piątek, 15 lipca 2016

Miłość niejedno ma imię, czyli "Norwegian Wood" H. Murakamiego


Norwegian Wood

Haruki Murakami

Tytuł oryginału: Noruwei no mori
Tłumaczenie: Dorota Marczewska, Anna Zielińska-Elliott
Wydawnictwo: MUZA S.A.
Liczba stron: 472
 
 
 
 
Imponderabilia to rzeczy niewyrażalne, nieuchwytne, niematerialne i niedające się dokładnie zmierzyć czy obliczyć, które jednak wywierają wpływ na człowieczy żywot. Wydaje się, że wbrew powszechnym sądom, mimo wielu utartych formułek, do imponderabiliów można zaliczyć również miłość, rozumianą jako uczucie rodzące się między dwójką ludzi. Miłość to emocja, której nie sposób uchwycić w karby słów, która rozumiana jest na wiele różnych sposobów. Miłość można sprowadzić do wzniosłej, duchowej więzi, potraktować jako wynikową fizjologicznych odruchów czy też zredukować do chemicznych reakcji oraz wydzielających się hormonów. Ten niejednoznaczną postać miłości całkiem dobrze udało się odzwierciedlić Harukiemu Murakamiego w swojej powieści Norwegian Wood.
 
Utwór japońskiego pisarza to wspomnienie pieczołowicie odtwarzane przez pierwszoosobowego narratora, 37-letniego Tōru Watanabe. Bodźcem do wysnucia i spisania mocno rozbudowanej reminiscencji staje się popularna piosenka zespołu The Beatles, tytułowa Norwegian Wood, usłyszana na pokładzie samolotu – melodia stanowi klucz, otwierający drzwi do przeszłości, która domaga się od bohatera wzmożonej atencji. Można wręcz stwierdzić, że dla Tōru Watanabe przychodzi czas rozliczenia z tym, co się wydarzyło, co odcisnęło bolesne piętno na psychice mężczyzny, co dotychczas było starannie maskowane i spychane na margines świadomości.
 
Norwegian Wood można uznać za swoiste love story, chociaż próba przypisania książki do jednego gatunku z pewnością nie jest trafną ideą – miłosna melodia zagrana jest tutaj na dwa takty, bowiem kluczowe fakty dotyczą dwóch kobiet, które w znaczącym stopniu ukształtowały osobowość dorastającego Watanabe. Co interesujące obie bohaterki stanowią swoje przeciwieństwo i wyraźne zaprzeczenie, ale obie udzielają protagoniście solidnych lekcji życia, prezentując przy okazji różne odcienie miłosnego uniesienia. Wrażliwość otoczona aurą efemeryczności, wymagająca ostrożności i wyczucia konfrontuje się z dzikim temperamentem i chciwą oraz zachłanną formą pożądania, która oczekuje podporządkowania i bezwarunkowego oddania. Dojrzewający Watanabe zyskuje sposobność poznania i obcowania z dwoma wyjątkowymi dziewczętami, których oddziaływanie wyczuwalne jest także w dorosłym życiu.
 
Czytelnicy, którzy obcowali już z prozą Murakamiego, prawdopodobnie bardzo szybko zainteresują się sylwetką samego Tōru Watanabe, który okazuje się bohaterem na wskroś typowym dla japońskiego autora. Młodociany student to człowiek samotny i wyobcowany, pozostający poza orbitą głównych zdarzeń, obserwujący zachodzące przypadki z oddali, nie biorąc w nich bezpośredniego udziału, co zdaje się umożliwiać mu ocenę poszczególnych zajść z oryginalnej i szerokiej perspektywy. Sam Watanabe uważa się za osobnika bez szczególnych właściwości, szarego i nudnego członka wielkiej i anonimowej społeczności, który nie zasługuje na wzmożoną atencję. Dokonując krótkiej autoprezentacji, protagonista wyznaje: Urodziłem się w zwyczajnej rodzinie, zwyczajnie dorosłem, mam zwyczajną twarz, zwyczajne stopnie, myślę o zwyczajnych rzeczach [1]. Analizując częstotliwość, z jaką słowo zwyczajny (odmienione przez wszystkie możliwe przypadki) występuje w tekście można odnieść wrażenie, że Watanabe zdradza obsesję na tym punkcie – tak jakby nijakość, średniactwo, pospolitość były przymiotami pożądanymi, gwarantującymi w miarę wygodne życie. Tyle, że taka niby-egzystencja, przejawiająca się przede wszystkim unikaniem zaangażowania w cokolwiek, powierzchownym traktowaniem spraw istotnych dla bliźnich oraz zachowywaniem do wszystkiego bezpiecznego dystansu prawie nigdy nie jest możliwa. W pewnym momencie życie zawsze chwyci nas w swoje sidła, dopominając się zdecydowanych akcji bądź bolesnych starć, o czym przekonuje się także Tōru Watanabe. Człowieczy byt nigdy nie jest wyłącznie tłem, pustym pejzażem, sceną pozbawioną aktorów czy pięknym krajobrazem, nieskalanym ludzką obecnością.
 
Norwegian Wood w ciekawy sposób porusza również zagadnienie funkcjonowania ludzkiej pamięci, która wedle narratora jest narzędziem ułomnym i niedoskonałym, bowiem utrwalone za jej sprawą obrazy oraz przeżycia, w miarę postępu czasu (tego upartego i bezwzględnego niszczyciela) bledną i sukcesywnie, chociaż powoli, niekiedy wręcz niedostrzegalne, ulatniają się, pozostawiając po sobie wyłącznie osad. Skuteczną metodą walki z tego typu przemijaniem, odchodzeniem, przeciwstawieniem się tej powolnej destrukcji jest akt pisania, który jawi się nie tyle jako proces kreacyjny, co bardziej sposób utrwalania, konserwacji, zachowywania, a więc swoistego unieśmiertelniania tego, co cenne, czego nie chcemy wydać na działania erozyjnych piasków czasu. Nośnikiem, na którym zapisywane są wszelakiej maści historie jest również Tōru Watanabe – bohater to postać, którą można uznać za perfekcyjnego słuchacza. Żadna z przedstawianych opowieści zdaje się go nie nużyć – słucha ich i wchłania w siebie niczym gąbka nie pozwalając im wyparować, zniknąć, rozwiać się niczym dym.
 
Utwór sporo miejsca poświęca również człowiekowi, rozumianemu jako istota niejednoznaczna i tajemnicza. Z jednej strony ludzie kreowani przez Murakamiego jawią się jako stworzenia o rozległych zdolnościach adaptacyjnych, które potrafią przystosować się do różnorodnych, nieustannie zmieniających się warunków. Z drugiej strony człowiek nie jest ani doskonały, ani wolny od wad – wielu protagonistów posiada problem z wyrażaniem własnych emocji, przeżywanych stanów. Wynika to z braku znajomości samego siebie, której rezultatem jest również niemożność pełnego zrozumienia bliźniego, który zawsze będzie skrywać w sobie pierwiastek obcości. Należy także podkreślić, że bohaterowie u Murakamiego to często samotnicy, dla których umiejętność życia w grupie, tworzenie więzów społecznych nie są cechami immanentnymi, które muszą dopiero nabyć, nierzadko po serii bolesnych doświadczeń.
 
Norwegian Wood bogate jest w motywy znamienne dla prozy Murakamiego. Żeńskie bohaterki są na ogół powierniczkami, zapewniającymi duchowe wsparcie, ponadto często skrywają w sobie głębię, przerażającą bezmiarem i rozległością, posiadają niejednoznaczny i skomplikowany charakter, co wyraźnie kontrastuje z sylwetkami męskimi, które cechuje prostota, a nierzadko egoizm i okrucieństwo. W utworze pojawiają się też motywy wykorzystywane w późniejszych dziełach, takie jak choćby studnia traktowana jako symbol mroku odzwierciedlającego ludzką duszę, ale również rozumiana jako miejsce skupienia, odcięcia się od bodźców świata zewnętrznego, gdzie w spokoju można skoncentrować się na własnej osobie czy też sprężyna, związana z nakręcaniem indywidualnego świata każdego bohatera, tj. zmagania z codziennością, walka z rutyną, ale i próba dostrojenia się do otoczenia, konieczność dostosowania się do reguł, jakimi rządzi się rzeczywistość, w której przyszło nam bytować.
 
Książka, co również znamienne dla Murakamiego, napisana została stosunkowo prostym, choć plastycznym językiem – krótkie, niekiedy wręcz lakoniczne sentencje, niewyszukane słownictwo to cechy znamienne dla twórczości Japończyka. Co interesujące, z tych uproszczonych składników, artysta potrafi wyczarować nieszablonowy i unikalny świat przedstawiony. W prozie trafiają się również piękne opisy, kojarzące się z malowaniem piórem (Góry, które drobny kilkudniowy deszcz opłukał z letniego kurzu, pokrywała wspaniała ciemna zieleń. Październikowy wiaterek kołysał pędzelkami wysokich traw [2]; Mleczny blask wlewał się przez okno, wydłużał cienie różnych przedmiotów, pokrywał ścianę cieniutką warstwą rozrzedzonego wodą tuszu [3]). Te nastrojowe krajobrazy mocno kontrastują z wewnętrznymi przeżyciami bohaterów, które często spowite są gęstym mrokiem, skażone psychiczną słabością i niedoskonałością, osnute grubą warstwą wstydliwej tajemnicy.
 
Reasumując, kolejne spotkanie z Harukim Murakamim ponownie mogę określić mianem odświeżającej wyprawy w krainę nieograniczonej wyobraźni. Norwegian Wood to przyjemne love story z tragicznymi momentami, przeplatanymi zabawnymi scenami. Silną stroną powieść jest żywo odmalowany klimat Japonii u zmierzchu lat 60-thc. W tle słychać echa rozruchów studenckich i strajków na uczelniach, na kartach utworu przewijają się nazwiska Kenzaburō Ōe, Yukio Mishimy, Józefa Korzeniowskiego (Josepha Conrada) czy Francisa Scotta Fitzgeralda, a wszystko to przy akompaniamencie całej palety kawałków muzycznych, którymi Murakami zawsze chętnie raczy swoich czytelników. Norwegia Wood to nastrojowa historia, która udowadnia, że miłość do bliźniego często sprowadza się do przezwyciężenia miłości własnej i opuszczenia ciasnej skorupy egoizmu.
 
P.S. Na łamach Norwegian Wood pojawia się intrygujący bohater o nazwisku Nagasawa, hołdujący idei, że warto sięgać po dzieła jedynie tych autorów, którzy nie żyją od co najmniej 30 lat – w mniemaniu bohatera szkoda marnować czasu na książki, które nie przetrwały próby czasu (namiastką owej próby jest właśnie wspomniane 30 lat). Moim zdaniem jest to podejście posiadające pewne logiczne podstawy, ale z drugiej strony jest jednoznaczne ze skazywaniem się na spore ograniczenie w doborze lektur, ponadto jest to pewnego rodzaju pójście na łatwiznę oraz zbyt duże ufanie masom, które przecież nie zawsze potrafią dostrzec geniusz danego artysty.


[1] Haruki Murakami, Norwegian Wood, przeł. Anna Zielińska-Elliott i Dorota Marczewska, wydawnictwo MUZA S.A., Warszawa 2013, s. 185
[2] Tamże, s. 7
[3] Tamże, s. 179 – 180

Norwegian Wood [Haruki Murakami]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

9 komentarzy:

  1. Miłość jako imponderabilia - ładnie powiedziane ;-)
    Już chyba pisałam, że "Norwegian Wood" to była pierwsza książka Murakamiego, którą przeczytałam - i, niestety, jedyna, która mi się podobała. Zgodzę się, że to nostalgiczna, "ulotna" proza, której nie sposób streścić w jednym zdaniu, ani przyporządkować jednemu gatunkowi.
    PS Pomysł, fakt, odrobinę ograniczający. Osobiście lubię mieć wybór i czytać również to, co mają do napisania współcześni. No i w końcu - dlaczego akurat 30lat, a nie, dajmy na to, 100? Kwestia jednego pokolenia jako książkowej wyroczni? Niewiele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadam się. Wszelkie ograniczenia tego typu są logiczne tylko z pozoru.

      Usuń
    2. Marto, owszem, pisałaś i nawet sobie to zapamiętałem. Ja, przynajmniej jak na razie, jestem całkiem pozytywnie nastawiony do twórczości Murakamiego. Oprócz przegadanego, tchnącego pseudofilozoficznym bełkotem "Bezbrawnego Tsukuru Tazakiego i lat jego pielgrzymstwa", dorobek Japończyka bardzo dobrze mi się kojarzy :)

      A pomysł jest faktycznie ograniczający, bowiem na dobrą sprawę wyklucza możliwość odkrycia na własną rękę interesującego współczesnego pisarza. Co ciekawe sam bohater nie zawsze ściśle trzymał się narzuconych restrykcji :)

      Usuń
  2. bookiemonster18 lipca 2016 08:42

    Ten Twój wpis uświadomił mi, że pomimo tego, że ta książka tak bardzo mi się podobała, pamiętam z niej tylko lekki zarys. Jakieś emocje, smutek, same skojarzenia, wszystko bardzo ulotne. Ale z Murakamim chyba tak jest:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, po książkach Murakamiego pozostaje najczęściej osad w postaci wrażeń, emocji, odczuć. Jeden podmuch wiatru i wszystko zaczyna wesoło wirować i migotać w powietrzu. Ale dla mnie powieści Japończyka mają niezaprzeczalny urok - bardzo cenię sobie sposób, w jaki pisarz zdrapuje cienką warstwę realności, ukazując to, co niezwykłe i niesamowite.

      Usuń
  3. Norwegian Wood było moją pierwsza książką Murakamiego i do dziś darzę ją sentymentem. Zgadzam się też z tym, co piszesz o prostocie i w związku z tym uważam tę książkę za dobry punkt wypadowy do poznawania kolejnych dzieł Japończyka.

    Skojarzenia, skojarzenia...

    Lubię słuchać muzyki, która pojawia się w utworach Murakamiego. Album "Rubber Soul" zawiera też utwór "Nowhere Man", którego tekst pasuje w sam do autocharakterystyki protagonisty.

    A z kolei ta zasada 30 lat jest bliska prawu Sturgeona, które głosi, że 90% wszystkiego to... ekskrementy. Trzeba czasu, by oddzielić ziarna od plew.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ja jakoś nie miałem wystarczającej motywacji, by uruchamiać poszczególne utwory, które przewijają się na kartach powieści :)

      O prawie Sturgeona nie słyszałem, ale już widzę, że stało się one bliskie mojemu sercu :)

      Usuń
  4. Czytałam kilka książek tego autora, ale "Norwegian Wood" wciąż czeka w kolejce. Mam ten tytuł na półce, więc mam nadzieję, że już jestem blisko... A ta zasada 30 lat coś w sobie ma - podejrzewam, że nie wszystkie książki, którymi się dzisiaj zachwycam, ją przejdą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli książkę masz już na półce, to tym bardziej zachęcam do lektury. W "Norwegian Wood" znajdziemy wszystko, co charakterystyczne dla prozy Murakamiego - nijaki bohater, niejednoznaczne i interesujące postacie kobiecie, trochę nierealności, etc.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)