piątek, 22 grudnia 2017

Toni Morrison "Miłość" - Trawieni nienawiścią

Miłość

Toni Morrison

Tytuł oryginału: Love
Tłumaczenie: Krzysztof Zarzecki
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 232
 
 
 
 
Miłosna materia jest szalenie mglista i skomplikowana, o czym najlepiej świadczy fakt, że zagadnienie to, choć stare jak ludzkość, nie zostało w pełni zgłębione, ba, słowo miłość nie doczekało się nawet jednoznacznej i klarownej definicji. Niczym zdradzieckie bagno, ów jeden wyraz sprawia, że tracimy pewny grunt pod nogami –a kiedy brakuje nam oparcia, atakuje nas niepewność oraz nieporadność. Bo miłość to nieznane, to tajemnica, to alogiczność, która wymyka się pojmowaniu – nasze prymitywne postrzeganie świata, które sprowadza się do maksymalnego uproszczania, nie znajduje tu zastosowania. Z tego względu mówienie czy pisanie o tym wzniosłym uczuciu to rodzaj wyzwania, z którym mierzą się tylko najodważniejsi (albo najwięksi ignoranci) – do pierwszego grona można z pewnością zaliczyć Toni Morrison, amerykańską pisarkę, która w roku 1993 została uhonorowana literacką Nagrodą Nobla (w uznaniu za to, że w powieściach charakteryzujących się siłą wizji literackiej i poetyckich wartości, przedstawia najważniejsze problemy amerykańskiej rzeczywistości), autorkę dzieła o przekornym tytule Miłość.

Wielkim nieobecnym, a jednocześnie kluczową postacią utworu jest Bill Cosey, człowiek o wielu twarzach, tożsamościach, sekretach i z ogromnymi wpływami. Jeden z pierwszych ludzi interesu o korzeniach afroamerykańskich, biznesmen z rozległymi koneksjami, właściciel intratnego kurortu nad oceanem, do którego ściągały rzesze czarnoskórych turystów. Oddziaływania wywierane przez osobowość Billa Cosey’a są na tyle potężne, że nie milkną one nawet po śmierci mężczyzny. W cieniu wielkiego patriarchy egzystują dwie kobiety: Christine oraz Heed, obie w ogromnym stopniu emocjonalnie związane z Billem Cosey’em, obie darzące się skrajnymi namiętnościami, począwszy od troski i sympatii, a na głębokiej nienawiści skończywszy. Co powoduje, że byłe przyjaciółki, nawet kilkadziesiąt lat po zgonie Cosey’a, nadal nie potrafią się pogodzić, i wegetując pod jednym dachem, stale uprzykrzają sobie życie?

Życiorysy Heed oraz Christine prezentowane są w oparciu o interesujący zabieg, który zastosowała Toni Morrison. Sylwetki starszych pań zostają ukazane przez pryzmat Juniorki, młodej dziewczyny, która rozpoczyna pracę w ich domu. Wprowadzenie na scenę osoby trzeciej pozwala na stopniowe rozchylanie kurtyny przeszłości – słuchając zwierzeń swoich przełożonych, Juniorka, a razem z nią czytelnik, poznają wydarzenia, które rozdzieliły dawne przyjaciółki. Kluczem do tragicznych wypadków okazuje się Bill Cosey, na którego (nie)obecność reaguje także Juniorka.

Najmocniejszą stroną książki są właśnie znakomite, bowiem złożone i rozbudowane portrety psychologiczne. Żaden z bohaterów nie jest postacią krystaliczną, ale brakuje też czarnych charakterów, protagonistów wyraźnie negatywnych, zasługujących na bezwzględne potępienie i pogardę. Każde indywiduum posiada określony zestaw cech, które predysponują do podejmowania danych (na ogół niełatwych) wyborów – okoliczności poszczególnych decyzji są na ogół mocno skomplikowane, co skutecznie uniemożliwia wydanie jasnego osądu na ich temat. Morrison igra sobie z czytelnikiem, bowiem nawet Bill Cosey, którego można uznać za wcielenie kontrowersji, ujawnia swoją jaśniejszą naturę – jak przekonujemy się w trakcie lektury, człowiek ten pamiętany jest nie tylko jako wielki grzesznik, ale też jako człowiek słynący z racji swojej hojności, szczerej chęci niesienia pomocy słabszych czy szczodrego gestu, chętnie okazywanego potrzebującym.

Emocjami, które dominują w powieści Morrison są tytułowa miłość oraz nienawiść. Uczucia te odmalowywane są w diametralnie różnym ujęciu. O samej miłości, rozumianej jako uczucie podniosłe, patetyczne, nie przeczytamy praktycznie wcale – Morrison raczy nas wyobrażeniami na temat miłości, które przybierają formy karykaturalne, ekscentryczne, groteskowe, ale i tragiczne. Z goła inaczej opisywana jest nienawiść, jawiąca się jako odczucie, które (…) spala wszystko prócz siebie samej, tak że bez względu na to, jakie żywisz urazy, twoja twarz wygląda dokładnie tak samo jak twarz twego wroga [1]. Amerykańska artystka udowadnia, że nienawiść pustoszy, niszczy, a skala destrukcji jest niekiedy na tyle spora, że proces odbudowy ze zgliszczy danej relacji może trwać całymi latami.

Książka Toni Morrison to również historia unaoczniająca fakt, jak istotną funkcję w naszym codziennym życiu odgrywają maski. Społeczne role, które się nam przypisuje, nierzadko wbrew naszej woli czy nawet pomimo sprzeciwu, definiują to, w jaki sposób jesteśmy postrzegani oraz traktowani przez otoczenie. Nieustanna gra, udawanie, wcielanie się w kogoś, kim nie jesteśmy wzbudza zmęczenie – nie dziwi zatem chęć, by zyskać (…) wolność od obserwowania i bycia obserwowanym [2]. Przy okazji tematu gęb, Morrison szkicuje interesującą panoramę zmian, któremu ulegało amerykańskie społeczeństwo w drugiej połowie XX wieku. W tle główny zdarzeń pojawiają się echa walki o prawa kolorowej mniejszości, działalność ruchów obywatelskich oraz napięcia na tle etnicznym. Dzieło Morrison udowadnia tym samym, że wyzwalanie się z oków rasizmu to proces długotrwały i bardzo żmudny. Jednocześnie Miłość uświadamia czytelnikom, że Afroamerykanie nie mogą być postrzegani wyłącznie jako ofiary – podział na złych białych i dobrych czarnych jest rażącym uproszczeniem, które skutecznie uniemożliwia dalszą, pokojową współegzystencję. Morrison zwraca bowiem uwagę, że Murzyni nie są jednorodną masą o identycznych właściwościach (wydaje się, że właśnie taka banalizacja jest najbardziej rasistowskim stwierdzeniem) – to zbiorowisko ludzi, pośród których trafiają się wszelakiej maści osobnicy, tak jak w każdej człowieczej gromadzie, to także zbiorowisko, które posiada swoje stereotypy, konwenanse, zasady, przeświadczenia, gdzie nie brakuje ostracyzmu, wykluczenia, pogardy czy potępienia.

Powieść to również surowy obraz świata ludzi dorosłych, którego ofiarą padają dzieci. Są one traktowane przedmiotowo, wykorzystywana jest ich naiwność oraz prostoduszność, nadużywa się ich zaufania, posługuje się nimi niczym narzędziami do realizacji własnych, egoistycznych celów. Morrison sygnalizuje, że związane z tym traumatyczne przejścia i doświadczenia mogą na trwale okaleczyć dziecięcą psychikę i rzutować na przyszłość dorastającego osobnika, który nie potrafi zaufać innym, spodziewając się po bliźnich jedynie najgorszego.

Reasumując, Miłość to solidny kawał prozy, z którym obcowanie z pewnością nie jest marnotrawstwem czytelniczego czasu. Amerykańska noblistka raczy czytelnika interesującą historią z całą paletą uczuć w tle, podkreślając, że czas to największa wartość, jaką jesteśmy obdarowani, bowiem lat zmarnowanych, zaprzepaszczonych, roztrwonionych nie da się odzyskać.


[1] Toni Morrison, Miłość, przeł. Krzysztof Zarzecki, Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2005, s. 40
[2] Tamże, s. 224
 

11 komentarzy:

  1. 'Miłość' Morrison wciąż przede mną, al to tylko przez brak czasu, bo uwielbiam jej książki. I dziwię się krytykującym tę niezwykle klimatyczną prozę. .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku "Miłość" była pierwszym spotkaniem z prozą autorki. Ale jestem pewny, że nie będzie to ostatnia jej powieść, po którą sięgnąłem :)

      Usuń
  2. Autorkę znam tylko ze świetnego "Odruchu serca". Zastanawiam się, dlaczego powieść, którą recenzujesz, nosi tytuł "Miłość", skoro o tym uczuciu Morrison albo wcale nie pisze, albo przedstawia je w karykaturalnych formach. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że to taki przekorny zabieg - w ten sposób Morrison sygnalizuje jak często nadużywamy słowa "miłość", stosując go w sytuacjach i okolicznościach, które nijak nie pasują. A takie bezmyślne stosowanie tego wyrazu prowadzi do tego, że staje się on tylko wyświechtanym sloganem.

      Usuń
  3. Widzę, że przemiany lat 60-tych i zmierz ery ludzi kwiatów wraca w literaturze amerykańskiej bardzo regularnie. Ciekaw jestem, czy i "nasze" czasy rozgoszczą się w literaturze za lat dziesiąt. W sumie chętnie bym taką literaturę poczytał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z punktu widzenia Europy dzieje się bardzo wiele - nieudana próba zaprowadzenia multikulturowości z pewnością zaowocuje w literaturze :)

      Usuń
    2. Próby już są 'Busola', powieść Hertmansa, powieści szwedzkie, typu Moja walka. Na razie troszkę nieudane, jak uważam, na razie wydaje mi się że nie udaje się pisarzom umieścić to w jakichś ramach. Co sądzicie?

      Usuń
    3. Mnie ciężko zabierać głos w tej sprawie, bowiem nie przeczytałem jeszcze żadnej ze wspomnianych książek, chociaż cykl "Moja walka" intryguje mnie już od pewnego czasu.

      Usuń
    4. Mnie też i też dopiero się przymierzam.

      Usuń
  4. Wow! Miłość i nienawiść są oczywiście ciekawe, ludzkie maski tym bardziej, ale tym, co mnie najbardziej zainteresowało jest kwestia osób czarnoskórych. W sumie pierwszy raz słyszę o tym, aby ktoś w książce tak bardzo zwrócił uwagę na różnorodność osób o ciemnej karnacji i nie traktował ich wszystkich tak samo. Jestem zaintrygowany :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta różnorodność nie jest może tematem wiodącym, ale Morrison wyraźnie sygnalizuje, że jeśli mówimy i postrzegamy innych jako "czarnych" to wrzucamy im do jednego worka, pełnego stereotypów i uprzedzeń. A jeśli umykają nam takie szczegóły jak odcień skóry, tak jak możemy przywiązywać wagę do rzeczy tak nieoczywistych na pierwszy rzut oka jak charakter, osobowość, itd.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)