Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

środa, 10 czerwca 2020

Juan José Saer "Śledztwo" - Literacka łamigłówka

Juan José Saer

Śledztwo

Tytuł oryginału: La pesquisa 
Tłumaczenie: Nina Pluta
WydawnictwoUniversitas
Seria: Las Américas. Nieznana klasyka literatury latynoskiej
Liczba stron: 180



Świat, w którym przyszło nam egzystować to w ogromnej mierze twór dualistyczny. Jako, że każdej akcji towarzyszy reakcja, rzeczywistość okazuje się zbiorem przeciwstawnych, ale uzupełniających się wartości. Zgodnie z tym założeniem pojawienie się przestępcy determinuje przybycie na scenę stróża prawa, który będzie usiłował go schwytać. Zaś mnożące się zagadki będą katalizować kolejne umysły do podjęcia intelektualnego wysiłku, by je rozwiązać. Zbrodnia i kara, łamigłówka i dedukcja umożliwiająca jej rozwikłanie – czy to składowe solidnego kryminału czy może jeszcze jednego dzieła autora na miarę Fiodora Michajłowicza Dostojewskiego? Śledztwu, argentyńskiego pisarza Juana José Saera (1937 – 2005), zdecydowanie bliżej do rosyjskiego giganta literatury i z tego względu czytelnicy sięgający po książkę z nadzieją na dobrą prozę detektywistyczną mogą poczuć się odrobinę oszukani, chociaż nie rozczarowani.

wtorek, 9 czerwca 2020

filozofia Kalego


(o Hugo Ste­in­haussie) Nie uczest­ni­czył na­wet w awan­tu­rach między stu­den­ta­mi pol­ski­mi a ukraiński­mi (Ru­si­na­mi, jak pisał), którzy uważali Lwów za swo­je mia­sto, oku­po­wa­ne tyl­ko przez Po­laków. Ukraińcy do­ma­ga­li się własne­go uni­wer­sy­te­tu i wpro­wa­dze­nia języka ukraińskie­go do urzędów, pol­scy stu­den­ci re­ago­wa­li kontr­ma­ni­fe­sta­cja­mi, jak­by nie pamiętając, że w po­zo­stałych za­bo­rach to Po­la­cy byli w sy­tu­acji Ukraińców.

niedziela, 7 czerwca 2020

Hornblower w kosmosie, czyli Placówka Basilisk Davida Webera



David Weber

Placówka Basilisk

tytuł oryginału: On Basilisk Station
cykl: Honor Harrington (tom 1)
tłumacz: Jarosław Kotarski
wydawnictwo: Rebis 2016-03-29
liczba stron: 452
ISBN: 9788378188681


Jak zwykle, czyli bez przeprowadzania researchu o autorze czy samym dziele, sięgnąłem po Placówkę Basilisk pióra Davida Marka Webera. Aż dziw, że moje czytelnicze szlaki dotąd nie zetknęły się z twórczością tego współczesnego amerykańskiego powieściopisarza, gdyż specjalizuje się on przede wszystkim w fantasy, military SF i space opera. O ile w tym ostatnim gatunku, zwłaszcza w dziełach zbliżonych do kanonu Gwiezdnych Wojen, nie za bardzo gustuję, to po dobre fantasy, a już na pewno military s.f., sięgam z dużą chęcią.


sobota, 6 czerwca 2020

co za dużo, to niezdrowo


Umiar to najlepsze wyjście w przypadku wielu nawyków uznawanych za zdrowe, i ćwiczenia fizyczne nie są tu wyjątkiem. Korzyści płynące z wysiłku fizycznego są niwelowane przez jego nadmierną intensywność. Co więcej, jeżeli nie zapewnimy organizmowi odpoczynku i czasu na regenerację, sprawy mogą przybrać jeszcze gorszy obrót...


piątek, 5 czerwca 2020

Aleksandra Zielińska "Bura i szał" - O łatkach i wariat(k)ach

Aleksandra Zielińska

Bura i szał

Wydawnictwo: W.A.B. 
Seria: Archipelagi
Liczba stron: 320






Pewne rzeczy trzeba wyjąć na powierzchnię, czasem kosztem dobrego samopoczucia [1]. Nawet, a wręcz szczególnie wtedy, gdy są to rzeczy złe, niemiłe, okrutne, traumatyczne. Tylko zerwanie całunu przemilczeń i niedopowiedzeń umożliwia zrozumienie ogromu zaznanej krzywdy i zaakceptowanie pozornie banalnej prawdy, że to ofiara jest stroną poszkodowaną, mimo iż na ogół to właśnie ofiara zmaga się z poczuciem winy. O tej ważnej kwestii przypomina polska pisarka Aleksandra Zielińska (ur. 1989), autorka powieści Bura i szał.

czwartek, 4 czerwca 2020

o autorytetach moralnych



Mówi się, że śmierć jest częścią życia. Przemilczanie prawdziwych, poniżających okoliczności życia i śmierci Bronisława Geremka, człowieka upadłego i zdegenerowanego, który zginął w towarzystwie prostytutki, było nawet sensowne i aż nadto ludzkie. Ale potem z jego pogrzebu zrobiono show. Po co? W ostatniej drodze poprzedzonej uroczystą Mszą Świętą towarzyszyli profesorowi - ateiście prezydenci, marszałkowie Sejmu i Senatu, szefowie PE, biskupi i liczni księża, choć krzyża na grobie nie uświadczysz. Miało to w sobie znamiona symbolu: obraz państwa, w którym wszyscy coś lub kogoś udają, każdy wie, że to mistyfikacja, a jednak nikt z tym nic nie robi.
Dziś jedna z sejmowych sal nosi imię tego nieszczęśnika. Czy naprawdę nie ma w naszej historii autentycznych bohaterów i ludzi autentycznie godnych szacunku? Czy ktoś kiedyś odważy się skończyć z tą farsą?


To Tylko Mafia by Wojciech Sumliński, Jarosław Sokołowski, Tomasz Budzyński

poniedziałek, 1 czerwca 2020

Paul Beatty "Sprzedawczyk" - Trudne amerykańskie dziedzictwo

Paul Beatty

Sprzedawczyk

Tytuł oryginału: The Sellout 
Tłumaczenie: Piotr Tarczyński
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 416




Dobra literatura to typ prozy, która – stosując chwytliwe korporacyjne hasło – wyrzuca nas ze strefy komfortu, czyli mówiąc mniej oględnie, jest niczym porządne uderzenie obuchem w głowę. To dzieło pozwalające nam zrozumieć, że nasza wiedza o otaczającej nas rzeczywistości jest w dalszym ciągu bardzo skromna. To przypomnienie, że świat to konstrukt niesłychanie skomplikowany, którego nie da zamknąć się w karbach kilku błyskotliwych definicji i pojęć. Taką właśnie książką, która uświadomiła mi ogrom mojej ignorancji jest Sprzedawczyk autorstwa Paula Beatty’ego (ur. 1962), amerykańskiego pisarza i wykładowcy akademickiego. Do momentu lektury wspomnianego utworu wydawało mi się, że dzięki styczności z takimi literatami jak James Baldwin (Inny krajNa spotkanie człowieka), Richard Wright (Długi sen, Syn swego kraju), Toni Morrison (Miłość) czy Ralph Ellison (Niewidzialny człowiek), posiadam pewne rozeznanie w kwestii rasizmu, szczególnie w odniesieniu do USA. Po zetknięciu ze Sprzedawczykiem wiem już, że to, co uważałem za wiedzę było raczej wybiórczą znajomością kilku faktów.

niedziela, 31 maja 2020

Etykietki bez znaczenia



Czy jest faszystą ktoś, kto głosuje na demokratów? Śmieszne pytanie? Tak się tylko wydaje.

Od jakiegoś czasu obserwuję coraz większą rozbieżność między deklarowanymi lub przypisywanymi przez innych etykietkami, a rzeczywistością.

Polska prawica, która więcej robi dla pracowników najemnych niż lewica czy też lewica, która dba bardziej o interesy właścicieli kapitału, niż o robotników, to nie jedyne z takich paradoksów. To zresztą aż tak bardzo nie dziwi, gdyż w polityce wszystko jest w mniejszym lub większym stopniu kłamstwem. Gorzej, że ludzie zaczynają konkretne osoby kategoryzować tylko i wyłącznie w oparciu o etykietki (zarówno deklarowane, jak nadane) i czynią to coraz częściej zarówno w stosunku do innych, jak i do siebie samych.

Kiedyś na przykład, w czasach początków chrześcijaństwa, łatwo było rozpoznać chrześcijanina. Nie musiał mówić, że jest chrześcijaninem ani się ubierać w cudaczne ciuchy. Po czym? Po czynach oczywiście. Najkrócej mówiąc po tym, że przestrzegał Dekalogu. Nie zabijał, nawet w samoobronie. Czcił dzień święty. I tak dalej. Oczywiście, zdarzały się grzechy, ale były to wypaczenia potępiane i wymagające pokuty. Nikomu nawet nie przyszło do głowy, by oficjalnie sankcjonować bezkarne łamanie któregokolwiek z przykazań. Pierwszym, które się tego doczekało, było oczywiście to najważniejsze – Nie zabijaj. Najpierw delikatnie usankcjonowano to na samoobronę, ale z czasem jej znaczenie rozciągnięto na tak wiele kompletnie irracjonalnych płaszczyzn, że teraz nikt nie widzi niczego dziwnego w tym, że polski kapelan święci narzędzia, które posłużą polskim żołnierzom do zabijania ludzi w Iraku. Kraju, który nigdy nas nie zaatakował,  a został podbity i jest okupowany na podstawie równie prawdziwych pretekstów, co te, które posłużyły Hitlerowi w ataku na Polskę. Dotyczy to oczywiście nie tylko Polski. W 1939 obie strony uważały, że Bóg jest z nimi, przy czym wersja Gott mit uns wygrała. I tak jest do dzisiaj – wszyscy uważają, że Bóg jest z nimi. Warto też zauważyć, że to właśnie środowiska chrześcijańskie najczęściej optują za karą śmierci. Z czasem ta, jakbyśmy to w dzisiejszej Polsce powiedzieli, falandyzacja Dekalogu rozciągała się na coraz to inne tematy.

Kiedyś wierni chodzili na msze, przynajmniej te obowiązkowe, niezależnie od tego, czy było to zgodne z prawem, czy nie. Teraz wystarczyła zwykła choroba o niezbyt wysokiej śmiertelności, która jak się okazuje w ogóle nie wpływa na ogólną ilość zgonów, by nie tylko pojedyncze osoby, ale – pierwszy raz w historii – by władze kościelne zwolniły wszystkich wiernych z obowiązku wynikającego z trzeciego przykazania. Nagle, z dnia na dzień, ludzie którzy uważali, że ten obowiązek jest ponad wszystko, uznali iż jest nieważny.

Zacytuję tutaj ks. Krzysztofa Mierzejewskiego (Metropolitalny Sąd Archidiecezji Gdańskiej Prawo Kanoniczne, 57 (2014) nr 4):
Kościół niezmiennie stoi na stanowisku, iż udział we Mszy Świętej w niedziele i święta nakazane jest obowiązkiem wiernych. Znalazło ono swój wyraz także w obecnie obowiązującym Kodeksie prawa kanonicznego, który w ostatnim kanonie przypomina, że najwyższym prawem jest dobro dusz.

Sytuacja z koronawirusem wyraźnie pokazuje, że prawo ciał stanęło przed prawem dusz.

Ktoś zapyta czemu wybrałem za przykład akurat chrześcijaństwo, a nie inną kategorię społeczną. Po prostu jest to w Polsce grupa najliczniejsza, najczęściej i najgłośniej deklarowana.

Ta sytuacja oczywiście nie dotyczy tylko chrześcijaństwa - jest powszechna i dotyka coraz większej liczby etykiet służących do dzielenia ludzi na różne kategorie. Nie byłoby może w tym niczego aż tak bardzo złego, gdyby wraz z utratą jakiegokolwiek realnego znaczenia, oddziaływania tych etykiet również traciły na znaczeniu. Tymczasem mam wrażenie, że jest wręcz przeciwnie. Etykiety, które niczego w rzeczy samej nie oznaczają, bo albo każdy sam sobie może je nadać nie spełniając żadnych warunków, albo też jedni nadają je innym nie patrząc w ogóle na ich znaczenie i wymagane kryteria, stają się podstawą nie tylko do oceniania ludzi i ich wartościowania, do tworzenia podziałów i antagonizmów, ale nawet do nienawidzenia ludzi o których niczego nie wiemy.

Może zastanówmy się nad tym, czy te etykietki społeczne, których używamy, mają naprawdę sens i czy ktoś ma prawo do naszego uznania tylko dlatego, że przedstawił nam się zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Czy to, że ktoś sam siebie zadeklarował jako wierzącego czy ateistę, prawicowca czy lewicowca, naprawdę stanowi podstawę do tego, żeby go za takiego uznać?

Oczywiście, katalizatorem takiego pochopnego oceniania, bezpodstawnego kategoryzowania i stygmatyzowania jest internet. Nie patrzymy jednak na przyczyny i na innych. Czy nie czas, byśmy sami dla siebie otrząsnęli się i wrócili do oceniania ludzi po czynach oraz dzielenia ich przede wszystkim na dobrych i złych, a dopiero potem na takich czy innych.

Doszło do tego, że ostatnio najbardziej ze wszystkich postaci literackich i filmowych, rzeczywistych oraz fikcyjnych, wzbudził moją sympatię... Pablo Acosta (El Zorro de Ojinaga) z serialu Narcos. Zapytany o to, czy jest przestępcą, obruszył się i powiedział:
- Ja nie jestem żadnym przestępcą. Ja jestem bandytą.
Postać autentyczna, a czy tekst również, tego nie wiem. Marzy mi się jednak, by więcej ludzi potrafiło uczciwie i celnie nazywać innych, a przede wszystkim siebie samych


Wasz Andrew