Kōbō Abe
The Box Man
Minęła niemała chwila, odkąd siedzisz w tym dusznym i ciasnym pokoiku. Jedynym źródłem światła, które sączy się powoli i nieśmiało jest stara lampa, nie będąca jednak w stanie zwalczyć ogarniającej Cię ciemności. Widzę, że co rusz pochylasz się nad notatkami, które tak zawzięcie piszesz i czytasz, i korygujesz. Sądzisz, że uda Ci się wgryźć w tekst, który masz przed sobą? Przecież to zwykły bełkot wariata. Nieskładny i poplątany, perwersyjny i prowokujący. Lepiej sobie odpuść, bo w opinii niektórych szaleństwem można się zarazić, szczególnie, gdy się w nie zagłębiamy, usiłując dociec jego korzeni. Zresztą rób, co chcesz, Twoja wola. Ale następnym razem pomyśl nad lepszą kryjówką dla tego wielkiego kartonu, który zostało tak nieudolnie wciśnięty za szafę, że widać go nawet w tym półmroku. Ha! Zaskoczony? Kiedy zasnąłeś, ośmieliłem się przejrzeć te zapisane gęstym maczkiem zapiski. Kōbō Abe. The Box Man. Koniec Twojej psychicznej stabilności jest nieuchronny. Żegnaj. Ja spróbuję się wyrwać z tego sennego koszmaru, dla mnie jest jeszcze nadzieja.






