Już wielokrotnie wspominałem przy różnych okazjach, że nie uznaję wyborów innych niż na konkretną osobę, ale o ile mogę brać udział w wyborach na szczeblu gminy, bo tam mogę się łudzić, iż wiem, kto porządny, a kto nie, lub przynajmniej kto będzie chronił moje interesy, to idąc na wybory prezydenckie czy do parlamentu oddaję głos nieważny. Uważam głosowanie w wyborach prezydenckich (no, chyba, że znałbym kandydata osobiście już od lat, a to się jeszcze nie zdarzyło), za irracjonalne.
Jaki jest sens oddawać głos na człowieka, o którym nic nie wiem i którego program oraz przemówienia są pisane przez profesjonalistów, którzy zawodowo trudnią się przewidywaniem tego, co ludzie chcą usłyszeć i na kogo najchętniej by zagłosowali? Może u nas nie są oni w swych przewidywaniach jeszcze aż na takim poziomie, jak specjaliści, którzy przygotowali obecnego prezydenta USA przed ostatnimi wyborami, ale to chyba niewiele zmienia. Przekonanie, że głosując ma się na coś wpływ, jest oszukiwaniem samego siebie. Można by długo dawać na to dowody, ale dziś nie o tym.