Wolna i niezawisła Ukraina jest jedynym prawdziwym gwarantem niepodległości Polski. Jeśli upadnie Ukraina, kwestią czasu będzie upadek Polski.

piątek, 23 października 2015

O tym, co przecieka między palcami, czyli "Okruchy dnia"

Okruchy dnia

Kazuo Ishiguro

Tytuł oryginału: The Remains of the Day
Tłumaczenie: Jan Rybicki
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 306







Czas, coś bezosobowego, co jeszcze nie doczekało się zadowalającej definicji, jest z natury dość okrutny i bezwzględny. Upływa nie oglądając się za siebie. W związku z tym przeszłość jest czymś, do czego nie można wrócić, czymś bezpowrotnie utraconym. Ta nieuchronność i nieodwracalność postępującego czasu jest doskonale widoczna w chwilach, gdy człowiek podejmuje ważne decyzje – dopiero po latach ludzie przekonują się o konsekwencjach swoich działań. W przypadku negatywnych skutków dokonanych wyborów wielu ludzi pogrąża się w szczegółowej analizie tego, co było i co minęło, próbując dociec, gdzie został popełniony błąd, tonąc w próżnych rozważaniach i jałowym rozpamiętywaniu, tak jak czyni to Stevens, bohater utworu Okruchy dnia autorstwa Kazuo Ishiguro, brytyjskiego pisarza japońskiego pochodzenia.

czwartek, 22 października 2015

Uczciwe wybory



Kupowanie głosów wyborców jest nielegalne. Przy ostatnich wyborach było głośno m.in. o kandydacie, który kupował głosy za flaszkę wina. Oczywiście fakt, że dziś rolnicy otrzymali „zaliczki na poczet dopłat” nie ma niczego wspólnego z wyborami, a wszelkie tezy, iż są grupą uprzywilejowaną, są wyssane z palca. To, że w poprzednich latach nie było żadnych zaliczek, a dopłaty za dany rok wypłacano w następnym, to... takie inteligentne niedomówienie. Podobnie jak fakt, że tym razem rząd w mediach nie chwali się tym, że w końcu coś udało mu się załatwić szybciej niż zwykle.

Wasz Andrew

środa, 21 października 2015

Morfina




Morfina

Szczepan Twardoch

Wydawnictwo Literackie 2013 wyd. I dodruk



Lekturą października w moim, czyli rawskim, Dyskusyjnym Klubie Książki była Morfina Szczepana Twardocha. Nazwisko autora nic mi nie mówiło, nie śledzę wszak wieści z rynku wydawniczego, rankingów sprzedaży i innych elementów gry marketingowej uprawianej wokół książki w Polsce. Wziąwszy tę grubą, bardzo grubą książkę do ręki, zastanawiałem się, czy to kolejna wydmuszka przy pomocy odpowiednich nakładów wykreowana na bestseller, czy też perełka w rodzaju Wyspy Klucz lub Czarnego ogrodu*. Oczywiście mogłem zajrzeć do internetu i poczytać recenzje, ale nauczony doświadczeniem wiedziałem, że często rozmijają się z moimi ocenami, zwłaszcza te spisane w podzięce za darmowy egzemplarz do recenzji. Jak zwykle więc postanowiłem dać książce szansę, by przemówiła sama za siebie.




wtorek, 20 października 2015

Refleksja po debacie Kopacz-Szydło

w formie cytatu:





Rzeczpospolita to postaw czerwonego sukna, za które ciągną Szwedzi, Chmielnicki, Hiperborejczykowie, Tatarzy, elektor i kto żyw naokoło. A my z księciem wojewodą powiedzieliśmy sobie, że z tego sukna musi się i nam tyle zostać w ręku, aby na płaszcz wystarczyło; dlatego nie tylko nie przeszkadzamy ciągnąć, ale i sami ciągniemy.


Potop Henryk Sienkiewicz

poniedziałek, 19 października 2015

Czarna Dalia




James Ellroy

Czarna Dalia

Oryg. The Black Dhalia
Cykl: Kwartet L.A.* (oryg. L.A. Quartet) tom 1
Wydawnictwo: C&T Toruń 2007 (wydanie II)



Nie ma chyba żadnego miłośnika kryminałów, który przynajmniej nie słyszałby nazwiska Jamesa Ellroya. Właściwie Lee Earle Ellroy; urodzony w 1948 w Los Angeles, w wieku 10 lat stracił matkę, która została brutalnie zamordowana, a sprawców tej zbrodni do dziś nie ustalono. Jako młody człowiek, prawdopodobnie nie bez związku z traumą z dzieciństwa, poznał co to życie marginesu społecznego, łącznie z alkoholizmem, narkomanią, uprawianiem drobnej przestępczości oraz bezdomnością i pobytem w więzieniu. Na prostą udało mu się wyjść, gdy dostał pracę nosiciela kijów golfowych, co z kolei pozwoliło Ellroyowi na spróbowanie swych sił w pisarstwie. I to ostatnie było strzałem w dziesiątkę, a jego znakiem firmowym stały się mroczne powieści kryminalne. Podobno impulsem do zainteresowania się pracą policji było niewyjaśnione zabójstwo matki, ale sądzę, że i własne przeżycia „po drugiej stronie barykady” też miały w tym dużą rolę. Swoją drogą, ciekawe czy w Polsce wyobrażacie sobie takie wyjście z bezdomności i kryminalnej przeszłości – najniżej płatna praca, która wystarcza na całkiem samodzielne utrzymanie i zajęcie pisarstwem?



piątek, 16 października 2015

Płonę, płonę, płonę, czyli "Auto da fé"


Auto da fé

Elias Canetti

Tytuł oryginału: Die Blendung
Tłumaczenie: Edyta Sicińska
Wydawnictwo: Czytelnik
Liczba stron: 568





Auto da fé to portugalskie wyrażenie oznaczające dosłownie akt wiary. Termin jest ściśle związany z działalnością inkwizycji i oznacza publiczne wyznanie bądź zaparcie się wiary przez chrześcijanina, któremu dowiedziono herezję. Auto da fé praktykowano w Portugalii, Hiszpanii oraz koloniach obu państw pomiędzy XV a XIX wiekiem. Był to ostatni etap procesu inkwizycyjnego i na ogół kończył się on śmiercią skazanego poprzez spalenie na stosie, chociaż zdarzali się szczęśliwcy, którym udawało się uniknąć tragicznego losu. Auto da fé było niezwykłą ceremonią o charakterze publicznym – aktów wiary dokonywano na głównych placach miast, na rynkach bądź przed kościołami, w obecności tysięcy gapiów, w atmosferze równie podniosłej, co ponurej i przerażającej. Skazańcy brali udział w procesji, która towarzyszyła im od więziennych murów do miejsca, gdzie miało odbyć się auto da fé i do końca ceremonii nie byli świadomi, czy uda im się ujść z życiem. Akty wiary swój unikalny charakter zawdzięczały starannej i przemyślanej oprawie – winowajcy nosili pokutne szaty, ozdobione płomieniami i wizerunkiem własnej podobizny w otoczeniu diabłów. Pod rysunkiem umieszczano opis przewinień. Ponieważ wyrok, choć nieznany ani skazańcowi ani tłumowi gapiów, był już ustalony przez inkwizycję, w przypadku orzeknięcia winy ewentualne przyznanie się do zarzucanych czynów oraz okazanie skruchy w żaden sposób nie mogły uratować ofiary przed spłonięciem na stosie. Wyrażenie auto da fé na stałe weszło do naszej cywilizacyjnej terminologii i zgodnie ze słownikiem języka polskiego, ten zlepek słów posiada także dodatkowe znaczenia – jest on stosowany zamiennie z samospaleniem bądź z paleniem ksiąg uznanych za heretyckie. Ponadto Auto da fé to tytuł interesującej powieści autorstwa Eliasta Canettiego, laureata literackiej nagrody Nobla.

poniedziałek, 12 października 2015

Najlepsza inwestycja



Gdybym zainwestował tysiąc euro w akcje Apple na początku 2012 roku (pisane najpóźniej w 2013, przyp. A.V.), teraz miałbym tysiąc sześćset siedemdziesiąt. Nieźle. Lecz gdybym zainwestował tysiąc euro w kokainę na początku 2012 roku, teraz miałbym sto osiemdziesiąt dwa tysiące: sto razy więcej, niż inwestując w najlepsze papiery wartościowe w roku!