poniedziałek, 19 lutego 2018

Joanna Bator "Purezento" - Piękno w niedoskonałości

Purezento

Joanna Bator

Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 288
 
 
 
 
 
 
Jednym z przejawów wzrostu entropii jest to, że praktycznie wszystko, począwszy od materialnych przedmiotów, poprzez rzeczy tak nieuchwytne i niewyrażalne jak uczucia, a na ludziach skończywszy, może ulec zniszczeniu, destrukcji, uszkodzeniu. To co ważne, bezcenne, wartościowe przedzierzga się w zgruchotane skorupy, które rażą swoją dewastacją. Ale dla tego, co zajmuje szczególne miejsce w naszym sercu zawsze jest nadzieja – szczątki można zebrać i spróbować na powrót połączyć je ze sobą. O naprawie potłuczonych wyrobów ceramicznych traktuje technika zwana kintsugi, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza złote łączenie. Kintsugi polega na scalaniu elementów odtwarzanego wyrobu przy pomocy laki z dodatkiem sproszkowanych metali szlachetnych, takich jak złoto czy srebro. Czy jednak techniką tą można uleczyć ludzkie serce, które doświadczyło goryczy cierpienia i utraty? Odpowiedzi na to właśnie pytanie udziela Joanna Bator, która w swojej najnowszej powieści zatytułowanej Purezento, zaprasza nas na wyprawę do Japonii.

Główna bohaterka, która pracuje w szkole językowej, prowadząc kursy polskiego na poziomie średnio zaawansowanym dla obcokrajowców, to kobieta przechodząca bardzo trudny okres w swoim życiu. Jej chłopak, z którym była w pięcioletnim związku, ginie tragiczną śmiercią. W dodatku tuż przed zgonem na jaw wychodzi romans partnera. Pogrążona w letargu i apatii protagonistka zapada się w grząskim bagnie beznadziei (A byłam przecież tylko workiem skorup, wśród których krążyły ludojady [1]). Promykiem, który przywraca kobietę do życia staje się poznana w trakcie kursu Pani Myōko. Nietypowa prośba podopiecznej o zajęcie się rodzinnym domem staje się początkiem niezwykłej wyprawy – była nauczycielka wyrusza w podróż po Kraju Kwitnącej Wiśni oraz po harmonijnym świecie sztuki kintsugi.

Książka Joanny Bator już od pierwszy stron przykuwa czytelniczą uwagę. Opisywane wydarzenia przytaczane są przez bezimienną bohaterkę za sprawą pierwszoosobowej narracji. Przyjęta forma bardzo szybko powoduje zadzierzgnięcie nici sympatii pomiędzy snującą opowieść a odbiorcą. Protagonistka to persona, którą śmiało można porównać do postaci zasiedlających karty dzieł Harukiego Murakamiego. To anonimowa figura, wedle własnego mniemania pospolita i nieistotna ((…) ja, nic nieznacząca w losach świata [2]), nie potrafiąca odnaleźć się w trybach kapitalistycznego społeczeństwa, którego dynamiczni, gotowi do podejmowana nowych wyzwań oraz zorientowani na sukces członkowie prowadzą nieustanny wyścig szczurów. Protagonistka wegetuje gdzieś na marginesie tej rywalizacji, będąc tym samym niepasującym fragmentem, chropowatą powierzchnią na gładkiej tkance nowoczesnej społeczności.

Paradoksalnie, ta egzystencja poza nawiasem sprawia, że kobiecie o wiele prościej otworzyć się na to, co zupełnie nowe, nieoczywiste, wykraczające poza ramy spraw dotychczas znanych i zrozumiałych. Pozwalając chwili płynąć, skupiając się na detalach, obserwując rzeczy błahe i pozornie nieistotne, bohaterka wkracza w rzeczywistość kintsugi, która okazuje się czymś znacznie bardziej złożonym, niż tylko nauką na temat reperacji zepsutych przedmiotów. Można wręcz stwierdzić, że otrzymana sposobność zagłębiania się w arkana pradawnej sztuki jest swoistym darem, tytułowym purezento, okazją do tego, by wyrwać się z błędnego koła traum i poczucia winy.

Kluczem do przezwyciężenia negatywnych doświadczeń jest nowe spojrzenie na przeszłość: Czy pamiętanie o tym, co złe, musi być trucizną? Czy w małych dawkach może stać się lekarstwem jak arszenik stosowany w homeopatii? [3]. Pisarka uświadamia, że aby przezwyciężyć demony przeszłości, należy się z nimi zmierzyć, że nieustanne uciekanie przed rekinami ludojadami reprezentującymi to, co złe, smutne, tragiczne nie jest żadnym rozwiązaniem, bowiem (…) czas nie jest lekarstwem, jeśli pozostajemy bierni [4]. Oczyszczenie wymaga wysiłku, ofiary, momentów bólu i cierpienia, spojrzenia głęboko w oczy naszym lękom i fobiom.

Purezento jest także książką traktującą o przemijalności, efemeryczności i nietrwałości tego, co ludzkie – Bator, podobnie jak choćby Olga Tokarczuk w Prawieku i innych czasach, zauważa, że najkrótszą drogą do unicestwienia jest bezruch, że tylko to, co podlega przeobrażeniom może oprzeć się destrukcyjnej działalności czasu. Stąd też interesująca dygresja, że: Każda tradycja jest żywa tylko wtedy, kiedy pozwolimy jej się rozwijać i zmieniać. Inaczej staje się skamieliną [5].

Powieść Joanny Bator zwraca uwagę z racji na styl, w jakim jest utrzymana. Jego wyróżnikiem jest zwięzłość i lakoniczność. Sentencje są krótkie, o ściśle informacyjnym charakterze. Nie brakuje przy tym koncentracji na szczegółach, opisach czynności raczej nieistotnych dla przebiegu fabuły. Ponadto partie klasycznej prozy uzupełniane są fragmentami przywodzącymi na myśl poetyckie wstawki (Po śniadaniu ruszyliśmy nad morze. Smugami złota. Uniósł oddech jesienny. Powieki liściom [6]; Dotknęłam omszałej gałęzi. Przyłożyłam do niej twarz. Noc w ogrodzie. Promień księżyca nagle. Wszedł w pąk śliwy. Ciszę przerwał dzwonek telefonu [7]), które w istocie są wierszami haiku, co potwierdza sama autorka w wywiadzie udzielonym radiowej Dwójce. Ale prawdziwą wisienką na torcie są oryginalne i rozbudowane porównania, do których Bator zdążyła już przyzwyczaić swoich czytelników: Wyglądała na kobietę, która napisała doktorat o niezrozumiałym tytule i gardzi mediami społecznościowymi, ale umie też upiec sernik i od lat uprawia jakiś wymagający sport [8].

Istotną cechą Purezento, cechą, która w dalszej perspektywie jawi się jako pięta Achillesowa jest przyjęta, moralistyczno-filozoficzna konwencja, w jakiej utrzymane jest dzieło. Karty powieści poprzecinane są licznymi sentencjami, które na potrzeby recenzji można by porównać do złotych nici, spajających powieściowe naczynie, a którym zdecydowanie bliżej do utartych sloganów, przywodzących na myśl hasła głoszone przez bitników zafascynowanych religią zen. W efekcie Purezento nadyma się od sztucznego patetyzmu i mądrości rodem z księgi aforyzmów. Stąd też smutna konstatacja, że ogromny potencjał książki zostaje zduszony przez to, z czego tak umiejętnie naigrywa się Joanna Bator choćby w Roku królika.

Reasumując, Purezento to niezła pozycja, chociaż wydaje się, że bliżej jej do święcącego chwilowe tryumfy bestselleru niż do miana wielkiej powieści. Zamiast historii o duchowej przemianie otrzymujemy twór kojarzący się z poradnikiem, w sporej mierze przepełnionym banałami i truizmami. W tle pobrzmiewa autentyczna fascynacja Japonią, która w połączeniu ze specyficznym językiem, jakim posługuje się Bator oraz niejednoznacznością i subtelnością znamiennymi dla prozy japońskiej, sprawiają, że książka pozostaje solidnym czytadłem.


[1] Joanna Bator, Purezento, Wydawnictwo Znak, Kraków 2017, s. 98
[2] Tamże, s. 33
[3] Tamże, s. 156
[4] Tamże, s. 159
[5] Tamże, s. 104
[6] Tamże, s. 182
[7] Tamże, s. 230
[8] Tamże, s. 16
 

6 komentarzy:

  1. Poczułem się skutecznie odstręczony. Nie przekonało mnie też zupełnie zacytowane porównanie. Zresztą czytałem już w kilku miejscach, że nowa droga Bator to źródło zawodu dla jej dotychczasowych fanów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie na razie trudno wypowiadać się o kierunki ewolucji stylu pisarskiego pani Bator, gdyż przeczytałem raptem 2 powieści. Ale zamierzam kontynuować znajomość z prozą tej Pani i wówczas zyskam z pewnością lepszą perspektywę, by w szerszym kontekście oceniać jej literacki dorobek :)

      Usuń
  2. Och, szkoda :/. Początek Twojej recenzji bardzo wzbudził moje zainteresowanie, głównie za sprawą apatii bohaterki, jej podobieństwa do bohaterów książek Murakamiego oraz przesycenia książki Japonią. Podoba mi się również kwestia tego, że nie można uciekać od problemów - bardzo często o tym zapominamy. Tyle tylko, że to, chociaż jest tak istotne, wyrażone w literaturze nosi znamiona banału i trochę mi to nie pasuje w "Purezento". Również te wstawki z haiku trochę ocierają się dla mnie o kicz, no chyba że zamiast zdań ciągiem funkcjonują jako wyodrębniona poezja. Wtedy byłoby okej. W każdym razie "Rok królika" zainteresował mnie jednak o wiele bardziej ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ja również poczułem się odrobinę rozczarowany "Purezento", tym bardziej, że po książkę sięgnąłem świeżo po lekturze "Roku królika", który mocno rozbudził moje oczekiwania wobec prozy autorki.

      Ale i tak polecam sięgnąć po obie powieści i przekonać się osobiście, która przypadnie Ci do gustu. Śledząc recenzje w sieci, można zauważyć, że odbiór wspomnianych tytułów jest dokładnie odwrotny niż ma to miejsce w moim przypadku - "Rok królika" krytykowany jest jako pozycja słabsza, natomiast nad "Purezento" wydano sporo ochów i achów :)

      Usuń
    2. Hmm, może rzeczywiście sięgnę... Tylko wiesz, Ty i ja mamy już sprawdzone, że mamy podobny gust, więc jakoś Tobie ufam bardziej niż nieznanym mi recenzentom (chyba, że Purezento" chwalił ktoś, kogo czytam na co dzień, a ja tę recenzję zwyczajnie przegapiłem ;)).

      Usuń
    3. He he, w takim razie cierpliwie czekam na Twoje wrażenia po spotkaniu z prozą pani Bator.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)