piątek, 16 lutego 2018

Iris Murdoch "Dzwon" - Na uboczu, a wciąż na świeczniku

Dzwon

Iris Murdoch

Tytuł oryginału: Bell
Tłumaczenie: Krystyna Tarnowska
Wydawnictwo: PIW
Liczba stron: 331
 
 
 
 
Dzwon to instrument, który wiąże się z bardzo bogatą symboliką. Jako, że jego odgłos był wezwaniem do modłów, jest on przypomnieniem o konieczności bycia posłusznym wobec Boga i jego praw. To także echo boskiej wszechmocy i władzy. Dzwon obwieszcza ważkie nowiny, zarówno te będące zapowiedzą wielkiego szczęścia jak i zwiastunem klęski, tragedii. Wreszcie dzwon odzwierciedla człowiecze serce oraz potęgę wielkiego uczucia, jakim darzymy bliźniego. Dzwon to także tytuł powieści Iris Murdoch, w której wspomniany instrument odgrywa niepoślednią rolę.

Fabuła utworu osnuta jest wokół małżeństwa Dory oraz Pawła Greenfieldów. Próżna, lekkomyślna, o ogromnych pokładach ignorancji i zwyczajnie leniwie intelektualna Dora wegetuje w cieniu swojego zaborczego, wybuchowego i nerwowego męża, który tłamsi osobowość żony, przyznając sobie prawo do sterowania partnerką i dokonywania za nią kluczowych wyborów. Niezbyt dobrze dogadująca się para, w związku z charakterem pracy, będącego historykiem, Pawła, poświęcającego się badaniom czternastowiecznego manuskryptu, trafia w gościnę do świeckiego bractwa anglikańskiego, mającego swoją siedzibę w posiadłości Imber Court, w zacisznym zakątku hrabstwa Gloucestershire. W bezpośrednim sąsiedztwie majątku znajduje się opactwo oraz klasztor benedyktynek z obowiązującą ścisłą klauzurą. Imber Court, będące schronieniem dla ludzi, (…) którzy nie mogą żyć ani na świecie, ani poza światem [1], których określić można mianem jakby chorych, bowiem (…) tęsknota do Boga czyni ich nie przystosowanymi uczestnikami zwykłego życia, ale z drugiej strony siła czy temperament nie pozwalają im całkowicie wyrzec się świata [2], staje się areną niezwykłych zdarzeń – duchowe przemiany, niełatwe i burzliwe relacje czy zakazane kontakty są materią, stanowiącą fundament powieści Murdoch.

Dzwon to znakomity przykład prozy, w której na stosunkowo niewielkiej liczbie stron, udało się poruszyć cały szereg zagadnień. Iris Murdoch zaprasza na scenę swojego  dramatu skromne grono protagonistów, którzy jednak prowadzą bardzo intensywne życie duchowe, pełne refleksji i rozterek, co stanowi pretekst do zahaczania o kolejne sfery związane z filozofią, moralnością, religią. Bardzo istotną funkcję spełnia choćby wątek homoseksualny. Zostaje on ukazany z perspektywy człowieka, postrzegającego swój pociąg do osób tej samej płci jako aberrację, zaburzenie, zboczenie – wewnętrzne dylematy skutkują jednak próbami wyrwania się z opresyjnego mechanizmu grzechu i winy, i usiłowaniem spojrzenia na swoje skłonności jako coś akceptowalnego, wytłumaczalnego, zrozumiałego, nawet przez pryzmat boskich praw i nauk. Uranizm służy też do zaprezentowania ostracyzmu, z jakim spotyka się człowiek, który ma odwagę myśleć w sposób inny niż narzucony przez większość, podpierająca swoje racje tradycją, wiarą, stereotypami, konwenansami. Co ciekawe, ofiarą wykluczenia, przynajmniej w pewnym stopniu, padają też członkowie bractwa, którzy traktowani są jako nieszkodliwi szaleńcy, surowi moraliści, zbzikowani purytanie – na ich przykładzie przekonujemy się, że bardzo trudno jest odciąć się od zewnętrznego świata i egzystować zgodnie z własnymi zasadami, które nie pokrywają się z ogólnie przyjętymi normami. Takie bytowanie na swój rachunek musi wiązać się z reakcją zwrotną, bowiem zawsze znajdzie się ktoś gotowy do tego, by (…) szpiegować, szydzić, osądzać [3]. Losy członków bractwa skłaniają nas również do pochylenia się nad stwierdzeniem, że (…) nigdy nie jesteśmy bezpieczni. W każdej chwili możemy być wyrwani ze stanu bezgrzesznej pogody i bez żadnych faz przejściowych wtrąceni w jego przeciwieństwo – tak wysoko  wzbierają wokół nas wody naszej i cudzej niedoskonałości [4]. Tym samym Murdoch uświadamia nam, że nie tylko my jesteśmy kowalami swojego losu – nasz żywot to suma wielu, nierzadko przypadkowych, zdarzeń jak i interakcji, w jakie wchodzimy z otoczeniem. Stąd też nasze życie kształtowane jest przez wpływy, jakie stara się wywierać na nas świat zewnętrzny. Nieprzewidywalność naszej przyszłości wynika także z prostego fakt, że nie sposób ocenić, rozstrzygnąć i antycypować wszystkich skutków i konsekwencji podejmowanych przez nas działań. Pięknie mówi o tym bardzo poetycki fragment: Nasze uczynki są jak okręty, przyglądamy im się, gdy wypływają na morze, ale nie wiemy, kiedy i z jakim ładunkiem wrócą do portu [5]. Zatem ludzka dola pełna jest chaosu, alogiczności i absurdu, i nie sposób walczyć z tym stanem rzeczy – pierwiastek bezładu i nieobliczalności trzeba po prostu zaakceptować. Ostatnią materią, nad którą skupia się Murdoch są społeczne role, w jakie jesteśmy wtłaczani – przedmiotem rozważań jest przede wszystkim małżeństwo, które w opinii Dory polega na tym, że (…) jest się uwięzionym w dążeniu drugiego człowieka [6].

Tematyka, po jaką sięga irlandzka pisarka sprawia, że Dzwon mocno kojarzy się z innym dziełem autorki zatytułowanym Czas aniołów (1974). Co ciekawe, napisany w 1958 roku Dzwon wydaje się utworem dojrzalszym, o bardziej przemyślanej konstrukcji, z lepiej zarysowanymi głównymi wątkami. Ba, można wręcz mówić o odwróconej chronologii, kiedy porównuje się oba tytuły, bowiem w Dzwonie szerzej przytoczono kilka kwestii, które w Czasie aniołów zostały tylko napomknięte. Materią, która w Czasie aniołów została ledwie zasygnalizowana jest homoseksualizm, będący jednym z filarów fabuły Dzwonu. Swoistym rozwinięciem cichej i zamkniętej w sobie Elżbiety, zdaje się być Katarzyna Fawley, bohaterka Dzwonu, będąca kandydatką, która przygotowuje się do wstąpienia do zakonu benedyktynek.

Ostatnią rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę, jest symbolika, jaką stosuje Iris Murdoch. Pod tym względem kluczową rolę odgrywa tytułowy dzwon, który reprezentuje bardzo przeciwstawne wartości. Z jednej strony szczerość, prostotę i otwartość, z drugiej zaś tajemnicę, nieprzewidywalność oraz mrok człowieczej duszy, w czeluściach której skrywają się najrozmaitsze emocje. Oznaką tego, co skryte i zagadkowe są także klasztorne mury, za którymi swoją samotniczą egzystencję prowadzą świątobliwe zakonnice.

Godne podkreślenia jest to, że Dzwon jest miłą lektur z racji języka, jakim posługuje się Murdoch. Jest on bardzo plastyczny, opisowy i malowniczy, niepozbawiony metaforycznych porównań. Za jego sprawą obcowanie z tekstem jest doświadczeniem bardzo przyjemnym, a o niemałych umiejętnościach Irlandki niech poświadczą następne fragmenty: Dora widziała teraz wyraźniej rozpościerającą się przed nią przestrzeń, posępną fasadę muru Opactwa zmarszczoną światłem i cieniem, dalej drzewa, których zaokrąglone czuby chwytały bladą poświatę, i długie, dziwaczne cienie drzew i krzewów na szerokich trawnikach tuż przed oknami [7]; (…) słowa były jedynie kawałkami słomy wyrzucanymi w górę i niszczejącymi w gwałtownym żarze tego spotkania [8].

Reasumując, Dzwon, to intrygująca książka, którą czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem. Podobnie jak w przypadku Czasu aniołów, może odrobinę mierzić melodramatyczność zachodzących wypadków, chociaż ta drobna skaza w żadnej mierze nie osłabia wymowy dzieła, które znakomicie pokazuje jak skomplikowaną i niejednoznaczną istotą jest człowiek.


[1] Iris Murdoch, Dzwon, przeł. Krystyna Tarnowska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1972, s. 84
[2] Tamże, s. 84
[3] Tamże, s. 279
[4] Tamże, s. 168
[5] Tamże, s. 174
[6] Tamże, s. 17
[7] Tamże, s. 45
[8] Tamże, s. 181
 

4 komentarze:

  1. Początek tej książki jest wspaniały: "Dora Greenfield rzuciła męża, ponieważ się go bała. W sześć miesięcy później postanowiła wrócić do niego z tego samego powodu". :) Zgadzam się, że mocnym punktem książek Murdoch jest język. Plastyczny, niekiedy bardzo piękny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podążając za symboliką książki, początek określiłbym mianem potężnego uderzenia dzwonu, którego echo rozbrzmiewa na dalszych kartach.

      Usuń
  2. Skoro jest homoseksualizm, to znaczy, że muszę (tzn. chcę) przeczytać :D. Aczkolwiek przyznam szczerze, że "Czas aniołów" jakoś bardziej mnie zainteresował. Ale to w sumie dobrze, bo jak już go przeczytam, to pewnie nabiorę ochotę na kolejną powieść Murdoch za jakiś czas, a wtedy nadal będzie czekał na mnie dojrzalszy i lepszy "Dzwon" :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak szczerze powiedziawszy, to wątek homoseksualny zarysowany zostaje także w "Czasie aniołów" (w ogóle u Murdoch często przyjmuje on formę uczeń-mistrz), chociaż faktycznie dopiero w "Dzwonie" rozkwita on w pełni.

      Usuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)