poniedziałek, 26 lutego 2018

Iris Murdoch "Zacny uczeń" - Brzemię konsekwencji

Zacny uczeń

Iris Murdoch

Tytuł oryginału: The Good Apprentice
Tłumaczenie: Maria Olejniczak-Skarsgård
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 462 (tom I) + 272 (tom II)
 
 
 
 
Jednym z przejawów entropii jest fakt, że danych wydarzeń nie sposób cofnąć. Czas mknie w jednym kierunku, a nasze czyny momentalnie przeobrażają się w przeszłość, której nie da się zmienić. W rezultacie popełniane przez nas błędy mogą okazać się niezwykle bolesne w skutkach – są bowiem konsekwencje, których charakter jest ostateczny. Takie wybory, których plon jest tragiczny i traumatyczny, pozostawiają trwałe blizny na człowieczej psychice. O tym, jak trudno jest wyzwolić się z pulsującego poczucia winy, którym emanują, przekonują się bohaterowie powieści Zacny uczeń, autorstwa Iris Murdoch.

Fabuła książki osnuta jest wokół dwóch postaci, Edwarda Baltrama oraz Stuarta Cuno – losy przyrodnich braci są fundamentami, na których wzniesiono akcję dzieła. W chwili rozpoczęcia utworu obaj młodzieńcy znajdują się na życiowym rozdrożu. Edward jest przytłoczony wyrzutami sumienia z racji wyrządzonych krzywd, wynikających z głupoty oraz nieodpowiedzialności (Jak można żyć, jeśli popełniło się bezwzględną niegodziwość, doznało bezwzględnej porażki i ściągnęło na siebie bezwzględną hańbę? [1]). Ciężar samooskarżeń prowadzi do pogrążenia się w apatii i marazmie oraz erozji siły woli i zdolności do działania. Intelektualna aktywność zostaje zdegradowana do rozmyślań i dywagacji orbitujących wokół moralnego piętna, jakim naznacza się Edward. Z kolei Stuart to dobrze zapowiadający się student matematyki, który planuje zrezygnować z edukacji oraz przyszłej kariery, by poświęcić się pomocy bliźnim. Jednocześnie mężczyzna narzuca sobie surową samodyscyplinę opartą m.in. na pokorze i celibacie, co sprawia, że bliscy podejrzewają go o religijny fanatyzm. Przypadek Stuarta jest jednak o tyle ciekawy, że w jego mniemaniu religia jest niezbędnym elementem współczesnego człowieka, tyle, że powinna to być (…) religia bez Boga, bez nadprzyrodzonych dogmatów (…) [2]. Młody człowiek poczuwa się także do odpowiedzialności za swego przyrodniego brata, dlatego, kiedy Edward, w tajemnicy przed wszystkimi, wyrusza w oczyszczającą pielgrzymkę do miejsca, w którym w jego mniemaniu możliwe jest otrzymanie choćby namiastki rozgrzeszenia, Stuart postanawia odnaleźć brata i ruszyć jego śladem.

Z uwagi na postać Edwarda, Zacny uczeń, a w szczególności jego początkowe rozdziały, może zostać uznany za rozbudowane studium poświęcone winie i jej odczuwaniu. Murdoch pieczołowicie przedstawia mechanizm tej emocji, posługują się przy tym przypadkiem bardzo skrajnym, wręcz ekstremalnym. Edward tonie w bagnie bezwładu, osuwając się do kolejnych kręgów cierpienia, bez przerwy rozmyślając o tym, co uczynił, co oczywiście nie przynosi ulgi, a wręcz przeciwnie – paraliżuje, obezwładnia, uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Ale jak zauważa Murdoch, takie zapadanie się w spirali dyskredytacji własnej osoby, paradoksalnie, może doprowadzić do radykalnego egocentryzmu i próżności. Na skutek przesadnego samoudręczenia dochodzi do narodzin religii, której najwyższym kapłanem jest podmiot cierpiący, biorący na swoje barki przewinienia całego świata (Całe stworzenie jest niewinne, w moich oczach; wybaczam mu, wybaczam wszystkiemu prócz siebie samego [3]), uważający przy tym, że tylko jego ból jest zasadny, usprawiedliwiony, zrozumiały. W takich okolicznościach ludzie, nawet z bezpośredniego otoczenia, blakną, tracąc kontury, stając się statystami, których wszelkie działania zawsze zestawiane są z bezmiarem dokonanej zbrodni, i z tego względu jawią się jako próżne, bezcelowe, godne pogardy.

W książce Murdoch poruszono także szereg innych zagadnień, których jądrem są głównie religia oraz moralność (chociaż nie brakuje też wzmianek poświęconych futurologii, relacji między ludźmi a maszynami oraz wpływom, jakie komputery mogą wywołać na człowieczą cywilizację). Przytoczenie bardzo szerokiego spektrum tematów możliwe jest z racji faktu, że istotnym elementem powieści są konwersacje i dysputy prowadzone przez pierwszoplanowych bohaterów oraz liczne grono postaci z drugiego planu. Ponadto Murdoch posługuje się znaną już z poprzednich dzieł techniką, polegającą na łączeniu trzecioosobowej narracji z mową pozornie zależną. Summa summarum czytelnik zyskuje sposobność dryfowania po ogromnym oceanie myśli poszczególnych protagonistów, co jednocześnie wiąże się z przeglądem wielu punktów widzenia na aktualnie roztrząsaną kwestię. Wspomniany zabieg pozwala również dogłębnie poznać motywacje kierujące danymi osobami oraz przekonać się jak różnorodne, nierzadko przypadkowe wydarzenia wpływają na proces podejmowania decyzji. Uświadamiamy sobie, że na dobrą sprawę, nie mamy pojęcia (…) jako skomplikowani i nieodgadnieni mogą być ludzie [4]. Owa tajemniczość to efekt tego, że: Wszyscy jesteśmy opakowani w układające się warstwami, jedwabiste iluzje, które, jak instynktownie czujemy, są nam potrzebne do życia [5] – zatem człowiek okłamuje nawet sam siebie, stąd niemożliwe jest pełne zrozumienie i rozszyfrowanie bliźniego.

Lektura Zacnego ucznia przesiąknięta jest skojarzeniami z innymi dziełami Iris Murdoch, bowiem pisarka stosuje pewne motywy, stanowiące wyróżnik jej prozy. Podobnie jak w przypadku Dzwonu, w Zacnym uczniu pojawia się wątek związany z małą, zamkniętą wspólnotą, której członkowie egzystują wedle ściśle ustalonych reguł i zasad, ciężko pracują oraz starają się być utylitarni, przywodząc na myśl klasztorny żywot. Istotnym pierwiastkiem, którym przesiąknięta jest książka, jest nietzsche’owskie stwierdzenie Gott ist tot, będące wiodącym hasłem w Czasie aniołów. Bohaterowie Zacnego ucznia, tak jak w przypadku protagonistów wspomnianych Dzwonu oraz Czasu aniołów, są świadomi tej tezy i w większości przypadków uznają ją za prawdziwą. Tyle, że śmierć Boga nie przynosi wyzwolenia, ulgi, spokoju – zamiast tego staje się bodźcem do poszukiwań nowych wartości, nowego Absolutu, stworzenia nowej religii mogącej zaspokoić duchowe potrzeby człowieka (w przypadku Zacnego ucznia bardzo wymowna jest figura Jessego Baltrama, artysty totalnego, człowieka o magnetycznej osobowości, którego wielkość nie chroni przed destrukcyjną działalnością czasu, co stanowi znakomite uosobienie upadłego Boga).

Niestety, tak jak w przypadku innych płodów Murdoch, książka cechuje się jedną zasadniczą wadą, którą jest przesadna, wręcz męcząca melodramatyczność. Niespodziewane zwroty akcji, potężne afektacje, skomplikowane stosunki łączące poszczególnych protagonistów, które wraz postępującą historią plączą się coraz mocniej i mocniej – gdyby nie nadmiar tych środków, można by uznać je za udaną farsę, ale w takiej ilości są one zwyczajnie nużące.

Na szczęście w Zacnym uczniu można odszukać wielu zalet, które skuteczne maskują słabsze strony. Murdoch uzmysławia nam, że w przypadku wielu ludzi codzienny byt to przeważnie konstrukt zbudowany w ogromnej mierze z fałszu – jego składowymi są blaga, maski, fasadowość. Autorka demaskuje tę sielankę poprzez jej stopniową i bezwzględną dekonstrukcję. Istotną rolę spełnia też symbolizm uzupełniony mistycyzmem. W końcowym rozrachunku, czytelnik otrzymuje intrygującą powieść, z którą zdecydowanie warto się zapoznać.


[1] Iris Murdoch, Zacny uczeń. Tom 1, przeł. Maria Olejniczak-Skarsgård, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 1995, s. 18
[2] Tamże, s. 49
[3] Tamże, s. 107
[4] Iris Murdoch, Zacny uczeń. Tom 2, przeł. Maria Olejniczak-Skarsgård, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 1995, s. 8
[5] Iris Murdoch, Zacny uczeń. Tom 1, przeł. Maria Olejniczak-Skarsgård, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 1995, s. 110
 

10 komentarzy:

  1. Oj, ta melodramatyczność mnie też bardzo przeszkadzała. To wada wielu powieści Murdoch. :) Tak, Edward pogrąża się w bezwładzie, zachowuje się w sposób typowy dla osób będących w depresji: skupia się na własnym bólu i nie jest w stanie dostrzec, że inni ludzie też cierpią. Śledzenie jego uczuć było dla mnie o wiele ciekawsze niż czytanie o rozterkach Stuarta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, mnie z kolei nieco mierził Edward - to nurzanie się, czy wręcz taplanie we własnym upadku, w pewnym momencie zaczęło mi się wydawać mocno podszyte egoizmem. Tak jakby bohater podświadomie doszedł do przekonania, że jedynie jego cierpienia i ból są autentyczne, godne współczucia.

      Usuń
  2. Widzę, że Festiwal Iris Murdoch na waszym blogu trwa.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, na rozkładzie jest jeszcze "W sieci". A po następne tytuły będę musiał się wybrać do biblioteki. Szczególnie chciałbym przeczytać "Morze, morze". Ale muszę też pamiętać o Muriel Spark, którą obiecałem sobie poznać pod wpływem Twoich wpisów :)

      Usuń
  3. Widzę, że stopniowo poznajesz twórczość Iris Murdoch. Sama czytałam lata temu jedną jej książkę i została mi w pamięci własnie owa melodramatyczność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udało mi się jakoś przywyknąć do owej melodramatyczności i pod jej warstwą odnaleźć całkiem interesujące filozoficzne rozważania. Podobają mi się również sylwetki kreowane przez Murdoch, dlatego z pewnością pojawiają się jeszcze wrażenia z lektury kolejnych książek tej pisarki.

      Usuń
  4. Rzeczywiście, festiwal Murdoch trwa, ale prócz rzeczonej Iris jest jeszcze... entropia. Masz do niej słabość, jak widzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszne spostrzeżenie - entropia króluje w wielu aspektach naszego życia. Stąd podejście pełen szacunku, przejawiającego się częstym wspominaniem o niej :)

      Usuń
  5. Kurcze, niesamowicie przemawia do mnie sposób, w jaki Murdoch porusza tematykę religii - zgadzam się z ideą, że branie na siebie odpowiedzialności za winy innych jest przejawem egocentryzmu, a zarazem podoba mi się, że Murdoch pokazuje, jak ludzie poszukują Absolutu - jeśli nie Bóg, to coś innego, co będzie spełniać odpowiednie potrzeby duchowe. W dodatku bardzo lubię, gdy bohaterowie książek są tymi, którzy dyskutują o różnych problemach świata czy ludzkiej natury, zwłaszcza gdy ci bohaterowie są dobrze skonstruowani. Tym bardziej szkoda, że Murdoch popada w melodramatyzm; książkę przeczytam i tak, ale raczej dopiero po tych książkach, które już recenzowałeś, a na pewno po intrygującym "Czasie aniołów" ;).

    OdpowiedzUsuń
  6. Murdoch z wykształcenia to pani filozof i doskonale widać to w jej prozie. Wielu bohaterów, szczególnie ci młodzi, to ludzie poszukujący, którzy starają się świadomie kształtować swój światopogląd. To budowanie aparatu percepcyjnego, za pomocą którego odbierane są bodźce z otoczenia jest procesem żmudnym, ale i - z punktu widzenia czytelniczego - niesłychanie ciekawym.

    A co do przesadnych i nieco wydumanych interakcji zachodzących pomiędzy poszczególnymi protagonistami, to będę musiał rozejrzeć się za biografią Murdoch - może życiorys artystki powie coś na temat tendencji do tych melodramatycznych uniesień :)

    OdpowiedzUsuń

Czytamy wnikliwie każdy komentarz i za wszystkie jesteśmy wdzięczni. Zwłaszcza za te krytyczne. Jeśli chcesz o czymś porozmawiać, zapytać, zwrócić uwagę na błąd, pisz śmiało. Każda wypowiedź, zwłaszcza na temat, jest przez nas mile widziana. Nie odrzucamy komentarzy anonimowych, jeśli tylko nie naruszają prawa. Można zamieszczać linki do swoich blogów i inne, jeśli nie są ewidentnym spamem. KOMENTARZE UKAZUJĄ SIĘ DOPIERO PO ZATWIERDZENIU przez nas :)