czwartek, 22 lutego 2018

Intruz Stephenie Meyer, czyli o duszy inaczej





Stephenie Meyer

Intruz


tytuł oryginału: The Host
tłumaczenie: Łukasz Witczak
cykl: Intruz (tom 1)
Wydawnictwo Dolnośląskie 2013
liczba stron: 568



Amerykańska pisarka Stephenie Meyer podbiła polski rynek wydawniczo-czytelniczy wampirzą sagą Zmierzch. Wspomniany cykl powieściowy szufladkowany jest jako literatura dla młodzieży, co zapewne ma sugerować pewną infantylność, ale gdy się tę tetralogię bez uprzedzeń porówna do uznanych dzieł literatury, że o lekturach szkolnych nie wspomnę, to okazuje się, iż z tych porównań aż w nazbyt wielu wypadkach wychodzi zwycięsko. Mnie lektura czterech powieści Zmierzchu przyniosła nadspodziewanie wiele pozytywnych odczuć i dlatego postanowiłem sięgnąć i po książkę Intruz tej samej autorki. Praktycznie nie wiedziałem, czego się spodziewać, poza tym, że nie jest to kolejna wariacja na temat wampiryzmu, czyli zacząłem tak, jak najbardziej lubię – bez uprzedzeń i nadziei, licząc jedynie na to, że nie będzie gorzej niż poprzednio.






Intruz to w pewnym sensie powieść postapokaliptyczna. Nie – ludzkość nie utraciła znaczącej ilości swej populacji, ale... No właśnie... Nagle stała się nieludzka. Ludzie zaczęli lubić i kochać innych ludzi, bezinteresownie pomagać sobie nawzajem. Skończyły się zabójstwa i inne patologie, zawiść, nienawiść i ploty. Nieliczni, którzy oparli się temu procesowi, doszli do jedynej możliwej, i oczywiście słusznej, konkluzji; taki proces to na pewno działanie nieznanej wrogiej siły, która ludzi ubezwłasnowolniła, gdyż homo sapiens sam z siebie może bez końca o miłości bliźniego i innych podobnych pierdołach rozprawiać, ale wprowadzać w życie takich idei absolutnie nie ma zamiaru, no chyba że ma to być narzędzie sprawowania władzy nad innymi istotami własnego gatunku. Stąd był już tylko krok do odgadnięcia, iż obcy z kosmosu, pasożyty, wlazły w ludzkie ciała nad którymi przejęły kontrolę i zaczęły się zachowywać nieludzko. Oczywiste, że dla tych, którzy ocaleli przed zarażeniem, jedyną drogą stała się partyzantka.



Melanie to jedna z tych niewielu Ziemianek, która uniknęła dotąd wszczepienia Duszy, bo tak sami siebie nazywają owi najeźdźcy z kosmosu. Niestety, naszą dzielną dziewczynę poznajemy w momencie, gdy osaczona przez Łowców (to takie wyjątki wśród pacyfistycznych Dusz przeznaczone do działań siłowych, policyjno-wojskowych, jak choćby zwalczanie ziemiańskich niedobitków) podejmuje nieudaną próbę samobójczą. Uratowana od śmierci przez pozaziemskich najeźdźców zostaje zasiedlona przez Wagabundę – Duszę, która mieszkała już w żywicielach na rekordowej liczbie światów i wydaje się najbardziej predysponowana do tego, by przejąć ciało schwytanej buntowniczki. Niestety, okazuje się, że zasilana potężnymi uczuciami świadomość Melanii nie podda się umysłowi Wagabundy bez walki. Co z tego wyniknie oczywiście nie zdradzę.


Nie będę owijał w bawełnę – Intruz wciągnął mnie od pierwszych stron. Było to tym łatwiejsze, że nie czytałem wcześniej nie tylko żadnych recenzji, ale nawet notki na okładce, więc już od samego początku doceniłem niezwykle oryginalny pomysł z Duszami. Było już w literaturze i o duszach, i o pasożytach wiele, ale takiej pięknej koncepcji nie było. Język niewyszukany, lecz bardzo plastyczny, obrazowy, zarazem klarowny i dynamiczny, co pozwała momentalnie wejść obdarzonemu fantazją czytelnikowi w świat przedstawiony i w duszę Duszy. Mamy zresztą dwie protagonistki w jednej i pytanie, która ostanie na placu psychicznego boju długo będzie otwarte. Fabuła nie jest specjalnie rozbudowana, ale ma przemyślaną, wewnętrznie niesprzeczną konstrukcję i nie pozwala odgadnąć niczego przed czasem. Potrafi wciągnąć i to tak, że książkę przeczytałem w jeden dzień (inna sprawa, że była to niedziela, a epilog czytałem po północy). Lektura Intruza dostarcza naprawdę świetnej rozrywki. Mocnym elementem są akcja i klimat godne klasycznego postapokaliptycznego SF, jednak nie mniej ważne są świetnie odmalowane postacie przekonujące zarówno w ich fizyczności, jak konstrukcjach psychicznych i ich ewolucji pod wpływem dynamicznie i drastycznie zmieniających się okoliczności. Czytelnik doznaje wielu autentycznych wzruszeń, gdyż w sferze uczuć sporo się dzieje! Powieść przy tym porusza niezwykle ważkie tematy, takie jak istota bycia człowiekiem, ocena rodzaju ludzkiego jako takiego, wartości i ceny miłości oraz nienawiści... To absolutnie jedna z najbardziej oryginalnych i interesujących powieści, jakie zdarzyło mi się czytać, ale mam wrażenie, że czytelnik o sztampowym umyśle, lubiący szufladkować, polegać na autorytetach, niezdolny do prawdziwie samodzielnego, krytycznego myślenia, nie do końca będzie w stanie walory Intruza docenić.

Najlepszym przykładem na trudności z samodzielną, wolną od sugestii oceną tej powieści jest najczęściej chyba podnoszony zarzut modelu miłości w niej zaprezentowanego, któremu podobno bliżej do literatury dla nastolatków niż dla dorosłych koneserów. Tym malkontentom odpowiem krótko – jeśli nie przeżyliście jeszcze czegoś takiego, by ktoś był dla was najpiękniejszy, by jego jedno dotknięcie czy spojrzenie było jak narkotyk, by nie obchodziło was nic innego niż bycie z tym kimś nie dla jego głębszych wartości czy rokowań dynastyczno-majątkowych, ale po prostu dla samej jego bliskości, to sięgnijcie choćby po Romea i Julię. Oczywiście, rodzi się pytanie, czy to jest miłość, czy zauroczenie, ale to tylko nomenklatura. Różne są oblicza miłości i o tym też niejako jest ta powieść Stephenie Meyer, choć szkoda, że zabrakło drugiej strony medalu – że miłością można nazywać wiele bardzo różnych uczuć. No, ale widocznie amerykańska powieściopisarka nie słyszała o jedynym chyba człowieku, który stworzył jednoznaczną definicję miłości, czyli naszym rodaku, profesorze Marianie Mazurze.


Jak łatwo się domyślić, polecam Intruza gorąco i będę go zawsze bronił z pełnym przekonaniem. Nie znaczy to jednak, że nie widzę jego słabszych stron czy faktu, iż jednak nie zaryzykowałbym stwierdzenia, że to najlepsza książka o tej tematyce. Rzuciło mi się w oczy parę niedopowiedzeń sugerujących próbę ukrycia dość poważnych nielogiczności w bardzo znaczących szczegółach. Brakowało mi też trochę kilku istotnych rzeczy, jak choćby zderzenia nie tylko różnych koncepcji miłości, ale i w ogóle różnych koncepcji życia, widzenia świata. Z kolei chyba kardynalna dla Intruza kwestia pytań o istotę, charakter, ocenę i przyszłość człowieczeństwa zdecydowanie lepiej została ujęta choćby w wiekowej już przecież powieści Poczwarki Johna Wyndhama, która jest doskonała pod każdym względem i do dziś nie ma chyba sobie równej. Świadom tego wszystkiego pamiętam jednak dokładnie przeżycia, jakich dostarczył mi Intruz i zdecydowanie daję mu ocenę rewelacyjna w opisowej skali ocen LC. Jeszcze raz zachęcam do lektury


Wasz Andrew


Słowna skala ocen:
  1. beznadziejna
  2. bardzo słaba
  3. słaba
  4. może być
  5. przeciętna
  6. dobra
  7. bardzo dobra
  8. rewelacyjna
  9. wybitna
  10. arcydzieło

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)