Wyspa łza
Joanna Bator
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 304
Człowiek to istota, która mniej
lub bardziej świadomie akcentuje swoje istnienie. Jak słusznie zauważył Kōbō
Abe, w społeczeństwach wysoko rozwiniętych nasza egzystencja jest potwierdzana
przez (…) różnego rodzaju zaświadczenia –
umowa, prawo jazdy, dowód osobisty, pozwolenie na używanie czegoś,
potwierdzenie tytułu, autoryzacja, zameldowanie, pozwolenie na broń, książeczka
związkowa, listy polecające, weksle, dowody wpłaty pożyczki, czasowe zezwolenie
[1]
to tylko część z rzeczy, które powodują, że trudno jest pozostać anonimowym. Biorąc
pod uwagę te czynniki rodzi się pytanie, jak to możliwe, że wciąż trafiają się
przypadki ludzi, znikających nie pozostawiwszy po sobie nawet najmniejszego
śladu, tak jak miało to miejsce choćby z Sandrą Valentine, amerykańską
bizneswoman, której rozpoczęta w 1988 roku podróż po świecie zakończyła się w
niespełna rok później, kiedy kobieta zaginęła na trawionej wojną domową Sri
Lance. Śledztwo prowadzone przez ambasadę USA, ojca i macochę Sandry oraz
wynajętego prywatnego detektywa nie przyniosło żadnych rezultatów, a z biegiem
czasu, który wszystko wycisza i wygładza, dramat młodej Amerykanki powoli
utonął w bagnie niebytu. Sprawę Sandry przed zupełnym pogrążeniem się w nicości
ratuje Joanna Bator, polska pisarka, autorka m.in. Ciemno prawie noc, Roku królika czy Purezento, która w
książce Wyspa łza przypomina o
niejasnych losach obywatelki Stanów Zjednoczonych.






