Waldemar Bawołek
Pomarli
wydawnictwo Czarne 2020hardcover 206 stron
ISBN: 978-83-8049-972-0
Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.
Echo się rozsypuje i zaciera granicę między rzeczywistością, a marzeniem [1]. Niemożliwe zdegradowane zostaje jedynie do stanu umysłu, który przecież może zmienić się za sprawą lada kaprysu. Realność zdejmuje koszulę, pod którą ukazuje się efektowny tatuaż ze stylizowanym na cyrylicę napisem METAFIZYKA*. Gwiazdka służy uściśleniu, że w tym konkretnym znaczeniu chodzi o wysoki poziom abstrakcji. Wszystko niemożebnie się plącze, wikła, by na koniec zacząć spazmatycznie ryczeć. Do kompletu brakuje tylko chórów anielskich czy trąb jerychońskich. Po chwilowym oczekiwaniu okazuje się, że na ani jedne, ani drugie nie ma co liczyć, bo zamówiono je wcześniej na inne widowisko, a zerwanie kontraktu byłoby zbyt kłopotliwe. W tej całej kakofonii nietrudno o pomyłkę, która faktycznie się wydarza. Miasto Z, ukraińska osada z Donieckiego Zagłębia Węglowego (obecnie lepiej znanego pod skrótową nazwą Donbas), pragnie przyłączyć się do Rosji. Tyle, że na skutek nieporozumienia Z staje się częścią ZSRR, a jakby tego było mało, ZSRR wyimaginowanego. Miasto dołącza do bytu wyobrażonego, co implikuje szereg niedogodności dla mieszkańców oraz ludności napływowej. Owe trudności potęgowane są przez fakt, że rozpoczęta w 2014 roku wojna w Donbasie jest już jak najbardziej prawdziwa. Z jednej strony Ukraińcy, z drugiej podjudzani, wspierani (i chyba w dużej mierze wykreowani) przez Federację Rosyjską separatyści. Czy wyjściem z tej krwawej matni może być łaźnia o tajemniczej nazwie Piąty Rzym? W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie warto sięgnąć po Najdłuższe czasy. Ballada miejska, fascynującą powieść Wołodymyra Rafiejenko (ur. 1969), pochodzącego z Doniecka ukraińskiego poety i pisarza.
Wojna indukuje bardzo specyficzne okoliczności, w których zdanie jednostki przestaje się liczyć. Pragnienia pojedynczego człowieka sprowadzone zostają do poziomu kaprysów, które puszcza się mimo uszu. Niewiele lepiej jest z potrzebami, nawet z tymi najbardziej podstawowymi, do których (jeszcze niedawno) mogłoby się wydawać, że ma się pełne prawo. Bezpieczeństwo, prywatność, wolność słowa, dostęp do ciepłego schronienia czy żywności – wszystko to w oczach rozpętujących konflikt schodzi na dalszy plan i staje się luksusem, towarem deficytowym, który postronny cywil może otrzymać (albo zachować) jedynie dzięki szczęśliwemu splotowi zdarzeń. Cóż jednak, kiedy kapryśna fortuna nam nie sprzyja? Co, gdy statystyka, ta królowa wielkich liczb, raz daje, innym zaś razem odbiera? O tym jak trudno przetrwać, kiedy najbliższe otoczenie zamienia się w kakofonię chaosu bardzo przenikliwie (słowo wspaniale, które samo pcha się pod palce wydaje się tu wielce niestosowne) pisze Serhij Żadan, ukraiński, poeta, tłumacz germanista oraz pisarz, autor powieści Internat.
Ultimo Parri, główny bohater powieści Ta historia pióra włoskiego pisarza Alessandra Baricco (ur. 1958), dochodzi do następującej konstatacji: (…) błąd polegał na tym neurotycznym szarpaniu się w sieci, gdy tymczasem należało po prostu doprowadzić świat do ładu, zaczynając od tego miejsca, w którym się zaplątał [1]. Łatwiej powiedzieć niż zrobić, chciałoby się podsumować, a najlepszym dowodem na słuszność tej zgryźliwej uwagi jest zresztą żywot samego Ultima, który niejednokrotnie przekonuje się, że rzeczywistość to nic innego jak nieustanna oscylacja między porządkiem, a chaosem, zaś wypadkową tego starcia entropii i negentropii są harce ślepego losu, lubującego się w płataniu złośliwych figli.