy osobistej nazywany jest Ptakiem trudno uznać za przypadek, nie dostrzegając konotacji z Ptakiem Nakręcaczem, mianem, jakim określa się Tōru Okada. Sprawa jest o tyle interesująca, że Kenzaburō Ōe początkowo bardzo surowo oceniał twórczość Harukiego Murakamiego, klasyfikując ją jako sztampową i płaską. Przyznana w 1985 roku Nagroda Literacka im. Tanizakiego za Koniec świata i hard-boilled  wonderland zmieniła nastawienie noblisty do ciągle jeszcze wtedy młodego i obiecującego Murakamiego, ale obaj panowie spotkali się dopiero w 1996 roku, czyli rok po wydaniu Kroniki ptaka nakręcacza, którą Ōe określił jako ważną i piękną.

Dzieło Harukiego Murakamiego w interesujący sposób uświadamia także istnienie pierwiastka obcości, który skrywa się w każdym człowieku. Z tego względu niemożliwe jest dokładne i dogłębne poznanie drugiej osoby, zrozumienie motywów, jakie decydują o jej postępowaniu czy pojęcie czynników, którymi kieruje się przy dokonywanych wyborach. Przeszłość, a więc wszystkie przeżyte wydarzenia, doświadczane chwile szczęścia oraz bólu, suma skojarzeń i konotacji w sposób niepowtarzalny rzeźbią percepcję otaczającej nas rzeczywistości. W rezultacie nawet najbliżsi sobie ludzie zawsze będą posiadać drobne sekrety, nigdy nie będą stanowić dla siebie otwartej księgi. Równie tajemniczo prezentuje się świat, w którym na co dzień egzystujemy. Pod skorupą monotonni oraz przewidywalności skrywa się niezwykłość, której jednak nie da się dostrzec pozostając w gwałtownym, konsumpcyjnym pędzie. Wydaje się, że Murakami sugeruje byśmy na chwilę zwolnili i spokojnie rozejrzeli się po naszym otoczeniu. Chwila cierpliwości, zadumy i być może nam także uda odnaleźć się drogę prowadzącą na drugą stronę lustra.

Wasz Ambrose


Tekst bierz udział w wyzwaniu Japonica:

 Wyzwanie Japonica





20 komentarzy:

  1. Moje jedyne spotkanie z prozą Murakamiego to lektura "Norwegian Wood" . Język powieści jest niezwykle barwny a i głębia opisów poszczególnych bohaterów budzi szacunek. Proza wysokich lotów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ogólnie przygodę z prozą japońską rozpocząłem od Murakamiego, od "Kafki nad morzem". Lektura wydawała mi się mało zrozumiała, ale w pewien sposób nietypowa, ogromnie wciągająca i postanowiłem sprawdzić, czy to bardziej domena pisarza czy też specyfika japońskiej literatury. Za to najbardziej cenię tego artystę - że pozwolił mi odkryć takich mistrzów pióra jak Kawabata, Tanizaki czy Kenzaburō Ōe.

      Usuń
  2. Przeczytałam z przyjemnością Twoją recenzję. "Fazę" na Murakamiego miałam już dobrych parę lat temu (chociaż właśnie wypożyczyłam z biblioteki pierwszą część "1Q84", którego jestem bardzo ciekawa) i, szczerze powiedziawszy, jego książki zlewają mi się w pamięci w jedną, specyficzną całość wypełnioną nijakimi mężczyznami, kotami, głuchymi telefonami, itd. Chociaż "Kroniki" akurat nie czytałam, ale spodziewam się, że klimat ten sam ;) Coś intrygującego, ale niejednoznacznego jest w tej prozie, że przyciąga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło. Ja od Murakamiego rozpocząłem zwiedzanie i poznawanie literatury azjatyckiej, głównie japońskiej. Jak na razie przeczytałem 3 powieści i 1 zbiór opowiadań tego autora i faktycznie, można pokusić się o stwierdzenie, że wiele wątków oraz postaci w twórczości tego pisarza powtarza się. Ha, a proza tego gościa budzi we mnie bardzo ambiwalentne uczucia - z jednej strony sprawia wrażenie płaskiej i nijakiej, ale z drugiej pozostawia w mózgu jakiś osad, jest bardzo niejednoznaczna i tajemnicza, tak, że co jakiś czas decyduję się do niej wrócić :)

      Usuń
  3. Nie wiem, czy pamiętasz, ale rozmawialiśmy kiedyś o stosowanym przeze mnie terminie "murakamizm". Zrodził się właśnie po lekturze tej powieści.Trwałam w poczuciu bezradności strona po stronie, bo przejmowałam go od ogólnego nastroju książki. To ciekawe, jak Murakami potrafi "dostroić" czytelnika do siebie. A przynajmniej mnie. "Kronika..." to mój ulubieniec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, pamiętam, bo termin wydał mi się bardzo oryginalny. Mnie takie porażenie, bezradność dotknęły przy pierwszym spotkaniu z Murakamim, podczas lektury "Kafki nad morzem". To właśnie owo poczucie zagubienia stało się bodźcem do poznania literatury japońskiej. Jeśli chodzi o inne, interesujące określenia prozy Murakamiego, to niedawno spotkałem się z przymiotnikiem "superpłaska" (wspominała o tym Bator w "Rekinie z parku Yoyogi"). Ale owa superpłaskość jest tylko pozorna, bowiem skrywa się pod nią prawdziwa głębia, która wciąga niczym wir :)

      Usuń
  4. Mam wrażenie, że Japończycy w kwestii pracy i lenistwa mają podobne zapatrywania co Zachód. Lenistwo to grzech. Mam wrażenie, że na przykład w Ameryce Południowej dużo łatwiej spotkać ludzi, którzy w podobnej sytuacji, bezrobocia bez ryzyka utraty do życia, bez żadnych wyrzutów sumienia oddaliby się realizacji własnych pasji, albo wręcz totalnemu lenistwu. I ta ostatnia opcja jest moim zdaniem najzdrowszą postawą.

    „Nakręcacza” jeszcze nie czytałem, ale z tego co piszesz, jest to jeszcze jedno ujęcie człowieka zmanipulowanego przez społeczne realia, w których się urodził, który nie potrafi spojrzeć na swą sytuację taką, jaką jest. Chociaż te inne wątki też wyglądają interesująco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Japonia od czasu epoki Meiji przejęła bardzo wiele ze świata u kultury Zachodu. Co ciekawe Kraj Kwitnącej Wiśni nie ograniczył się wyłącznie do ślepego kopiowania i bezrozumnego powtarzania kolejnych wzorców i schematów. Najlepiej świadczą o tym wszelakie metodologie, mające na celu optymalizację procesów produkcji, typu Kanban czy Lean Manufacturing, które wywodzą się właśnie z Japonii.

      Ha, u Murakamiego często pojawia się motyw bohatera nijakiego, szarego, który niczym nie wyróżnia się z tłumu. Jest to człowiek płynący z prądem, a więc w pewnym sensie zmanipulowany przez społeczne realia. Ale w pewnym momencie te więzy, które go krępują stają się widoczne i wtedy zaczyna się cała zabawa :)

      Usuń
  5. Nazwisko tegoż autora "prześladuje" mnie od bardzo dawna. Jednak ciągle nie mogę znaleźć czasu na lekturę jego książek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się tej manii prześladowczej, w końcu Murakami to etatowy kandydat do literackiej Nagrody Nobla. Media co roku wymieniają go w gronie ścisłych faworytów. Na polskim rynku mamy do wyboru całą masę książek tego autora :)

      Usuń
  6. Jestem dziś z siebie dumna, że znalazłam chwilę na przeczytanie tekstu. Bardzo mi się podoba ta analiza, wyciągnięte wnioski - dużo mi się przypomniało z mojego spotkania z tą książką, a było to ładnych parę lat temu. To, co nas łączy to, to, że Murakami też popchnął mnie po sięgnięcie po Kobietę z wydm, czy lekturę Kawabatiego. Poza tym kocham tę lekkość w jego prozie, jak o niej myślę, to wszystko jest jakby za mgłą.


    bookiemonster.blox

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ja natomiast jestem bardzo szczęśliwy, że udało Ci się znaleźć czas na lekturę tego tekstu oraz skomentowanie go. Bardzo dziękuję za miłe słowa.

      Wychodzi zatem, że Murakami to bardzo dobry towar eksportowy Japonii - nie dość, że jego twórczość jest b. interesująca, to dodatkowo zachęca do poznania prozy innych literatów z Kraju Kwitnącej Wiśni. "Kobietę z wydm" przeczytałem niedawno, wkrótce pojawi się moja opinia na jej temat. Udało mi się także zaopatrzyć w inne książki Kōbō Abe, dostępne na polskim rynku - mam tu na myśli "Schadzkę" oraz "Czwartą epokę" (poluję jeszcze na zbiór "Urwisko czasu").

      Ha, ja w trakcie lektury twórczości Murakamiego również czuję się, jakbym trafił do innej rzeczywistości. To zamglone porównanie b. mi się podoba.

      Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Czytałam kiedyś coś Murakamiego, ale słabo pamiętam i nie zostałam urzeczona. O wiele większe wrażenie wywarła na mnie "Kobieta z wydm" czy też utwory Ōe. To ciekawe, że bohaterowie wielu japońskich książek lubią przesiadywać w studniach czy innego rodzaju dołach. Bohater "Kobiety z wydm" też przecież spędza czas w dziurze w ziemi, choć - w przeciwieństwie do Okady i bohatera "Futbolu ery Manen" - nie z własnej woli :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Luiza, prowadząca genialnego bloga Owarinai Yume napisała mi kiedyś, że Murakami to po prostu zupełnie inny typ twórczości niż Abe czy Kenzaburō Ōe i trudno ich raczej ze sobą zestawiać. Ale ja mam podobne odczucia jak Ty - bardziej cenię prozę tych starszych pisarzy, do których dorzuciłbym jeszcze Kawabatę, Mishimę czy Tanizakiego.

      "Kobietę z wydm" skończyłem całkiem niedawno i faktycznie, tam również pojawia się motyw dołu, wielkiej studni :) Wychodzi na to, że ten symbol jest b. chętnie wykorzystywany, chociaż u Kōbō Abe to także miejsce uwięzienia, ubezwłasnowolnienia, a nie tylko samotnia, gdzie można zebrać myśli.

      Usuń
  8. Mój pierwszy Murakami. Z początku czytałam jakoś bez entuzjazmu, ale tak mnie kręciło, że się zakochałam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zacząłem od "Kafki nam morzem", który mnie porwał. Gorzej było z kolejną lekturą, "Bezbarwnego Tsukuru Tazakiego i lat jego pielgrzymstwa". Generalnie Murakami jest b. specyficzny, trudno jednoznacznie oceniać jego prozę (przynajmniej mi). Ale osobiście bardzo lubię gościa, bo to dzięki niemu odkryłem innych japońskich twórców :)

      Usuń
  9. Fajny jest ten rodzaj opowieści, w których bohater w wyniku splotu różnych okoliczności opuszcza świat dobrze sobie znany, by zanurzyć się w obcej rzeczywistości. Dodatkowym atutem jest to, że pełni rolę zwierciadła dla historii napotkanych indywiduów.

    Ja wciąż jeszcze się nie zmobilizowałem, żeby przeczytać coś od Murakamiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mistrzem tego prozy, tj. konfrontacji z czymś obcym, nieznanym, wobec czego nie wiadomo jak się zachować, jest z pewnością Staszek Lem. Tyle, że jego bohaterowie na ogół spodziewają się tego Nieznanego. U Murakamiego natomiast bohaterzy zostają wytrąceni ze swojej rutyny nagle i bez ostrzeżenia i to jest bardzo ciekawe i frapujące :)

      Książek do przeczytania cała masa, więc doskonale rozumiem Twoją niemoc. Ja także mam całą listę autorów, po których zamierzam sięgnąć, a cały czas tego nie uczyniłem :)

      Usuń
  10. "Norwegian Wood" mam już na stosie, ale "Kronikę..." również mam ochotę poznać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na "Norwegian Wood" ciągle poluję. Na półce mam za to "Tetralogię Szczura" oraz cykl "1Q84" :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)