Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

środa, 28 października 2026

"Zwrotnik Raka" Henry Miller - Paryskie rynsztoki

Henry Miller

Zwrotnik Raka

Tytuł oryginału: Tropic of Cancer  
Tłumaczenie: Lesław Ludwig
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 360
Format: papier
 
 

 
W Twym umyśle kiełkować zaczyna myśl, że oto jesteś głosem nowego porządku. Prorokiem sztuki przez wielkie S, która rozsadzi skostniałe ramy dotychczasowego ładu. Mesjaszem zwiastującym śmierć starego literackiego reżimu. Twój geniusz nie jest jednak dostrzeżony, ani tym bardziej doceniony. Zgorzknienie i rozczarowanie zaczynają majaczyć na horyzoncie, choć starasz im się nie poddawać. By odgonić od siebie owe widma zwiastujące niechybną klęskę, rzucasz się w wir działań. Działań prowokacyjnych, szokujących, uderzających w sedno mieszczańskiej duszy, która jest w Twoim mniemaniu jednym z Twoich największych wrogów. Wkraczasz na salony i wyrzygujesz z siebie treść, która porządnych ludzi przyprawia o dreszcz obrzydzenia, licząc, że uda Ci się wstrząsnąć ich sumieniem, pobudzić ich umysł do krytycznego myślenia czy autorefleksji. Jak ten Twój pisarski happening wygląda z perspektywy lat, Henry Millerze? Czy Twój manifest, Zwrotnik Raka, broni się z perspektywy czasu?

Wspomniana powieść to najgłośniejsza w dorobku amerykańskiego pisarza, żyjącego w latach 1891 – 1980 (choć za najznamienitszą uchodzi Kolos z Maroussi). Fabuła, w ogromnej mierze bazująca na wycinkach z biografii samego autora, koncentruje się wokół perypetii głównego bohatera, a zarazem pierwszoosobowego narratora, Henry’ego Millera, niemłodego już, bo 40-letniego amerykańskiego migranta, niepraktykującego literata, który w Paryżu, od ponad roku prowadzi burzliwe życie, naznaczone tułaczką, głodem, finansowymi niedoborami oraz licznymi seksualnymi przygodami: Nastała jesień mojego drugiego roku w Paryżu. Zostałem tu wysłany z powodu, którego do dziś nie udało mi się odgadnąć. Nie mam gotówki, majątku, nadziei, Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Jeszcze rok, pół roku temu, sądziłem, że jestem artystą. Teraz nie zastanawiam się już nad tym. Po prostu jestem. Wszystko, co było literaturą, opadło ze mnie. Bogu dzięki, nie trzeba już pisać żadnych książek [1]. Kolejne piętnaście rozdziałów, z których składa się Zwrotnik Raka to zapiski z tej paryskiej (czy raczej francuskiej) włóczęgi, która dla Millera jest wolnością, wyzwoleniem, swobodą, ale w której doszukać można się również tęsknoty, rozpaczy czy poczucia odrzucenia.

Wydany przez Obelisk Press w Paryżu w 1934 roku utwór (w ojczyźnie książka doczekała się publikacji dopiero w roku 1961, choć oficjalnie można było ją nabyć w 1964 roku, na mocy wyroku Sądu Najwyższego USA, który uznał, że wszystkie formy cenzury są niezgodne z konstytucją) cechuje się ogromnymi dozami obsceniczności i naturalizmu. Zwrotnik Raka to literacka prowokacja, o czym co zresztą już na początkowych kartach informuje nas narrator: To nie tyle książka, ile paszkwil, oszczerstwo, niegodna potwarz. Nie jest to książka w zwykłym znaczeniu tego słowa. Nie, to rozciągnięta w czasie zniewaga, plwanie w twarz Sztuce, kopniaki wymierzone Bogu, Człowiekowi, Przeznaczeniu, Czasowi, Miłości, Pięknu… czemu tam jeszcze chcecie [2]. Dzieło przywodzi na myśl zamach na purytańską moralność – to oskarżenie ówczesnej literatury o niemal wyłączne koncentrowanie się na sferze sacrum człowieczej egzystencji, przy jednoczesnej marginalizacji sfery profanum, która zredukowana zostaje do czegoś wstydliwego, godnego przemilczenia, kojarzącego się wyłącznie z grzechem, brudem i zgnilizną. W ujęciu Millera-autora oraz Millera-bohatera, świat wzniosłych idei i duchowości nie występuje w oderwaniu od przyziemnej prozy życia, na którą składają się zarówno aspekty fizjologiczne jak i wady, słabostki oraz przywary, jakimi naznaczona jest nasza natura. Pomijanie tej mroczniejszej strony człowieczeństwa skutkuje niepełnym, a więc zafałszowanym portretem ludzkiej istoty. Stąd narrator, bez cienia zażenowania, dzieli się z nami intymnymi szczegółami, orbitującymi wokół człowieczej fizyczności i ułomności. Tym, co zwraca uwagę większości krytyków jest łatwość, z jaką snute są kolejne anegdoty związane z seksem, chorobami wenerycznymi czy pijaństwem, ale niewiele mniej miejsca poświęcono jedzeniu, którego smak jest tym bardziej wyrazisty, że w czasie francuskich wojaży nie brak epizodów, gdy bohaterowi doskwiera dokuczliwy głód. Opisy zmagań z pustym żołądkiem, próby czy to jego napełnienia czy oszukania, stanowią ważką część lektury, akcentując jej biologiczny aspekt („Życie – stwierdził Emerson – jest dla nas tym, czemu przez cały dzień poświęcamy każdą naszą myśl”. Jeśli to prawda, to moje życie jest wyłącznie długim przewodem pokarmowym. Nie dość, że całymi dniami myślę o jedzeniu, to jeszcze śni mi się ono po nocach [3]).

Co oczywiste, Zwrotnik Raka nie tylko fizjologią stoi. Mimo, otwierającego utwór, buńczucznego zapewnienia o wyzwolenia się z wewnętrznego przymusu uprawiania pisarstwa, protagonista intensywnie obserwuje i odnotowuje epizody, będące jego udziałem, snując przy tym rozmaite refleksje i dygresje, z których wiele dotyka właśnie literatury, jej funkcji w życiu ludzkich jednostek, ale i całego społeczeństwa. Henry Miller odsłania przed nami swoje spojrzenie na to, czym winno odznaczać się słowo pisane w dobie kryzysu, w jakim znajduje się ludzkość: Przez z górą sto lat świat, nasz świat, dogorywał. I nikt, ani jeden człowiek, w ciągu tych przeszło stu lat, nie był na tyle szalony, by wsadzić bombę w odbyt stworzenia i podpalić lont. Świat gnije, umiera kawałek po kawałku. Ale potrzeba mu coup de grâce, potrzeba mu eksplozji, która go rozwali w drobny mak. Każdy z nas jakoś ucierpiał, a jednak nosimy w sobie kontynenty i morza je oddzielające, i powietrzne stwory. Zamierzamy to wszystko opisać – ewolucję tego świata, który umarł, lecz nie został pogrzebany. Pływamy po powierzchni czasu, a wszystko inne zatonęło, właśnie tonie lub wkrótce zatonie. Będzie olbrzymia ta nasza księga. Znajdą się w niej całe oceany przestrzeni, w której będzie można się poruszać, spacerować, śpiewać, tańczyć, wspinać się, kąpać, fikać koziołki, skomleć, gwałcić, mordować. Stanie się katedrą, prawdziwą katedrą, a w jej budowie uczestniczyć będą wszyscy pozbawieni tożsamości. Będziemy tam odprawiać msze za zmarłych, odmawiać pacierze, przystępować do spowiedzi, śpiewać hymny, wydawać jęki i szczebiotać; panować w niej będzie coś w rodzaju morderczej niefrasobliwości. (…) Ta nasza katedra przetrwa co najmniej tysiąc lat i nie będzie jej repliki, albowiem jej budowniczowie powymierają, a wraz z nimi zaginą plany. Będziemy produkować pocztówki i organizować wycieczki. Wokół niej zbudujemy miasto założymy wolną komunę. Nie potrzebujemy geniuszu – geniusz się skończył. Potrzebujemy silnych rąk, istot gotowych zrezygnować z ducha i oblec się w ciało… [4]. Wydaje się, że księga, jaką chce napisać (czy raczej stworzyć) Miller, to księga życia, której treść przeplata się nie tylko z pisarką filozofią, ale i pisarską biografią, biografią w żadnej mierze nielukrowaną, nieupudrowaną, pełną prawdy (także tej niewygodnej), brutalnej szczerości i bezkompromisowości.

Takie podejście skutkuje mocną, surową, pozbawioną upiększeń prozą, która jednak niebezpiecznie balansuje pomiędzy lirycznością, a tanim epatowaniem wulgarnością. W Zwrotniku Raka nie brak zarówno bardzo poetyckich fragmentów (Godzina zmierzchu. Błękit, woda jak szklana tafla, lśniące, roztapiające się w powietrzu drzewa [5]), ciekawych przemyśleń (Na południku czasu nie ma niesprawiedliwości, jest jedynie poezja ruchu stwarzająca iluzję prawdy i dramatu. Jeśli w jakiejś chwili ktoś stanie gdzieś twarzą w twarz z absolutem, zamarznie wszelkie współczucie, dzięki któremu tacy ludzie jak Guatama i Jezus wydają się boscy. Potworne jest nie to, że ludzie wyhodowali róże na tej kupie gnoju, ale że – z tego czy innego powodu – chcieli je wyhodować. Z tego czy innego powodu człowiek z utęsknieniem wygląda cudu: by go sprawić, gotów jest nurzać się we krwi. Będzie się opychał ideami, poniży do roli cienia, byleby choć przez moment móc zamknąć oczy na ohydę rzeczywistości. Można znieść wszystko – hańbę i upokorzenie, nędzę i wojnę, zbrodnię, nawet ennui – jeśli się wierzy, że w nocy zdarzy się cud, dzięki któremu życie stanie się znośne [6]), jak i turpistycznych fascynacji, w których plugawość płynnie przechodzi w poetycką melodyjność – za sprawą książki kolebką owych niegodziwości i brzydoty staje się Paryż, który zostaje nam przybliżony przez Millera od najbardziej szkaradnej strony: Okna mojego hotelu ropieją i czuć gęsty, drażniący smród, jakby palono jakieś chemikalia [7]; Ten Paryż, do którego tylko ja jeden mam klucz, niezbyt nadaje się do zwiedzania przez turystów, nawet gdy się ma najlepsze intencje; jest to Paryż, w który należy wierzyć, którego należy doświadczać codziennie w tysiącu różnych tortur, Paryż rozwijający się w tobie jak rak, rozprzestrzeniający się coraz bardziej, by cię w końcu pożreć [8]. W książce są jednak również partie zwyczajnie słabe, męczące, nużące, szczególnie gdy frontalny atak na moralność i uparte szokowanie sprowadzają się do ogromnego i jakże prymitywnego uprzedmiotowienia kobiet. Zredukowane zostają one do swoich narządów płciowych, stają się dupami, pizdami, seksualnymi trofeami, istotami pozbawionymi wyższych uczuć, stworzonymi do zaspokajania najprostszych męskich potrzeb, bez osobowości, uczuciowości czy charakteru. Bohater oraz jego znajomi są niczym nastoletni chłopcy, którzy właśnie wyrwali się spod wszechobecnego wpływu rodziców i duchownych, na siłę cieszący się odkrytą wolnością, nie potrafiąc jej przy tym utożsamiać z niczym innym poza rozbuchaną, seksualną swobodą, koncentrując się wyłącznie na seksualnym akcie, kompletnie ignorując druga osobę, z którą ów akt jest odbywany.

W Zwrotniku Raka pełno jest także rozczarowania, zgorzknienia, niewiary w ludzkość i w człowieczą naturę. Świat, za sprawą głównego bohatera, jawi się jako kloaka nieszczęścia, w którym nurza się, i nierzadko tonie, rodzaj ludzki: Gdziekolwiek pójdę, wszędzie to samo: ludzie paskudzą sobie życie. Każdy przeżywa jakąś prywatną tragedię. Mamy to już we krwi – nieszczęście, nudę, smutek, samobójstwo. Powietrze jest przesiąknięte katastrofą, frustracją, daremnością. Drap się i drap – aż zedrzesz sobie skórę [9]. W ujęciu protagonisty jedynym wyjściem z tej gównianej sytuacji jest zgon, który jednak, nie wiedzieć czemu, jest uparcie odwlekany przez ludzkich nieszczęśników: Tutaj wszystkie granice znikają i świat okazuje się tym, czym jest – oszalałą jatką. Kierat rozciąga się w nieskończoność, luki są szczelnie zamknięte, logika popada w obłęd, w górze błyska okrwawiony topór. Powietrze jest lodowate i nieruchome, język jest językiem apokalipsy. Nigdzie nie widać napisu „wyjście”; nie ma innej kwestii poza śmiercią. Ślepy zaułek, na końcu którego czeka szafot [10].

Wypadkową tych wszystkich elementów jest książką, którą trudno jednoznacznie ocenić. Z jednej strony nie sposób nie docenić Henry’ego Millera za jego interesujące spostrzeżenia, za odwagę, by podjąć walkę z obłudą i fałszem, za sportretowanie Paryża z początku lat 30-tych, który oglądany jest z zupełnie innej (rynsztokowej) perspektywy, niż ma to miejsce w przewodnikach turystycznych. Z drugiej zaś strony, nagromadzenie pornograficznych wręcz ustępów, zwyczajnie nuży. No i to nieznośnie niedojrzałe emocjonalnie podejście do kobiet, które okrojone zostają do swoich seksualnych przymiotów, stając się erotycznymi zabawkami.


 

P. S. Ukraina wciąż walczy nie tylko o swoją wolność, a my, choćby w pewnym stopniu, możemy pomóc jej obrońcom i obrończyniom, w tym także naszym chłopakom na wojnie. Każde wsparcie i każda wpłata się liczy! Można wspierać na różne sposoby, ale trzeba coś robić. Tutaj zrzutki na naszych medyków pola walki działających na froncie: https://pomagam.pl/b4t636 albo https://pomagam.pl/medycy_ukrainie

 
 
Ambrose

 ------------------------------------

[1] Henry Miller, Zwrotnik Raka, przeł. Lesław Ludwig, Oficyna Literacka Noir Sur Blanc, Warszawa 2017, s. 7 – 8
[2] Tamże, s. 8
[3] Tamże, s. 70
[4] Tamże, s. 30 – 31
[5] Tamże, s. 9
[6] Tamże, s.95
[7] Tamże, s. 65
[8] Tamże, s. 172
[9] Tamże, s. 17
[10] Tamże, s. 174

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)