Oficjalne dane podawane w Polsce (za WHO) mówią, iż śmiertelność koronawirusa (dokładniej śmiertelność zachorowań na zakaźną chorobę COVID-19 wywoływaną przez wirusa SARS-CoV-2) jest na poziomie 3,4%. Kiedy jednak zobaczyłem wczorajsze oficjalne „notowania” z Włoch*, od razu coś mi się przestało zgadzać.
Według mnie do statystyki można wliczać tylko przypadki „zakończone” wyzdrowieniem lub zgonem, gdyż te, które są w trakcie leczenia, nie wiadomo jeszcze, czy zasilą pulę sukcesów, czy porażek.
Skoro mamy 1872 przypadków (827 zakończonych zgonem i 1045 wyleczeniem), to łatwo policzyć, że śmiertelność wynosi 44,2% (!).
Oficjalne wyliczenia, żeby poprawić statystykę, wliczają do niej wszystkie przypadki w trakcie leczenia (10590), ale to tak, jakby do statystyk ligowych wliczać wszystkie nierozegrane jeszcze mecze i traktować je jako wygrane przez własną drużynę. Żenada, nieprawdaż?
Smaczku dodaje fakt, że we Włoszech, na tę chwilę nawet tak oszukańcza metoda daje śmiertelność 7,8%, a więc dwa razy więcej niż dane WHO.
Pozostaje sobie tylko życzyć, abyśmy zdrowi byli.
Wasz Andrew
źródło: http://www.salute.gov.it/portale/nuovocoronavirus/dettaglioContenutiNuovoCoronavirus.jsp?lingua=italiano&id=5351&area=nuovoCoronavirus&menu=vuoto






