Może niektórzy z Was pamiętają niedawną, jeszcze przedkoronawirusową, kampanię i reklamę w TV przeciwstawiającą się kupowaniu leków w marketach oraz propagującą korzystanie z aptek. I faktycznie, kiedyś apteka była dla mnie synonimem solidności, pewności, wiarygodności i natychmiastowej dostępności.
Pamiętam zdarzenie z czasów istnienia Berlina Zachodniego, gdy w tamtejszej aptece aptekarz najpierw spojrzał na przedstawioną przeze mnie receptę i się zdziwił, że białemu dziecku wypisano tak silny lek na krzywicę, bo myślał, że zapotrzebowanie na podobne specyfiki, to jest już chyba tylko w Afryce, a potem... bez mrugnięcia okiem sięgnął do szuflady i wydał mi zmówione lekarstwo. Tak, były takie czasy, gdy i polskie apteki starały się mieć leki na miejscu, by móc je pacjentowi wydać od ręki, a nie na zamówienie, na jutro lub pojutrze. Teraz jednak chyba wszystko stanęło na głowie.







