Françoise Sagan
Pewien uśmiech
Akcja utworu osnuta jest wokół perypetii Dominiki, młodej studentki prawa na Sorbonie. Owa 20-letnia dziewczyna to istotna na wskroś znużona – poniekąd męczy ją wszystko, począwszy od prowadzonej egzystencji, poprzez naukę, a na swoim chłopaku, koledze z uczelni, Bertrandzie, skończywszy: On mi jest zupełnie obojętny – pomyślałam nagle – on mnie nudzi. Wszystko mi jest obojętne, jestem niczym, niczym, absolutnie niczym. I znów dałam się opanować uczuciu bezsensownej egzaltacji [1]. Ten impas, w jakim zdaje się być pogrążona Dominika zostaje przerwany, kiedy dziewczyna poznaje Łukasza, wuja Bertranda, za którym jednak chłopak niezbyt przepada. Wuj, ironicznie zwany przez Bertranda „podróżnikiem”, jest nie mniej zblazowany niż Dominika (Załatwiłem arcynudną sprawą spadkową w Bostonie. (…) Wszystko okropnie nudne [2]), a przy tym okazuje się bon vivantem i hedonistą, ceniącym sobie przyjemność ponad wszystko inne. Dominika szybko odkrywa naturę Łukasza (Pomyślałam: To typowy uwodziciel młodych dziewcząt, takich jak ja. I postanowiłam mieć się na baczności. Nie na tyle jednak, by nie odczuć pewnej przykrości, gdy zaprosił nas na pojutrze na obiad, ale… razem z żoną [3]), ale świadomość zagrożenia nie zawsze oznacza, że udaje się go uniknąć.
Pewien uśmiech to subtelna miniaturka (polskie wydanie tej noweli liczy sobie niespełna 130 strony), która całkiem udanie oddaje euforyczny stan, związany ze świadomością bycia młodym. Dominika, mimo swojej zmanierowanej postawy, jest baczną obserwatorką życia, koncentrującą się na jego drobnych aspektach, na detalach, składających się na niepowtarzalność i ulotność danej chwili – uzmysłowienie sobie tej przemijalności pozwala pełniej, z większą ostrością, doznawać płynących z otoczenia bodźców: Przypominam sobie, że w pewnej chwili oparłam się o skrzynkę adaptera i patrzyłam, jak płyta unosi się wolniutko, aby dotknąć igły pieszczotliwie niemal, tak jak nadstawia się policzek. I nie wiem dlaczego, ogarnęło mnie nagle gwałtowne uczucie szczęścia, jakieś niezmiernie silne przerzucie, że pewnego dnia umrę, że nie będę już nigdy trzymała ręki na tym błyszczącym kancie, że nie będzie już słońca zaglądającego mi w oczy [4].
Utwór Sagan to również opowieść o walce z formą. Dominika to inteligentna dziewczyna, która doskonale zdaje sobie sprawę, jak ważnym elementem naszego żywota są pozory, gesty i konwenanse: Zrozumiałam, że w tym, co połączyło naszą czwórkę, tkwił jakiś fałsz, i to mnie przeraziło, bo jak wszyscy ludzie, którzy łatwo kłamią, byłam uczulona na otaczającą mnie atmosferę i szczerze grałam swoją rolę [5]. Owa sztuczność, jaką skażona jest człowiecza egzystencja coraz mocniej przytłacza i drażni (Ale nie czekał mnie jeden z tych dni żółtych i samotnych, przerywanych lekturą: czekali „inni”. Inni, wobec których miała zagać rolę, za którą byłam odpowiedzialna [6]), co rodzi wewnętrzny opór, bunt, niezgodę, które jednak trudno jest skutecznie zamanifestować, bowiem szablon, do jakiego jesteśmy wtłaczani wykonany jest niezwykle trwałego materiału.
Nowela to także konfrontacja dwóch życiowych postaw, których źródło pozostaje bardzo zbliżone (przytaczane już kilkukrotnie metafizyczne znużenie). Podejście Dominiki jest bardziej konformistyczne – stara się, by jej byt był gładki, bezproblemowy, spokojny, by nie był naznaczony zbyt gwałtownymi emocjami: Życie bez głębszych wzruszeń wydawało mi się zupełnie normalne. Żyć to znaczyło właściwie urządzić się tak, aby być możliwie najbardziej zadowolonym [7]. Można odnieść wrażenie, że dziewczyna świadomie lub podświadomie lęka się głębszych uczuciowych relacji, z racji tego, że takie zaangażowanie to narażenie się na mniejsze lub większe emocjonalne sztormy (bowiem każdy związek ma swoje lepsze i gorsze momenty), a w najgorszym scenariuszu, na psychiczne rany. Łukasz także ceni sobie spokój i wygodę, nie zamierza zmieniać statusu quo, ale jest przy tym większym hedonistą. To zblazowany cynik stale poszukujący raczej płytkich podniet, wyznający zasadę, że: Wszystko lepsze niż nuda. Wolisz chyba być szczęśliwą i nieszczęśliwą niż nie przeżywać nic, no nie? [8]. Taka filozofia oddania się przyjemnościom i wzbogacania palety swoich doświadczeń, której symbolem zdaje się być tytułowy pewien uśmiech, jest kusząca, tyle, że aby praktykować ją bez większych uczuciowych konsekwencji, trzeba być odpowiednio zaprawionym – w innym przypadku może to być bardziej gorzka niż słodka lekcja dorosłości.
W rezultacie, Pewien uśmiech to całkiem przyjemna literacka miniaturka, stonowana i spokojna, bardzo klimatyczna, z leniwie rozwijającą się akcją. Françoise Sagan udanie portretuje perypetie młodej, znudzonej i niezbyt odpowiedzialnej dziewczyny, poszukującej nowych, podniecających życiowych impulsów, nawet jeśli mogą sprowadzić one katastrofę: Bo przecież w tym wiecznym oszustwie, jakim jest życie, nic nie wydaje się bardziej pociągające niż nieostrożność, przynajmniej w młodości [9]. Sagan z jednej strony przypomina, że igranie z losem bywa niebezpieczne, z drugiej zaś, uzmysławia, że podejmowane ryzyko popłaca choćby w tym sensie, że nasz byt staje się pełniejszy i bogatszy o nowe życiowe doznania.
P. S. Ukraina wciąż walczy nie tylko o swoją wolność, a my, choćby w pewnym stopniu, możemy pomóc jej obrońcom i obrończyniom, w tym także naszym chłopakom na wojnie. Każde wsparcie i każda wpłata się liczy! Można wspierać na różne sposoby, ale trzeba coś robić. Tutaj zrzutki na naszych medyków pola walki działających na froncie: https://pomagam.pl/b4t636 albo https://pomagam.pl/medycy_ukrainie
------------------------------------

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)