Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

czwartek, 27 lutego 2020

Kij w szprychy 3 - jak instagram produkuje nałogowców


Jakiś czas temu przeżyłem krótką przygodę z instagramem. Pasowało mi to, że w przeciwieństwie do facebooka oferuje on skuteczne wyszukiwanie treści, zamiast kręcenia się w kółku wzajemnej adoracji „znajomych”. Sam też zacząłem publikować i przez jakiś czas było bardzo miło. Aż do dnia, gdy stwierdziłem, że nie mogę dać lajka kolejnemu zdjęciu, które mi się spodobało. Ukazała się za to plakietka o czasowym zablokowaniu tej funkcji. Wnerwiło mnie, że nie było żadnej informacji o przyczynie blokady, ale zajrzałem do netu i ustaliłem, że jest limit 60 lajków na godzinę. Po przekroczeniu granicy funkcja zostaje czasowo zablokowana.


Przy okazji poczytałem o innych blokadach. I wyjaśniła się sprawa nerwicy jednego z mojego ulubionych użytkowników. Obserwowałem mianowicie między innymi profil o rosyjskich samochodach i gdy zwróciłem uwagę właścicielowi, że mógłby podpisywać swe niezwykle interesujące zdjęcia, ten poinformował, że chce, ale nie może, bo mu insta blokuje tę funkcję. Chwilę potem i mnie to spotkało. Możesz bowiem na insta wrzucać zdjęć ile chcesz, ale opisów to już nie. Jak będziesz za dużo pisać, to dostaniesz blokadę.

Jak widać instagram nie odstaje od innych wielkich biznesu, nie tylko internetowego. Pomimo szumnych deklaracji tak naprawdę ma gdzieś funkcje informacyjne, jakie mógłby mieć serwis. Gdy kogoś interesują czołgi, samochody, czy cokolwiek innego, byłoby korzystne, by się dowiedział, co akurat widzi na zdjęciu. A tak nie jest. Choć zdjęcie zajmuje na serwerze dużo więcej miejsca niż opis, to właśnie ilość opisów jest limitowana, a nie ilość zdjęć.

A limit lajkowania? Dlaczego nie mogę raz dziennie wejść na insta, by zalajkować powiedzmy 100 zdjęć, które mi się podobają, ale mogę wchodzić co godzinę i lajkować po powiedzmy 50? Jedyną logiczną odpowiedzią jest ta, że nie chodzi o to, by ograniczyć wzajemną adorację przez bezmyślne masowe lajkowane, a o to, by zmusić użytkowników do stałego, nałogowego siedzenia na instagramie, by nie mogli wejść raz dziennie i przejrzeć wszystko, co ich interesuje, a zaglądali co chwilę.

Kto choć raz grał dłużej w jakąś grę online, ten pewnie zauważył, że gdy nagle z niej zrezygnował, zaczął otrzymywać ofertę bonusów, które go czekają, jeśli wróci, a których nigdy wcześniej mu nie proponowano. Dlaczego? Dlatego, że głównym celem „darmowych” aplikacji internetowych jest utrzymanie użytkownika online jak najdłużej. Po co, tego chyba nie trzeba wyjaśniać. Szpiegowanie w internecie to temat rzeka. I niestety instagram też wpisuje się w tę tendencję.

Nie, nie wypiszę się z insta, gdyż jest kopalnią unikalnych fotek, do których inną drogą trudno dotrzeć. Ale pozostanę użytkownikiem pasywnym, do aktywności na tej platformie nic mnie już nie przekona. To po prostu fabryka nałogowców.

Z jednej strony tyle się mówi o coraz większym zagrożeniu chorobliwą potrzebą bycia online, porównuje się to zagrożenie z alkoholizmem i narkotykami. Z drugiej działania takich serwisów jak instagram wskazują na to, że tak jak w przypadku narkotyków i alkoholu ci, którzy robią na tym pieniądze, mają gdzieś szkody, jakie wyrządzają


Wasz Andrew

wtorek, 25 lutego 2020

Azazel, czyli pierwsze spotkanie z Borisem Akuninem







Boris Akunin

oryg. Борис Акунин
(prawdziwe nazwisko Григорий Шалвович Чхартишвили)

Azazel

tytuł oryginału: Азазель
cykl: Przygody Erasta Fandorina, #1
tłumaczenie: Jerzy Czech
czyta: Krzysztof Gosztyła
Świat Książki 2009
ISBN: 9788324725151


Sięgając po powieść Azazel otwierającą cykl o przygodach Erasta Fandorina, moskiewskiego policjanta, kompletnie nie wiedziałem, czego się spodziewać poza tym, że opinie czytelników są raczej pozytywne. Kompletnie też nieznany był mi autor, czyli Boris Akunin, pisarz rosyjski pochodzenia gruzińskiego zajmujący się również tłumaczeniami z języka japońskiego.




poniedziałek, 24 lutego 2020

Gabriela Adameşteanu "Stracony poranek" - Aby język giętki

Stracony poranek

Gabriela Adameşteanu

Tytuł oryginału: Dimineaţă pierdută
Tłumaczenie: Tomasz Klimkowski 
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: Don Kichot i Sancho Pansa
Liczba stron: 492




 

Nasza polska noblistka na kartach jednej ze swoich powieści pisze: (…) To, co się nie porusza, stoi w miejscu. To, co stoi w miejscu, rozpada się [1]. Bezruch to apatia, bezwład i bierność, a stąd już tylko krok do pogodzenia się z rychłym opuszczeniem ziemskiego padołu. Wydaje się, że o potrzebie czy wręcz konieczności nieustannego przemieszczania się doskonale wie Vica Delcă, jedna z bohaterek powieści Stracony poranek autorstwa Gabrieli Adameşteanu (ur. 1942), rumuńskiej pisarki, dziennikarki, tłumaczki i literaturoznawczyni.
 

niedziela, 23 lutego 2020

Buszujący w zbożu Salingera, czyli skąd te zachwyty?



Jerome David Salinger

Buszujący w zbożu

tytuł oryginału: Catcher in the rye
tłumacz: Maria Skibniewska
Wydawnictwo Iskry 1998
liczba stron: 256
ISBN: 83-207-1536-9


Lekturą lutego 2020 Dyskusyjnego Klubu Książki w Rawie Mazowieckiej była kultowa książka pióra amerykańskiego „autora jednej powieści” Jerome Davida Salingera pod tytułem, który kojarzy każdy interesujący się literaturą – Buszujący w zbożu.



sobota, 22 lutego 2020

Kij w szprychy 2 – czy książki elektroniczne są ekologiczne?







Od razu, żeby nie było – posiadam i używam czytnik e-booków, nawet powiedziałbym, że z wyższej półki, i bardzo często korzystam z audiobooków. Doceniam niepowtarzalne odczucia książki drukowanej na papierze, ale i zalety wspomnianych form elektronicznych. Kiedy jednak słyszę argumenty, że książki w formie elektronicznej są bardziej ekologiczne niż papier, to mam wielkie wątpliwości.



piątek, 21 lutego 2020

Simone de Beauvoir "Starość" - O zmierzchu człowieczego żywota

Starość

Simone de Beauvoir

Tytuł oryginału: La Vieillesse
Tłumaczenie: Zofia Styszyńska
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 656
 
 
 
 
Starość to ten etap życia, do którego mało komu jest śpieszno. Tyle, że niechęć czy lęk nie są żadnymi sposobami opóźnienia tego, co nieuchronne – nikt, kto przedwcześnie nie umrze, nie jest w stanie uniknąć sędziwego wieku i związanych z nim niedogodności. Człowiek współczesny niezbyt chętnie myśli o tym, co czeka go w przyszłości, oddając się chwili bieżącej, sycąc zmysły pięknem i przyjemnościami. Apoteoza ciała sprawia, że młodość jawi się jako rzecz wysoce pożądana – wymyślane są kolejne sposoby jej zachowania. Z kolei starość kojarzona jest raczej z brzydotą, zniedołężnieniem i słabością, z racji czego w kulturze popularnej jest na ogół traktowana niczym temat tabu. Jak jednak zmieniał się stosunek człowieka do tego schyłkowego okresu ziemskiej wędrówki? Czy ludzka cywilizacja zawsze postrzegała go z trwogą przemieszaną z niechęcią? Próby podjęcia odpowiedzi na to niełatwe pytanie podjęła się Simone de Beauvoir (1908 – 1986), francuska pisarka, filozofka i feministka, autorka eseju Starość.

czwartek, 20 lutego 2020

Rzeźnik, czyli John Lutz po raz drugi



John Lutz

Rzeźnik

tytuł oryginału: In for the Kill
tłumacz: Magda Witkowska
cykl: Frank Quinn (tom 2)
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 2015-02-05
liczba stron: 432
ISBN: 9788379611690



Ponieważ pierwsze spotkanie z Frankiem Quinnem (powieść Mrok), nowojorskim policjantem i protagonistą cyklu powieściowego Frank Quinn pióra Johna Lutza, amerykańskiego twórcy kryminałów, sensacji i thrillerów, uznałem za udane, więc siłą rzeczy musiałem sięgnąć po drugą książkę serii, czyli Rzeźnika. Nieraz wyśmienitym nawet pozycjom zdarza się czekać w tej sytuacji dość, albo nawet bardzo długo, ale ten cykl wydawniczy ma na grzbiecie każdego tomu wypisany bardzo czytelną i rzucającą się w oczy czcionką tytuł oraz nazwisko autora, a ponieważ poszczególne tomy są dość grube, więc grzbiety szerokie i z daleka kuszą na bibliotecznej półce. Tak więc jakoś wychodzi, że ile razy zajdę do biblioteki, to Lutz też ląduje w plecaku.




wtorek, 18 lutego 2020

Kij w szprychy 1 – węgiel, smog i sprawa Polska




Mainstream wmawia nam, że smog w Polsce pochodzi z pieców w domach opalanych węglem i lansuje tezę, iż Polska jest głównym trucicielem oraz przyczyną zmian klimatycznych w Europie, a może i nawet na świecie. Czy nie jest to aby dowód na odmóżdżenie lub zakłamanie, nie wiem co gorsze, mediów w naszym kraju?


Najpierw przykład jednostkowy – Kraków. O tragicznej jakości powietrza w grodzie Kraka słyszał chyba każdy Polak, podobnie jak o jego przyczynie – smogu z pieców domowych opalanych węglem. Czy aby nie jest z tym smogiem trochę tak, jak ze Smokiem (Wawelskim), czyli nie jest to aby legenda, inaczej bujda na resorach?