Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

wtorek, 22 stycznia 2013

Wspominki z umieraniem w tle




 

Grochów

Andrzej Stasiuk

wydawnictwo: Czarne 2012

Grochów był lekturą zaplanowaną na styczniowe spotkanie w naszym DKK. Andrzej Stasiuk – nazwisko znane, lecz muszę przyznać bez wstydu, że z jego prozą spotkałem się po raz pierwszy dopiero teraz. Bez wstydu, gdyż nie można czytać wszystkiego, a ja w szczególności nie gonię za tym, co akurat modne (czytaj promowane). Jeśli już, to raczej z żalem, gdyż Mury Hebronu, debiut Stasiuka z 1992 roku, wciąż mam zamiar przeczytać, czując przez skórę, iż to może być coś dla mnie, tylko ciągle coś innego wypada. Znów się stało inaczej i przyszedł czas na Grochów, a na Mury jeszcze nie. Klątwa jakaś czy co?

Książeczka wydana jest niezwykle przyzwoicie, prawdziwy ewenement jak na dzisiejsze czasy. Żadnych błędów, które rzucałyby się w oczy, nie mówiąc o utrudnianiu odbioru. Całość mieści się w poręcznym (przynajmniej dla mojej dłoni) formacie umożliwiającym lekturę w każdych warunkach. Solidna twarda okładka i gustowna grafika dopełniają obraz zasługujący na laurkę. A w środku?

Tomik zawiera cztery krótkie formy, zapis osobistych wspomnień i refleksji, których głównym motywem, w moim odczuciu, jest umieranie, starość i choroba. Przemijanie znajomych i bliskich, ludzi i zwierząt. Problem spychany poza horyzont świadomości przez dzisiejszą cywilizację, która przy wsparciu pokoleń marketingowców usiłuje widzieć tylko młodych, zdrowych i pięknych. Mądrych niekoniecznie. Śmierć dzisiaj najchętniej widziano by gdzieś daleko; za miastem, za murami szpitala, za horyzontem percepcji i myśli. Temat, który w ciemnych, dawnych czasach, był takim samym elementem świadomości życia jak narodziny. Autor słusznie podkreśla, iż nie tak dawnych jednak, gdyż jeszcze nasi dziadowie i babki za normalne uważali czuwanie przy zmarłych, wystawienie zwłok w kaplicy i pożegnanie pocałunkiem nieboszczyka leżącego w otwartej trumnie. Za podjęcie tej tematyki, która nie powinna zniknąć ze świadomości, jeśli społeczeństwo ma pozostać zdrowe i nie zmienić się w Nowy wspaniały świat rodem z Huxleya, pisarzowi należy się uznanie. Tym bardziej, iż rzecz, pomimo powagi problemu, czyta się przyjemnie.

Łatwość odbioru zapewnia między innymi oszczędność tekstu. Niecałe sto stronic z grafiką włącznie, duże marginesy, wyeksponowane akapity; czytania niewiele. Wielka zaleta, gdyż zapobiega przegadaniu tematu i zostawia miejsce na refleksje czytelnika. Niestety, nie same zachwyty ta książka we mnie wzbudziła. W aspekcie wspomnień o Grochowie, PRL-u i młodości Stasiuk absolutnie do mnie nie przemówił. Jawi mi się jako wyobcowany buntownik, outsider o krok od przegranej, samotnik dysfunkcyjny społecznie. Postać ciekawa, ale niereprezentatywna dla swych czasów, społeczeństwa i miejsc. Antyteza bystrego, dociekliwego obserwatora. Denerwowała mnie też jakaś taka nierówność jego prozy, której nie sposób oddać słowami, a która sprawiała, iż momentami byłem zachwycony, a momentami lekko nawet zdegustowany. Na to jeszcze nałożyła się sprawa psów.

Ćwierć książki jest poświęcona ulubionej suce autora, jej chorobie i śmierci. Staje się bardzo prowokującym pytaniem o eutanazję. W połączeniu z pozostałymi trzema tekstami jest to pytanie o prawo do śmierci; ludzi i zwierząt. Stasiuk w sprawie swego psiego ulubieńca podjął decyzję jaką podjął. Nie mnie oceniać. Nie zajmuje też wyraźnego stanowiska w sprawie eutanazji, przynajmniej ja tak to odbieram, a raczej rzuca temat. Temat, którego w Polsce z różnych powodów nikt nie chce tknąć, a odważni stają się obiektem ostracyzmu. Tutaj jednak wypływa wspomniana już wcześniej psia sprawa.

Oceniając wspomnienia nie sposób nie oceniać również autora, gdyż opowiada on o samym sobie oraz o swym życiu. Pisarz zaś bez cienia wstydu wspomina swe psy, które bez nadzoru latały po całej wsi. Zżyma się na to, że musiał płacić okolicznym gospodarzom, gdy zagryzały im owce. A ja od razu sobie pomyślałem: - A jakby zagryzły dziecko? Też by się zżymał, że musi zabulić i dalej żadna refleksja by go nie dopadła? Tyle się mówi i pisze o tej pladze, jaką są psy bez nadzoru w naszym kraju, a tu taki dół! Jestem miłośnikiem psów, zwłaszcza tych dużych. Uwielbiam takie, które można pogłaskać bez schylania się. Rozumiem jednak doskonale, co potrafi człowiekowi, zwłaszcza dziecku, taki pies zrobić, gdy uzna kogoś za zagrożenie. Pies nie odpowiada za siebie, to właściciel musi myśleć i przewidywać za niego. Trzeba wytknąć, że tutaj autor idealnie wpisał się w powszechną w Polsce bezmyślność, brak wyobraźni i odpowiedzialności. Dobrze chociaż, że o jeździe na fleku nie było mowy.

Zapytacie co to ma do oceny książki? Skoro przesłanie jest jednym z aspektów dzieł, nie tylko literackich, na równi z zaletami artystycznymi, to chyba jego brak też jest ważną przesłanką. Gdyby Stasiuk w jakikolwiek sposób odniósł się do tych swoich psów ganiających samopas po okolicy, gdyby dał znać czytelnikowi choć jednym słowem, że teraz widzi naganność swego zachowania, pal sześć. Niczego takiego jednak nie ma. A ponieważ jest to postawa w Polsce powszechna, to czynienie zła i nawet nieuświadamianie sobie tego, które choćby dla naszych sąsiadów zza Odry jest trudne do zrozumienia, więc uważam, iż takie stanowisko, zwłaszcza powielane przez, jak by nie patrzeć, elitę intelektualną i opiniotwórczą, trzeba piętnować z całą bezwzględnością.

Podobno pokutuje stwierdzenie, iż proza Stasiuka trafia raczej do panów, niż do pań. Ja nie znajduję dla tego żadnego uzasadnienia. Grochów to kawałeczek, nieduży, co też jest w tym wypadku zaletą, solidnej opowieści o życiu i o śmierci. Gdyby nie wspomniany psi aspekt, powiedziałbym nawet, że to rewelacja. Tak jednak, jak jest, nadal pozostaje dla mnie książką, którą szczerze mogę każdemu polecić, ale na pewno nie jako must have, ani nawet must read


Wasz Andrew

Grochów [Andrzej Stasiuk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Grochów [Andrzej Stasiuk]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

poniedziałek, 21 stycznia 2013

30 rocznica śmierci Mariana Mazura

 Marian Mazur na przełomie lat 70-80, zdjęcie Marek Banach.

Dziś właśnie przypada 30 rocznica śmierci genialnego polskiego uczonego - Mariana Mazura. Był twórcą polskiej szkoły cybernetyki, a jego teoria systemów autonomicznych i jakościowa teoria informacji do dziś urzekają prostotą, oryginalnością i uniwersalnością. Nie będę tutaj przypominał sylwetki naszego wielkiego rodaka. Jego życiorys można znaleźć choćby w Wikipedii. Pragnę z okazji tej rocznicy zwrócić uwagę na chyba najbardziej popularną książkę Mariana Mazura Cybernetyka i charakter. Pozycja w Polsce dużo mniej znana niż za granicą, podobnie jak sama sylwetka autora i jego teoria. To już chyba taka nasza narodowa tradycja, by cudze chwalić, a swego nie znać. Czasami mam wrażenie, że gdyby Kopernika za swego nie uznawały inne narody, a zwłaszcza Niemcy, co przez zazdrość mobilizuje naszą pamięć o nim, to byłby w kraju zupełnie zapomniany. Analogia tym bardziej uprawniona, iż Marian Mazur dokonał rewolucji na miarę kopernikańską, nie tylko w cybernetyce jako takiej, co choćby w psychologii przy pomocy tejże cybernetyki. By przeciwstawić się zapomnieniu, zapraszam do lektury mojej opinii, a potem samej książki, która wbrew tytułowi więcej rewolucjonizuje w wiedzy o nas samych, niż cybernetyce, a zawarta w niej nowatorska teoria jest narzędziem również dla innych dziedzin. Gorąco polecam

Wasz Andrew

niedziela, 20 stycznia 2013

Jak szukać?



Wiele jest różnych tricków ułatwiających życie w sieci. Jest jednak jeden taki, który zapamiętałem od razu, gdyż niezmiernie ułatwia wyszukiwanie informacji. Wielu z Was go zna, ale przypuszczam, że są i tacy, którym się przyda.

Na wielu stronach, blogach i serwerach nie ma wyszukiwarek, a jeśli są, to nie zawsze działają tak, jak byśmy chcieli. Co zrobić, by zawęzić pole wyszukiwania, bo Google zwraca zbyt wiele wyników, albo, co ważniejsze, w ogóle nic nie zwraca, a powinno?

Powiedzmy, że chcemy wyszukać recenzję książki "Życie niewłaściwie urozmaicone" tylko wśród blogów na Bloggerze

W okienko googlowe wpisujemy:

"Życie niewłaściwie urozmaicone" site:blogspot.com

Jeśli chcemy, możemy dowolnie zawężać, np.:

"Życie niewłaściwie urozmaicone" site:klub-aa.blogspot.com

Dlaczego wybrałem przykład z własnego bloga? Gdyż właśnie na nim dowiedziałem się, iż komenda pozwala, o czym już wspomniałem, nie tylko zawęzić poszukiwanie do domeny, co jest przydatne przy nadmiarze odpowiedzi z Google, ale działa i w drugą stronę. Kiedy Google nie indeksuje materiałów lub je indeksuje źle i nie mamy żadnych wyników (może to być spowodowane różnymi przyczynami, nawet świadomym działaniem osób trzecich), możemy przeszukać wytypowane domeny i odszukać to, czego według domyślnego ustawienia wyszukiwarki nie ma. U mnie ten post o książce Kazimierza Leskiego był przeniesiony ze starego bloga i opublikowany z pierwotną datą. Google go zablokowało, pewnie z powodu niezgodności dat, nie wiem zresztą. Wpisałem powyższą komendę i już wiedziałem, że wszystko działa O.K., tylko gdzieś mechanizm indeksowania nawalił.

Mam nadzieję, że się to komuś przyda

Wasz Andrew

Jakie recenzje lubię?



Z reguły nie biorę udziału w konkursach na blogach. Czasami jednak zdarza mi się coś skrobnąć, gdy temat jest interesujący i robię to wówczas bardziej na zasadzie głosu w dyskusji raczej, niż współzawodnictwa. Jakiś czas temu na blogu Post Meridiem padło pytanie: - Za co lubicie recenzje? Odpisałem jak umiałem, ale potem naszła mnie jeszcze jedna refleksja. Wielu z Was na swoich blogach pisze, jak oceniają i jakimi kryteriami się kierują. U mnie dotąd czegoś takiego brakowało. Przeklejam więc poniżej ten wpis. Starałem się ująć to, czym się kieruję w ocenianiu wszystkich tekstów i mam nadzieję, że sam kiedyś się chociaż trochę do własnych założeń przybliżę :)

Łatwiej powiedzieć jakich recenzji nie lubię – sponsorowanych. A jakie lubię – dobre. To tak jak z literaturą: nie jest ważny gatunek, maniera literacka ani nic innego. Albo tekst ma w sobie to coś, co powoduje, iż jest wartościowy, albo, nawet jeśli nie ma formalnych wad, jest co najwyżej średni. Wolę recenzję z niedostatkami stylu, nawet z błędami, ale zawierającą własną ocenę i jej uzasadnienie, niż miernotę treści, nawet jeśli jest opakowana w nienaganną formę. Bardziej przemawia do mnie jawny subiektywizm, niż pozorny obiektywizm. Każda recenzja mówi nie tylko o przedmiocie oceny, ale i oceniającym. Uwielbiam, gdy ten ostatni jawi mi się jako ktoś interesujący, niekoniecznie zgodny ze mną w ocenach.

sobota, 19 stycznia 2013

Humor i honor



"Humoru mamy za mało, honoru – za dużo i jest lokowany nie w tych miejscach, gdzie trzeba. Mieć dobre autostrady to byłby honor."

Juliusz Machulski Źródło: rozmowa Donaty Subbotko, Więcej humoru w narodzie, poproszę, „Gazeta Wyborcza”, 22–23 września 2012 (za Wiki). Cytat wykorzystany również w powieści Piotra Gibowskiego Asymetria. Rosyjska ruletka.

piątek, 18 stycznia 2013

Niezbędna do zrozumienia świata



"...wiedza ekonomiczna jest niezbędna do pełnego zrozumienia otaczającej nas rzeczywistości, a jej brak sprawia, że ludzie stają się podatni na manipulację i demagogię."

Cytat z reklamy Fundacji Instytutu Ludwiga von Misesa zamieszczonej w debiucie powieściowym Piotra Gibowskiego Asymetria. Rosyjska ruletka. Do przerywania filmów reklamami już się przyzwyczaiłem, ale coś takiego zamiast ilustracji w książce?

Niezależnie od mieszanych odczuć, jakie taka praktyka we mnie budzi (reklamę zamieszczono w środku książki, a nie na jej końcu lub początku), cytat w moim odczuciu jest na tyle ważki i aktualny, że postanowiłem go dodać do mojej kolekcji.

czwartek, 17 stycznia 2013

Stanisław Lem "Solaris" - Konwersacje oceaniczne

Okładka książki Solaris 

Solaris

Stanisław Lem

Wydawnictwo: Agora
Seria: Dzieła Stanisława Lema
Liczba stron: 240








 
Stanisław Lem wielkim pisarzem był. Pisząc te zdania czuję się dokładnie jak ferdydurkowski Bladaczka. Zdaję sobie sprawę, że każdy z nas w zdecydowanie różny sposób odbiera rzeczywistość, a dokonując jej oceny, stosuje sobie tylko znane kryteria. Świadomość ta powinna mi wyraźnie pomóc w uzmysłowieniu sobie faktu, że sądy obiektywne na temat jakości książek, literatury, etc. nie mogą istnieć, w związku z czym wypowiadanie zdań, tego typu, od którego rozpocząłem recenzję jest absolutnie bezsensowne. Stwierdzenie takowe jest subiektywne i będzie, niezależnie od tego jak wielu ludzi jest w stanie podpisać się pod moją sentencją. Dlaczego zatem piszę w ten sposób? Dlaczego powielam schemat, który od dawna dominuje w naszej kulturze, mimo, że uważam, iż jest to coś złego? Dlaczego wreszcie ludzie tak bardzo kochają mieć rację? Odpowiedzi na te pytania raczej nie znajdziecie w jednej z powieści Lema, Solaris, ale z pewnością wyczytacie w niej całkiem sporo na temat ludzkiej psychiki.

Debiutant pozywa recenzenta!




2 stycznia niespodzianie odezwał się do mnie Piotr Gibowski, który niedawno zadebiutował jako autor powieści Asymetria. Rosyjska ruletka. Chciał mi przesłać egzemplarz tej książki, bym napisał jej „SZCZERĄ”* recenzję. Uprzedziłem, że nie stosuję wobec nikogo taryfy ulgowej słowami „Nie wiem, czy moje pisanie można określić jako lekkie pióro, gdyż często recenzowanym książkom czy filmom zdarza się zbierać solidne cięgi.”**, żeby nie spodziewał się, iż w podzięce za przesłanie książki zrównam go z Sienkiewiczem, co jest dość częstym zjawiskiem w sieci, jednak książka została przysłana i przystąpiłem do lektury. Najpierw napisałem recenzję grafikiozdabiającej frontową okładkę wydania, a następnie opinię o samej powieści. Starałem się oddać uczciwie swoje wrażenia i przedstawić zarówno mocne strony Asymetrii, jak i to, co oceniam negatywnie. Spodziewałem się ewentualnie jakiejś polemiki z autorem, którą widziałbym nader chętnie, jako że temat do dziś dzieli i historyków, i polityków, i zwykłych ludzi, jednak ani słowem się pisarz do mnie nie odezwał. Aż do wczoraj, gdy w skrzynce mailowej znalazłem list z wieczora dnia poprzedniego. Jakież było moje zdziwienie, gdy znalazłem w nim takie oto pismo od Piotra Gibowskiego, które przytaczam w całości wraz z formatowaniem:

Drogi panie,
To, że naduzył pan mojego zaufania i wyłudził ksiązkę wprowadzajac w błąd - pal sześć. Ale za publiczne szkalowanie mnie, wytocze sprawe cywilna. Albo pan natychmiast tego zaniecha (i usunie te wpisy), albo radze sie szykowac na wycieczki do Warszawy na rozprawy
.
.
Dzięki za dokładną analizę. Teraz nie żałuję, że nie przeczytałem jej wcześniej. Również nie popieram bolszewizmu, ani nawet socjalizmu, czy choćby lewicowych poglądów, ale zaślepienie w nienawiści mnie drażni bez względu na temat jakiego dotyka. W mojej recenzji za ten aspekt książce dostałoby się pewnie o wiele bardziej ;)
Odpowiedz
Odpowiedzi
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEg_Ph8flhT_1-WRy92dAKrVGplippfVREmmwq2L-YPs4PQamAaCktVRpkNGo-EPpLwPWgIq6oQvbNvgWl57iCpU2wIvdSdCymp8YHQw-4y6JB641JkVKQZV-qk7VNf7tZWUolTa1rNI0Gij/s45/14117-110x110.jpg
Szkoda, że tak mało jest u nas ludzi podobnie myślących. Daleko nam niestety do społeczeństwa otwartego. Wciąż mamy ciągotki do Jednego Boga, Jednej Polski, Jednego Narodu i zapominamy, że po niemiecku i po rosyjsku brzmiało to bardzo podobnie ;)

Wypadałoby teraz, po ocenie grafiki i książki, zrecenzować również osobowość tego debiutanta, ale zostawię to Wam, każdy potrafi to zrobić na własny użytek.

Wasz Andrew


*
Dzień dobry,

Jestem autorem Asymetrii. Rosyjskiej ruletki. Szukam kogoś z „lekkim piórem", lubiącego historię alternatywną do napisania SZCZEREJ recenzji. Zależy mi na uczciwym układzie. Ja przesyłam książkę, a w zamian otrzymuję opinię osoby lubiącej ten gatunek. Czytanie powinno sprawiać przyjemność, a nie być udręką. A Pańska recenzja Potopu sugeruje, że te pierwszą opcję :)

Tematyką książki jest historia alternatywna. Dwie świeżo poznane grupy Polaków - maturzyści i żołnierze, przez przypadek, zamiast zwiedzić CERN, przenoszą się w czasie do 1927 roku. Chcąc nie chcąc, muszą się włączyć w poprawianie historii. Powieść uwzględnia realia historyczne, polityczne, militarne, ekonomiczne i obyczajowe. Akcja toczy się w Europie, Ameryce i Azji. Główny wątek to walka wywiadów oraz wojna ekonomiczna i militarna. Podwójni agenci, nieoczekiwanie zwroty akcji, odrobina humoru oraz zaskakujące zakończenie.

Ostrzegam, książka nie jest łatwa, ale osoby inteligentne są zadowolone z lektury. Grupa docelowa, to raczej mężczyźni. Pewien znany autor stwierdził, że „zbyt szeroko objąłem temat i nie ma głównego bohatera”. A mnie właśnie już irytował dotychczasowy płytki i prosty sposób opisywania skomplikowanych spraw. Książka jest tak napisana z rozmysłem.

Więcej informacji o książce można znaleźć na stronie: 
www.asymetria.info.pl oraz na fb.http://www.facebook.com/Asymetria.RosyjskaRuletka?ref=hl
Zamieściłem tam dwa fragmenty powieści.
Dla lepszej orientacji polecam recenzje na portalu Lubimy czytać:

Czy jest Pan zainteresowany?

pozdrawiam

Piotr Gibowski


**
Szanowny Panie Piotrze

Nie wiem, czy moje pisanie można określić jako lekkie pióro, gdyż często recenzowanym książkom czy filmom zdarza się zbierać solidne cięgi. Jeśli jest Pan zainteresowany moją opinią oczywiście zgadzam się na Pańską propozycję i z ciekawością przeczytam Asymetrię. Ze swej strony mogę obiecać, że podejdę do niej jak do każdej innej powieści, czyli bez żadnych z góry przyjętych założeń czy oczekiwań. Uważam, że każde dzieło niech mówi za siebie. Jeśli jest dobre, samo się obroni, a jeśli złe, nie pomoże mu nazwisko sławnego autora, podobnie jak autor mniej znany nie będzie żadnym obciążeniem. Nie mam jakiegoś szczególnie ulubionego gatunku prozy, który bym mógł zdecydowanie postawić ponad innymi, choć po niektóre sięgam częściej niż inne. Historia alternatywna to temat niewątpliwie równie fascynujący co trudny i szczerze mówiąc jestem już zaintrygowany Pańską powieścią, na ile to możliwe na podstawie opinii innych osób.

(…) Recenzja zostanie opublikowana na moim blogu, być może również w serwisie lubimyczytac.pl oraz nakanapie.pl, Jeśli chciałby Pan, bym umieścił ją jeszcze gdzieś indziej, proszę dać znać.

Pozdrawiam serdecznie
Andrew Vysotsky