Dla miłośników spacerów, bliższych i dalszych, chyba najważniejszym elementem wyposażenia są oczywiście buty. Gdy byłem nastolatkiem wystarczały mi pionierki, choć łaziłem sporo i szybko, głównie po Kotlinie. Jednak kiedy, chyba ze 30 lat temu, zrujnowałem się na adidasy z membraną, była to wtedy na naszym rynku prawdziwa nowość, stwierdziłem, że niczego więcej mi do szczęścia nie trzeba. To był inny świat. Żadnych otarć, pastowania, skrzypienia. Tak je pokochałem, że szły w odstawkę zimą gdy śnieg się górą do środka sypał.
Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.
środa, 10 kwietnia 2019
wtorek, 9 kwietnia 2019
Biedni nauczyciele 2

Kiedyś napisałem tekst pod tytułem Biedni nauczyciele. Miałem nadzieję, że do tej tematyki już wracać nie będę. Niestety, myliłem się...
Już od dłuższego czasu zauważam postępującą degenerację środowisk, które powinny być elitami, a co za tym idzie dawać przykład reszcie narodu. Służba zdrowia, sądownictwo, prokuratura i policja, dziennikarze, pisarze, księgarze i wydawcy, o politykach to już nawet nie wspomnę, bo w tej dziedzinie zawsze mieliśmy w świecie określoną markę. Brak wszelkich wartości poza mamoną, zakłamanie, niekompetencja, nepotyzm i korupcja... Wszystko to występuje w różnych proporcjach w poszczególnych środowiskach, ale całość sprawia, że jest jak jest.
Do nauczycieli już od dawna miałem wiele uwag. Najniższa chyba na świecie liczba godzin "przy tablicy", a ciągle te faryzeuszowskie argumenty, ile to czasu muszą poświęcić w domu. Tak jakby lekarz, prokurator czy ktokolwiek inny nie musiał się dokształcać, przygotowywać na wyzwania następnego dnia... A z drugiej strony - skoro przy 18 godzinach pensum nauczyciele są tak bardzo przemęczeni, i tak bardzo tego bronią, to możne powinien być wprowadzony zakaz dorabiania przez nauczycieli ponad etat w innych szkołach lub w formie nadgodzin? W trosce o ich zdrowie psychiczne oczywiście. Nie wspomnę o takich rzeczach, jak zakazanie powszechnej obecnie, a kiedyś uważanej za niegodną, praktyki dawania płatnych prywatnych korepetycji własnym uczniom...
Wbrew pozorom jednak nie chodzi mi o żądania płacowe - każdy ma do nich prawo i każdy ma prawo do godnych zarobków. Chodzi o co innego - tym razem nauczyciele poszli na całość i wzięli zakładników - dzieci. Dzieci, które podobno są dla nich dobrem nadrzędnym. Zawsze tak się zaklinają, że dobro dzieci i młodzieży ponad wszystko - ponad własną kieszeń nawet. Ciekawe, czy teraz jeszcze ktokolwiek uwierzy w ten kit? I zrobili to nie w skali lokalnej, którą zawsze można przełknąć i przerzucić pomoc z innych regionów, ale w krajowej, która sprawia, że może być prawdziwy problem.
Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie*.
Nie da się wychować przez wciskanie dyrdymałów, zwłaszcza w coraz powszechniejszym ostatnio w szkolnictwie stylu, czyli czytanie z książki, często nawet nie oryginałów, a opracowań, lub wręcz "przeczytacie sobie w domu" i interpretacja według jedynie słusznego klucza. Młodzież jest bystrzejszym obserwatorem rzeczywistości niż starym się wydaje i błyskawicznie wyłapuje różnice między tym, co im się podaje jako prawdy objawione, a tym, co się samym sobą prezentuje. Myślę więc, że nauczycielom, i niestety również całemu społeczeństwu, za ten dysonans między prawdami nauczanymi a prawdami stosowanymi, w przyszłości przyjdzie drogo zapłacić.
Może jednak nie trzeba będzie czekać aż dzisiejsze dzieci i młodzież dorosną. Dorośli też cały czas się rozwijają. Biorąc to pod uwagę ciekaw jestem czy inne grupy zawodowe nie wezmą wzoru z nauczycieli; na przykład służba zdrowia nie zażąda podwyżki w razie epidemii i nie zagrozi kompletnym zaprzestaniem działań oraz pozamykaniem szpitali, strażacy nie poczekają na jakiś kataklizm, policjanci nie zachorują i nie zamkną komisariatów na przykład na początku sezonu wakacyjno-urlopowego a wojsko nie postawi żądań w razie potrzeby podniesienia stanu gotowości. Energetyka może nieźle wykorzystać jakiś większy blackout i tak dalej. Jak się dobrze pokombinuje, to każda grupa zawodowa znajdzie odpowiednich zakładników i odpowiedni moment, by nie dało się jej zlekceważyć. Potrzeba tylko trochę bezwzględności, wyrachowania i braku sumienia. Przykład już jest.
A może nie powinienem napisać ciekaw jestem czy, tylko ciekaw jestem kiedy?
* Jan Zamoyski
piątek, 5 kwietnia 2019
Jeff VanderMeer "Zrodzony" - Granice człowieczeństwa
Zrodzony
Jeff VanderMeer
Tytuł oryginału: Borne, The Strange Bird
Tłumaczenie: Robert Waliś
Wydawnictwo: MAG
Seria: Uczta Wyobraźni
Liczba stron: 364
Jednym z obszarów działalności
literatury science fiction jest
futurologia. Autorzy usiłują przewidzieć jak może wyglądać przyszłość naszego
gatunku, koncentrując się na aspektach zarówno technicznych jak i
socjologicznych. Wśród przytaczanych wizji nie brak scenariuszy skrajnie
katastroficznych, będących wynikiem ekstrapolacji obecnych tendencji ludzkiej
cywilizacji do destrukcyjnej działalności, której ofiarą padają wszelkie
elementy środowiska naturalnego, nie wyłączając samego człowieka. Intrygujący,
a przy tym niepokojący krajobraz po kataklizmie prezentuje choćby Jeff
VanderMeer (ur. 1968 r.) amerykański pisarz i scenarzysta, autor powieści Zrodzony.
poniedziałek, 1 kwietnia 2019
Alona Kimchi "Płacząca Zuzanna" - Pępowinowa pętla
Płacząca Zuzanna
Alona Kimchi
Tytuł oryginału: סוזנה הבוכיה
Tłumaczenie: Leszek Kwiatkowski
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: Z miotłą
Liczba stron: 403
Miłości, miłości, ach miłości,
czymże właściwie jesteś, jak poznać Twe oblicze, jak dowiedzieć się, kiedy
człowiek wpada w Twe sidła? I jak zareagować na podłe kalumnie, kiedy ktoś
bezpardonowo stwierdza, że miłość to (…)
rzecz najstraszliwsza, najmniej znacząca, najbardziej złudna, zwodnicza i
samolubna ze wszystkiego, co kiedykolwiek stworzył Bóg [1]?
Wydaje się, że próby odszukania odpowiedzi na wyżej wymienione pytania są
próżne, jałowe i z góry skazane na porażkę, ale zawsze przecież można posłużyć
się cudzymi doświadczeniami i dowiedzieć się, co też w materii tak szerokiej i
wciąż niezgłębionej jak ludzkie emocje, mają do powiedzenia inni – w takim
przypadku pomocą służy literatura. Dla przykładu, gdybyśmy chcieli poznać jeden
z odcieni więzi, jaka może łączyć matkę i córkę, warto sięgnąć po powieść Płacząca Zuzanna, prozatorski debiut
izraelskiej pisarki Alony Kimchi (ur. 1966).
piątek, 29 marca 2019
Ziemowit Szczerek "Wiedźmin. Turbolechita" - Próbując zdefiniować polskość
Wiedźmin. Turbolechita
Ziemowit Szczerek
Reżyseria: Piotr Sieklucki
Teatr: Nowy Proxima
Czas trwania: 90 min.
Założenie, że najlepszym – zaraz
po Janie Pawle II oraz Lechu Wałęsie – polskim towarem eksportowym jest
Wiedźmin, znany też jako Geralt z Rivii (czyli literacka postać wykreowana
przez Andrzeja Sapkowskiego) jest może nieco ryzykowne, ale z pewnością warto
je przyjąć, jeśli zdecydujemy się na udział w spektaklu Wiedźmin Turbolechita, wystawianym na deskach krakowskiego Teatru
Nowego Proxima. Sztuka napisana przez Ziemowita Szczerka w reżyserii Piotra
Siekluckiego to próba konfrontacji z problemami i kompleksami, które w pewnym
stopniu są wyznacznikiem polskości.
poniedziałek, 25 marca 2019
Markus Muntean & Adi Rosenblum "Ranny, który może chodzić" - Metafizyka w banalności
Ranny, który może chodzić
Muntean/Rosenblum
Kurator: Monika Kozioł
Muzeum: Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie MOCAK
Termin wystawy: 26.10.2018 - 24.03.2019
Literatura to tylko jedna z
gałęzi sztuki, sztuki która jest tworem eklektycznym, właściwie
niedefiniowalnym, ale za to stale ulegającym przemianom i konwersjom. Można by
rzec, że domeną sztuki jest nieustanne eksperymentowanie z formą i treścią,
ciągły ruch wynikający z chęci czy nawet konieczności nadążenia za zmianami,
jakimi podlega człowiecza cywilizacja. W tej nieprzerwanej kotłowaninie
mieszają się przeróżne idee i koncepty, w rezultacie czego nierzadko dochodzi
do interesujących krzyżówek, splotów i połączeń. Dobrym przykładem takiego
mariażu pozornie neutralnych wobec siebie dziedzin jest twórczość Markusa
Munteana (ur. 1962) i Adi Rosenblum (ur. 1962), austriacko-izraelskiego duetu
artystów, których prace w terminie 26.10.2018 – 24.03.2019 można było podziwiać
w krakowskim Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK.
piątek, 22 marca 2019
Iris Murdoch "Przypadkowy człowiek" - Jałowa walka z fatum
Przypadkowy człowiek
Iris Murdoch
Tytuł oryginału: An Accidental Man
Tłumaczenie: Zdzisław Bohdanowicz
Wydawnictwo: Czytelnik
Seria: Nike
Liczba stron: 720
Otaczający nas świat to przestrzeń, która skrywa w sobie nieskończoną wręcz liczbę zagadek i paradoksów. Źródła zdumienia i konfuzji są przy tym bardzo różnorodne – począwszy od fenomenów fizycznych czy chemicznych, poprzez niezwykłe zjawiska pogodowe, a na tajemnicach, jakie wciąż ma dla nas w zanadrzu Kosmos skończywszy. Ale by znaleźć rzeczy intrygujące, wcale nie trzeba szukać tak daleko – przecież i ludzie, z jakimi się stykami na co dzień mogą stanowić kłębowisko interesujących sprzeczności. Ciekawymi przypadkami są choćby wszelakiej maści pechowcy i niezguły. W końcu jak to jest możliwe, by wokół jednej ludzkiej jednostki skupiały się nieszczęścia w ilościach niemal hurtowych? Dlaczego nie brak osobników, którzy niezależnie od tego, za co by się nie wzięli, ponoszą sromotną klęskę? O jednoznaczne powody jest niezwykle trudno. Nie brak za to dobrze odmalowanych portretów tego typu nieszczęśników, o perypetiach których możemy poczytać w niejednej powieści (Gaston Bonaparte z dzieła Szaleniec? Endō Shūsaku, mag Rincewind z cyklu Świat Dysku Terry'ego Pratchetta, Nachiket Bosy vel Alu z Koła rozumu Amitava Ghosha, Nick Belane ze Szmiry Bukowskiego to tylko wierzchołek góry lodowej). Pośród tej szerokiej palety tytułów na czytelniczą uwagę z pewnością zasługuje Przypadkowy człowiek pióra Iris Murdoch, żyjącej w latach 1919 – 1999 anglo-irlandzkiej pisarki.
Otaczający nas świat to przestrzeń, która skrywa w sobie nieskończoną wręcz liczbę zagadek i paradoksów. Źródła zdumienia i konfuzji są przy tym bardzo różnorodne – począwszy od fenomenów fizycznych czy chemicznych, poprzez niezwykłe zjawiska pogodowe, a na tajemnicach, jakie wciąż ma dla nas w zanadrzu Kosmos skończywszy. Ale by znaleźć rzeczy intrygujące, wcale nie trzeba szukać tak daleko – przecież i ludzie, z jakimi się stykami na co dzień mogą stanowić kłębowisko interesujących sprzeczności. Ciekawymi przypadkami są choćby wszelakiej maści pechowcy i niezguły. W końcu jak to jest możliwe, by wokół jednej ludzkiej jednostki skupiały się nieszczęścia w ilościach niemal hurtowych? Dlaczego nie brak osobników, którzy niezależnie od tego, za co by się nie wzięli, ponoszą sromotną klęskę? O jednoznaczne powody jest niezwykle trudno. Nie brak za to dobrze odmalowanych portretów tego typu nieszczęśników, o perypetiach których możemy poczytać w niejednej powieści (Gaston Bonaparte z dzieła Szaleniec? Endō Shūsaku, mag Rincewind z cyklu Świat Dysku Terry'ego Pratchetta, Nachiket Bosy vel Alu z Koła rozumu Amitava Ghosha, Nick Belane ze Szmiry Bukowskiego to tylko wierzchołek góry lodowej). Pośród tej szerokiej palety tytułów na czytelniczą uwagę z pewnością zasługuje Przypadkowy człowiek pióra Iris Murdoch, żyjącej w latach 1919 – 1999 anglo-irlandzkiej pisarki.
poniedziałek, 18 marca 2019
Elina Hirvonen "Przypomnij sobie" - Cienie przeszłości
Przypomnij sobie
Elina Hirvonen
Tytuł oryginału: Että hän muistaisi saman
Tłumaczenie: Iwona Kiuru
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 184
Czas leczy rany to krótkie zdanie, które mieni się mocno polarnym
charakterem. Z jednej strony sentencja wydaje się kwintesencją prostej ludowej
mądrości, z drugiej zaś maksyma wydziela nieprzyjemny fetor banału. Dosłowne
potraktowanie powiedzenia może okazać się równie trudne co rozczarowujące,
bowiem negatywne doświadczenia nie należą do rzeczy, o których łatwo zapomnieć.
Ale aby mijający czas mógł zaprezentować swoje lecznice własności niezbędne
jest przepracowanie doznanych krzywd – tylko konfrontacja z tym, co bolesne i
nieprzyjemne może przynieść ukojenie, o czym przekonują się choćby bohaterowie
powieści Przypomnij sobie, autorstwa
fińskiej pisarki Eliny Hirvonen (ur. 1975).
Subskrybuj:
Posty (Atom)






