Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

niedziela, 10 czerwca 2018

O nowych pokoleniach




W książce Płytki umysł (...) Nicholas Carr argumentuje, że internet powoli niszczy naszą „zdolność skupienia”, szkoląc nas w szybkim przeglądaniu czy skanowaniu niewielkich fragmentów informacji z całej sieci zamiast głębokiego skupienia na jednej rzeczy. Koszty tego mogą ponieść całe pokolenia dzieci. W niedawno przeprowadzonych badaniach psycholodzy stwierdzili, że podczas nauki w domu uczniowie od wieku gimnazjalnego do uniwersyteckiego potrafią utrzymać koncentrację przez zaledwie sześć minut – po tym czasie rozpraszają ich telefony czy komputery (...). Nie ma tu zbyt dużo czasu na głębokie zastanowienie.


Traci Mann Bzdiety. Czego nie powie ci dietetyk tytuł oryginału: Secrets From the Eating Lab

sobota, 9 czerwca 2018

Szkoła Zimbardo w sprawie zdrowia, czyli Bzdiety Traci Mann



Traci Mann

Bzdiety. Czego nie powie ci dietetyk

tytuł oryginału: Secrets From the Eating Lab
tłumaczenie: Agata Trzcińska-Hildebrandt
Wydawnictwo: Buchmann, Grupa Wydawnicza Foksal 2017
liczba stron: 304



wersja audio
czyta:Joanna Domańska
długość nagrania:6 godzin 53 minuty



Diety nie działają! Są głupie, są be, a JA wam powiem, jak jak żyć i dam wam 12 przykazań, w które będziecie wierzyć, a zostaniecie zbawieni!

Do tego mniej więcej można streścić notkę wydawcy mającą reklamować książkę Traci Mann pod tytułem Bzdiety. Czego nie powie ci dietetyk. Rozumiem, że to miał być chwyt marketingowy, podobnie jak polski tytuł, nie mający niczego wspólnego z oryginalnym. Skoro diety i „zdrowy” styl życia są źródłem ogromnych dochodów dla całych gałęzi gospodarki, a blogi o odchudzaniu są na topie popularności, to odwołanie się do tych haseł miało napędzić sprzedaż. Moim zdaniem to jednak trafiono jak kulą w płot – co innego kolejna dieta cud, a co innego zapowiedź dowodu na bezsensowność diet i odchudzania.

Kolejnym minusem tej, nietrafionej moim zdaniem, reklamy, jest fakt, iż jej autor delikatnie mówiąc minął się z prawdą.

...Mann rozkłada na części pierwsze mechanizmy, na których opierają się diety...

To sformułowanie już odrzuca czytelnika, który ma problemy z nadwagą, chce schudnąć, itd. A przecież autorka niczego takiego nie czyni – w ogóle nie analizuje poszczególnych rodzajów diet, nawet wymienia tylko niewiele spośród ich niezliczonej obfitości. O czym więc tak naprawdę jest ta książka?



piątek, 8 czerwca 2018

Muriel Spark "Cieplarnia nad Rzeką Wschodnią" - Mary, zmory i duchy przeszłości

Cieplarnia nad Rzeką Wschodnią

Muriel Spark

Tytuł oryginału: The Hothouse by the East River
Tłumaczenie: Agnieszka Glinczanka
Wydawnictwo: PIW
Liczba stron: 154
 
 
 
 
Punkt kulminacyjny zbliża się nieuchronnie, a wraz z nim następuje uzewnętrznienie, czy też – by brzmieć bardziej fachowo – eksternalizacja. Problemy zostają odseparowane od naszej osoby, przypisuje się im zewnętrzne przyczyny, a w rezultacie wewnętrzny konflikt targający naszym umysłem, którego źródło ukryte jest w naszej podświadomości, zostaje rozwiązany. Ale skąd pewność, że problem w ogóle istnieje? W jaki sposób to ustalić? Kiedy wiadomo bez cienia wątpliwości, że nasz przypadek wymaga dodatkowego wsparcia? I co, gdy to inni decydują o tym, że potrzebna jest nam pomoc? O tym jak łatwo jest zostać wplątanym w schemat, z którego bardzo trudno się wydostać, możemy przekonać się na przykładzie Elsy Hazlett, bohaterki powieści Cieplarnia nad Rzeką Wschodnią, autorstwa Muriel Spark, szkockiej powieściopisarki, żyjącej w latach 1918 – 2006.

niedziela, 3 czerwca 2018

Prawda o zdrowych polskich owocach


Czy nasze jabłka i truskawki są zdrowe?


Nasza propaganda, niezależnie od zmieniających się rządów, opcji politycznych, a nawet ustrojów, wciąż powtarza hasła o zdrowej polskiej żywności. O wędlinach i pieczywie już wiemy – dodatek padliny nadaje specyficznego, cenionego przed konsumentów smaku, a sól wypadowa zapewnia równie unikalne walory zdrowotne i smakowe. O owocach jeszcze w mediach nie było, więc może najwyższy czas zacząć.

Że Polak lubi dać mniej oprysku (bo taniej), niż trzeba, lub więcej (żeby lepiej brało), to wie chyba każdy z nas, bo kombinowanie to nasza wychwalana pod niebiosa cecha narodowa; wszak tylko głupie Niemce mają ten ordnung i wszystko robią tak, jak napisane. Ten aspekt bierze pod uwagę każdy, choćby podświadomie, więc nie ma co drążyć. Podobnie jak tego, że na rynkach międzynarodowych nasze owoce i inne płody rolne konkurują tylko ceną, co też o czymś świadczy. Czy pomyśleliście jednak o zagadkach dzisiejszej chemii, które są fascynujące nawet przy założeniu, że wszystko będzie stosowane zgodnie z zasadami sztuki?

Pomyślcie – jeden z modnych ostatnio oprysk ma trzy dni karencji* na tryskawki, a siedem na jagody.  To co – z truskawek, niezależnie od warunków pogodowych, „zniknie” w ciągu trzech dni, a na jagodach będzie trujący jeszcze przez następne cztery doby? Naprawdę Was to przekonuje?

A teraz inny parametr – kolejny lansowany środek owadobójczy ma karencję na porzeczkę 5 dni, ale owady zabija przez 21 dni. Chętnie posmakujecie takiej porzeczki?

O nie – to nie mój pomysł. Na te zadziwiające właściwości chemii używanej do produkcji zdrowych polskich owoców zwrócił moją uwagę jeden ze znajomych sadowników, któremu też wydało się to dziwne. Takich ciekawostek jest więcej, jak choćby sprawa przodującego nieselektywnego herbicydu bez umiaru używanego nie tylko w uprawach, ale nawet na placach zabaw i na terenach szkolnych, który jeszcze niedawno cudownie w ciągu roku się biodegradował, ale nagle, po aferze na Zachodzie, i u nas przestał.

Ktoś powie – A co, myślisz, że w innych krajach tak nie jest? Otóż myślę, że nie. Ale nie o to chodzi.

Banan jest pryskany? Pomarańcza i cytryna też? Tylko, że z tych witaminek odrzucam zewnętrzną warstwę grubości kilku milimetrów. A co zrobić z truskawką, jabłkiem czy wiśnią?


Wasz Andrew

* karencja - W ochronie roślin jest to minimalny okres, który musi upłynąć od momentu zastosowania chemicznego środka ochrony roślin do zbiorów rośliny przeznaczonej do spożycia owoców, kwiatów. Zapobiega zatruciu pokarmowemu ludzi i zwierząt. (za Wiki)

sobota, 2 czerwca 2018

Pożary śmieciowisk, czyli kolejna odsłona państwa na niby

krytycznie i niezależne o różnych aspektach rzeczywistości



Polskę ogarnęła plaga pożarów wysypisk śmieci, miejsc składowania niebezpiecznych odpadów i innych śmieciowisk. „Władze podejrzewają, że może za tym stać mafia śmieciowa”. Może jestem idiotą, ale ja nie podejrzewam, tylko wiem. W dodatku wcale mnie to nie zaskoczyło. A nawet wiem, że to nie żadna mafia, tylko biznes. Specyficzny, ale za to wielki i prężny.

Kiedy w 2013 mieliśmy aferę z solą wypadową i mięsem z padliny w produktach spożywczych made in Poland przeznaczonych na nasz rynek, rząd zamiótł wszystko pod dywan, podobnie jak nieco tylko późniejszą sprawę mączki kostnej dodawanej do karm dla zwierząt, które z kolei są karmą dla nas. Najlepszym komentarzem do kierunku działań władz jest fakt, iż łatwiej w internecie (np. w czeskich źródłach) sprawdzić, które firmy nakryto na tym procederze, niż uzyskać jakieś informacje na ten temat w Polsce.

Już wtedy prorokowałem, że takie potraktowanie „biznesmenów”, którzy w ten sposób zarabiali szybkie i wielkie pieniądze, jest czytelnym sygnałem nie tylko dla kraju, ale i zagranicy, że nad Wisłą podobne inicjatywy gospodarcze są mile widziane. Potem wystarczyło oglądać programy typu Sprawa dla reportera, a choćby tylko ze zrozumieniem czytać nagłówki informacji w necie, by widzieć, jak narasta fala dzikich wysypisk, firm z branży gospodarki odpadami działających niezgodnie z przepisami lub bez odpowiednich uprawnień. I co? I nic. Nic się nie działo. Obecna afera z palącymi się wysypiskami to tylko kolejny etap ekspansji specyficznych inwestorów wciąż zapraszanych do naszego kraju przez kolejne ekipy rządzące. Może tym razem ktoś zostanie zatrzymany, może nawet posiedzi w areszcie, ale wystarczy sobie przypomnieć historię Amber Gold i porównać ją z historią jej amerykańskiego odpowiednika, by pewne rzeczy jasno zobaczyć.

Nie chcę być pesymistą, ale władza, która od czasu odzyskania niepodległości, niezależnie od daty, od której ją liczymy, nie potrafiła sobie poradzić ze stertami śmieci w lasach, rowach przydrożnych, a nawet na górskich szlakach, z mazańcami typu Legia Pany!, które można obejrzeć dosłownie wszędzie, może za wyjątkiem kościołów, która nie potrafi ukrócić epidemii kierowców z przyklejonymi do ucha komórkami czy rozwiązać problemu psów bezpańskich i tych pańskich, ale biegających bez nadzoru, ukrócić znęcania nad zwierzętami ani skutecznie zająć się którąkolwiek z tych trywialnych, lecz powszechnych patologii odróżniających Polskę od świata cywilizowanego, władza, która potrafi tylko tworzyć nowe przepisy bez zadbania o należytą egzekucję już istniejących, nie rokuje zwycięstwa w walce z trendem, który jeśli się utrzyma, zamieni Polskę w coś na kształt Kampanii czy innych rejonów Włoch, które mafia przekształciła w składowisko toksycznych, a nawet radioaktywnych odpadów.

Lektura Gomorry, jeśli tak dalej pójdzie, będzie rozrywką przy polskich realiach.

Jak żart brzmi teraz w mej pamięci wypowiedź jednej z naszych gwiazd kuchennej TV. Przed laty, w początkach polskiej kariery, zapytana o powód przeprowadzki z Włoch do Polski, odpowiedziała, że nie chce, by jej dzieci wychowywały się i dorastały w państwie, w którym mafia robi co chce, niszczy ludzi, dewastuje środowisko, zatruwa życie publiczne. Lepiej nie można było wybrać. Poland welcome to!

Tym bardziej, że we Włoszech czy USA z mafią wojują, mniejsza o to, jak skutecznie, ale wojują, a u nas to każdy widzi. Gość, który w innym kraju już dawno by siedział, jeszcze w telewizji bez krępacji się oburza, że będzie dochodził odszkodowania, bo przecież poniósł straty w mieniu.


Wasz Andrew

piątek, 1 czerwca 2018

Iris Murdoch "Jednorożec" - Zgroza w Gaze

Jednorożec

Iris Murdoch

Tytuł oryginału: Unicorn
Tłumaczenie: Juliusz Kydryński
Wydawnictwo: Literackie
Seria: Fantastyka i Groza 
Liczba stron: 258







Świat nie jest ani czarny, ani biały. Proste dychotomie w rodzaju dobry-zły, prawdziwy-fałszywy, przyjaciel-wróg nie występują zbyt często, co ma decydujący wpływ na fakt, że rzeczywistość, w której bytujemy jest konstruktem skomplikowanym, w którym bardzo łatwo się pogubić. Niejednoznaczność to także domena człowieczej natury, o czym przekonuje się choćby Marian, główna bohaterka powieści Jednorożec, pióra Iris Murdoch (1919 – 1999), autorki takich dzieł jak Czas aniołów, Zacny uczeń, Dzwon czy W sieci.

czwartek, 31 maja 2018

Refleksje z cienia, czyli dzisiejszy spacer

Droga zacieniona drzewami. W głębi fragment po wycince


Miało być o pożarach śmieci, ale to będzie później.


Dotąd myślałem, że masowa wycinka drzew, zwłaszcza przydrożnych i na granicach działek, którą można obserwować szczególnie w naszej okolicy, to sprawa pazerności; darmowy opał, dodatkowe miejsce na jeszcze jeden rządek jabłonek, itd. Potwierdzał to fakt, iż w wycince są najaktywniejsi nie najbiedniejsi, ale najbogatsi, którzy choć mają już przysłowiowy milion, jeszcze bardziej pragną każdej kolejnej złotówki niż ci, którzy mają tylko jakieś grosze. Dziś jednak, około 7 rano, poszedłem na spacer. Temperatura na termometrze w cieniu z nocy 22, w słońcu to lepiej nie mówić. Było widać, że to będzie kolejny rekordowy upał. Wybrałem trasę, przy której zostało najwięcej przydrożnych drzew. I – o dziwo – szło się świetnie. Okazało się, że choć powietrze od gorąca na polach, w sadach oraz na nieocienionych odcinkach drogi stało nieruchome i przytłaczało żarem, to na tych długich, szczelnie zacienionych odcinkach nie tylko było chłodniej, ale i wiał przyjemny, delikatny wiaterek. Wiadomo – efekt komina. Oczywiście, gdy się wychodziło na fragment „wycięty”, to jak młotkiem w łeb, ale w sumie było rewelacyjnie. Zamyśliłem się... I przyszła mi taka refleksja, że jak mają docenić taki cień ludzie, którzy praktycznie całe życie spędzają jak nie na polu, to w domu, a po drodze poruszają się tylko w kabinie samochodu albo ciągnika, w pogoni za mamoną? Może stosunek do drzew, i przyrody w ogóle, to nie tylko kwestia pazerności, ale i tego, że coraz więcej ludzi żyje w świecie krzesła przed komputerem, fotelu w pojeździe, pomieszczenia w którym się odpoczywa, pracuje, rodzi i umiera, świecie, w którym dla czegoś takiego jak przyroda w ogóle nie ma miejsca? Bo nawet sad, w którym najwyższa roślina jest niewiele wyższa od człowieka, sad pryskany kilkadziesiąt razy w sezonie, to na pewno nie jest przyroda. A i nasze maluchy, w przeciwieństwie do choćby Skandynawów, cały czas szkolny kiszą się w pomieszczeniach. Czym skorupka za młodu...


Wasz Andrew

wtorek, 29 maja 2018

Pudelek historyczny, czyli Gwiazdy kina PRL

Niezależna recenzja książki o gwiazdach kina PRL
Gwiazdy Kina PRL Sławomir Koper


Gwiazdy kina PRL


Sławomir Koper

wydawnictwo: Czerwone i Czarne 2014



Lekturą maja w rawskim Dyskusyjnym Klubie Książki była publikacja Sławomira Kopra pod tytułem Gwiazdy kina PRL. Miało to być już nasze drugie spotkanie z twórczością tego współczesnego, zamieszkałego w Legionowie historyka, po Aferach i skandalach Drugiej Rzeczypospolitej, które oceniłem bardzo pozytywnie. Do Gwiazd zabrałem się więc przepełniony optymistyczną nadzieją na interesującą lekturę.