środa, 24 lutego 2021

Truman Capote "Inne głosy, inne ściany" - O odkrywaniu siebie

Truman Capote

Inne głosy, inne ściany

Tytuł oryginału: Other Voices, Other Rooms
Tłumaczenie: Robert Sudół
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 280
 




Dojrzewanie to stadium, przez które przechodzi niemal każda ludzka istota. To bardzo ważny moment człowieczego żywota, bowiem dziecko, które dotychczas bytowało w swoiste skorupce, coraz bardziej otwiera się na płynące z otoczenia bodźce. To baczniejsze zwracanie uwagi na sygnały wysyłane przez świat to pokłosie zmian biologicznych, którym towarzyszy kształtowanie się osobowości, rosnąca świadomość własnej seksualności czy odkrywanie społecznych interakcji. Proces ów bywa niełatwy, niekiedy żmudny, a na pewno wysoce zindywidualizowany o czym łatwo przekonać się, sięgając po gatunek literacki znany jako Bildungsroman, tj. powieść o formowaniu. Mnogość zaprezentowanych przez pisarzy i pisarki portretów dorastających ludzi jest wręcz oszałamiająca, ale pozycją całkiem nieźle prezentującą się na tle rozległego grona książek o tej tematyce, są Inne głosy, inne ściany, autorstwa amerykańskiego literata, Trumana Capote’a (1924 – 1984).

Głównym bohaterem dzieła jest 13-letni Joel Knox, którego poznajemy w chwili, gdy w jego dotychczasowej egzystencji zachodzą newralgiczne wypadki. Ów młodzieniec samotnie wychowywany przez porzuconą w dniu rozwiązania matkę, zostaje półsierotą, po tym jak po stosunkowo krótkiej chorobie umiera ukochana rodzicielka. Wynikła z tego przeprowadzka do ciotki okazuje się tymczasowym wyjściem, bowiem niespodziewanie przychodzi list od milczącego przez lata ojca. Mężczyzna wyraża w nim skruchę za owe fatalne zaniedbanie, deklarując gotowość do zadośćuczynienia – razem z obecną żoną pragnie on stworzyć Joelowi prawdziwy dom. W taki właśnie sposób Joel Knox opuszcza Nowy Orlean i wyrusza na luizjańską prowincję, by zamieszkać gdzieś w okolicach miasteczka Noon City. Nowe miejsce nie jest jednak ani atrakcyjne, ani przyjazne – (…) to wymarła kraina; pośród mokradeł, gdzie kwitną lilie tygrysie wielkości ludzkiej głowy, w ciemnej bagiennej wodzie połyskują niczym ciała topielców lśniące zielone bale; często jedyny ruch w okolicy to dym snujący się zimą z komina jakiejś żałośnie wyglądającej farmy albo ptak o rozłożystych skrzydłach i bystrym oku, kołujący cicho nad czarnym bezludnym sosnowym lasem [1]. Nie mniej dziwaczną przestrzenią jest domostwo, do którego trafia Joel – zarośnięta i zaniedbana ojcowizna to siedlisko tajemnic, zagadek i niedopowiedzenia, z którymi przyjdzie zmierzyć się wkraczającemu w dorosłość chłopcu.

Owa osobliwość i niezwykłość zostają silnie podkreślone przez mistrzowsko skomponowany klimat, który jest najmocniejszym punktem powieści. Duszący i obezwładniający upał pogrążający wszystko w letargu w połączeniu z gęstą, pełną sekretów i enigmatycznych znaków atmosferą sprawia, że śledzenie losów młodego Knoxa jest podszyte oczekiwaniem i związanym z nim, przyjemnym napięciem. Jeśli dodać do tego poetycki język (stosowany na tyle oszczędnie, że partie opisowe absolutnie nie nużą) oraz surrealistyczne akcenty to trudno nie pochylić głowy przed kunsztem Capote’a, który tak dobrą z warsztatowego punktu widzenia książkę spłodził w wieku 24 lat.

Tyle, że Inne głosy, inne ściany to nie tylko piękne partie opisowe. To także bardzo interesujące studium poświęcone samoakceptacji, której Joel Knox poszukuje na kilku poziomach. Ten najbardziej oczywisty i najłatwiejszy do odczytania związany jest rzecz jasna z przeprowadzką – oto bowiem miastowy chłopiec, inteligentny i wrażliwy, o aniołkowatych rysach twarzy (Był za ładny i za delikatny, skórę miał za jasną; natura ukształtowała jego fizjonomię z subtelną starannością, a dziewczęca tkliwość łagodziła wejrzenie wielkich brązowych oczu [2]) rzucony zostaje do surowego świata amerykańskiego Głębokiego Południa, gdzie panuje ściśle określony ideał męskości, definiowanej przez siłę (nierzadko tępą i brutalną), szorstkość, powściągliwość w okazywaniu czułości i władczość. Uwzględniając przy tym fakt, że dom ojca to zupełnie nowe środowisko, pozbawiony jakichkolwiek punktów odniesienia w postaci wspólnoty doświadczeń z którymkolwiek z domowników bądź domowniczek, zrozumiałym jest, że Joel marzy również o tym, by zostać uznanym za pełnoprawnego członka rodziny, co jednak z nieodgadnionych przyczyn jest bardzo mozolne do zrealizowania – nowe otoczenie jawi się niczym gabinet luster, w którym nic nie jest takie, jak się początkowo wydaje. Badając z bliska daną kwestię, wyjawia ona kolejne odnogi tajemnic, które stopniowo, acz niezwykle powoli składają się w obraz trudnej do przyjęcia całości. Stąd w bogatej wyobraźni Joela ze skłonnościami do przesady, co rusz kiełkują pytania i wątpliwości dotyczące tego, czy zasłużył sobie na miano syna własnego ojca, czy też jest wyłącznie dziwakiem i straszydłem, z którym nikt nie chce mieć nic wspólnego. Tym samym Capote bardzo umiejętnie i przekonująco portretuje jak silna i jak bardzo pierwotna (a przez to niemal niemożliwa do wykorzenienia) bywa potrzeba akceptacji ze strony rodziców, jak gdyby to właśnie ona warunkowała i potwierdzała rację naszego istnienia. W przypadku Joela sytuacja jest o tyle dramatyczna, że sfinks rzekomo dzierżący rozwiązanie dylematu okazuje się być kukłą, niezdolną do zweryfikowania odpowiedzi na niezadane pytanie.

Zagadnienie samoakceptacji można rozpatrywać także przez pryzmat budzącej się seksualności, tym bardziej, że u Joela bystry czytelnik już od pierwszych stron dostrzeże cechy mogące świadczyć o potencjalnym homoseksualizmie. Chłopiec również zdaje sobie sprawę, że różni się od rówieśników, co staje się zarzewiem kwestionowania swojej normalności. Obserwacja rozterek targających Joelem Knoxem jest o tyle intrygująca, że jego postać można uznać za alter ego samego Trumana Capote’a – amerykański pisarz dzielący z Knoxem wiele biograficznych wątków w pewnym sensie obnaża się przed czytelnikiem, wyjawiając troski i problemy towarzyszące mu w trakcie okresu dojrzewania.

Dopełnieniem Innych głosów, innych ścian są starannie naszkicowani bohaterowie drugoplanowi. Ludzie, z którym Joel Knox wchodzi w interakcje to na ogół bardzo oryginalne figury – chłopczyca Idabel (wzorowana na Harper Lee, autorce Zabić drozda, prywatnie przyjaciółce Trumana Capote’a), zniewieściały kuzyn Randolph i pozostająca pod jego urokiem macocha Amy Skully, karlica panna Wisteria czy afroamerykańscy znajomi, wśród których są 100-letni Jezus Gorączka, pustelnik Słoneczko czy pomoc domowa Zoo to niepoślednie osoby. Ale owi protagoniści nie są wprowadzani na scenę wyłącznie w formie ciekawostek – ich pojawienie się służy zademonstrowaniu konkretnych zjawisk czy danej problematyki, począwszy od ostracyzmu, którego ofiarą padają niepokorne jednostki usiłujące wyrwać się z oków stereotypów i konwenansów, poprzez rasizm, nadal wegetujący na amerykańskim Południu, skończywszy na ciężkim losie kobiet, zmuszonych do egzystencji w męskim cieniu.

Wypadkową tych wszystkich składowych jest bardzo dobra książka, której należy się tym większe uznanie, iż jest ona powieściowym debiutem Trumana Capote’a. Amerykański pisarz przypomina nam, że dorastanie to proces z jednej strony przewidywalny w swych najbardziej ogólnych ramach, z drugiej zaś, przy bliższym spojrzeniu, wysoce zindywidualizowany, a przez to niepowtarzalny i unikalny.

 

A na koniec kilka przykładów wspomnianej poetyckości i plastyczności języka, jakim operuje Capote:

  • (...) białe popołudnie dojrzewało do spokojnej pory dnia, kiedy to letnie niebo sypie łagodnymi barwami nad rozpościerającą się niżej ziemią [3];
  • Morze ciemniejącej zieleni rozlało się po niebie jak osobliwe wino, a na tle tej zieleni lekki wiaterek leniwie popychał cieniste chmury [4];
  • Niebo Południa oszronił gwiezdny deseń niczym pędy winorośli [5];
  • (...) słońce uwięzło w grobowcu chmur (...) [6]. 
 

Ambrose




[1] Truman Capote, Inne głosy, inne ściany, przeł. Robert Sudół, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2010, s. 11 – 12

[2] Tamże, s. 13

[3] Tamże, s. 33

[4] Tamże, s. 40

[5] Tamże, s. 44

[6] Tamże, s. 88

7 komentarzy:

  1. Ha - ja tego autora już mam od jakiegoś czasu na celowniku, choć planuję zacząć od "Z zimną krwią". Po Twojej recenzji tym bardziej będę o nim pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że celowałem właśnie w "Z zimną krwią", ale akurat w bibliotece od ręki dostępne były "Inne głosy, inne ściany", stąd taki wybór. No ale znajomość zamierzam kontynuować, więc wszystko w swoim czasie ;)

      Usuń
  2. Cieszę się, że Capote Ci się podobał. Kawał zdolniachy z niego był.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za motywację, by po niego sięgnąć - to Twoje wpisy sukcesywnie przypominały mi, że warto poznać prozę tego jegomościa. No i rzecz jasna, kolejne książki przede mną - na tej jednej na pewno się nie skończy ;)

      Usuń
    2. Nie ma za co, sama też się motywuję do czytania pozostałych książek TC. A "inne głosy..." niedawno nawet nabyłam, więc może będą następne.;)

      Usuń
  3. Zdecydowanie zachęciłeś mnie do Capote'a. Dotąd kojarzył mi się tylko z "Z zimną krwią", po co - nota bene - dotąd nie miałam odwagi sięgnąć. A tu proszę - subtelna historia dorastania w scenerii amerykańskiego południa. Uwielbiam takie klimaty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że warto dać Capote'owi szansę. Mnie dotychczas kojarzył się on ze "Śniadaniem u Tiffany’ego". Na podstawie fragmentów ekranizacji tego opowiadania, też nie czułem się specjalnie zmotywowany, by sięgać po prozę Amerykanina, a tymczasem taka miła niespodzianka :)

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)