piątek, 19 kwietnia 2013

Pulp fiction

Okładka książki Szmira 

Szmira

Charles Bukowski

Tytuł oryginału: Pulp
Tłumaczenie: Tomasz Mirkowicz
Wydawnictwo: Oficyna Literacka Noir sur Blanc
Liczba stron: 204




Charles Bukowski, o którym wspominałem już nieco przy okazji omawiania Listonosza oraz Hollywood, to z pewnością autor nietuzinkowy. Trudny do zaszufladkowania jako pisarz, outsider i moczymorda na co dzień. Porównywany do Henry’ego Millera oraz Ernesta Hemingwaya, osobiście przyznający się do głębokiej fascynacji francuskim twórcą, Louisem-Ferdinandem Célinem. Znawca barów i szynków omijanych szerokim łukiem przez porządnych obywateli, bywalec burdeli oraz przytułków, lokator tanich kamienic, wreszcie pisarz samouk, który statusu artysty legendarnego doczekał się jeszcze za życia. Co ciekawe uznanie dla jego dzieł w najmniejszym stopniu nie wpłynęło na osobowość Bukowskiego. Podniósł się może nieco standard życia, nie trzeba było już tak usilnie kombinować z wyłuskaniem forsy na chlanie, a apartamenty były bardziej znośne do życia, ale Bukowski ciągłe pozostał tym samym starym, dobrym pijaczyną oraz surowym krytykiem otaczającej rzeczywistości. Trzymając się poza marginesem społeczeństwa, Bukowski bezwzględnie wytykał fałsz, obłudę oraz bezbrzeżną pustkę konsumpcyjnego stylu życia, radosnej, przesyconej pseudofilozoficzną treścią wegetacji. Zrozumiałe jest zatem, że Bukowski cały czas był nieufny wobec jednostki ludzkiej, sceptycznie się do niej odnosząc, ciągle jednak próbując nawiązać z nią nić porozumienia. Bukowski opuścił ziemski padół w 1994 roku, wkrótce po ukończeniu ostatniej powieści Szmiry.

Bohaterem większości książek Bukowskiego jest alter ego pisarza, słynna już na całym świecie ćma barowa, Henry Chinaski. Z tego powodu śmiało rzec można, że Szmira pod tym względem zaskakuje, bowiem pierwszoosobowym narratorem powieści jest najlepszy (wg własnego mniemania) detektyw w Los Angeles, Nick Belane. Nie oznacza to, że biedny Henry zupełnie zniknął z prozy Bukowskiego, ale w tekście pojawia się o nim tylko jedna wzmianka (Masz szczęście – rzekł. – Minąłeś się z tym pijakiem Chinaskim. Właśnie tu był i chwalił się swoją nową wagą do listów). Mimo, że Belane to nie Chinaski, bo w końcu ten pierwszy to prywatny detektyw, a drugi podobnie jak sam Bukowski to pisarz, to jednak obaj posiadają niemal identyczny profil charakterologiczny, wzorowany rzecz jasna na Charles’ie Bukowskim. Belane to również typ samotnika, osobnik nie stroniący od alkoholu o każdej porze dnia i nocy. Jego życie to niekończące się pasmo porażek i niepowodzeń. Nieudane małżeństwa, rozwody, brak sukcesów w życiu zawodowym, brak szczęścia w wyścigach koni, brak nowych zleceń, a w konsekwencji nieustanny brak gotówki, której to niedostatek grozi wreszcie utratą biura. Wydaje się, że nawet ludzie o niekończących się pokładach empatii poczuliby się odrobinę lepiej, gdyby spotkali takiego niedorajdę – o ileż lepsza wydawałaby się wtedy nasza marna egzystencja.

Książka ma formę pierwszoosobowej narracji głównego bohatera z rzadka przetykanej dialogami. Całość przypomina długi monolog, wielką opowieść, którą raczy nas Nick Belane. Doświadczony gawędziarz o niezbyt wyrafinowanym słownictwie nie dba specjalnie o język, który gęsto usiany jest wulgaryzmami oraz prostackimi wstawkami. Co nudniejsze fragmenty rzeczywistości są skrzętnie pomijane, tak, że Nick serwuje czytelnikowi jedynie te fakty, które w jego mniemaniu mają znaczący wpływ na akcję opowieści. Dialogi, opis świata przedstawionego, nawet liczebniki – wszystko zostały zredukowane do absolutnego minimum. Zabiegi te sprawiają, że fabuła rozwija się błyskawicznie, a książkę dosłownie się pochłania, łykając zachłannie kolejne jej strony.

A przyznać trzeba, że dotychczas głównie bezrobotny Belane naprawdę ma o czym opowiadać. W końcu rzadko kto dostaje zlecenie od Pani Śmierci, by odszukać Célina, który ponoć regularnie odwiedza pobliski antykwariat. Nieczęsto również mamy do czynienia facetem, chcącym uwolnić się od nieziemsko pięknej kobiety, która zresztą okazuje się dowódcą oddziału kolonizacyjnego wyjątkowo paskudnie wyglądających kosmitów. Praca dla pana Al Ed Upka, podejrzewającego swoją seksowną żonę o niewierność małżeńską z pozoru należy do zajęć raczej standardowych dla prywatnego detektywa, ale i ona przyniesie dość nieoczekiwane rezultaty. Wreszcie finalne, pozornie najtrudniejsze, beznadziejne wręcz, zlecenie, by odnaleźć Czerwonego Wróbla. Całość składa się na niesamowitą historię, która w zaskakująco wielu punktach doskonale się zazębia, by przynieść ostateczne rozwiązanie.

Cóż jednak sprawia, że Szmirę czyta się tak dobrze i z tak ogromnym żalem dochodzi się do ostatniej jej strony? Książka posiada ogromne zwały niesamowitego poczucia humoru. Komizm sytuacyjny, zabawne dialogi, śmieszne przemyślenia to jej niewątpliwy atut (Tak jak gwiazdy filmowe, które przeszczepiają sobie na twarz skórę z tyłka. Bo na pośladkach najpóźniej pojawiają się zmarszczki. I tym sposobem na starość aktorzy chodzą z dupą na gębie). Do tego absurd wylewający się z niemal każdej strony w sposób niekontrolowany (Niestety, tego popołudnia wylądowałem na wyścigach, a wieczorem się schlałem. Ale nie był to zmarnowany dzień, bo cały czas główkowałem, analizowałem dane. Miałem wszystko pod kontrolą. Wiedziałem, że jeszcze moment, a znajdę rozwiązanie. Gówno prawda). Nick Belane jest idealnym zaprzeczeniem prawdziwego detektywa, choćby wielkiego Sherlocka Holmes’a. Prowadzenie śledztwa w wykonaniu Belane’a to w głównej mierze zwiedzanie kolejnych barów, przypadkowe rozmowy z barmanami najczęściej przeradzające się w kłótnie, wizyty na torze konnym oraz pakowanie się w kłopoty. Wszelkie podejmowane działania oprócz wymienionych, które powinny przybliżyć detektywa do rozwiązania, kończą się przeważnie epiczną klęską. Niepowodzenie goni niepowodzenie, a mimo Belane sukcesywnie zamyka kolejne sprawy, które zdają się same rozwiązywać. Szmira Bukowskiego jest jednym wielkim pastiszem, bezczelną kpiną z wszystkich zasad, wg których powinno pisać się intrygujący kryminał, czy powieść detektywistyczną. Oczywiście Nick Belane zdaje się nie zauważać zarówno niedorzeczności swoich działań jak i braku logiki świata, który zaczyna się przed nim wyłaniać w miarę posuwania się śledztwa naprzód.

Nick Belane jest nie tylko karykaturą detektywa, ale także karykaturą człowieka. Jego życie, które odmalowuje przed czytelnikiem z brutalną szczerością oraz sporą dawką sarkazmu jest tragiczne i smutne (Próbowałem się skupić. Mucha wciąż wędrowała po biurku. Zwinąłem „Informator Wyścigowy” i huknąłem w blat; spudłowałem. Miałem zły dzień. Tydzień. Miesiąc. Rok. Życie. Cholera jasna). To bezustanne pasmo klęsk i rozczarowań. Nic dziwnego, że Belane jest zgorzkniałym pesymistą, który bez przerwy utyskuje na swoją jak i cudzą egzystencję (Gra jest nieuczciwa od samego początku; Zęby. Co za paskudne ustrojstwa. Ale jakoś musimy jeść. Jemy i jemy. Jesteśmy obrzydliwi, skazani na swoją nędzną egzystencję. Jemy, pierdzimy, drapiemy się, uśmiechamy i obchodzimy święta; Ale kłopoty i ból są tym, co utrzymuje człowieka przy życiu. A raczej wysiłki, aby ich uniknąć). Słuchając, czy też czytając, jego wywodów, trudno nie odnieść wrażenia, że ziemski byt, to wręcz kara za nieznane nam grzechy, męczarnia, przez którą wszyscy musimy przejść, aby wreszcie w pełni zasłużenie spocząć w zimnych odmętach grobu, kiedy przyjdzie nasza godzina. Bukowski bezlitośnie obdziera naszą egzystencję z jakiegokolwiek sensu, pozbawiając ją wszelkich transcendentnych pierwiastków, sprowadzając jedynie do fizycznych odruchów, na zaspokojenie których marnujemy praktycznie cały swój czas. Czy doszedłszy do takich wniosków, pozostaje nam coś innego poza chwyceniem za butelkę, by pić, pić, pić?

Bukowski spłodził Szmirę wkrótce przed swoim zgonem. Nic zatem dziwnego, że powieść przesycona jest śmiercią. Pani Śmierć pojawia się nawet osobiście, zlecając Belane’owi identyfikację faceta, będącego prawdopodobnie Célinem, czyli pisarzem, który od dawna powinien już nie żyć. Spoglądając na niezwykle bogaty życiorys Bukowskiego, którego dieta bazowała głównie na alkoholu, a w której nie brakowało również doświadczeń z prochami, można pokusić się o stwierdzenie, że Charles również dość długo wodził Kostuchę za nos, długo opóźniając własny zgon. Ponadto w książce pojawiają się liczne stwierdzenia na temat życia oraz śmierci, wśród których bezsprzecznie prym wiedzie sentencja: Żyje się raz, no nie? Chyba że jest się Łazarzem. Biedny skurwiel, musiał zdychać 2 razy. Ale ja jestem Nick Belane. Po jednej kolejce zsiadam z karuzeli. Ciekawe jest również swoiste rozliczenie dotychczasowych osiągnięć, którego dokonuje Belane: Nastał czas na rozrachunek. Rozrachunek z samym sobą. W sumie osiągnąłem w życiu to, co zamierzałem. Do czegoś jednak doszedłem. Nie musiałem nocować na ulicy. A wielu wartościowych ludzi nocuje na ulicy. Nie są kretynami, po prostu nie ma dla nich miejsca w maszynerii teraźniejszości. Jej potrzeby zmieniają się ustawicznie. Ponury układ, toteż jeśli wciąż śpisz we własnym łóżku, to już samo w sobie jest dużym sukcesem. Cóż za niezwykła lekcja pokory!

Szmira to najlepsza książka Bukowskiego, spośród tych, które dotychczas przeczytałem. To piękne zwieńczenie bogatej twórczości pisarza. Utwór napisany pod sam koniec życia, będący tego żywota podsumowaniem. Książka jest szorstka oraz bardzo surowa. Brutalna i szczera. Kontrowersyjna i wulgarna. Nie aspiruje do wielkości, ale wg mnie to istne arcydzieło. Niesamowity styl, który przypomina ten znany z prasy najniższy lotów, w całej rozciągłości prezentuje bezbarwność ludzkiej egzystencji, którą wielu z nas bezmyślnie prowadzi. Jemy i sramy. Myślimy jedynie o tym, co przyniesie jutro, ponieważ kiedy na dłużej zaczynamy zastanawiać się nad przyszłością, ze zgrozą uświadamiamy sobie, że rzadko niesie ona ze sobą jakąś głębszą treść. Liczy się tylko to, by spokojnie dojechać do mety. Bez większego cierpienia z zasłużoną dawką szczęścia. O to, co dalej, będziemy martwić się później. Bo w końcu co tam może być? Chociaż. Może będzie czekać na nas właśnie on? Wielki Czerwony Wróbel.


Wasz Ambrose


2 komentarze:

  1. Niektórzy narzekają, że Bukowski jest monotematyczny, ale ja mam jakieś takie szczęście, że wszystkie jego książki, które do tej pory przeczytałam, były zupełnie inne. I zaskakiwały. Od „Kobiet”, które nie podobały mi się, ale spełniły swoją funkcję – zaintrygowały, poprzez jego wiersze („Płonąc w wodzie, tonąc w ogniu”), które po trochę suchych i bezrefleksyjnych „Kobietach” oszołomiły mnie bezradnością i smutkiem, oraz „Najpiękniejszą dziewczynę w mieście”, która była po prostu ekstremalnym, masochistycznym przeżyciem czytelniczym, aż po „Szmirę”, którą skończyłam kilka dni temu i od której nie mogłam się oderwać. Jeszcze zbieram myśli, szlifuję to co sobie spisałam, ale moja recenzja będzie na pewno w tonie przypominała Twoją, bo w całej swojej lekkości, absurdzie, ironii dla mnie ta książka też jest arcydziełem. Czy jednak przyznać jej palmę pierwszeństwa przed „Najpiękniejszą dziewczyną”, która, choć zupełnie inna, też jest wybitna? Trudne pytanie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja, jak dotąd, czytałem "Listonosza", "Hollywood", "Faktotum" oraz "Szmirę" i oprócz zbliżonego, niepowtarzalnego stylu, także nie dostrzegłem monotematyczności. Na tle przeczytanych przeze mnie książek "Szmira" wybiła się i to zdecydowanie - powieść mnie oszołomiła, chociaż końcówka była niezwykle dołująca. Humor, groteska i gorzka ironia przemieszane z monotonią i bezsensem życia w sposób iście mistrzowski.

      Zaciekawiłaś mnie „Najpiękniejszą dziewczynę w mieście” - będę musiał rozejrzeć się za tą pozycją. Z niecierpliwością czekam również na Twoje wrażenia spisane po lekturze "Szmiry".

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)