Louis-Ferdinand Céline
Rigadoon
Wojna. Wojna. Wojna. Strach, zniszczenie, spustoszenie. Pot, krew i łzy. Chaos, hałas, kakofonia. Smród, fetor, brud. Ucieczka, tymczasowe schronienia, błąkanie się, wałęsanie, podróż w nieznanym kierunku, podróż bez mapy, podróż bez planów. Wojna, szczególnie z punktu widzenia cywila, to doświadczenie przejmujące i traumatyczne, które ukazuje najobrzydliwsze oblicza ludzkiej cywilizacji. Całe zastępy mniej lub bardziej zdolnych umysłów zaprzęgnięte zostają bądź to do czystej destrukcji bądź do kreowania broni pozwalającej zwiększyć stopień i efektywność unicestwiania bliźniego. Śmierć staje się najwyższym celem, w obliczu którego zasady morale blakną, stają się mniej istotne i łatwiejsze do zignorowania. W takich okolicznościach przetrwanie jednostki bywa mocno problematyczne, bowiem podejmowane wybory i działania, co rusz rozbijają się o nieprzyjazne rafy ślepego trafu, który w wojennych realiach bywa niezwykle agresywny – zbłąkana kula, nalot bombowy, niestabilne ruiny, słowem, cała paleta najwymyślniejszych czynników, mogą zakończyć człowieczy żywot w mgnieniu oka. Przypomina nam o tym, żyjący w latach 1894 – 1961, francuski pisarz Louis-Ferdinand Céline (właśc. Louis-Ferdinand Destouches), autor książki Rigadoon.







